Przetrwanie małżeństwa=samotność?...

16.12.05, 23:00
Czy wy też tak macie?
Czy umiecie żyć ze soba w małżeństwie tak że ciągle są
jakieś kłótnie awantury lub odwrotnie 5-6 dni spokoju i idealnego stanu a
pózniej znów to samo ciagła sinusoida w góre i w dół?? Tak że oboje czujecie
że sie kochacie ,zgadzacie sie w fundamentalnych sprawach a kłócicie sie cały
czas o bzdury ,o rzeczy które są w zasadzie drobne ale w tej drugiej osobie
nie akceptujecie a druga osoba nie odbiera prósb jak prósby ale jak ciagłe
pretensje.
Cze przechodziłyście/Przechodziliście podobne stany i czy skończyły sie w
waszym przypadku końcem małżeństwa czy odwrotnie wzmocnieniem??
A moze to kwestia tzw "dotarcia" się ?
Piszę bo juz dłużej nie mogę wytrzymać czuje się coraz bardziej samotny i
wysiadam psychicznie. Jesteśmy młodym małżeństwem (2,5 roku)ale przeszlismy
juz naprawdę wiele, znamy sie od 5lat, mamy synka i z mojej perspektywy
(jestem mężczyzną 24lata)moja żona zmieniła sie w osobę bezkrytyczną i
zamkniętą na sugestie traktującą mnie nie jak partnera lecz jak wroga(choć
wciąż czuję że mnie kocha).Intersuje mnie zdanie kobiet (ale też i
mężczyzn:)) bo może to jakoś pozwoli mi zrozumieć moją żonę i to wszystko
odwrócić aby się nie rozpadło.

Czy małżeństwo które nie chce się rozstawać będzie tylko związkiem 2
samotnych osób?banalnie to brzmi.Ale nie chce odchodzić a jednocześnie czuję
że ta samotnosć mnie tak przygniata że lepiej byłoby chyba już nie żyć...

Nie oczekuje od Was "złotego środka" ale interesuje mnie czy przechodziliście
podobne stany i jak z tego można wybrnać.
Proszę o poważne komentarze gdyby któs chciał pogadać gg 5085177.
    • xandi Re: Przetrwanie małżeństwa=samotność?... 17.12.05, 14:29
      też tak miałam. Nie mam męża (jeszcze), ale z moim chłopakiem (4 lata razem)
      przechodziliśmy przez niejeden kryzys. I nie żałuję tego, zawsze warto było
      walczyć o nasz związek.
      Wydaje mi się że najważniejsze jest żebyście oboje zdali sobie sprawę z tego że
      coś się psuje. porozmawiaj z nią szczerze.
      Może ma stresujący okres w pracy i nie zdaje sobie sprawy że wyładowuje się na
      Tobie? Ja czasem tak miewam... ostatnio nauczyłam się ad tym jako tako panować -
      zdawać sobie sprawę że On nie jest winny temu że jestem na coś wściekła.
      Jak jestem na Niego za coś zła to... piszę o tym i mu daję to co nabazgrałam. Ma
      to dwie zalety - (1) jak piszę to łatwiej tak składać zdania żeby nie urazić i
      wyjaśnić jasno o co mi chodzi, oraz (2) daje mu to czas na przemyślenie tego
      wszystkiego na spokojnie.
      • alterna Re: Przetrwanie małżeństwa=samotność?... 17.12.05, 14:40
        Zazdorszczę Ci dystansu i umiejętności wyważenia tego co ważne a co mniej..
        Mój związek trwa trochę ponad 2 lata i mamy wieczną huśtawkę - tydzień super, 3
        dni koszmarnych awantur lub milczenia... Kochamy się, planujemy slub (podczas
        tych dobrych tygodni) ale i rozstajemy się często (to podczas tych kilku dni
        awantur lub milczenia). Można zwariować. Właśnie teraz jestesmy po wielkiej
        awanturze, on poszedł sobie do mamy do domu (i chwała Bogu bo szlag by mnie
        trafił gdybym teraz musiała z nim siedzieć w domu). W takich chwilach jak ta
        zastanawiam się nad sensem wychodzenia za niego za mąż, zakładania rodziny...
        Bo skończy się to zapewne tak jak u autora wątku...:/
        • slimaczek1 Re: Przetrwanie małżeństwa=samotność?... 17.12.05, 14:47
          I pewnie tak się skończy, więc nie decyduj sie na slub, taki związek nie ma
          sensu. Awantury jeszcze przed ślubem, to chore, a co będzie za parę, parenaście
          lat, koszmar. Wy juz się ze sobą męczycie. Ludzie, którzy tak się zachowuja w
          stosunku do siebie nie kochają się. Za parę lat pewnie rozwód albo gorzej
          męczenie się ze sobą do końca zycia. Ludzie zastanówcie sie zanim
          unieszczęśliwicie siebiei własne dzieci.
        • kkmk Re: Przetrwanie małżeństwa=samotność?... 18.12.05, 08:55
          Szczerze to chyba Alterno powinnaś zastanowić sie nad wychodzeniem za mąż.Nie
          ma reguły oczywisćie może być tak że okres przedmałżeński jest ok a potem się
          wszystko wali na głowę.
          Ja z moją żoną też od czasu do czasu przed zawarciem małżeństwa się kłóciliśmy
          ( wyjeżdzanie ,nieodzywanie się itd )teraz załuję troche że nie wstrzymałem sie
          z decyzją o małżeństwie bo nie musiałby teraz cierpieć na tym nasz synek no i
          my oczywiśćie ale może jeszcze nie wszystko stracone... Pozdrawiam

