vitmik
09.01.06, 14:55
Jesteśmy małzeństwem od półtora roku. Wszystko między nami gra, planujemy
bejbika, prace mamy oboje i ogólnie cały czas się kochamy (w obydwu tego
słowa znaczeniu;)).
Problem zaczyna się robić, gdy w nasze życie, delikatnie rzecz mówiąc,
mieszają sie jej rodzice czyli moi teściowie.
Moja żona, ukochana córeczka tatusia, chowana pod kloszem, dobra dziewczyna z
porządnego domu (szkoda, że rodzice nie wiedzą o jej nastoletnich wybrykach
hehe), nie mająca problemów w szkole, w pracy jest całkowicie UZALEŻNIONA od
swoich rodziców.
Oczywiście nie materialnie, bo tymi kwestiami (spłata kredytu za mieszkanie,
czynszu, biletów miesięcznych) zajmują sie dyskretnie moi rodzice.
Nie mogąc sie za bardzo do czego dopier...dolić, bo wszystkie domowymi
zajęciami dzielimy się po równo, z tym, że logicznie te cięższe wykonuję ja,
potrafię gotować, chodzę na zakupy, myję okna, odkurzam, czyszczę łązienkę i
kibel, ba, mając dwie lewe ręce do zajęć natury technicznej, naprawiam krany,
skręcam meble, oklejam drzwi, no generalnie robię w domu dużo.
Ale dla nich to za mało.
W ich mniemaniu, po ślubie stałem się innym człowiekiem.
Podczas niedawnym rodzinnym obiedzie w restauracji znaleziono sobie w mojej
osobie kozła ofiarnego.
Konflikt zacząl się banalnie. Wszystkie tematy, w których omawianiu (a raczej
narzekaniu)ja czynnie nie uczestniczyłem, bo nowe schorzenia zdrowotne,
tęsknota za prl-em, narzekanie na tępych wpółpracowników za bardzo mnie nie
kręcą, zostały już omówione i towarzystwo zaczynało się już trochę nudzić.
zadano mi pytanie: "Witku, a jak tam w małżeństwie? Wszystko w porządku?
jesteś zadowolny z żony?" Pytając mnie o zdanie jakie mam wypowiedzieć o
swojej żonie a ich córce stwierdziłem, że lepiej byc nie może lae zeby było
nie idealnie to stwierdziłem, pół żartem pół serio, że zbyt rzadko robi zupy.
I wtedy sie zaczęło. Niewinna uwaga, rzucona żartem, rozpętała lawinę, na
którew drodze stałem sam.
Zarzucono mi:
- brak miłości do żony ("czy ty ją jeszcze kochasz?"-pyta teściu, ona siedzi
obok mnie, żeby była jasnośc z niezręczności zadania tego pytania)
- brak pochwał pod jej adresem (mam ją chwalić za każdy uczynek, który w moim
mniemaniu jest oczywistościa wynikajacą z konkretnie zaistniałej sytuacji?).
Nie wiem z czego to wynika ale wydaje mi sie, że są to jakieś kompleksy
- brak zainteresowania życiem teściów -porażający zarzut ;), Teściowie mają
taką zasadę, że świetują wszystko co można świętować:urodziny, imieniny,
rocznice, walentynki, dzień matki i ojca, dzień kobiet (raz nie zdążyłem
zakupić kwiatków teściowej na to reliktowe święto, bo musiałem dłużej zostac
w pracy, złożyłem same życzenia, co wyszło notabene jeszcze gorzej. Teściowa
patrzyła nam nbie jak na obcego, robiąc przy tym taką minę jakbym jej kogoś
zabił. Za namową żony, 2 dni później skruszony pognałem z dużym bukietem i
czekoladkami, by zamazać tę zniewagę), dzień faceta, barbórkę etc etc. W te
dni musze wykonywac durne telefony i ględzić bez sensu to samo co poprzednio.
- odnoszenie się lekceważąco do jej pracy - to jest fakt, czasem to robię,bo
tłumaczenie się, że nie ma się czasu na robienie głupich zup, nawet z
kartonu, pracujac 18 GODZIN TYGODNIOWO (nauczycielka) jest lekką przesadą.
