Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę.

09.01.06, 14:55
Jesteśmy małzeństwem od półtora roku. Wszystko między nami gra, planujemy
bejbika, prace mamy oboje i ogólnie cały czas się kochamy (w obydwu tego
słowa znaczeniu;)).
Problem zaczyna się robić, gdy w nasze życie, delikatnie rzecz mówiąc,
mieszają sie jej rodzice czyli moi teściowie.
Moja żona, ukochana córeczka tatusia, chowana pod kloszem, dobra dziewczyna z
porządnego domu (szkoda, że rodzice nie wiedzą o jej nastoletnich wybrykach
hehe), nie mająca problemów w szkole, w pracy jest całkowicie UZALEŻNIONA od
swoich rodziców.
Oczywiście nie materialnie, bo tymi kwestiami (spłata kredytu za mieszkanie,
czynszu, biletów miesięcznych) zajmują sie dyskretnie moi rodzice.
Nie mogąc sie za bardzo do czego dopier...dolić, bo wszystkie domowymi
zajęciami dzielimy się po równo, z tym, że logicznie te cięższe wykonuję ja,
potrafię gotować, chodzę na zakupy, myję okna, odkurzam, czyszczę łązienkę i
kibel, ba, mając dwie lewe ręce do zajęć natury technicznej, naprawiam krany,
skręcam meble, oklejam drzwi, no generalnie robię w domu dużo.
Ale dla nich to za mało.
W ich mniemaniu, po ślubie stałem się innym człowiekiem.
Podczas niedawnym rodzinnym obiedzie w restauracji znaleziono sobie w mojej
osobie kozła ofiarnego.
Konflikt zacząl się banalnie. Wszystkie tematy, w których omawianiu (a raczej
narzekaniu)ja czynnie nie uczestniczyłem, bo nowe schorzenia zdrowotne,
tęsknota za prl-em, narzekanie na tępych wpółpracowników za bardzo mnie nie
kręcą, zostały już omówione i towarzystwo zaczynało się już trochę nudzić.
zadano mi pytanie: "Witku, a jak tam w małżeństwie? Wszystko w porządku?
jesteś zadowolny z żony?" Pytając mnie o zdanie jakie mam wypowiedzieć o
swojej żonie a ich córce stwierdziłem, że lepiej byc nie może lae zeby było
nie idealnie to stwierdziłem, pół żartem pół serio, że zbyt rzadko robi zupy.
I wtedy sie zaczęło. Niewinna uwaga, rzucona żartem, rozpętała lawinę, na
którew drodze stałem sam.
Zarzucono mi:
- brak miłości do żony ("czy ty ją jeszcze kochasz?"-pyta teściu, ona siedzi
obok mnie, żeby była jasnośc z niezręczności zadania tego pytania)
- brak pochwał pod jej adresem (mam ją chwalić za każdy uczynek, który w moim
mniemaniu jest oczywistościa wynikajacą z konkretnie zaistniałej sytuacji?).
Nie wiem z czego to wynika ale wydaje mi sie, że są to jakieś kompleksy
- brak zainteresowania życiem teściów -porażający zarzut ;), Teściowie mają
taką zasadę, że świetują wszystko co można świętować:urodziny, imieniny,
rocznice, walentynki, dzień matki i ojca, dzień kobiet (raz nie zdążyłem
zakupić kwiatków teściowej na to reliktowe święto, bo musiałem dłużej zostac
w pracy, złożyłem same życzenia, co wyszło notabene jeszcze gorzej. Teściowa
patrzyła nam nbie jak na obcego, robiąc przy tym taką minę jakbym jej kogoś
zabił. Za namową żony, 2 dni później skruszony pognałem z dużym bukietem i
czekoladkami, by zamazać tę zniewagę), dzień faceta, barbórkę etc etc. W te
dni musze wykonywac durne telefony i ględzić bez sensu to samo co poprzednio.
- odnoszenie się lekceważąco do jej pracy - to jest fakt, czasem to robię,bo
tłumaczenie się, że nie ma się czasu na robienie głupich zup, nawet z
kartonu, pracujac 18 GODZIN TYGODNIOWO (nauczycielka) jest lekką przesadą.
Najlepsze jest to, że ten zarzut postawiła mi teściowa, która od prawie 30
lat jest panią domu,która w życiu przepracowała może 2 lata (zdrowie)
- dręczenie psychiczne ich córeczki - cóż, w moim rodzinnym domu półki
uginały się od książek z wielorakich dziedzin, u nich na półce stoi może 2o
pozycji typu "Przerwana dekada", "Alfabet Urbana", "Jak radzić sobie z
menopauzą?" i "Sałatki". Owe dręczenie polega na tym, że gdy moja zona
mówi "pisze" ja mówię na głos "jest napisane". To oburza jej familię
mówiącą "poszłem" a nie "poszedłem". To jest właśnie to dręczenie wg. ich
opinii. Moje głośne uwagi o jej błędach, wg ich zdania, moga spowodować
choroby i migreny.
- grożenie ich córeczce wyrzuceniem z domu - sprawa jest prosta. Traktując z
początku rozmowę o zupach żartobliwie, powiedziałem, że jak nie bedzie robić
tych zup, to bedzie spać za karę w trzecim pokoju a nie w sypialni. Matko
Boska. Skandal. "Jak możesz ciągle jej przypominać, że to twoje mieszkanie i
że możesz ja stamtąd wyrzucić?"- padło pytanie. Myslę sobie:oszaleję zaraz.
Fakt, że mieszkanie kupiłem do spółki z moimi rodzicami jeszcze przed ślubem,
więc prawnie należy ono tylko i wyłącznie do mnie. Czasem mówię, że jak jej
sie coś nie podoba, np.używanie przez mnie dużej ilości czosnku w potrawach
bądź otwieranie okien jesienią czy zimą to może wracać do rodziców,ale są to
przecież tylko żarty a nie groźby. Podejrzewam, że jej brat, a mój szwagier,
często u nas goszczący, powtórzył to swoim rodzicom a moim teściom, kiedy ja
powiedziałem to na głos w jego obecności.


No i tak to wyglądało. Spusciłem oczy pod stół, gryzłem sie w język, żeby
bezczelnie nie odpowiedzieć na takie kuriozalne i abstrakcyjne zarzuty.
Milczałem, kiwałem głowa, częściej niż zwykle chodziłem do toalety.
Potem nastąpiło chłodne pożegnanie i powrót do domu.
W domu zaczynamy rozmawiać o tym co dzisiaj usłyszeliśmy. Mam do żony
pretensję, że nie stanęła w mojej obronie. Ona na to, że nie chciała
przerywać rodzicom jak chcą coś takiego mówić bo mają do tego prawo. Ręce mi
opadły. Na szczęscie przyznała mi rację, że jej rodzice przesadzili bo nie
mieli żadnych absolutnie podstaw do takich surowych ocen. Powiedziała, że w
najbliższym czasie porozmawia ze swoimi rodzicami na ten temat, przy okazji
wybielając moje rzekome wady i przedstawiając zalety. pogodzeni, leżymy sobie
na łózku, przytuleni, pijemy martini a tu telefon. Żona odebrała.
Przez 3 bite minuty powiedziała tylko:"słucham". w słuchawce słysze" ble ble
ble ble". Jak skonczyła rozmawiać pytam o co znowu chodzi.
Oczywiście teściowie są oburzeni moją postawą (nie wiem czy miałęm w
restauracji sie tłumaczyć czy odpowiedzieć na zarzuty zgodnie zp rawda i
sumieniem)i że muszą ze swoją córką poważnie porozmawiać.
No to krew sie we mnie zagotowała. Widziałem że jej też jest głupio.
My się tu godzimy, skłóceni przez innych a ci "inni" znowu wsadzaja kij do
mrowiska.
Nie wiem co mam robic w tej całej sprawie. Jak zareagować? Bronić sie przed
zarzutami, które mnie wydają sie śmieszne?
Pójdę po radę do moich rodziców, to staną, jak ich znam, nie po mojej stronie
albo bedą neutralni mówiąc: widziałeś co brałes albo coś w tym stylu.
Racja. Ale ja "brałem" nie teściową czy teścia. Nie brałem w moim związku
małżeńskim przypadku skłócania nas ze sobą poprzez zarzuty innych.

Nie wiem co mam robić. W niedalekiej przyszłości czeka mnie pewnie rozmowa
wychowawcza z teściami. Pewnie bedę musiał ubrac sie w garnitu, kupic kwiaty
i flaszkę whisky.
Co zrobilibyscie nam oim miejscu???
    • bacha1979 Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 09.01.06, 15:22
      mam wrażenie, że najbardziej "upierdliwy" jestes Ty. I jescze jedno- czemu
      tarktujesz swoich Tesciów " z góry"??? Jako gorszych od siebie???
      Miło by Ci było gdyby to Twoja zona w ten sposób postrzegała Twoich Rodziców???
      Nie sądze.
      • trzydziecha1 Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 09.01.06, 15:25
        ani teciowie ani rodzice nie mają prawa się mieszać...no chyba żeby był
        patplogicznym pijakiem albo maltretował bidulę.
        To po prostu bezczelność, takie wtrącanie się.
        • miss.hyde Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 09.01.06, 15:30
          Fakt. Nie mają prawa tego robić. Ale postawa autora wątku też nie jest bez
          zarzutu (co oczywiście nie usprawiedliwia teściów).
        • hymen Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 09.01.06, 15:32
          trzydziecha1 napisała:

          > ani teciowie ani rodzice nie mają prawa się mieszać...no chyba żeby był
          > patplogicznym pijakiem albo maltretował bidulę.
          > To po prostu bezczelność, takie wtrącanie się.

          Przecież oni sie nie mieszali. Wyrazili swoją opinię a to chyba im wolno? Przy
          obiedzie w restauracji!? Moim zdaniem facet zwyczajnie się maże.
          • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 08:40
            Nie że sie mażę, ale jakby nie było, jesteśmy związani prawomocną umową, razem
            mieszkamy, żyjemy, prowadzimy dom. Nikt nikogo nie zmuszał siłą do opuszczenia
            domu rodziców. Denerwuje mnie fakt, że teściowie mają większy wpływ na
            zachowanie i wybory mojej żony niż ja. Nawet w sprawach medycznych co jest moim
            zdaniem oczywistym wtrącaniem się w nie swoje sprawy. Oczywiście mogą wyrazić
            swoje zdanie, coś doradzić, zasugerować, ale nie stawiać mnie, jej męża przed
            faktem dokonanym (a była taka sytuacja)dotyczącym sposobu leczenia i miejsca
            przebywania mojej żony. Co miałem wtedy zrobić? Powiedzieć, że to nie ich
            sprawa? dzięki temu wydarzeniu dowiedziałem się też, że chyba nie jestem
            wystarczająco odpowiedzialny za nią, skoro woleli smai się nią opiekować niż
            pozwolić bym ja to robił.
            • hymen Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 15:31
              vitmik napisał:

              > Nie że sie mażę, ale jakby nie było, jesteśmy związani prawomocną umową,
              razem
              > mieszkamy, żyjemy, prowadzimy dom. Nikt nikogo nie zmuszał siłą do
              opuszczenia
              > domu rodziców. Denerwuje mnie fakt, że teściowie mają większy wpływ na
              > zachowanie i wybory mojej żony niż ja.

