zastanawiam sie

19.01.06, 00:00
co jest dla was wazne,najwazniejsze i jakiego czlowieka mozecie pokochac a
jakiego nie?i czy milosc rzeczywiscie jest slepa?bo mi sie wydaje ze raczej
nie.slepo sie kocha swoje dzieci/rodzicow,ale nie czlowieka ktory kiedys byl
obcy,ktorego sie wybiera.czy to ze ktos was kocha, opiekuje sie, jest w
stanie apewnic bezpieczenswo i przyszlosc moze sprawic ze sie pokocha czy nie
koniecznie.czy chodzi a jakies tam motylki ktore mozna poczuc juz na
pierwszym spotakniu, w zasadzie nie znajc czlowieka. jakos nie przekonuje
mnie moja mama gdy mowi ze mezczyzna moze byc slabiej wyksztalcony, mniej
zarabiajacy ale ma to cos co sprwai ze sie wie ze to ten. moze jestem
mateiralistka i zbyt wygodna i wymagajaca, moze...zastanawiam sie
    • wielo-kropek Re: zastanawiam sie 19.01.06, 03:27
      Zastanawiaj sie dalej. Samym zastanawianiem sie nie kocha sie czlowieka.
      Twoj post swiadczy o tym, ze ty nigdy nikogo jeszcze nie kochalas, stad
      tez i te glupoty o milosci piszesz, nic nie wiedzac o niej.
      • zoe28 Re: zastanawiam sie 19.01.06, 03:39
        Jak zasmakujesz tych motylków to zrozumiesz i przypomnisz sobie słowa mamy :)
        • wielo-kropek Re: zastanawiam sie 19.01.06, 03:58
          Jej mama wie co mowi, tylko problem w tym, ze ona uwaza sie byc
          madrzejsza od mamy i bardziej znajaca sie na sprawie.
      • karem5 Re: zastanawiam sie 19.01.06, 09:22
        to zadziwiajace jak niektorzy szybko wyciagaja wnioski.i zaskakaujace jak Cie
        te moje slowa zdenerwowaly.bo mozna to odczuc.moze to wlasnie Ty nigdy nie
        zaznalas milosci-stad jakas taka zadziornosc,zaywazylam ze taka jest wlasnie
        kolej rzeczy,ale moze sie mysle:)
        • wielo-kropek Re: zastanawiam sie 20.01.06, 02:36
          Pieprz dalej glupoty. Gdybys wiedziala cokolwiek na temat milosci, to bys
          sie nad nia nie zastanawiala. Jak widzisz, nawet mama ci nie moze
          pomoc, bo ty nic nie wiesz o milosci, stad tez watpisz w slowa mamy.
          Dorosnij,zacznij kochac, a pozniej tu sie zglos.
          • janarczewski Re: zastanawiam sie 20.01.06, 02:58
            Niestety, w tym co ona pisze jest czesc prawdy. Wiekszosc kobiet to
            materialistki. Niby chcialyby wierszy, kwiatow, calowania raczek, a z drugiej
            strony robia roentgena w portfele mezczyzn. Wiekszosc z nich nie potrafi
            kochac. Chca tylko czuc sie bezpiecznie. A jak juz sie poczuja, to zaczynaja
            sie rozgladac za innymi (mowie o tych materialistkach tylko).
            • mlynek_kawowy Hola, ona nic takiego nie napisała! 20.01.06, 03:33
              jeśli dobrze rozumiem jej słowa, to po prostu dziewczyna wątpi w to, że te motylki są wystarczającym powodem żeby z kims spędzić całe życie. I bardzo dobrze, że wątpi, a przynajmniej że się zastanawia. Będzie jeszcze lepiej jeśli tak samo jak od swojego przyszłego faceta będzie również wymagać od siebie...
              • wielo-kropek Re: Hola, ona nic takiego nie napisała! 20.01.06, 03:42
                No dobrze, tylko po co to jej cale pieprzenie o milosci. Niech gada o
                kasie, pozycji spolecznej, zabezpieczeniu materialnym, motylkach nawet i nad
                tym sie niech zastanawia, a nie nad miloscia. Jej mama wie cos o milosci.
                Wyraznie mowi ze musi byc to "cos". Ona niestety nie wie co to "cos"
                znaczy.
                • mlynek_kawowy Re: Hola, ona nic takiego nie napisała! 20.01.06, 03:56
                  ale chodzi o to, że "to coś" to jeszcze za mało. Gdyby ludzie bardziej trzeżwo oceniali sytuację to może byłoby mniej rozwodów. Motyle mają to do siebie, że nie żyją długo, co potem?