    • slimaczek1 Re: Przetrwanie małżeństwa=samotność?... 17.12.05, 14:56
      "Czy małżeństwo które nie chce się rozstawać będzie tylko związkiem 2
      samotnych osób?banalnie to brzmi.Ale nie chce odchodzić a jednocześnie czuję
      że ta samotnosć mnie tak przygniata że lepiej byłoby chyba już nie żyć..."
      Musisz zdecydować czy odejść czy czuć sie samotnym w związku. Myślę że taka
      samotność jest najgorsza i będzie się pogłębiać, jeżeli nie rozwiążecie waszego
      problemu. Odpowiedz sobie czy kochacie sie wzajemnie jezeli nie rozstańcie się.
      Jeżeli naprawdę się kochacie to Wam się uda ale sszczerze mówiąc nie wierze
      żeby kochający się ludzie tak postępowali.
      "moja żona zmieniła sie w osobę bezkrytyczną i
      > zamkniętą na sugestie traktującą mnie nie jak partnera lecz jak wroga(choć
      > wciąż czuję że mnie kocha)." Traktuje Cie jak wroga a ty czujesz ze cię kocha-
      nie rozumiem tego jak mozna kogoś kochac i jednocześnie traktować jak wroga?

      • kkmk Re: Przetrwanie małżeństwa=samotność?... 18.12.05, 09:12
        Do slimaczek 1
        Dzięki za głos w sprawie .
        Nie potrafię Cie powiedzieć jak czuję że mnie kocha choć w zachowaniu tego
        często nie widać.Kiedy jest między nami dobrze to mi to mówi i czuje to w jej
        zachowaniu.Niestety stan że jest między nami dobrze jest bardzo krótko:(

        Napisałeś/eś "nie rozumiem tego jak można kogoś kochać i jednocześnie traktować
        jak wroga?"

        No właśnie ja tak mam może to nie jest miłość ale jak jest żle to niestety
        jestem traktowany jak wróg a jak jest dobrze ( czyli bardzo żadko ) to czuje
        sie bardzo kochany przez moją żonę i co ja mam z tym zrobić.

        Wybór czegokolwiek nie jest taki prosty gdyby nie nasz synek to odejscie byłoby
        chyba "łatwiejsze" ale ja nie chcę żeby on miał niepełną rodzinę zależy mi na
        jego dobru choć nie wiem czy nie lepiej bęzie jak będziemy żyć osobno a on nie
        będzie musiał słyszeć ciągłych awantur.