              Ale to niekoniecznie ich wina. Skoro żona jako nastolatka bez trudu wychodziła
              poza ich wpływ i robiła co chciała, to może teraz jest podobnie i istnieje
              jakaś przyczyna, dla której to co mówią jej rodzice jest ważniejsze od tego co
              ty mówisz. Zdajesz tu relacje jednej strony, co myśli druga jast dla mnie
              zagadką.


              Nawet w sprawach medycznych co jest moim
              >
              > zdaniem oczywistym wtrącaniem się w nie swoje sprawy. Oczywiście mogą wyrazić
              > swoje zdanie, coś doradzić, zasugerować, ale nie stawiać mnie, jej męża przed
              > faktem dokonanym (a była taka sytuacja)dotyczącym sposobu leczenia i miejsca
              > przebywania mojej żony. Co miałem wtedy zrobić? Powiedzieć, że to nie ich
              > sprawa? dzięki temu wydarzeniu dowiedziałem się też, że chyba nie jestem
              > wystarczająco odpowiedzialny za nią, skoro woleli smai się nią opiekować niż
              > pozwolić bym ja to robił.

              Przyczyna!!! Rzeczywista przyczyna tej sytuacji, jaka jest?

        • trzydziecha1 PS. 09.01.06, 15:37
          To było o postawie teściów, bo ja generalnie nie toleruję wtrącania się.
          Ale Ty to jesteś burak swoja drogą, takie "żarciki" to po prostu podłe
          naigrawanie się z gorszego wykształcenia. Ciagłe podkreślanie "moi rodzice i ja
          kupilismy, sfinansowaliśmy" załamka, 5 minut bym z takim palantem nie
          wytrzymała.
          • vitmik Re: PS. 10.01.06, 08:44
            Żarciki były używane dla otrzeźwienia, w momentach, gdy co
            poniektórym "mieszało sie w głowach" i gadali od rzeczy. Może było to złośliwe
            z mojej strony ale bardzo nie lubię jak ktoś przypisuje sobie coś w czym nie
            maczał swoich palców
          • pinkdot Re: PS. 10.01.06, 16:52
            Uważasz, że autor wątku jest burakiem, ponieważ stara się żonie wpoić nawyk
            mówienia poprawną polszczyzną???
      • miss.hyde Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 09.01.06, 15:29
        Popieram. Teściowie są "wtrącalscy" ale ty z Twoim podejściem do nich i do żony
        (co to za praca 18 godzin w tygodniu, nawet zupy nie zrobi, mówi pisze) nie
        jesteś lepszy.
        Mi by takie żarciki typu będzie spała w innym pokoju czy zupy nie ugotowała,
        nawet w 100% tylko dla żaru nie odpowiadały. Ale to sprawa między Wami, więc
        dlaczego rzucasz takie teksty przy teściach? Chyba spodziewasz się jaka może
        być reakcja?
        No i to że musisz (muszisz?) dzwonić z życzeniami - naprawdę straszne, nic
        tylko się pochlastać.
        Traktujesz zarówno żonę jak i teściów z góry. Może oni to wyczuwają?
      • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 08:35
        Nie traktuje ich jak gorszych od siebie, ale jak ktoś, komu się wydaje, że
        zjadł wszystkie rozumy, na wszystkim się zna, wszystko naprawi i nic go nie
        zdziwi, w spotkaniu ze specjalistą w swej dziedzinie, płaszczy się przed nim,
        wchodzi w tyłek bez wazeliny,a po wyjściu od niego twierdzi, że on właśnie tak
        samo myślał to jest to trochę dla mnie dziwne. Tym bardziej, że jako świadek
        dość dobrze obeznany z tą sprawą wiem czyja była wina. Spowodowana w dodatku
        przez lekkomyślności jakby nie było, głupotę.

        A jeśli chodzi o moich rodziców to cóż, zawsze można wypowiedzieć słowa krytyki
        pod czyimś adresem bo nie każdy jest idealny. Jak do tej pory nic krytycznego w
        stosunku do nich z ust mojej żony nie słyszałem.
      • tadziewczyna Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 14:28
        Nie czytalam odpowiedzi na Twoj post. Ale moje zdanie jest takie: Ty i Twoja
        zona to rodzina. Masz jej bronic jak lew (ale nie dosadnie). A tak na serio to
        uwazam, ze rodzice Twojej zony nie maja prawa wtracac sie do Was. Naprawde. Tak
        jest o wiele zdrowiej, i dla Was i dla nich. Zona powinna odciąć stanowczo
        pępowinke. Bez tego dalej bedzie u Was zawsze jakies zamieszanie. A tak, jak
        odetnie, bedziecie tylko Wy. Pozdrawiam.
        • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 14:42
          Fajnie by było, gdyby stało sie tak jak piszesz. Niestety wiem, że na razie
          jest to niemożliwe. ale dzięki za wsparcie.
          • tadziewczyna Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 14:55
            Wiadomo, to jest proces. Ale wydaje mi sie, ze Ty jako mąż powinienes
            zdecydowanie i jasno wyrazac swoje zdanie na Wasz temat, i tego, ze nie podoba
            sie Tobie wtracanie sie rodzicow w Wasze pozycie. Takie zdanie powinni uslyszec
            tez tesciowie. Moze nie bedzie to dla nich mile, ale poznaja w ten sposob swoje
            miejsce w "szeregu". he
      • cantaloupe Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 11.01.06, 17:58
        z gory?bacha,cos bredzisz tutaj.czytalas w ogole ten post powyzej, czy piszesz o
        jakims innym przypadku...
    • wiktoryna25 Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 09.01.06, 15:33
      jesli to mozliwe ..to zwyczajnie unikac z nimi kontaktu ...jesli jest
      rzeczywiscie tak jak piszesz,to zadnymi słowami ani zachowaniem i tak nie
      zmienisz ich sposobu myslenia ...w ogole dziwny układ ..ja bym nie pozwoliła na
      cos takiego... (ani bedąc na miejscu Twojej żony, ani na Twoim miejscu )
      ..wyraźnie dałabym do zrozumienia, ze nie zycze sobie tego typu ingerowania w
      zwiazek (jezeli i Twoja zona tak uwaza ) ...i to juz sprawa tesciow czy uszanuja
      i spelnia te prosbe czy nie .....jesli nadal beda sie tak zachowywac ...to
      zwiekszyc dystans i tym samym nie dawac im okazji do mieszania sie ...
      • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 08:48
        To będzie bardzo trudne. Mieszkamy blisko siebie, widzimy się średnio 2-3 razy
        w tygodniu, teściowie dzwonią do nas z byle pierdołami codziennie.
        Nie chcę też wykreowac sytuacji w której moja zona musiałaby wybierać między
        mną a swoimi rodzicami. Zresztą, co tu dużo mówić, wybrałaby rodziców. Smutne
        ale prawdziwe.
        Kilka miesięcy temu pojawiła sie możliwość wyjazdu za granicę, może nawet na
        dłuższy czas. Przeważył argument o tęsknocie za rodzicami. Po prostu jest z
        nimi bardoz zżyta i nie wyobraża sobie dłuższego rozstania z nimi.
        Ale jak długo można byc prowadzonym za rączkę?
    • die_schweiz Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 09.01.06, 15:41
      Nauczycielka pracuje 18 godzin W SZKOLE a następne 18 w domu, jakbyś nie wiedział.
      Nie wierzę, że ten post jest prawdziwy, a jeśli jednak tak, to szkoda żony...
      Między młotem (mężem) a kowadłem (teściami).
      • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 08:52
        Tak to prawda, z tym, że jej przedmiot nie wymaga przygotowywania sprawdzianów,
        testów, czytania wypracowań. Napisanie konspektów na cały tydzień zajmuje jej
        godzinkę. Więc gdzie jest problem? Fakt, połączenia ze szkoły do domu ma
        fatalne, ale i tak jest 1-2 godziny przede mną. Nie wierzę, że nie da sie w tym
        czasie zrobić zupy.
        Aha i jeszcze jedno. Chodzi o tę zupę. W przypływie szczerości,w czssie tej
        dyskusji, teść przyznał, że dla niego istnieje tylko dwudaniowy obiad, zupa
        musi być, no ale jego żona siedzi w domu. To jest, zdajem i się hipokryzja...
        • miss.hyde Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 14:30
          No tak, skoro jest w domu AŻ godzinę przed tobą i ma do roboty TYLKO napisanie
          konspektów to niech siedzi i zupę gotuje!:/
          • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 14:41
            Konspekty pisze raz w tygodniu, najczęsciej w sobotę lub niedziele.
            Zupa gotuje sie sama, widzę że znasz dobrze kulinarne arkana
            • miss.hyde Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 14:53
              Tak? Moja ulubioną zupę trzeba zacząć przygotowywać i przyrządzać dwa dni
              wcześniej. No chyba, że takie z torebki. Ale skoro gotuje się sama to może
              ugotować sie sama z twoją pomocą tak samo jak z pomocą żony.
              • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 14:55
                Stawiasz na mały ogień i sprawa załatwiona.
                no chyba, że ktoś lubi zupy mleczne ;)
                • rachela180 Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 17:11
                  A rączek i nóżek Pan Bozia poskąpił?
                  I tu musze Cię zganić, szanowny Witku, doprawdy. Nie posiadam talentu do
                  gotowania zup - od półtora roku usiłuję zrobic rosół i ciągle wychodzi
                  marchwianka. Przy garach się STOI. Jak mam czas i ochotę - robię chłopu ruskie
                  pierogi, a zajmuje mi to od 3 do 4 godzin. Nóg nie czuję potem.
        • rachela180 Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 17:07
          Hahahahahaha, doskonały argument...