                  Dziewczyna pyta czy miłość jest (powinna być) ślepa. No więc ja wolę aby moja miłość ślepa nie była, bo to jej tylko wyjdzie na dobre. I piszę to na podstawie jakichś tam doświadczeń...

                  Dobra, my tu sobie prowadzimy rozważania, ale tak w sumie autorka mogłaby sprecyzowac o co jej dokładnie chodziło...
                  • wielo-kropek Re: Hola, ona nic takiego nie napisała! 20.01.06, 04:20
                    Nie znam twoich doswiadczen. Po pierwsze milosc nigdy slepa byc nie moze
                    dla czlowieka ktory kocha. Wszak to milosc glownie do szczescia prowadzi
                    czlowieka (ludzi) a nie w slepa uliczke -to chyba znamy tez z
                    doswiadczen, nieprawdaz? Autorka wyraznie mowi o materializmie i wlasnie
                    pod tym katem patrzy na milosc. Wlasciwie rozpatrujac sprawe ze strony
                    milosci -oszukuje siebie, albo wcale nie wie co to jest milosc, gdyz pod te
                    milosc chce wcisnac wszystko materialne, wszystko co ja zabezpiecza, co
                    prowadzi do zabezpieczenia (edukacja np. faceta). Nie mozna w tak perfidny
                    sposob degradowac milosci. Lepiej by bylo chyba dla niej perfidnie isc
                    po gruzach i wymagac od facetow tego czego oczekuje od nich. Pytanie
                    tylko jest, ktory sie da nabrac na te jej "milosc" by jej i tylko jej umilic
                    zycie.
                    • mlynek_kawowy Re: Hola, ona nic takiego nie napisała! 20.01.06, 04:58
                      wielo-kropek napisał:

                      > Po pierwsze milosc nigdy slepa byc nie moze
                      > dla czlowieka ktory kocha. Wszak to milosc glownie do szczescia prowadzi
                      > czlowieka (ludzi) a nie w slepa uliczke -to chyba znamy tez z
                      > doswiadczen, nieprawdaz?

                      To skąd tyle rozwodów? Myślisz, że Ci ludzie się na początku nie kochali?

                      > Autorka wyraznie mowi o materializmie i wlasnie i wlasnie pod tym katem
                      > patrzy na milosc.

                      To jest właśnie kwestia interpretacji. Ja odebrałem jej słowa trochę inaczej niż Ty. Koniec końców - komentując jej posta poniżej zostawiłem sobie otwartą furtkę...

                      > Wlasciwie rozpatrujac sprawe ze strony
                      > milosci -oszukuje siebie, albo wcale nie wie co to jest milosc, gdyz pod te
                      > milosc chce wcisnac wszystko materialne, wszystko co ja zabezpiecza

                      Jak idziesz do sklepu możesz zrobić to na dwa sposoby:
                      1) idziesz z listą rzeczy które chcesz kupić, kupujesz, wydajesz tyle ile planowałeś, wracasz z tym co chciałeś, jesteś zadowolony
                      2) idziesz na żywca, decydujesz się pod wpływem chwili, kupujesz masę rzeczy które wydają Ci się tanie lub atrakcyjne. Potem się okazuje, że nie kupiłeś najbardziej potrzebnych rzeczy, chcesz wrócić do sklepu ale nie masz już kasy :(

                      Wiem, wiem, że to porównanie może być dziwne dla co bardziej romantycznie nastawionych osób.. Ale czy nie jest jeszcze bardziej dziwne to, że ktoś przed wydaniem paru tysięcy złotych na jakiś sprzęt poważnie się zastanawia, analizuje, porównuje, a decydując się na związek z drugą osobą - a w konsekwencji pewnie na założenie rodziny, posiadanie z tym kimś dzieci - opiera swą decyzję na podstawie buzujących hormonów (motylków, jak ktoś woli)...?

                      Jeszcze jedno, nie widzę powodów dla których miałbym się tłumaczyć dlaczego chcę byc z atrakcyjną kobietą. Nie widzę tez powodów dla których kobieta miałaby się tłumaczyć, że chce byc z bogatym facetem, który zapewni jej poczucie bezpieczeństwa. W sumie zarówno uroda jak i pieniadze przemijają. Dlaczego chęć posiadania atrakcyjnego partnera jest powszechnie akceptowana a cheć posiadania partnera zasobnego jest juz be...?
                      • wielo-kropek Re: Hola, ona nic takiego nie napisała! 20.01.06, 20:40
                        mlynek_kawowy napisał:


                        > To skąd tyle rozwodów? Myślisz, że Ci ludzie się na początku nie kochali?
                        Milosc do czlowieka nie jest zjawiskiem trwalym czy tez stojacym w
                        miejscu. Jest tak duzo rozwodow, bo wlasnie milosci brak pomiedzy ludzmi.
                        Ta milosc poczatkowa o jakiej ty mowisz poprostu wygasla w nich.
                        Przerodzila sie dosc czesto nawet w nienawisc -stad tez i rozwod.


