Nie wierzę,że kobiety tyją nie ze swojej winy

30.12.05, 09:12
Kiedyś wierzyłam.I ciągle słyszałam,jaką to jestem szczęściarą,bo mam dobre
geny i rewelacyjną przemianę materii.Ale podpatrzyłam raz,drugi,
trzeci...Zawsze wydawało mi się, że sporo jem,ale moje narzekające grubsze
koleżanki wymiatały całe lodówki wieczorami,a w ciągu dnia jadły
jakieś "pasze" i jogurty..A poza tym ciągle ćwiczę,biegam, pływam.One nawet
po schodach nie chcą wchodzić,bo po co,skoro jest winda.Przestałam już
wierzyć i współczuć.Nie tyje się od powietrza. Nie będę już pocieszała moich
grubszych przyjaciółek. Chcesz być szczupła-mniej jedz.Zawsze jest coś za coś.
    • feema-to-ja Re: Nie wierzę,że kobiety tyją nie ze swojej winy 30.12.05, 09:43
      popieram w calej rozciaglosci. dodalabym jeszcze: chcesz byc szczupla, rusz
      dupsko sprzed telewizora!
      • siwy_83 Re: Nie wierzę,że kobiety tyją nie ze swojej winy 30.12.05, 10:07
        Oczywiście , że masz rację. ja należe do kobiet o zbyt krądłych kształtach,
        taka byłam zawsze i właśnie uwierzyłam w te bzdury, ze ze mną to sie juz nic
        nie da zrobić, bo mam tzw. SKŁONNOSCI DO TYCIA. Moje ulubione stwierdzenie!!!!
        Ale to że pochłaniałam tony słodyczy i żarłam tak tłusto, że co poniektórzy
        nawet na to patrzeć nie mogli, to minie nie tuczyło he he!!!
        Ale jak to mówią, madry Polak po szkodzie. Kiedy juz zabrakło w sklepach ubrań
        na moje wielkie d.....o, zaczęłam sie odchudzać. I schudłam.....30 kilo.
        Wyglądam ładnie, ćwiczę, biegam i nie żrę. I jakoś przestałam mieć skłonności
        do tycia.
        Jest super!!!
        • sanna.i Re: Nie wierzę,że kobiety tyją nie ze swojej winy 30.12.05, 10:15
          Gratuluję!! :-)))30 kilo -no nieźle!
    • grogreg Re: Nie wierzę,że kobiety tyją nie ze swojej winy 30.12.05, 10:26
      Jak sie juz roztyjesz to nie bedziesz miala problemu ze znalezieniem winnej.
      Ja tez trzymam wage, choc nie jest to moim cele. Zdaje sobie jednak sprawe iz
      po 40 brzuszek mi urosnie i akceptuje to.
    • clarie Re: Nie wierzę,że kobiety tyją nie ze swojej winy 30.12.05, 10:49
      to prawda niektóre kobitki naprawde pracują na to żeby pozostały okrągłe, nie
      wspłóczuję bo w wiekszości one nie cwiczą jedza co chca i kiedy chca- np.
      regularne wieczorne wypady na kolacyjki- jak ktos kto jada kolacje o np 22-23
      chce byc szczupły? i taka zazdrośc ze ktos to same osci i kosci- jesli pulchnej
      powiedziec, nie ze jest gruba ale ze mogłaby schudnąc to pewnie byla by obraza
      ale z kogos sie wysmiewac to owszem mogą.na fitnesie spotkałam kobietke co
      mowiła ze zadna dieta nie pomaga ze cwiczenia nic nie daja ze tak od 10 lat nie
      chudnie, a potem jej sie powiedziało ze przepada za słodyczami???nie chce
      nikogo urazic ale duzo kobiet poprostu jest leniwych, brak im silnej woli i
      dyscylpiny, nie umieją sie zmotywowac zeby schudnąc, nie przyznają sie przed
      sobą ze nie akceptują siebie, wszystkich wokolo traktują jakby byli winni,
      potrafią mówić ze prawdziwi męzczyżni to wolą kobiece kształty( poprostu
      grubaski) jak sa tacy co lubia szczupłe (tak deklarują) to okreslani sa jako
      niedojzali i jeszcze gorzej, takie pulchne panie potrafią zatruc atmosferę
      zepsuć nastrój i jeszcze czuc sie skrzywdzone
    • wwladyslaww Re: Nie wierzę,że kobiety tyją nie ze swojej winy 30.12.05, 11:04