          U mnie NIGDY nie było dwudaniowych obiadków. NIGDY!!! Po prostu 1. nikomu się
          ni chciało stać przy garach i 2. obżeranie sie jest w jak najgorszym guście.
    • convalya Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 09.01.06, 15:45
      Masz niezwykle wysokie mniemanie o sobie, a teściowie i żona są przy Tobie
      taaacy malutcy. Nie wiem jak żona z Tobą wytrzymuje, ja na jej miejscu już
      wolałabym wtrącajacych się rodziców niż traktującego z wyższością męża. Brak Ci
      klasy i tyle. A teściowie pewnie to dostrzegaja i chcą dla córki dobrze.
      W 'normalnych warunkach' uważałabym, ze przesadzają.
    • joannap111 Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 09.01.06, 21:11
      Skarbeńku. Mój mąż po idiotycznych gadkach na temat "nie podoba się to wynocha"
      (mieszkanie jego i teściowej) to ocknął się pod drzwiami adwokata. Też jestem
      nauczycielką i możesz sobie z nim pogadać na temat 18 godzin. On dzieli rok na
      dwa okresy: wakacje i resztę. Ponieważ jest to dom duży, to zaczął szanować
      hasło "dom jest dla ludzi, a nie ludzie dla domu" i sprząta z dziećmi raz w
      tygodniu, ale porządnie - ja wtedy gotuję. Wtrącalskich teściów przeżyłam,
      mieszkając z nimi razem. Ale Twoja żona z Tobą nie wytrzyma, chyba że coś
      przemyślisz.
      • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 08:55
        Wczoraj pozmywałem dwudniowe zaległości leżące w zlewie, wracając z pracy
        zrobiłem zakupy, póżnym wieczorem poszedłem do sklepu po robaczki dla jej rybek.
        dzisiaj wróce z pracy przed nią więc to ja zrobię obiad, dwudaniowy w dodatku.
        Owynoszeniu śmieci i trzepaniu dywanów chyba nie muszę pisac, prawda?
    • miang Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 09:31
      według mnie wygląda to tak że to właśnie Ty za bardzo podporządkowujesz się
      teściom, boisz się im postawić ale odbijasz to sobie na żonie. Przecież nie
      musisz chodzić na uroczystości, kupować kwiatków i ogólnie włazić w dupę.
      Powiedz im w oczy co do nich masz, a nie czepiaj się żony że Cię nie broni, no
      kurcze to chyba facet ma bronić kobietę a nie odwrotnie????
      A z drugiej strony dla żony jesteś wyjątkowo wredny - co to za teksty ze ma się
      z domu wynosić? Masz pretensje że ona nie potrafi się postawić rodzicom, ale
      ciekawe dlaczego włąśne taką dziewczynę wybrałeś? Dlatego że silniejsza
      psychicznie osoba przede wszystkim postawiłaby się Tobie i nie pozwoliła na
      takie traktowanie?
      Poza tym jak dziewczyna ma się odciąć od rodziców skoro w "Twoim" domu nie czuje
      się bezpiecznie z Twojej winy!
      • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 09:53
        Całkiem możliwe, że masz rację z tym odbijaniem sobie na żonie. Też to
        zauważyłem a przecież w sumie ona jest tutaj nakmniej winna. Spróbuję to
        zmienić.
        Chociaż nie wyobrażam sobie nie chodzenia na uroczystości, nie dawania
        kwiatków. To zbyt zzyta rodzina. Nie mają zainteresowań ani znajomych więc
        spotkania z nami traktują tak jak my spotkania ze znajomymi w knajpie.
        O wchodzeniu w dupę nie wspomnę bo brzydzę się wazeliniarstwem.
        Starałem się być miły, wyrozumiały, opanowany tylko ze względu na żonę. Gdybym
        zareagował tak jakbym chciał zareagować mogłoby to przynieśc odwrotny skutek.
        Tak jak pisałem wcześniej, nie chcę by wybierała między mna a nimi.
        nigdy nie powiedziałem jej, że ma się wynosić. Raz powiedziałem, żeby sie
        zastanowiła z kim sie ożeniła? Ze mną czy z rodzicami? Bo jeśli z nimi to oni
        tutaj nie mieszkają. Do dzisiaj mi to wypomina.
        A co do psychiki. Cóż, surowe wychowanie, rzadkie okazywanie czułośći i
        ograniczenie rozmów z rodzicami tylko do tematów szkolnych doprowadziło do
        tego, że dość szybko stałem się samodzielny, mogłem liczyć tylko na siebie ale
        też stałem się odporny na wzruszenia i uczucia.
        kiedy poznałem moją zone, zobaczyłem ,że nie trzeba budować wokół siebie muru
        a uczucia można wyrażać otwarcie i zewnetrznie je przeżywać.
        To żej etsem silniejszy psychicznie od mojej żony nie oznacza to, że to
        wykorzystuje do jakiś swoich niecnych celów, manipulowania, intrygowania i
        spiskowania.
        Nie chce też żeby odcinała sie od swojej rodziny. Ja z moimi rozmawiam raz na 1-
        2 tygodnie chociaż mieszkają od nas 15 minut autobusem i 6 minut samochodem.
        Chcę tylko żeby w końcu wyszła spod rodzicielskiego klosza i się usamodzielniła.
        Może ona tego chce? A może oni tego nie chcą?
        • rachela180 Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 17:13
          Wyszła za mąż. Nie "ożeniła".
    • roman_tyczka Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 09:44
      dlaczego wypominasz jej przeszlosc? to nie jest fair w stosunku do kobiety,
      ktora poslubiles.
      • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 10:00
        Nigdy jej nie wypomniałem jej przeszłości. To jej sprawa, wtedy jeszcze się nie
        znaliśmy.
        Zauważam tylko, że jej zachowanie z przeszłości byłoby wstrząsem dla jej
        rodziców, wiodzących w niej ideał kulturalnej córeczki z dobrego domu.
        • roman_tyczka Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 10:31
          vitmik napisał:

          > Nigdy jej nie wypomniałem jej przeszłości. To jej sprawa, wtedy jeszcze się
          nie znaliśmy.
          > Zauważam tylko, że jej zachowanie z przeszłości byłoby wstrząsem dla jej
          > rodziców, wiodzących w niej ideał kulturalnej córeczki z dobrego domu.

          ale tobie to nie przeszkadza? czyli jestescie siebie warci:)
          • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 10:36
            Przeszkadza, ale o tym nie mówię. Poza tym, ja też nie należałem do
            świętoszków. I ona też o tym wie.
            Zresztą, od kiedy jesteśmy razem, powstała gruba kreska i to co było przed nią
            zostaje zapomniane.
            Bawi mnie tylko to, że teściowie żyją w głębokiej nieświadomości myśląc, że
            wiedzą wszystko ;)
            • roman_tyczka Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 10:41
              vitmik napisał:

              > Bawi mnie tylko to, że teściowie żyją w głębokiej nieświadomości myśląc, że
              > wiedzą wszystko ;)

              na razie cie bawi i oby tak zostalo. napisz do mnie, jakt to jest z wami za
              np.15 lat. tj. tyle ile ja jestem po slubie:)
    • jayamez Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 09:49
      Mysle ze powinienes niestety postawic zone przed wyborem: ty albo jej rodzice.
      Czy wazniejsze jest dla niej wasze malzenstwo czy cudowne stosunki z rodzicami.
      To nie do pomyslenia zebys musial sie tak przed nimi plaszczyc etc. Zapytaj ja
      wprost czy ona uwaza ze to jest ok i powiedz, ze masz tego dosc. Jesli ona
      stanie po twojej stronie, to wspolnie musicie wytlumaczyc jej rodzicom ze to
      jest wasze zycie i nie zyczycie sobie ich ciaglego wtracania sie. Brutalnie
      jesli bedzie trzeba (ja przez cos takiego musialem przechodzic z moja matka).
      Ale jesli, jak pisales, ona wybiera rodzicow nad ciebie - coz, to chyba srednie
      malzenstwo, prawda? Moze lepiej poszukac innej zony niz cale zycie sie tak
      meczyc... Zycze powodzenia i tego, zeby jednak zona cie poparla!
      • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 09:57
        Dzięki za radę. Porozmawiam z nią poważnie, choc znając rzeczywistość, strach
        przed konsekwencjami i rodzicielskim słowem (nazywany przez nią szacunkiem)
        skończy się rozejściem całej sprawy po kościach. Choc pewnie co jakiś czas
        będzie ona powracac jak bumerang, jak wszystko co nie zostało do końca
        wyjaśnione.
        Zresztą, czeka ją jeszcze szczera rozmowa z rodzicami. Jak zarządzili
        telefonicznie tak musi być.
        Szkoda, żen ie powiedziała im, że musi to skonsultowac ze swoim mężem, który
        może mieć jakieś wspólne plany na ten dzień.
        • jayamez Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 10:12
          > Zresztą, czeka ją jeszcze szczera rozmowa z rodzicami. Jak zarządzili
          > telefonicznie tak musi być.
          > Szkoda, żen ie powiedziała im, że musi to skonsultowac ze swoim mężem, który
          > może mieć jakieś wspólne plany na ten dzień.

          To moze byc dobry poczatek: przekonaj zone zeby powiedziala rodzicom 'przykro
          mi, ale nie moge sie jednak z wami spotkac, w czasie rozmowy z wami zapomnialam,
          ze juz wczesniej umowilismy sie z mezem na [tu wstaw cokolwiek]'. Zapewne jej
          rodzice zareaguja czyms w stylu 'to nie do pomyslenia zeby ten brutal ci kazal
          spedzac dzien tak jak on chce, chyba rozmowa z nam jest wazniejwsza itp'. I
          wlasnie wtedy ona bedzie mogla im uswiadomic jak to obecnie wyglada, a jak
          powinno. Wiem ze to nie jest latwa rozmowa, ale z wlasnego doswiadczenia wiem
          tez jak dobrze wreszcie cos w tym temacie zaczac i o ile sie pozniej zmienia na
          lepsze. W sumie wszystko zalezy od tego na ile zonie zalezy na tobie i na ile
          ostro uswiadomisz jej, ze to co jest teraz to nie zaden kompromis i ze tak dalej
          byc nie moze. Jak pisalem, ja mialem tak z moja matka. Co prawda ona nie miala
          niby nic do mojej zony, ale jej nadopiekunczosc w stosunku do mnie (jedynak...)
          i ciagle wtracanie sie i proba ukladania nam zycia 'zeby bylo jak najlepiej i
          zebysmy nie popelniali bledow ktore ona kiedys popelnila' doprowadzaly moja zone
          do szalu. Ja nie mialem watpliwosci kto ma racje, wiec w koncu jasno i brutalnie
          wylozylem to mojej matce i pomoglo. Co prawda co jakis czas sie zapomina i znowu
          probuje swoich zagran, ale zawsze wtedy ponownie jej przypominam jak bardzo jest
          to niezdrowe. Niestety, trzeba byc brutalnym i bezlitosnym, bo choc takie
          zachowanie wynika glownie z milosci (wiem ze matka mnie kocha i ja ją tez) to
          taki nadmiar milosci potrafi zabic - zabic malzenstwo. A z chwila wejscia w
          zwiazek rodzice musza odsunac sie na drugi plan i jesli sami tego nie rozumieja
          to trzeba im to odpowiednio jasno wytlumaczyc.
          • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 10:24
            No właśnie, gdyby to chodziło o moją matkę to nie byłoby problemu. Po pierwsze
            mógł bym jej wygarnąć wszystko co mam na języku i w głowie. A po drugie ona
            nigdy by nie dopuściła do takiej sytuacji tzn. do takiej że ja bym musiał jej
            tłumaczyć że to moje zycie, moja zona i moje małżeństwo.
            I tu jest ta różnica, przez którą, wg niektórych którzy mnie tu krytykują,
            wywyższam się względem teściów.
            Nie potrafię powiedzieć obcym ludziom, żeby odp...lili się od naszego
            małżeństwa, bo zamiast nam pomagać robią wręcz przeciwnie.
            A jeśli chodzi o tę rozmowę telefoniczną to chyba nie nazywają mnie jeszcze
            brutalem, ale według ich przekonań, ich słowo i zdanie, prośba cyz nakaz jest
            ważniejszy niż moje. I to mnie boli.
            • miang Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 10:36
              > Nie potrafię powiedzieć obcym ludziom, żeby odp...lili się od naszego
              > małżeństwa, bo zamiast nam pomagać robią wręcz przeciwnie.