                        > Jak idziesz do sklepu możesz zrobić to na dwa sposoby:
                        > 1) idziesz z listą rzeczy które chcesz kupić, kupujesz, wydajesz tyle ile
                        plano
                        > wałeś, wracasz z tym co chciałeś, jesteś zadowolony
                        > 2) idziesz na żywca, decydujesz się pod wpływem chwili, kupujesz masę rzeczy
                        kt
                        > óre wydają Ci się tanie lub atrakcyjne. Potem się okazuje, że nie kupiłeś
                        najba
                        > rdziej potrzebnych rzeczy, chcesz wrócić do sklepu ale nie masz już kasy :(
                        >
                        > Wiem, wiem, że to porównanie może być dziwne dla co bardziej romantycznie
                        nasta
                        > wionych osób.. Ale czy nie jest jeszcze bardziej dziwne to, że ktoś przed
                        wydan
                        > iem paru tysięcy złotych na jakiś sprzęt poważnie się zastanawia, analizuje,
                        po
                        > równuje, a decydując się na związek z drugą osobą - a w konsekwencji pewnie
                        na
                        > założenie rodziny, posiadanie z tym kimś dzieci - opiera swą decyzję na
                        podstaw
                        > ie buzujących hormonów (motylków, jak ktoś woli)...?
                        >
                        > Jeszcze jedno, nie widzę powodów dla których miałbym się tłumaczyć dlaczego
                        chc
                        > ę byc z atrakcyjną kobietą. Nie widzę tez powodów dla których kobieta miałaby
                        s
                        > ię tłumaczyć, że chce byc z bogatym facetem, który zapewni jej poczucie
                        bezpiec
                        > zeństwa. W sumie zarówno uroda jak i pieniadze przemijają. Dlaczego chęć
                        posiad
                        > ania atrakcyjnego partnera jest powszechnie akceptowana a cheć posiadania
                        partn
                        > era zasobnego jest juz be...?
                        Sprawy sklepu jak tez decyzje kupienia towaru dotycza tylko i wylacznie
                        rozumu. Jesli pojmujesz milosc tylko i wylacznie rozumowo, to wtedy to co
                        piszesz ma sens i oczywiscie racje. W takim wiec rozumowym pojmowaniu
                        sprawy wspolzycia z kims, trzeba zazwyczaj wykreslic potrzebe prawdziwej
                        milosci, koncentrowac sie za to na wartosciach czlowieka w sensie
                        materialnym. Facet wiec moze byc garbaty, szczerbaty itp. wazne zeby mial kase
                        i odpowiednie zabezpieczenie ktore chcialby sprokurowac i dzielic sie z
                        kobieta ktora sie o takie zabezpieczenie zabiega u niego. Ja milosc
                        pojmuje inaczej. Nie wiaze jej z materia lecz z duchowoscia kobiety, z jej
                        kobiecoscia (nie znaczy to ze zasobnosc materialna danej kobiety jest czy
                        ma byc przeszkoda by ja kochac -poprostu ona nie jest tu glowna, wazna,
                        czy zasadnicza). Moje pojmowanie partnera atrakcyjnego i zasobnego tez jest
                        inne niz twoje. Nic nie jest be, ja tu roznicy nie widze pomiedzy
                        jednym a drugim, szczegolnie kiedy wiadomo jest ze atrakcyjnosc jest
                        pojeciem wzglednym. Wazne zeby istniala milosc do partnera z ktorym sie
                        jest. Zgadzam sie z toba kiedy mowisz o sprawach decydowania sie na
                        zwiazek. Analizy musza tez byc, bez nich byloby glupota sie wiazac. Jednak
                        uwazam ze tutaj milosc powinna tez przodowac, a pozniej rozum, nie
                        odwrotnie. Rozumowo sie wiazac z kims, a pozniej sztucznie kogos kochac
                        (znaczy sie udawac) nie jest w moich kartach i nigdy nie bedzie.. Sa
                        jednak ludzie ktorzy "kochaja" za pieniadze i na tej "milosci" tworza tez
                        malzenstwa. O dziwo -czasem trwale nawet. Autorka tego postu akurat
                        zastanawia sie nad takim wlasnie wariantem.
                        • mlynek_kawowy Re: Hola, ona nic takiego nie napisała! 20.01.06, 21:27
                          wielo-kropek napisał:

                          > Milosc do czlowieka nie jest zjawiskiem trwalym czy tez stojacym w
                          > miejscu.