Najlepsze jest to, że ten zarzut postawiła mi teściowa, która od prawie 30
lat jest panią domu,która w życiu przepracowała może 2 lata (zdrowie)
- dręczenie psychiczne ich córeczki - cóż, w moim rodzinnym domu półki
uginały się od książek z wielorakich dziedzin, u nich na półce stoi może 2o
pozycji typu "Przerwana dekada", "Alfabet Urbana", "Jak radzić sobie z
menopauzą?" i "Sałatki". Owe dręczenie polega na tym, że gdy moja zona
mówi "pisze" ja mówię na głos "jest napisane". To oburza jej familię
mówiącą "poszłem" a nie "poszedłem". To jest właśnie to dręczenie wg. ich
opinii. Moje głośne uwagi o jej błędach, wg ich zdania, moga spowodować
choroby i migreny.
- grożenie ich córeczce wyrzuceniem z domu - sprawa jest prosta. Traktując z
początku rozmowę o zupach żartobliwie, powiedziałem, że jak nie bedzie robić
tych zup, to bedzie spać za karę w trzecim pokoju a nie w sypialni. Matko
Boska. Skandal. "Jak możesz ciągle jej przypominać, że to twoje mieszkanie i
że możesz ja stamtąd wyrzucić?"- padło pytanie. Myslę sobie:oszaleję zaraz.
Fakt, że mieszkanie kupiłem do spółki z moimi rodzicami jeszcze przed ślubem,
więc prawnie należy ono tylko i wyłącznie do mnie. Czasem mówię, że jak jej
sie coś nie podoba, np.używanie przez mnie dużej ilości czosnku w potrawach
bądź otwieranie okien jesienią czy zimą to może wracać do rodziców,ale są to
przecież tylko żarty a nie groźby. Podejrzewam, że jej brat, a mój szwagier,
często u nas goszczący, powtórzył to swoim rodzicom a moim teściom, kiedy ja
powiedziałem to na głos w jego obecności.
No i tak to wyglądało. Spusciłem oczy pod stół, gryzłem sie w język, żeby
bezczelnie nie odpowiedzieć na takie kuriozalne i abstrakcyjne zarzuty.
Milczałem, kiwałem głowa, częściej niż zwykle chodziłem do toalety.
Potem nastąpiło chłodne pożegnanie i powrót do domu.
W domu zaczynamy rozmawiać o tym co dzisiaj usłyszeliśmy. Mam do żony
pretensję, że nie stanęła w mojej obronie. Ona na to, że nie chciała
przerywać rodzicom jak chcą coś takiego mówić bo mają do tego prawo. Ręce mi
opadły. Na szczęscie przyznała mi rację, że jej rodzice przesadzili bo nie
mieli żadnych absolutnie podstaw do takich surowych ocen. Powiedziała, że w
najbliższym czasie porozmawia ze swoimi rodzicami na ten temat, przy okazji
wybielając moje rzekome wady i przedstawiając zalety. pogodzeni, leżymy sobie
na łózku, przytuleni, pijemy martini a tu telefon. Żona odebrała.
Przez 3 bite minuty powiedziała tylko:"słucham". w słuchawce słysze" ble ble
ble ble". Jak skonczyła rozmawiać pytam o co znowu chodzi.
Oczywiście teściowie są oburzeni moją postawą (nie wiem czy miałęm w
restauracji sie tłumaczyć czy odpowiedzieć na zarzuty zgodnie zp rawda i
sumieniem)i że muszą ze swoją córką poważnie porozmawiać.
No to krew sie we mnie zagotowała. Widziałem że jej też jest głupio.
My się tu godzimy, skłóceni przez innych a ci "inni" znowu wsadzaja kij do
mrowiska.
Nie wiem co mam robic w tej całej sprawie. Jak zareagować? Bronić sie przed
zarzutami, które mnie wydają sie śmieszne?
Pójdę po radę do moich rodziców, to staną, jak ich znam, nie po mojej stronie
albo bedą neutralni mówiąc: widziałeś co brałes albo coś w tym stylu.
Racja. Ale ja "brałem" nie teściową czy teścia. Nie brałem w moim związku
małżeńskim przypadku skłócania nas ze sobą poprzez zarzuty innych.
Nie wiem co mam robić. W niedalekiej przyszłości czeka mnie pewnie rozmowa
wychowawcza z teściami. Pewnie bedę musiał ubrac sie w garnitu, kupic kwiaty
i flaszkę whisky.
Co zrobilibyscie nam oim miejscu???