              poczytaj trochę o asertywności
              • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 10:38
                Jakbym był asertywny to bym wstąpił do dyplomacji. Ja lubię klarowne sytuacje,
                najlepiej wyjaśniane dosadnie i konkretnie.
                Niestety, przywoitość i szacunek dla starszych nie pozwala mi na pokazanie
                mojego prawdziwego oblicza ;)
                • miang Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 10:52
                  no właśne widać że nie wiesz co to jest asertywność, wcale nie chodzi w niej o
                  dyplomacje tylko właśnie o "klarowne sytuacje, najlepiej wyjaśniane dosadnie i
                  konkretnie". Przykładowo na pretensje teściów odpowiadasz spokojnie ale
                  stanowczo "to są sprawy między mną a moją żoną, dziękujemy za troskę ale omówimy
                  je sami"
    • margie Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 10:27
      Nabierajac wody w usta szkodzisz i sobie i malzenstwu. Trzeba bylo ostro
      ustawic tesciow do pionu, wziac zone za reke i wyjsc. Zonie rowniez powiedziec,
      ze musi sie zdecydowac z kim zyje, z toba czy z rodzicami, ze jest nielojalna i
      tchorzliwa i z ejej postawa doprowadzi w koncu do tego, ze odejdziesz. Bo nie
      bedziesz znosil impertynencji i bezpodstawnych zarzutow. Pamietam, kiedys na
      pocztaku mojego malzenstwa tesciowa usilowala sie wtracic, z dobrego serca
      zreszta, maz ja ustawil i wiecej nie bylo problemow. Jelsi zona ostro nie
      zareaguje na ta sytuacje, to sama w koncu tez bedzie rozdarta. Musi wybrac.
      • margie Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 10:31
        a swoja droga, jak mnie by facet przy rodzicach wylecialz textem o spaniu w 2
        pokoju bo zuo nie gotuje, to bym mu walnela przy wszytskich.
      • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 10:32
        Chyba boję się, że taka konfrontacja skończy się tym, że wyjdę sam a ona
        zostanie z nimi. I co wtedy?
        W sumie będzie to dla mnie jednoznaczne opowiedzenie się po czyjej stronie
        konfliktu stoi moja małżonka.
        Co z tego, że ją kocham i świata za nią nie widzę, jak priorytetem jest dla
        niej zdanie, poglądy i zachowanie rodziców a nie męża?
        • miang Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 10:37
          > Chyba boję się, że taka konfrontacja skończy się tym, że wyjdę sam a ona
          > zostanie z nimi. I co wtedy?

          no bo przecież Ty wyjdziesz do "Twojego" mieszkania, a gdzie ona ma wyjść?? Pod
          most????
          • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 10:42
            Zostanie u nich. Będzie miała dalej do pracy ale ją uwielbia więc to nie bedzie
            stanowić problemu. Mamusia bedzie jej gotować codziennie dwudaniowe obiadki,
            bedą sobie oglądac seriale, eurowizje, wybory miss i Majewskiego z Wojewódzkim.
            Gorzej będzie z nowymi znajomościami, bo seksić się będą chyba musieli w
            smaochodzie albo w piwnicy ;). Ewentualnie będę im wynajmował moje mieszkanie
            na godziny.;)
            A na poważnie to nie wiem co bym wtedy zrobił.
    • widokzmarsa Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 10:39
      twoje "dowcipy" to kupa śmierdzacego gów..a. To sobie zapamiętaj bo będziesz
      sobie pozwalał na coraz więcej i więcej aż w końcu dla jaj walniesz żonę po
      buzi. A teściów olej, też masz problemy? Płakałeś?
      • roman_tyczka Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 10:42
        widokzmarsa napisał:

        > twoje "dowcipy" to kupa śmierdzacego gów..a. To sobie zapamiętaj bo będziesz
        > sobie pozwalał na coraz więcej i więcej aż w końcu dla jaj walniesz żonę po
        > buzi. A teściów olej, też masz problemy? Płakałeś?

        ale jak ja walnie to jej nie zaszkodzi.
      • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 10:45
        Nie, nie mam w zwyczaju płakać.
        Choć, prędzej się popłaczę niż uderzę kobietę. I jedno i drugie nie wchodzi w
        rachubę. Panuję nad swoimi nerwami i zachowaniem czego przykładem jest to, że
        tak sobie dałem nagadać jak ostatnio.
        • widokzmarsa Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 11:01
          wobec tego trzeba było teścia walnąć w szczenę zapowiedzieć że od tej pory za
          ich gadanie będzie zbierać małżonka)
    • vandikia Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 10:55
      kiedyś miałam manię poprawiania ludzi [studiowalam polonistyke] i tez mowilam,
      ze:
      -jest napisane
      -poszedlem
      -10 złotych [nie złoty]

      potem stwierdzilam, ze zachowuje sie jak jakas popieprzona zrzeda. Czasem duzo
      wazniejsza jest tresc, a nie forma. Co do ksiazek na polkach...to prawdziwe
      buractwo z ciebie wyszlo. A moze oni lubia wypozyczac i czytac ksiazki, a nie
      kupowac jakies trendy pozycje i bez zajrzenia do srodka stawiac na polke?

      Jestes zbyt przewrazliwiony, nie rob z siebie dziecka 5letniego. Jestes mezem,
      glowa rodziny wiec umiej porozmawiac, postawic sie, a nie uciekasz do kibla.
      Tesciowie nie powinni sie nagminnie wtracac [choc ja jestem za pewnym wzajemnym
      interesowaniem sie sprawami rodziny], a poza tym mam wrazenie, ze ich
      demonizujesz.


      to tyle, bye
      • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 12:54
        Oj tak, napewno chodzą do biblioteki.;)
        Nie wiem, dlaczego nazywasz buractwem kogoś kto przyznaje sie do tego, że gdy
        był dzieckiem to czytał książki (nie broszurki popularno-spiskowe)a nie
        marnował czas na chatach i grach.
        Podejście do nauki i otaczającego świata (przede wszystkim nieznajomość
        podstawowych informacji o kraju, swiecie czy faktów historycznych) powoduje
        takie a nie inne do nich podejście , które niektórzy nazywają wywyższaniem się.
        Może to zabrzmi dziwnie ale to ja nauczyłem moją zonę rozróżniania kierunków
        geograficznych, stolic europejskich, nie mówiąc już o zaintersowaniu ambitną
        literaturą (jeśli Koontza mozna nazwać ambitnym twórcą).
        • sylwii32 Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 13:15
          Rozumie ze wielu rzeczy uczyłeś żone
          Nie zgadam sie tez z wieloma przedmówieniami-:)))
          Ale powiedz mi czego nauczyła Cie żona?
          Co jako swoje przyjąłęś od niej?
          • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 13:24
            Nauczyłem się okazywać uczucia, co do tej pory było dość trudne.
            Ubrania wieszam na wieszakach w szafie a nie rozrzucam po całym mieszkaniu, w
            największym skrócie stałem się człowiekiem dbającym o porządek.
            Potrafię przesadzić w doniczkach na balkonie
            Mało? Resztę umiałem i miałem wcześniej.
        • to-wlasnie-ja Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 13:27