                          racja, życia nie da się zaplanować, ludzie się zmieniają, ale część rozwodów na pewno wynika z tego, że ludzie widzieli tylko zalety drugiej osoby, a nie dostrzegali albo lekceważyli wady. W tym sensie ślepa miłość to nic dobrego. A o to pyta autorka.

                          > Sprawy sklepu jak tez decyzje kupienia towaru dotycza tylko i wylacznie
                          > rozumu. Jesli pojmujesz milosc tylko i wylacznie rozumowo, to wtedy to co
                          > piszesz ma sens i oczywiscie racje.

                          Miłość rządzi się swoimi prawami, tak, czytałem Mickiewicza, że o swoich doświadczeniach nie wspomnę ;) Ale przy podejmowaniu decyzji na całe życie warto jednak ruszyć szarymi komórkami żeby nie unieszczęśliwić siebie, tej drugiej osoby, a może także niczemu winnych dzieci...

                          > Moje pojmowanie partnera atrakcyjnego i zasobnego tez jest
                          > inne niz twoje.

                          ale skąd wiesz jakie jest moje? Nigdzie tego do tej pory nie napisałem. Po prostu bronię wolności autorki do decydowania o tym z kim chce się wiązać, to wszystko. Mogę się np. nie zgadzać z Lepperem ale bronic wolności słowa, także dla niego...

                          > uwazam ze tutaj milosc powinna tez przodowac, a pozniej rozum, nie
                          > odwrotnie.

                          To w tym rzeczywiście się nie zgadzamy. Tzn. ja uważam, że miłość jest warunkiem koniecznym ale nie wystarczającym (ech, matematyka ;)).

                          Pozdrawiam
                          • caprissa Re: Hola, ona nic takiego nie napisała! 20.01.06, 21:38
                            Masz racje, ale czasem szkoda, ze matki nie mysłay szarymi komorkami i nie
                            dbały np o antykoncepcje, aby włąsnie nie krzywodzc niewinnych dzieci. Szkoda,
                            ze nie mysla komorkami jak dzieckiem szantazuja faceta albo za pomoca widzen i
                            niewidzen z dzieckiem wymierzaja kare facetowi. To bardzo złe zachowanie, a
                            jednak komorki nie działaja u nich.
                          • wielo-kropek Re: Hola, ona nic takiego nie napisała! 20.01.06, 22:05
                            mlynek_kawowy napisał:


                            > racja, życia nie da się zaplanować, ludzie się zmieniają, ale część rozwodów
                            na
                            > pewno wynika z tego, że ludzie widzieli tylko zalety drugiej osoby, a nie
                            dost
                            > rzegali albo lekceważyli wady. W tym sensie ślepa miłość to nic dobrego. A o
                            to
                            > pyta autorka.
                            Mowisz tutaj o wadach. Kazdy z nas je ma. Nie o to tu chodzi. Zauwaz ze
                            te wady byly na poczatku poznania sie ludzi,i temu komus z nimi bylo
                            dobrze. One wcale nie przeszkadzaly. Pomimo iz one istnialy, ludzie byli
                            szczesliwi ze soba. Tak wiec z wadami mozna tez byc szczesliwym. Pytanie
                            jest -dlaczego akurat czyjes wady zaczely temu komus przeszkadzac? I czy
                            napewno sa to wady w znaczeniu tegoz slowa? Widzisz, wlasnie brak
                            milosci, wygaszanie jej, zastepuje obojetnoscia i doszukiwaniem sie wad w
                            partnerze. Dlaczego tak sie dzieje? Czyzby takim postepowaniem (wytykaniem
                            komus wad) chce sie udowodnic swoja "doskonalosc"? Byc moze cos z tego.
                            nie wiem.