      ja tez w to nie wierze
      • jolantas1955 Re: Nie wierzę,że kobiety tyją nie ze swojej winy 30.12.05, 11:44
        Wcale po 40 brzuszek nie musi się pojawić! Jestem po 50 i dalej jest OK, mimo,
        ze czsami pozwalam sobie na odrobinę szaleństwa.Ale do siłowni latam 2 razy w
        tygodniu od 20 lat i mogę na Sylwestra ubrać opieta sukienkę z gołymi plecami i
        ramionami! Pozdrawiam!
        • wwladyslaww Re: Nie wierzę,że kobiety tyją nie ze swojej winy 30.12.05, 11:50
          e no ja nie jestem jeszcze po 40:)
    • widokzmarsa Re: Nie wierzę,że kobiety tyją nie ze swojej winy 30.12.05, 11:52
      wystarczy czasem popatrzeć na ulicy, szczególnie poza zimą, idzie gruba osoba i
      zazwyczaj coś tam kopara przesuwa. Ale niestety, jest to wg mnie, prawie zawsze,
      ukryty problem psychiczny.
      • izu3 Re: Nie wierzę,że kobiety tyją nie ze swojej winy 30.12.05, 12:14
        a ja sie z wami nie dokonca moge zgodzic.ja osobiscie bez przerwy jestem na
        diecie,odmawiam sobie prawie wszystkiego.niestety moje geny nie wyposazyly mnie
        w mozliwosc jedzenia czego mi sie zapragnie.natomiast moja wspollokatorka je
        bezprzerwy a jest chuda jak patyk.nie ma sprawiedliwosci na tym swiecie:)))
        • joanna.gr Re: Nie wierzę,że kobiety tyją nie ze swojej winy 30.12.05, 12:25
          No wiesz,geny mogą do czegoś predysponować,ale fakt faktem,że z powietrza się
          nie tyje.A w ogóle to jest kwestia serotoniny. Ponoć ludzie,którzy mają
          wrodzoną mniejszą ilość tego hormonu mają większy apetyt i bardziej sobie
          dogadzają. Ale podnieść poziom serotoniny można też sportem na przykład.
          Generalnie - kobieta może przytyć "nie ze swojej winy" podczas kuracji
          hormonalnej. Reszta to kwestia jedzenia.
    • anatomia1 Re: Nie wierzę,że kobiety tyją nie ze swojej winy 30.12.05, 12:25
      ja jestem szczupła ale kosztuje mnie to bardzo duzo wyrzeczen i kontroli-
      miałam wycięta prawie całą tarczyce i teraz mam niedoczynność bardzo silną oraz
      choroby z autoagresji której szkodzi wysiłek bo siada mi wteduy odporność, mam
      bardzo wolną przemianę materii a tarczyca jest wrazliwa na wszelkie zmiany
      dietetyczne, nie jest mi łatwo i rozumiem jak ktos nie daje rady z wagą,
    • lenka_style Re: Nie wierzę,że kobiety tyją nie ze swojej winy 30.12.05, 12:34
      nie no, bez przesady, niektóre tyją nie ze swojej winy, np. mają schorzenia
      tarczycy czy zwyczajnie złą przemianę materii
      fakt, że jak się jest grubawym, to się nie chce też ruszać za bardzo, bo się
      sapie :-), teraz to stwierdzam, jak jestem w ciąży
      ale ogólnie jestem dość szczupła, tylko nie uważam tego za jakąś moją zasługę -
      jeden lubi serki i jogurty, a drugi wołowinę ze smalcem
      • siwy_83 Re: Nie wierzę,że kobiety tyją nie ze swojej winy 30.12.05, 12:36
        nie, no jasne, że nie mowimy tutaj o kobietach które dopadają jakieś "złe "
        choroby, które powodują tycie. Mówimy o kobietach które twierdzą że nigdy nie
        schudna bo "mają skłonności do tycia" siedząc nad podwójnym zestawem w MC
        donaldsie:)
        • ultraviolet6 Re: Nie wierzę,że kobiety tyją nie ze swojej winy 30.12.05, 12:54
          > nie, no jasne, że nie mowimy tutaj o kobietach które dopadają jakieś "złe "
          > choroby, które powodują tycie.