          To czego Ona uczy ?
          • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 13:34
            Fikołków. Co z tego, że nie dość, że potrafi to robić to uwielbia to robić.
            Zajmowanie się obcymi dziećmi, kierowanie ich psychiką (nawet nie wiecie jakie
            wuefista ma poważanie wśród gó..arstwa) to chyba sens jej życia. Też mi sie to
            nie podoba, że dwa potencjalnie wspólne popołudnia przepadają, bo moja żona ma
            wizję stworzenia wybitnej drużyny siatkarskiej z gimnazjalistów i z
            gimnazjalistek. Czyli nie tylko teściowie są ważniejsi ode mnie.
            Ale akceptuję to. niestety nikt nie widzi mojej dobrej woli.
            • sylwii32 Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 13:51
              Tak sie składa ze do grona"gó..arstwa" wedle twoich słow moge zaliczyc swoja
              córke,a syna za rok wiec cos wiem o tym jakie sa dzieci
              Dobrze ze chce cos tworzyc dla innych ale pomysl tez ze wiedzac ze Cie moze to
              nie pasowac robi to
              Moze nie czuje sie z Toba az tak dobrze
              Nie wazne w ilu sprawach łaczacych was masz racje ale ważny jest sposób jak ta
              prawde mówisz
              To tyczy sie ludzi ogólnie
              Nie kazda osoba chce ,potrafi zaakceptowac by do niej wtłaczano cos młotkiem.
              Moge sie dowiedziec w jaki sposób zabierasz sie zeby cos jej powiedziec co Cie
              boli?
              Jak sie szykujesz do takiej rozmowy,a w konsekwencji jaka forme przybiera to
              wszystko co mówisz?
              • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 13:58
                Mówię wprost, otwarcie, bez zadnych zahamowan. Nie mamy przed sobą tajemnic
                (przynajmniej tak mi się wydaje).
                Widzisz, ja idę wiele razy na ugodę, rezygnuję ze swoich racji, pierwszy
                wyciągam rękę i przepraszam. Lecz co z tego, jak zawsze będę uważany za tyrana,
                pacyfikującym niewinną osobę.
                • to-wlasnie-ja Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 14:03
                  Po Twojej odpowiedzi dotyczacej jej pracy widze jakim " szacunkiem " darzysz jej prace. :(( Po okresleniu " gowniarstwo " widze jakim " szacunkiem " darzysz innych. Nic dodac, nic ujac . Na jaka pomoc liczysz wiec? Mamy pomoc Ci usprawiedliwic wlasne poczucie wyzszosci ? Zarozumialosc i egoizm ?
                  • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 14:12
                    Sugerujesz, że jestem butny i zarozumiały?
                    Może masz rację, może to właśnie jest powód moich konfliktów z teściami.
                    Dlaczego jednak pozostałe osoby z mojego otczenia nie uwazają mnie za buca i
                    bufona?
                    Nie chodzi o szacunek wobec jej pracy. Niech każdy robi to co lubi i potrafi
                    wykonywać najlepiej. Ale nie kosztem czyjegoś szczęscia, uczuć czy czasu. niech
                    każdy postawi sobie priorytety. Mam nadzieję, że dla niej priorytetem nie jest
                    szkoła i zdanie rodziców. Fakt, są ważne, ale w takim razie po co wychodziła za
                    mąż?
                    • to-wlasnie-ja Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 14:24
                      Widzisz, nie znam Cie. Czytajac pierwszy wpis pomyslalam-facet rzeczywiscie ma klopot z tesciami. Ale pozniej, wygladalo juz tak, jakbym obierajac cebulke dochodzila do rdzenia. Byc moze twoja zona jest bardzo zwiazana ze swoimi rodzicami. Ty ze swoimi nie. Ja sam siebie oceniles , jestes chlodny . W Twoim dziecinstwie zabraklo cieplych uczuc. Ale dlaczego ma ich zabraknac w stosunku Twojej zony do wlasnych? Bo Ty tak chcesz? Bo dziwisz sie jej przywiazaniu i milosci do nich, skoro sam tego nie zaznales?
                      Nie widze w Twoich slowach tej dobrej woli , o ktorej piszesz . Bo o niej tylko piszesz a w kolejnych wpisach odslaniasz swoje nienajladniejsze " ja" .
                      Mowisz, ze inni Cie nie odbieraja jako zarozumialego i butnego ? A skad to wiesz? Zreszta, to zupelnie co innego miec takiego znajomego, oni nie musza z Toba mieszkac pod jednym dachem ani wysluchiwac twoich watpliwej rangi dowcipow. Moze posmiej sie z ktoregos i popatrz na reakcje ?
                      Dwa popoludnia jej zajec z mlodzieza nazywasz uszczknieciem waszego szczescia ? to co powiesz o kims, kto pracuje w delegacjach?Nie sadzisz , ze marne to byloby szczescie, gdyby od tego mialo zalezec? A moze pomysl po co Ty sie zeniles ? I czy Ty wiesz na czym polega partnerskie malzenstwo?
                      • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 14:39
                        Za niedługo będe prowadził życie "delegacyjne", przede wszystkim po to by w
                        końcu stanąc na nogi i uniezależnić sie finansowo od kogokolwiek. Będę to robił
                        dla żony i naszego przyszłego potomstwa. ciekaw jestem po jakim czasie zacznie
                        mieć do mnie pretensje, że prawie wcale mnie nie widuje, że na nic nie mam
                        czasu etc etc. Wtedy jej przypomnę jej eskaesy, darmowe dodam, kiedy była
                        możliwośc wspólnego przebywania.
                        • to-wlasnie-ja Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 14:44
                          Widzisz? Juz z gory wyobrazasz sobie czego to jej nie wypomnisz...
                • sylwii32 Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 14:23
                  Ja w tym co piszesz mam inne zdanie i uwazam ze druga strona nie moze zachwywac
                  biernosci.
                  Kiedy to robi to jest ciezko,ale tez bedziesz musiał zastanowic sie czy z nia i
                  czy napewno chcesz dzieci
                  Macie juz konflikt i juz teraz jest ciezko
                  Wyobraz sobie,taka przykładowa sytuacje

                  Żona zachodzi w ciaże cieszysz sie ale miewa rózne zachcianki,tak jest
                  najczesciej no i humorki
                  Tesciowie wtedy zacza dopiero ja chronic bo to co jest to dopiero rabek góry
                  lodowej
                  O tyle dobrze ze z regóły wiadomo za jakis miesiac z kawałkiem do 2,5-3 wiec
                  zostaje Ci na ich zachowanie jakies 6-7 miesiecy
                  Pewnikiem dasz rade to przezyc zakłądajac ze sie to skonczy
                  Ale jestes pewny ze byłby to koniec?
                  Ja sadze ze byłby to dopiero poczatek
                  Pewnikiem usłyszałbys zebys nie brał takiego małego dziecka na rece bo je
                  skrzywdzisz!Umiałbyś milczec?
                  A co gdyby rodzice przzekonali ja ze kiedy Ciebie nie ma pomoga jej,sama sobie
                  rady nie da i na poczatek niech pobedzie troche u nich?
                  Ja nie zgodziłabym sie nie miec swojego dziecka na codzień a Ty?
                  Idzmy dalej...
                  Dziecko rosnie
                  Nie wazne ze gdzies sie uderzy samo czy bedzie płakac bo np zeby wychodza
                  Majac konflikt z nimi i o Matko! non stop w domku i zero poparcia od zony
                  (bedzie wtedy mniej jeszcze robic i bedzie zmeczona rozdrażniona)czy nie beda
                  zdolni tłoczyc Twojej zonie ze dziecko sie Ciebie boi i ze nie potrafisz itp
                  lub ze płącze włąsnie przez Ciebie niewazne z jakiego powodu?
                  A co z maluchem kiedy juz zaczyna mówic rozumiec?
                  Czy nie ma mozliwosci by tłoczyli dziecku do głowy wiedzy jakim jestes
                  chamem ,nieokszesańcem,niewdziecznikiem i jak to nie szanujesz ich matki?
                  Ja zrobiłam cos co wydawało sie miec racje
                  urodziłam dziecko skonczyło sie w sadach i udowadnianiem ze nie maltretuje,nie
                  głodze,nie znĘcam sie i tak przez wiele lat
                  Dzis sadze ze gdybysmy sie wyprowadili do innego miasta,chodz wynajmowalismy
                  dzis bylibysmy razem
                  Jednak niechec wyprowadzenia pozwalanie wtłaczania innym mezowi informacji jaka
                  to ja nie jestem i jak ti ja zdradzam(ba nawet jakis widziała)doprowadziła do
                  tego ze dzis jestem sama z dziecmi wreszcie sie wyniosłam,on tez ale nadal mam
                  zal do niego o to o co Ty masz do swojej zony.


                  zastanawiams ei czy nie powinnismy przejsc na priva bo jakos tak dziwnie pisac
                  tutaj o tym wszystkim-:(((
                  • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 14:36
                    Dziecko będzie tylko i wyłącznie mojej żony i moje. Nikt nie będzie się wtrącał
                    w jego wychowanie. Tu nie pójdę na zadne układy ani porozumienia.
                    Sam wtedy będę rodzicem, odpowiedzialnym prawnie i materialnie za potomstwo i
                    tylko my, matka i ojciec będą jego wychowawcami i opiekunami.
                    Dziecko będzie zajmowac duuuuużo czasu więc jego pojawienie sie w dużym stopniu
                    ograniczy kontakty. Wiem, że będę wysłuchiwał "dobrych" rad, ale to nie znaczy
                    że będę sie do nich stosował.
                    • sylwii32 Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 14:43
                      Nie zrozumiałes włąsciwie sensu
                      Nie jestes po pierwsze jedynym rodzicem i dziecko bedzie miało
                      kontakt z dziadkami
                      A w tej sytuacji bedzie miało fatalny wpływ na Twoje stosunki z nimi
                      Chodzi generalnie o to ze w obecnej sytuacji nie powinno sie pojawic bo nie
                      bedzie lepiej ale gorzej
                      • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 14:52
                        Ale to rodzice mają więcej praw do dziecka niż dziadkowie. To oni decydują jak
                        się będzie nazywać (mam zamiar nazwać syna Maksymilian Konrad, jeśli będa
                        bliźniaki to Egon i Olaf - nie będę wam mówił, że komuś te imiona nie podobają
                        sie za bardzo),jak ubierać, co będzie jeść i jak zachowywać.
                        Z tym dam sobie radę, wierzcie mi
                        • miang Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 15:33
                          > bliźniaki to Egon i Olaf - nie będę wam mówił, że komuś te imiona nie podobają

                          matce dziecka?
                        • rachela180 Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 17:22
                          Aaaaaaaaaaaaa jak będzie córeczka??????
                          Męski szowinista ;)
                          • to-wlasnie-ja Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 17:31
                            I znow " JA mam zamiar nazwac" -zauwazylam, ze w ogole nie uzywasz slowa MY
                            • rachela180 Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 17:33
                              Bo może on uważa, że w małżeństwie rządzi facet? I dlatego tak źle sie czuje w
                              małżeństwie, gdzie zona ma kontakt z rodzicami?
                              • to-wlasnie-ja Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 17:49
                                ja dokladnie to usiluje pokazac. Nie jestem absolutnie zwolenniczka wtracania sie rodzicow obu stron do malzenstwa. Mlodzi powinni mieszkac osobno o ile sie tylko da i sami sie docierac. Ale tutaj widze, ze on ewidentnie nie ma szacunku do wlasnej zony, chce byc zawsze na pierwszym miejscu. Przeszkadza mu i jej praca i jej rodzice i jej braki praktycznie we wszystkim. Z jednej str. ona i gotuje i sprzata i niemal wszystko robi a z drugiej... nie gotuje zup ... i ma spac osobno jesli jej sie nie podoba :(( Kompleksy ???
                                • rachela180 Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 19:15
                                  Wychowano go na zimnego drania (pewnie w dobrej wierze, ale wiadomo, co jest
                                  wybrukowane dobrymi chęciami)i choćby stawał na rzęsach, to taki zostanie.
                                  Pytanie, czy będzie umiał zrobić coś sensownego ze swoim małżeństwem.
                                  Ja tam kciuki trzymam.
                    • hymen Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 15:39
                      vitmik napisał:

                      > Dziecko będzie tylko i wyłącznie mojej żony i moje. Nikt nie będzie się
                      wtrącał
                      >
                      > w jego wychowanie. Tu nie pójdę na zadne układy ani porozumienia.
                      > Sam wtedy będę rodzicem, odpowiedzialnym prawnie i materialnie za potomstwo i
                      > tylko my, matka i ojciec będą jego wychowawcami i opiekunami.
                      > Dziecko będzie zajmowac duuuuużo czasu więc jego pojawienie sie w dużym
                      stopniu
                      >
                      > ograniczy kontakty. Wiem, że będę wysłuchiwał "dobrych" rad, ale to nie
                      znaczy
                      > że będę sie do nich stosował.