        Problem w tym że bym odszedł gdybym wiedział że moją żona nie jest tą osobą
        którą potrzebuję ale wiem że jest.
        Tylko czy to przy takim traktowaniu siebie przez prawie 2lata można nazwać
        jeszcze miłoscią czy raczej przywiązaniem? :(
        • login.kochanie Re: Przetrwanie małżeństwa=samotność?... 18.12.05, 09:14
          @ :)
          • kkmk Re: Przetrwanie małżeństwa=samotność?... 19.12.05, 17:59
            czekam na odpowiedz na mój@jeżeli to możliwe pozdrawiam
    • bcde Re: Przetrwanie małżeństwa=samotność?... 18.12.05, 19:17
      Też tak miałem, było coraz gorzej, aż się rozwiodłem po 8 latach małżeństwa i
      teraz się cieszę. Współczuję Ci, bo synek pewnie jest jeszcze za mały, żeby
      odejść od żony. Ech, życie...
      • kkmk Re: Przetrwanie małżeństwa=samotność?... 19.12.05, 17:49
        Mam nadzieję że w moim przypadku będzie inaczej...
        Mi raczej nie chodzi o wiek synka (choć ma dopiero 2 latka)ale o to że wogóle
        nie chce dopuscić do takiej sytuacji że moja rodzina i małżęństwo sie
        rozpadnie.Pytanie ile można wybaczać ,przepraszać ,ciagle walczyć jeżeli nie
        widzi się efektów:(.
        Nie wiadomo co wybrać czy szczęście własne czy szczęście mojego synka tylko czy
        tak naprawdę da sie to osiągnąć.NIe wiem:(

        Wydaje mi sie czasem że jak w zwiazku z kimś trzeba sie starać na 100% to w
        małżeństwie trzeba sie starać na 300% żeby je utrzymać.Tylko czy taka
        nieustanna ciągła walka jest normalnym życiem?
        • annie_laurie_starr Re: Przetrwanie małżeństwa=samotność?... 19.12.05, 18:54
          Mysle, ze jeszcze jestescie w fazie 'docierania sie'. W sumie to dopiero 2.5
          roku malzenstwa i to od samego poczatku bylo dziecko. Na dodatek jestescie
          bardzo mlodzi i wielu ludzi majac 24 late jeszcze cieszy sie swoboda. Ale
          skoro juz wybraliscie bycie razem to teraz musicie byc dojrzalsi i bardziej
          odpowiedzielni niz wielu waszych rowiesnikow.
          Ja mysle, ze warto to ciagnac i ze moze warto byloby isc na terapie malzenska.
          Z Twojego opisu wyglada na to, ze macie problemy z komunikowaniem swoich
          potrzeb i oczekiwan i chcecie, zeby druga strona czytala w myslach....

          Zycze powodzenia i wierze, ze bedzie lepiej.
        • maryna4 Re: Przetrwanie małżeństwa=samotność?... 21.12.05, 14:30
          Ja przechodzę teraz bardzo poważny kryzys i myslę o rozwodzie. W moim
          małżenstwie dochodzi do ciągłych kłótni, mój mąż jest pracoholikiem, zaniedbuje
          rodzinę ( a mamy trójkę dzieci), bywa agresywny i ma totalnie bezkrytyczny
          stosunek do własnego postepowania.

          Ten kryzys trwa juz prawie dwa lata.
          Zdecydowaliśmy się na terapię małżenską i szczerze mówiąc bardzo na nią liczę.
          Czuję, że jeśli terapia nic nie da, nic juz nie pomoże naszemu małżeństwu.

          Nie mogę jeszcze powiedzieć, czy będą efekty ale wydaje mi się, że warto
          próbowac ratowac małżenstwo, szczególnie jeśli macie dziecko.
          Może uda się namówić żonę na terapię. Może gdy osoba z zewnątrz, specjalista,
          uświadomi jej pewne błędy, nie potraktuje tego jak atak na swoją osobę, ( co
          pewnie czyni, gdy ty jej o tym mówisz) i bedzie szansa na jakieś pozytywne
          zmiany. Wydaje mi się, że warto próbować
Pełna wersja