          Właściwie to nie chodzi tylko o choroby. Chodzi o przemianę materii i to jest
          cecha INDYWIDUALNA. Znam dziewczyny, które bardzo chcą przytyć, objadają się
          tłustymi potrawami i słodyczami i NIC! A inne zjedzą trochę i już mają
          centymetr więcej w biodrach. Bo mają skłonności do tycia!! Oczywiście zgadzam
          się z tym, że takie osoby powinny jeść mniej, albo więcej ćwiczyć, ale nie
          zgadzam się, że nie istnieje coś takiego jak większa skłonność do tycia!
    • starawyjadaczka to uwierz 30.12.05, 12:54
      sanna.i napisała:

      > Kiedyś wierzyłam.I ciągle słyszałam,jaką to jestem szczęściarą,bo mam dobre
      > geny i rewelacyjną przemianę materii.Ale podpatrzyłam raz,drugi,
      > trzeci...Zawsze wydawało mi się, że sporo jem,ale moje narzekające grubsze
      > koleżanki wymiatały całe lodówki wieczorami,a w ciągu dnia jadły
      > jakieś "pasze" i jogurty..A poza tym ciągle ćwiczę,biegam, pływam.One nawet
      > po schodach nie chcą wchodzić,bo po co,skoro jest winda.Przestałam już
      > wierzyć i współczuć.Nie tyje się od powietrza. Nie będę już pocieszała moich
      > grubszych przyjaciółek. Chcesz być szczupła-mniej jedz.Zawsze jest coś za coś.


      przewlekłe limfocytarne zapalenie tarczycy, wrodzona choroba nadnerczy,
      cukrzyca, branie sterydów po ktorych wyglada sie jak facet, tłuste włosy jakby
      sie ich nie myło-mam taka znajoma, wegeterianka, a wyglada jak słon. Druga z
      cukrzyca, drugi słonik. zapewniam cie ze takich dziewczyn jest wiele, dziwi
      mnie łatwosc z jaką je posumowałas, najłatwiej jest powiedzied ze obzeraja sie
      i dalatego sa grube. a czesto ich wyglad jest wynikiem ciezkiej choroby. Miałam
      jeszcze taka kolezanke w szkole sredniej, 150 kg wagi, choroba...jadła jak
      ptaszek.
      • mona12341 Re: to uwierz 30.12.05, 13:14
        Chudy nigdy nie zrozumie bólu grubego.
        Trzeba umieć odmawiać i mieć silny charakter, aby grubemu utrzymać niską wagę.
        Dlaczego uważa się, że grubsze kobiety mają lepszy dla innych charakter?
        Oczywiście podniosą się głosy chudych, że to nie jest prawda:-))
        • starawyjadaczka Re: to uwierz 30.12.05, 16:35
          mona12341 napisała:

          > Chudy nigdy nie zrozumie bólu grubego.
          > Trzeba umieć odmawiać i mieć silny charakter, aby grubemu utrzymać niską wagę.
          > Dlaczego uważa się, że grubsze kobiety mają lepszy dla innych charakter?
          > Oczywiście podniosą się głosy chudych, że to nie jest prawda:-))



          zrozumie, ja jestem chuda i rozumiem :)
      • jo39 Re: to uwierz 31.12.05, 11:18
        swiete slowa, dorzucic jeszcze trzeba choroby przysadki i leczenie innych
        chorob sterydami - mozna sie zaglodzic na smierc, a sie nie schudnie. Troche
        tolerancji.
    • nglka Re: Nie wierzę,że kobiety tyją nie ze swojej winy 31.12.05, 05:44
      Bo z tymi genami jest jak z dyslekcją. Nie można powiedzieć "bzdura wszędzie i
      zawsze" - bo są osoby, które ćwiczą, dietują się cały czas, nie od święta, nie
      pamiętają, kiedy ostatni raz miały w ustach coś, co robi się z cukru czy z
      dodatkiem tłuszczu zwierzęcego - a za cholerę nie mogą schudną.
      Problem leży gdzieś indziej - wiele osób usprawiedliwia się genami nie robiąc
      nawet podstawowych badań - ot, przeczytały kobity w brukowcu na temat genów,
      wygodne to było, by pod siebie podłożyć, więc czemu nie skorzystać? Zupełnie jak
      z dysleksją. Baran z ortografii, bo leń - to się zasłania na forach, gdzie może,
      że się ludzie czepiają, bo on dyslektyk...

      Trochę wyobrażni w stronę puszystych kobiet walczących z nadwagą (głównie
      słowem) a zażerających się lodami jak "nikt nie widzi" i trochę mniej krytyki ze
      strony szczupłych, którym się wydaje, że nadwaga to TYLKO lenistwo, zawsze i
      wszędzie.

      Pozdrawiam
      • patrycja033 Re: Nie wierzę,że kobiety tyją nie ze swojej winy 31.12.05, 11:24
        Z genami to bzdura, nie ma co porownywac z dysleksja, z ktora jest tak, ze jak
        sie nie zastanawiasz to piszesz z bledami i nic tego nie zmieni. Spontanicznie
        nie da sie nic napisac bez bledow lub bez zjadania liter czy krotkich słów.
        A z otylością jest tak, że jak się nie obżera, to się nie tyje. Nawet przy
        kuracji hormonalnej można uniknąć otyłości.
        • bree31 Re: Nie wierzę,że kobiety tyją nie ze swojej winy 31.12.05, 14:08
          patrycja033 napisała:

          > Z genami to bzdura, nie ma co porownywac z dysleksja, z ktora jest tak, ze
          jak
          > sie nie zastanawiasz to piszesz z bledami i nic tego nie zmieni.
          Spontanicznie
          > nie da sie nic napisac bez bledow lub bez zjadania liter czy krotkich słów.
          > A z otylością jest tak, że jak się nie obżera, to się nie tyje. Nawet przy
          > kuracji hormonalnej można uniknąć otyłości.


          kretynka, piszesz bzdury. najpierw sie doinformuja a pozniej posz, ze przy
          kuracji hormonalnej mozna schudnac.litosci.
        • nglka Re: Nie wierzę,że kobiety tyją nie ze swojej winy 01.01.06, 01:14
          patrycja033 napisała:

          > Z genami to bzdura, nie ma co porownywac z dysleksja, z ktora jest tak, ze jak
          > sie nie zastanawiasz to piszesz z bledami i nic tego nie zmieni. Spontanicznie
          > nie da sie nic napisac bez bledow lub bez zjadania liter czy krotkich słów.
          > A z otylością jest tak, że jak się nie obżera, to się nie tyje. Nawet przy
          > kuracji hormonalnej można uniknąć otyłości.

          Proszę, czytaj ze zrozumieniem. Porównałam geny do dysleksji dlatego, że
          CZĘSTOSLIWOŚĆ JEJ WYSTĘPOWANIA JEST NIEADEKWATNA DO OGROMNEJ ILOŚCI OSÓB, KTÓRE
          SIĘ NIĄ TYLKO ZASŁANIAJĄ. Dyslekcją istniewje tak samo jak skłonności do tycia.
          Człowiek ma wolniejszą albo szybszą przemianę materii - to jest zaś sprawą
          genetyczną więc nie wpieraj mi proszę, że nie istnieje - to tak jakbyś
          twierdziła, że ziemia jest płaska.
Pełna wersja