                      To dziecko kiedyś będzie miało chłopaka lub dziewczynę, później ślub i własną
                      rodzinę. A ty najpewniej nie zauważysz, kiedy tak się stało. Nie rozwiążesz
                      tego konfliktu, masz niewielkie szanse.
                  • ofelia1982 Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 14:40
                    nie rozumiem wiekszosci ludzi, ktorzy tu na Ciebie najechali! zgadzam sie z
                    Toba w 100%, ze Twoja zona jest dorosla i teraz nie jest juz sama, musi brac
                    tez odpowiedzialnosc za CIebie czasem i liczyc sie z Toba..moim zdaniem, to nie
                    jest przede wszystkim zdrowa sytuacja, ona jakos nie odciela korzeni
                    jeszcze..ja tez jestem zwiazana z rodzicami, mama jest moja najwieksza
                    przyjaciolka, ale wie, ze w pewnych sprawach moze mi co najwyzej RADZIC.
                    probowala raz sie wtracic w moje zycie - gdy przyjechal do mnie facet moj
                    owczesny wtedy oficjalnie poznac moich rodzicow, wzieli go na bok i zaczeli
                    wypytywac o plany wobec mnie itp. Do dzis tego zaluja...i juz nigdy nie pozwole
                    na taka ingerencje!
                    mysle, ze masz racje, walcz o swoje,pogadaj z zona tak serio i sprobuj jej
                    wytlumaczyc, ze chcesz byc z nia a nie z jej rodzicami..wiem co mowie, bo mama
                    mojego narzeczonego tez probowala sie wciskac, ale szybko podjelam srodki
                    prewencyjne..;) ja zyje z nim, niestety w pewnym momencie rodzice musza przejsc
                    na 2-gi plan...ale to jest naturalne.
                    a swoja droga - ta Twoja zona naprawdeeeeeee albo ma 2 lewe rece albo
                    leniuszek:)Ty sobie ja zacznij wychowywac, bo swiatlej przyszlosci nie
                    widze...powodzenia
                    • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 14:49
                      Dzięki za poparcie. Ale żona leniuszkiem nie jest. Prasuje, gotuje, odkurza.(co
                      nie oznacza że ja tych czynności też nie wykonuje).Wszystko jest w porządku.
                      No ale, ja lubie zupy. I od tego wszystko sie zaczęło ;)
                    • miss.hyde Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 14:54
                      Wychowywać to można dziecko nie żonę. A mąż, nie ma dwóch lewych rąk?
                      • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 14:56
                        Na szczęście nie i z głodu nie umrze.prasować też potrafi,nawet obsługiwac
                        pralkę
                        • miss.hyde Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 14:58
                          To w czym problem? Jak umiesz to robić (możecie zrobić to wspólnie) to dlaczego
                          żona ma cie wyręczać?
                          • to-wlasnie-ja Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 15:04
                            wiec sam ugotuj sobie te zupe i po klopocie, prawda? :))
                            • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 11.01.06, 07:26
                              Tylko co innego zjeść gotową zupę o 16.30. a co innego o 16.30 zacząć ją robić.
                              Zresztą zupa to był pretekst ;)
                              • miss.hyde Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 11.01.06, 09:01
                                Ale przecież zupa sama sie robi.:D
                                Aaaa, wszystko pod nos musi być podane.
            • olamariola Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 11.01.06, 19:43
              Z niektórymi rzeczami, które piszesz, można się zgodzić. Ten brak lektury,
              refleksji, wiedzy, taktu - wiem dobrze jak to może drażnić.

              Ale spójrz też krytycznie na siebie (zresztą po to chyba tu się pojawiłeś - po
              radę czyli liczysz się z krytyką).

              Żona ma wybierać - władza rodzicielska czy władza męża. Tak to wygląda.

              Jej praca to wg Ciebie " > Zajmowanie się obcymi dziećmi" (nie dziećmi po
              prostu). O jej uczniach mówisz per "gó..arstwo"...
              Nie ma prawa rozwijać swoich pasji, bo przez to traci szansę na "dwa
              potencjalnie wspólne popołudnia".
              Przydałoby Ci się trochę szacunku dla żony!!!
    • oldbay Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 15:45
      Nie pozwoliłabym aby tesciowie wtrącali się w moje zycie.
      Ale gdyby mój mąż takim szacunkiem dazył moją pracę, gdyby żarcikował na temat
      wracania do rodziców czy spania w innym pokoju, gdyby narzekał na częstotliwość
      zupek to bym z nim inaczej porozmawiała.
      Uważam że autor tekstu jest zarozumiały.
      -
      oldbay
    • livian Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 15:57
      Dlaczego jesteś takim tchórzem? Dlaczego przy tym obiedzie w restauracji nie
      powiedziałeś donośnym głosem: PAństwo starsi bedą łaskawi zająć się swoimi
      małżeńskimi sprawami, a nasze zostawią nam, żona, do domu. Facet z jajami
      powinien tak właśnie postąpić. Nie uznaję wpieprzania się rodziców do
      małżeństwa, ale oni to robią. JEdnak to w Twoich rękach leży ucięcie tego
      niecnego precederu. Skoro nie zrobiłeś tego teraz, powinieneś zrobić to przy
      najbliższej okazji: wyjaśnij teściom kto jest kim w waszym układzie, że to
      Wasze sprawy, a nie ich, co się dzieje między Wami, że nie życzysz sobie uwag
      na swój temat, albowiem jesteście wszyscy dorośli i to nie ich sprawa, co
      dzieje się w waszysm małżeństwie. Bedą w szoku, zacznie się kolejna fala
      ataków, ale musisz nauczyć się tłamsić to w zarodku. Życzę powodzenia. Nie chcę
      tym postem powiedzieć, że stoje murem po Twojej stronie, że jesteś jakimś
      ideałem (za takiego próbujesz tu uchodzić, ale nim nie jesteś). MAsz wiele wad,
      tyle samo, albo i więcej ma ich Twoja żona, takie jest życie. Ty czasem po
      chamsku zazartujesz, ona jest niezdolna do ugotowania zupy czy umycia naczyń
      przez dwa dni (nawiasem mówiąc - pomyślcie o zmywarce). Ale to wasza sprawa,
      wasze prawo mieć swoje wady, swoje problemy i tesciowie muszą to zrozumieć i
      się odwalić od Was. A jesli tego nie ogarniają, to musisz sam to zrobic. Sam
      ich ustawić na właściwym miejscu. Oni są nidelikatni, Ty bądź jeszcze bardziej,
      a sprawy z żoną rozwiązuj w cztery oczy. Stosuj metodę ostrych cięć, a nie
      spuszczania wzroku, gryzienia języka i biegania do toalety częściej niż
      zwykle. No w każdym razie ja oczekiwałabym w takiej sytuacji czegoś takiego od
      swojego męża.

      No i z żoną też musisz porozmawiac, bo dobrze by było, zebyście mieli podobną
      taktykę działania w tej sprawie.
      • miss.hyde Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 16:00
        A twój mąz mówi do ciebie: "żona do domu"? Albo "pozmywać mi tu naczynia, ale
        już"?
        • livian Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 16:11
          :) czasem mówi. Co Ciebie to obchodzi. Gdyby mojego męża atakowali (w dodatku,
          jak wynika z opisu sytuacji, wielokrotnie niesłusznie) moi rodzice, to nie
          miałabym do niego zadnych pretensji, gdyby powiedział do mnie co chce i jak
          chce. Zresztą to nie chodzi o to co on miałby powiedzieć. Zamiast żona do domu,
          może powiedziec kochana żonko, zechcesz dać się porwać z tej restauracji do
          naszej sypialni, będziemy się kochać. Jego i jej sprawa co i jak powie do
          swojej żony. Ważne, zeby nie dał sobie włazić na głowę i pokoazał tesciom kto
          jest kim w tych dwóch małżeństwach. Uważam, że nie powinnismy się teraz
          koncentrować na tym, jakie układy panują między tym młodym człowiekiem, a jego
          żoną, lecz na tym, jak z ich małżeństwa wyeliminować destrukcyjny element w
          postaci wtrącania się teściów do nieswoich spraw. Bo ja tu widzę, że ci
          teściowie przekraczają wszelkie dopuszczalne granice.
          • miss.hyde Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 16:20
            To jakie układy panują między nimi powinno być w małżeństwie ważniejsze niż
            teściowie. Ale niektórym bez różnicy czy któs do nich powie "dziękuję"
            czy "spie..." :)
            • livian Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 16:28
              No cóż, nie zgadzam się z Tobą. Niektórzy lubią gdy się do nich mówi spier...,
              inni nie lubią. Ale to wewnętrzna sprawa tych dwóch osób, w przypadku
              wpieprzania się w małzeństwo tesciów, nie jest ona istotna. IStotne jest w tym
              momencie to włąśnie wpieprzanie się teściów. I właśnie dlatego należy
              bezzwłocznie wyeliminować buciory teściów z własnego małżeństwa. A to, jak się
              do siebie zwracają ludzie w związku, jest sprawą całkowicie wtórną i nie o tym
              jest ta dyskusja. Mozemy podyskutować na ten temat, ale w jakimś innym wątku.
              Bo widzę, że koniecznie pragniesz wyrazic swoje zdanie na temat tego, jak mój
              mąż mną pomiata, a ja to kocham ;)
              • miss.hyde Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 16:33
                Nie będę wyrażała swojego zdania, wątek jest na inny temat.:)
                Jego założyciel prosi o pomoc forumowiczów - skoro tak robi to maja prawo
                wypowiedzieć sie zarówno na temat teściów, jak i jego sosunku do zony (który
                opisał).
                A że jedno i drugie to sprawa jego i żony (małżeństwo) lub między nimi a
                teściami (temat wątku) to nie wątpię, ale prosił o opinie. No to je dostał.
                • livian Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 16:42
                  Ok, cieszę się, że zgadzamy się co do tego, ze wątek jest na inny temat.


                  Czy zdajesz sobie sprawe, że w niektórych związkach sposób mówienia taki jak
                  np "spier", albo "żona do domu" może być po prostu wyrazem czułosci,
                  pieszczotą, a nie chamstwem? Niewiarygodne, a jednak!
                  • miss.hyde Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 16:46
                    Niektórzy tak mają, nie mój biznes.:) Ale nie zauważyłaś, że założyciel wątku
                    zarówno o żonie jak i o teściach wyraża sie z wyższościa?
                    • livian Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 16:57
                      Zauwazyłam. Przypuszczam tez, ze gdyby napisali tu posta jego tesciowie, to
                      wtedy oni wyrażaliby się o zięciu z ogromną wyższoscią i pogardą. Taki układ
                      zaistniał w tej rodzince. Niesteety. Co nie zmienia faktu, ze trzeba
                      maksymalnie zawalczyc o to, żeby teściowie nie mieszali się do tego małżeństwa
                      i nie krytykowali zięcia na każdym kroku. Co zaś do traktowania żony z góry -
                      to powinni oni rozwiązać sobie sami we dwójkę między sobą. Teściowie tu nie
                      pomogą. I jestem też przekonana, że gdyby nie teściowie, to i ten zięc nie
                      wyrażałby się z taką wyższością o swojej żonie. To się nakumulowało i dlatego
                      on tak się wyraża. Gdyby starsi państwo pozwolili im samodzielnie rozwiązywać
                      swoje problemy, to na pewno byłoby tych problemów mniej, jestem pewna. A
                      ponieważ starsi państwo mają tupet i nie szanują odrebnosci i samodzielności
                      małżeństwa córki, a najbardziej to nie szanują swojego zięcia, to uważam, ze
                      tylko takim samym, albo i większym tupetem i bezczelnością założyciel wątku
                      powinien odpowiedzieć na to zachowanie. Ostro i zdecydowanie.
    • rachela180 Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 17:02
      Witku. Widziałam raz podobne małżeństwo, również zderzenie męża inteligenta i
      żony z domu "Alfabet Urbana". Ojciec żony koszmarny kretyn, ojciec męża
      arystokrata.

