mmagnolia
17.12.05, 10:36
Witam wszystkich, nie bardzo wiem, co zrobić, może coś mi podpowiecie.
Jestem w trakcie rozwodu. Z mężem nie układało nam się od dawna, ale wiadomo
jak to jest: dziecko (obecnie 5,5 lat), wspólne mieszkanie na kredyt, itd,
trwało to jakoś. Żyliśmy obok siebie, stwarzając pozory zgodnej rodzinki. Dwa
lata temu doszło do pierwszego poważnego kryzysu - i wtedy mąż wyprowadził się
na 6 tyg. do swojej matki, ale potem nadeszla wielkanoc, a ja jak ta głupia
zgodziłam się, żeby wrócił. Lepiej było przez moment, potem wszystko wróciło
do poprzedniego stanu. Zero zainteresowania dzieckiem, mną, domem, pomimo
tego, że mąż zarabia ok. 3 razy więcej, niż ja, prawie wcale nie dawał
pieniędzy na dom, a za to sam sobie nie żałował na nic. W maju dowiedzialam
się, że ma romans, i wtedy złożyłam pozew o rozwód. A co zrobił mój mąż? NIC.
Stwierdził, że romans już skończony, była to miłość jego życia, ciągle ją
kocha (mnie nigdy tak nie kochał), ale ona go nie chce. Wyprowadzać się nie
zamierza, bo niby gdzie? I za co? Ustaliliśmy, że póki co będziemy razem
mieszkać. Mieszkanie składa się z dużego salonu z aneksem kuchennym (tu śpi
mąż) i drugiego pokoju - gdzie śpię ja z dzieckiem. Ustaliliśmy, że będzie
dawał pieniądze na dziecko (połowę), połowę opłat i spłacał kredyt - ja czynsz
(jest to taka sama kwota). Funkcjonowało to chyba przez pierwszy miesiąc.
Teraz już nie daje mi żadnych pieniędzy, z banku dzwonią, że kredyt nie jest
spłacany, robi straszny chlew w domu - i nie sprząta po sobie, wyjada żywność,
którą kupuję dla dziecka i siebie. Ma w tej chwili nową kochankę, czasem sypia
u niej, i wtedy mam luz, ale nigdy nie wiem, kiedy to nastąpi. Moje życie
powoli zamienia się w koszmar.
Doszłam do wniosku, że on się nie wyprowadzi. Jego koronny argument "chcę być
blisko dziecka", nie ma pokrycia w rzeczywistości. Synka prawie w ogóle nie
widuje, nie interesuje się, co się z małym dzieje, czy ma kurtkę, albo buty na
zimę.
Nie wiem, co robić. Doszłam do wniosku, że najlepiej będzie sprzedać to
mieszkanie, podzielić się tym, co zostanie po spłaceniu kredytu i zacząć
wszystko od nowa. Ale i mieszkanie i kredyt jest na nas oboje i oboje musimy
się zgodzić na jego sprzedaż. Boję, się, co z tym kredytem, w końcu bank nas
stąd wywali i to byłoby chyba najgorsze.
Mam coraz mniej sił na życie tutaj, nie wiem co robić. Nie da się nic załatwić
polubownie, nie można z nim wchodzić w żadne układy, bo i tak ich potem nie
dotrzymuje.
Mam dość i nie wiem co robić...