      Tamto małżeństwo się rozpadło po latach. Nieważne jak i dlaczego, sprawa zbyt
      smutna i bolesna.
      Ważne, że z racji wychowania i ciągłej ingerencji rodziny żony w to małżeństwo -
      więzy ich łączące pękły. To się nie mogło udać, choć się bardzo kochali. Dziś
      patrzę, jak ich dzieci głupieją pod wpływem dziadka, choć rodzice (a trzeba
      zonie przyznać, że po tylu latach małżeństwa czegoś się nauczyła) bardzo się
      starają.

      ...cóż rzec tobie...

      Masz trzy wyjścia.

      Pierwsze: Rozwieść się teraz. Żadnych dzieci, tłumaczeń, męczarni z koszmarnymi
      teściami. Ucieczka.

      Drugie: zostawić rzecz tak jak jest. Wasze dziecko będzie lądować u dziadków
      (bo kto się lepiej zajmie dzieckiem, niż mama żony?). Żona będzie głupieć od
      trucizny rodziców. Za 10 lat rozwiedziecie się, bo albo jedno z Was zacznie
      zdradzać, albo po prostu nie będziecie mieli sobie nc do powiedzenia. Alfabet
      Urbana kontra inteligencja.

      Drugie: po męsku walnąć pięścią w stół. Nie bronić się przed głupimi zarzutami,
      tylko wysłuchać jazgotu, a potem wstać, zarać płaszcz i kapelusz i wyjść.
      Zapowiedzieć, że sobie nie życzysz ingerencji w Wasze życie. Musisz o tym
      porozmawiać z żoną, wytłumaczyć, że życie z teściami Was zniszczy. Bądź chłopem
      z jajami. Setki, tysiące kochających sie par rozeszło się z powodu głupoty
      rodziców, popatrz więc na ich doświadczenie i nie popełnij błędu.
      Byc może dobrym rozwiązaniem jest pokazanie żonie tego wątku. Niech poczyta i
      pomyśli.
      Pewnych rzeczy nie da sie rozwiązać inaczej niż przez cięcie mieczem.
      • livian Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 17:09
        Rachele, chylę czoło. Raz w życiu udało Ci się napisać coś konkretnego. To dla
        mnie samej szok, ale podpisuję się pod Twoim postem, zwłaszcza pod ostatnim
        akapitem, bo nie jestem zwolenniczką rozwodów, a już na pewno rozwodów na
        wszelki wypadek, jak to proponujesz w pierwszym rozwiązniu. Ale i tak
        podkreslam - po raz pierwszy udało Ci się napisać coś sensownego, czym mnie
        szczerze zaskoczyłaś, wow!!
        • rachela180 Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 17:28
          Och Livian, dziękuję :)
          Pierwsze rozwiązanie to oczywiście kpina, bo facet teraz tego nie zrobi.
          Ja też nie jestem zwolenniczką rozwodów, choć uważam, że czasem tak po prostu
          trzeba. Gdy dwoje ludzi zaczyna się nienawidzieć lepiej, by się rozeszli, niż
          pozwolili dzieciom żyć w piekle (nawet jęsli nie tłuką talerzy i nie wyzywają
          sie od najgorzszych).
          Witek i jego zona mają szansę na normalne życie. On jest chłodny, ona ciepła,
          zapewne się nie zawsze rozumieją, ale mogą mieć wspaniałe zycie. No cóż, do
          tego trzeba odwagi.
        • to-wlasnie-ja Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 17:28
          I ja podobnie podpisuje sie pod trzecim rozwiazaniem Bo zbyt szybko przychodzi ludziom sie rozwodzic bez prob naprawienia malzenstwa. Zadziwia mnie rowniez fakt, ze przed slubem nie widzicie tych wszystkich rzeczy, o ktore zaraz po slubie toczycie boje? Wiec albo przed slubem udajecie " lepszych " niz jestescie , a dotyczy to obojga plci i po slubie zbieracie tego owoce :(( albo tez wydaje sie wam, ze " wychowacie " wspolmalzonka. A jak ktos juz tu napisal wychowac mozna dziecko.
          • rachela180 Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 10.01.06, 17:30
            Jak u Łysiaka.
            "Przychodzi taki moment, że trzeba albo odejść, albo okazać się mężczyzną".
          • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 11.01.06, 07:25
            Cóż, przed ślubem byłem bezkrytycznie chwalony, choć przez skórę czułem, że nie
            jest to do końca prawdziwe z ich strony.
            No, ale teściu zawsze wtrącał swoje 3 grosze, żebym bał się Boga podnieść na
            nią rękę (w czasie zaręczyn, przy moich rodzicach, także to samo powiedział na
            weselu w swojej przemowie) i że jego córeczka zawsze będzie mogła wrócić do ich
            domu, w razie jakiejś afery.
            I jest jeszcze jedno. Czasem jak do nich dzwoniłem, jeszcze przed ślubem (po
            ślubie zresztą też), a moja żona była u nich na obiedzie bądź w odwiedzinach a
            odbierał teściu to zawsze włączał mu się specyficzny humor: "Jest Dorota?", "A
            nie jest z tobą?" "Nie" "To znaczy że jest na randce z tym drugim".
            A ja byłem już zagotowany po drugiej stronie słuchawki.
            No i przypominanie przez teściową jej poprzednich facetów, bez żadnej krępacji
            w mojej obecności.
            Chyba to ostre cięcie będzie jedynym rozwiązaniem.
            Wczoraj żona powiedziała mi, że na razie nie ma ochoty na tę "poważną" rozmowę
            z rodzicami, dotyczącą mojej kwestii. Na pytanie moje pytanie dlaczego,
            odpowiedziała że nie ma ochoty w najbliższym czasie rozmawiać z nimi na ten
            temat bo oni nie mają racji w tej kwestii a nie chce z nimi wejśc na wojenną
            ścieżkę.
            • miss.hyde Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 11.01.06, 09:03
              No popatrz. Ty możesz sobie stroić niewybredne żarciki a teściowie nie (swoją
              drogą dobre, punkt dla teściów:).
              • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 11.01.06, 09:38
                Najzabawniejsze ich żarciki dotyczą jej pierwszego chłopaka a później (do tej
                pory)przyjaciela.
                "Masz pozdrowienia od ...", "..... pytał co u ciebie słychać"
                Na początku naszej znajomości byłem nonstop do niego porównywany i chyba to, że
                byłem do niego trochę podobny (choć w rzeczywistości wypadam przy nim blado, to
                istna chodząca alfa i omega, w dodatku kulturalny, grzeczny i bywalec
                światowych salonów) spowodowało że zostałem zaakceptowany. No ale smrodzik
                pozostał bo nikt nie lubi być porównywany do poprzedników ;).
                Cóż, zawsze mozna powiedzieć:ja nie jestem twoim pierwszym a ty moją ostatnią.

                Jestem na tyle tolerancyjny, że nie sprzeciwiam się ich cotygodniowym rozmowom
                przez telefon (oboje wiedzą, że moga do siebie dzwonic wtedy gdy jestem w
                pracy, na szczęście oboje to akceptują) i karteczkom pocztowym wysyłanych z
                całego świata, na NASZ adres domowy tyle, że z pozdrowieniami tylko dla NIEJ.

                • to-wlasnie-ja Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 11.01.06, 12:04
                  Ty naprawde masz kompleksy . Mysle, ze wciaz usilujesz SOBIE udowodnic , ze jestes dla zony na pierwszym miejscu.
                  Otoz posluchaj. Nikt nie moze Ci kazac biegac na kazda uroczystosc celebrowana i ich rodzinie. Dlaczego to robisz? dla tzw. swietego spokoju? I co , masz ten spokoj? Czy tez czkawka Ci sie to odbija? A Ty wowczas wyzywasz sie na zonie?
                  Nie idz na nastepna, jesli nie chcesz. Nie masz pieciu lat. Okaz spokoj i pewnosc siebie. Bez klotni, niewybrednych zarcikow, okazywania swojej wyzszosci. Zrob ten pierwszy krok ,do ktorego, mysle, tesknisz.Przy kolejnej uwadze dotyczacej Ciebie lub Waszego zycia powiedz spokojnie ale stanowczo, ze nie zyczysz sobie takich uwag.
                  Mowisz, ze jej rodzice zadzwonili i zdecydowali ze trzeba porozmawiac , co nie podoba im sie Twoja postawa przy tej kolacji w restauracji... Piszesz, ze oni podjecli decyzje, wiec tak byc musi. A kto tak powiedzial? Powiedz, ze z Toba nikt tego nie uzgodnil a Ty miales na to popoludnie inne plany. Wydoroslej, a nie odgrywaj sie na zonie, bo nie umiesz sie zdobyc na takie slowa.
                  Naucz sie tak naprawde rozgraniczac Twoje problemy z podejsciem tesciow do Ciebie i vice versa od Waszego malzenstwa. Bo okaze sie w koncu, ze wylejesz dziecko z kapiela.
                  Pozdrawiam
                  • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 11.01.06, 12:25
                    O odgrywaniu sie na zonie nie ma mowy bo tak to moga robić frajerzy albo damscy
                    bokserzy.
                    Gorzej będzie, gdy po mojej uwadze, że nie chcę słuchać takich docinków, według
                    ich mniemania miarka się przepełni i zacznie się totalna wojna o duszę mojej
                    żony.
                    • to-wlasnie-ja Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 11.01.06, 13:16
                      Wolisz wiec wojne podjazdowa niz jasno postawiona sprawe?
                      Piszac o odgrywaniu sie nie mam na mysli nic silowego. Slowa tez potrafia ranic.
                      Jesli zdobedziesz sie na spokoj a oni zaczna jatrzyc byc moze zona zobaczy , kto mota w tej rodzinie. Zreszta , nie jestes tak calkiem konsekwentny w tym, co piszesz. Ona nie raz stwierdzila , ze widzi ich przesade, ale po prostu nie chce sie od nich odwrocic . Moze na poczatek to wystarczy?Nie kaz jej walczyc z rodzicami, ktorych kocha. Pozostan wierny swoim zasadom, daj zonie czas. Ale zacznij traktowac ja jak partnera. Popracuj tez troszke nad soba, pozbadz sie zlosliwosci wobec niej.Zainteresuj jej praca. Podrzuc jakis swoj pomysl dotyczacy zajec sportowych. Niech widzi, ze ja doceniasz.Pytaj ja o zdanie. I przestan mowic Ja a zacznij MY.
                      • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 11.01.06, 13:24
                        Chyba właśnie tak będę musiał zrobić. Przecież nie mogę jej zabronić kochania i
                        spotykania sie ze swoimi rodzicami.
                        Boję się jednak, że mogą namieszać jej w głowie.
                        • to-wlasnie-ja Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 11.01.06, 13:36
                          Powodzenia :)
                        • kitus_kotus Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 11.01.06, 19:58
                          Mysle, ze to jedyne wyjscie. ja przez pewien czas bylam w sytuacji podobnej do
                          Twojej zony. Z jednej strony moi rodzice (a szczegolnie mama) bardzo ze mna
                          zwiazani, chcacy mnie nadal kontrolowac (mimo ze od dawna jestem dorosla i
                          samodzielna), wtracajacy sie do naszego zycia - ale wszystko to z milosci i
                          checi pomocy. Rodzice w glebi serca zaakceptowali mojego meza (moim zdaniem
                          kochali go prawie jak syna) ale krytykowali, zawsze lepiej wiedzieli, co dla
                          nas najlepsze, komentowali nasze wzajemne uklady z mezem. Z drugiej strony maz -
                          wkurzony wiecznym wtracaniem sie rodzicow, nie dostrzegajacy ze robia to z
                          troski o nas. Krotko mowiac - z obu stron dobra wola i milosc ale jednoczesnie
                          z naszej (mojej i meza) - chec niezaleznosci i decydowania samodzielnego o
                          naszych sprawach, z drugiej - narzucanie sie z opieka, pomoca i proby
                          kontrolowania naszego zycia. Dodatkowo obok byl jeszcze moj mlodszy brat -
                          oczko w glowie mamy (choc juz dorosly chlop;)
                          czulam sie czasami jak w potrzasku - bo z jednej strony nie chcialam, zeby
                          rodzice sie wtracali w nase sprawy ale z drugiej strony -rozmowy z nimi na ten
                          temat nie dawaly nic konstruktenego tylko pogebialy konflikt (byli przekonani,
                          ze nie robia nic zlego - wrecz przeciwnie - chca dla nas wszystkiego, co
                          najlepsze)
                          moja jedyna rada - trzymac wspolny "front" z zona, przeczekiwac gadanie (ne
                          reagowac) i robic po swojemu.
                        • kitus_kotus Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 11.01.06, 20:00
                          i jeszcze jedno - moj tata niedawno zmarl i teraz mama potrzebuje naszej
                          pomocy. jak ja bym chciala zeby tata sie jeszcze powtracal w nasze sprawy :(
    • hatszepsut80 Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 12.01.06, 21:29
      Ojej! Nie wiedzialam, ze z Ciebie taki buraczany Pan i Wladca. A ja glupia
      myslalam, ze Ty zwykly Pantofel Los jestes. No, no. Czego to sie czlowiek na
      internetowym forum dowie. Brutalu Ty, hehe :)

      Aaaa! Jak bedziesz ustawial tesciow to przy okazji ustaw Zonke, zebys sie nie
      musial prosic na pismie o wyjscie piatkowe wieczorne w milym towarzystwie na
      piwko prosic :)

      O eskaesach zony:
      Jak Zonka biedna probuje jakos tym dzieciom z patologicznych rodzin czas zajac
      zeby win na ulicach nie pily to on zamiast do domu zapieprzac obiadek jej
      gotowac i jak przyjdzie zmeczona, cieply na stol polozyc - wiecie co robi?
      IDZIE NA PIWO :)

      i narzeka, ze znowu przez eskaes obiadu nie bedzie :)

      Teraz to sie narazilam i piwa juz pewnie nie bedzie :)


    • venga_ya Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 13.01.06, 01:06
      Ujjj..paskudna sprawa. I jeszcze Cie dziewczyny obskoczyly na forum. No coz,
      wspolczuje Ci niezmiernie. Bylam kiedys w bardzo podobnej sytuacji. Szczerze
      nienawidze, jak mi sie ktos wtraca w zycie, a juz nie daj Boze kreuje sie na
      sponsora, kiedy grosza nie wylozyl z wlasnej kieszeni.
      Chyba zostaje tylko zacisnac zeby, pogodzic sie z tym, ze Cie nie lubia i
      ograniczyc kontakty do minimum. A tak swoja droga, moglbys sie ugryzc w jezyk,
      kiedy kalecza nasza piekna mowe. Starego konia... :)
      • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 13.01.06, 07:14
        No, i w niedzielę mam inspekcję. Będzie to wyglądać jak przesłuchanie, więc
        musze sie do tego dobrze przygotować.
        Wczoraj już miałem przedsmak tego co mnie czeka.
        Teściowie zadzwonili na komórkę żony a nie jak zwykle na domowy. Najpierw
        teściowa (20 min.)a potem teściu (15 min.). Oczywiście najpierw wyrazili
        oburzenie z powodu tego, że ich córeczka nie dzwoni do nich od niedzieli. Na
        szczęście jest już po mojej stronie i trochę z nimi się pokłóciła(nareszczie).
        Przez telefon powtarzali te same zarzuty co ostatnio i w niedzielę też je będą
        powtarzać.
        Korci mnie by w czasie tego spotkania niedzielnego powiedzieć:"Wypraszam sobie
        takie uwagi pod moim adresem, w moim domu, wygłaszane przez gości".
        Ale chyba stchórzę.
        Najlepsze jest to, że osoby zgłaszające bez przerwy pretensje o nic, do
        kelnerów, sprzedawców, hotelarzy (np. dlaczego kominek tak słabo grzeje,
        dlaczego na stole jest w knajpie jest świeczka a nie lampka, bo oni nie widzą
        dobrze pozycji w menu ;), targowanie się o cenę pokoju w hotelu czy ceny
        ubrania w sklepie, nie na bazarze) oznajmiły wczoraj swojej córce, że na
        spotkaniach w towarzystwie mogę jej przynosić wstyd poprzez moje: milczenie,
        trzymanie rąk w pobliżu twarzy, bawienie się obrączką i paskiem od zegarka.
        Oczywiście mówienie "se" zamiast "sobie", "poszłem", "wyszłem" jest w jak
        najlepszym tonie wg. ich norm zachowania.
        Oj, niedziela będzie ciężka....
        • nut7 Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 13.01.06, 10:35
          zawsze najlepszym wyjściem jest odcięcie się od stręczycieli. Ale... Są to
          rodzice Twojej żony. I Twoim psim obowiązkim jest szanować ich, jacy by nie
          byli. Dziwie się że się łudzisz, że uda Ci się przeciągnąć żonę na swoją
          stronę. Ona możę przyznawać Ci rację, wstawiać się za Tobą, ale nigdy nie
          sprawisz, że całkowicie przejdzie na Twoją stronę. Sytuacja jest trudna, ale
          często spotykana w wielu rodzinach. Jeżeli będziesz prowadził wojnę, to jej nie
          wygrasz. Mało tego, możesz stracić żonę. Ona jest ich córeczką, oni jej
          ukochanymi rodzicami. Nawet jeżeli z nimi się pożre, to i tak do nich wróci.
          Ich uwagi, zapewniam Cię, traktuje inaczej niż Twoje. Musisz załatwić
          towarzystwo sprytem a nie walką, bo będzie jeszcze gorzej. Chociaż
          Twoje "żarty" w stylu wyrzucę cię z domu bo nie gotujesz zupy były nie smaczne.
          Powiem tak, jak by powiedzieli Twoi rodzice - widziały gały co brały. Mówisz że
          nie brałeś teściowej tylko żone. A co sobie wyobrażałeś? Że żona się wyrzeknie
          matki dla Ciebie? Mówią, ze jak chcesz wiedzieć jaka będzie twoja żona, to
          popatrz na jej rodziców :) Nie chcę Cię straszyć, pamiętaj - nie wojna tylko
          spryt. Bądź grzeczny i nie daj się sprowokować, wyprowadzić z równowagi. Bo
          jeżeli tego teraz nie załatwisz, to jak będziecie mieli dziecko, to jeszcze
          dojdzie że jesteś złym ojcem. Może oni widzą że to na Ciebie działa, że się
          denerwujesz i to ich rajcuje. Nie daj im tej satysfakcji. Najlepiej na takie
          zarzuty jest reagować śmiechem. Bądź bardzo kulturalny i miły, żadnych
          wulgaryzmów pod adresem ukochanych teściów, bo nastawisz żonę przeciwko sobie.
          Uśmiechaj się, a jak będą Ci robić kolejne zarzuty, to nie mów wynocha z MOJEGO
          domu, tylko powiedz że ładna dzisiaj pogoda, a jutro ma być jeszcze lepsza.
          Jakie ładne dziś słoneczko. A potem grzecznie się uśmiechnij i podaj teściowej
          jakiś smakołyk do spróbowania. Coś w tym stylu. Zazwyczaj ludzie którzy
          mówią "poszłem" baranieją w takiej sytuacji i po jakimś czasie odpuszczają.
          Grunt to nie podlewać oliwy do ognia. Powodzenia :)
          • to-wlasnie-ja Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 13.01.06, 11:06
            Facet, jakie przesluchanie??? Ile Ty masz lat? Jestes w Waszym domu a mowisz jakbys byl przed klasowka w podstawowce.
            Nastaw sie na spokoj, grzecznosc i nie daj sie wyprowadzic z rownowagi.
            Niech sie nagadaja, a Ty wysluchaj jednym, wypusc drugim, usmiechnij sie , przytul zone i powiedz , ze bardzo ja kochasz.
            A jak juz wyjda, to ja zapytaj, czy faktycznie stracisz jej milosc bawiac sie w restauracji paskiem od zegarka :DDDD
            • vitmik Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 13.01.06, 11:29
              Dobra puenta.
              Chyba będę tak musiał zrobić. Grzecznie, kulturalnie, z uśmiechem na twarzy.
              Tylko, że taka postawa nic nie zmieni.
              Dobrze, że żona zaczyna rozumiec co tutaj sie wyrabia i już też patrzy na
              swoich rodziców nie bezkrytycznie.
              Mam nadzieję, że nasza miłośc bedzie silniejsza niż te wszystkie docinki,
              pomówienia i okazywane niezadowolenie moich teściów.
    • lady284 Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 13.01.06, 12:12
      Najwłaściwszym będzie:

      Dać im do zrozumienia, że kochasz swoją żonę ale ich wtrącanie się doprowadzi
      do rozłamu tego małżeństwa:) tak więc, jeśli źle rzyczą swojej córci to niech
      się wtrącają...jasno wyraź zdanie na ten temat, bez owijania w bawełnę..

      Z pewnością ich obrażenie się łatwiej zniesiesz:) niż bezustanne wtrącanie i
      doszukiwanie się przez nich problemów których nie ma - a które zapewne chcą
      spowodować.

      Powiedz , że ze swojego życia nie zamierzacie się tłumaczyc, oczywiście żonka
      musi Ci wtórować.
      • lady284 Re: Facet czeka na waszą pomoc. Naprawdę. 13.01.06, 12:18
        życzą:))
Pełna wersja