                            > Miłość rządzi się swoimi prawami, tak, czytałem Mickiewicza, że o swoich
                            doświa
                            > dczeniach nie wspomnę ;) Ale przy podejmowaniu decyzji na całe życie warto
                            jedn
                            > ak ruszyć szarymi komórkami żeby nie unieszczęśliwić siebie, tej drugiej
                            osoby,
                            > a może także niczemu winnych dzieci...
                            Zgadzam sie jak najbardziej. Nie bez powodu w koncu nam rozum jest dany.
                            Milosc z rozumem musi isc w parze. Kierowac sie jedynie miloscia, byloby
                            nierozsadne do pewnego stopnia, ryzykowne za mocno i kto wie czy nie naiwne
                            nawet (zalezy tu od poszczegolnych przypadkow). Kierowac sie znowu jedynie
                            rozumem - czyli zyc z partnerem bez milosci, byloby smutkiem. Kierowanie sie
                            jedynie rozumem, tez nie jest gwarancja, ze dane malzenstwo przetrwa, ze
                            dzieci nie beda krzywdzone itd. Z doswiadczenia wiemy, ze gdzie jest
                            milosc, gdzie sie partnerzy kochaja, tam jest wszystko dobrze, tam nie ma
                            krzywdy (dzieciom tez), tam jest zazwyczaj szczescie, czego nie mozna
                            zazwyczaj powiedziec o malzenstwach opartych glownie na rozsadku, w ktorych
                            to dosc czesto szarzyzna panuje. To milosc glownie ozywia i pokusze sie na
                            okreslenie, ze to milosc rusza rozum, sklania nas bardziej do dzialania i
                            checi czynu.

                            > ale skąd wiesz jakie jest moje? Nigdzie tego do tej pory nie napisałem. Po
                            pros
                            > tu bronię wolności autorki do decydowania o tym z kim chce się wiązać, to
                            wszys
                            > tko. Mogę się np. nie zgadzać z Lepperem ale bronic wolności słowa, także dla
                            n
                            > iego...
                            >

                            > To w tym rzeczywiście się nie zgadzamy. Tzn. ja uważam, że miłość jest
                            warunkie
                            > m koniecznym ale nie wystarczającym (ech, matematyka ;)).
                            Oczywiscie ze nie znam twojego podejscia bardziej niz ty sam do tego
                            tematu. Ja poprostu wywnioskowalem z twojej poprzedniej wypowiedzi, gdzie
                            to piszesz o atrakcyjnosci, ktora jakoby wszyscy akceptuja (lacznie z toba
                            byc moze), a wspolzycie z bogatym jest "be". Rozumiem ze ogolnie to
                            chciales ujac, byc moze masz nawet inne zdanie niz ogolu (ogolu w tym twoim
                            wydaniu). O dziwo. Ja tez tak uwazam, ze milosc jest warunkiem
                            koniecznym, ale nie wystarczajacym. Zreszta, wyzej o tym juz napisalem.
                            Autorka nasza wlasnie te "koniecznosc" milosci chce ominac, wykreslic ja,
                            zastapic jedynie logika i wyborami logicznymi. Oby sie nie przejechala na
                            tym logizmie, bo z logika tez u ludzi roznie bywa. Czasem nawet gorzej niz
                            z miloscia, pomijajac juz slowo slepa. Z kim autorka sie zwiaze i czy, to
                            mnie najmniej interesuje. Nie o jej wyborze tu mowie. Mowie ogolnie co o
                            tym mysle.
                            • caprissa Re: Hola, ona nic takiego nie napisała! 20.01.06, 22:06
                              Dobrze napisane:)


                            • mlynek_kawowy Re: Hola, ona nic takiego nie napisała! 20.01.06, 22:29
                              wielo-kropek napisał:
                              > Autorka nasza wlasnie te "koniecznosc" milosci chce ominac, wykreslic ja,
                              > zastapic jedynie logika i wyborami logicznymi.

                              Tego do końca nie wiesz. Może chce _zastąpić_, a może tylko _brać TAKŻE pod uwagę_ -> znaczy: rozsądek obok miłości, nie zamiast...

                              Poza tym zgadzam się ze wszystkim powyżej.
                              • wielo-kropek Re: Hola, ona nic takiego nie napisała! 20.01.06, 22:39
                                No wlasnie, do konca to z pewnoscia nie wiem. Wydaje sie, ze ona nawet
                                sama nie wie. Wolno jest jej nad tym rozwazac. Chcialbym jednak zeby nie
                                mieszala pojec, zeby nie podszywala pod milosc falszu w sensie materialnym.
                                Jej facet ma byc z forsa i zabezpieczeniem. To glownie jego pieniadze ona
                                bedzie kochac,jego widoczne bogactwa.
                                • caprissa Re: Hola, ona nic takiego nie napisała! 20.01.06, 22:43
                                  A skad taki wnosek?

                                  ja znam kobiety i ta co ta mysli nigyd tak nie powie, jemu, ale w myslach czy
                                  pryzjaciolce napewno. Byłam swiadkiem na wielu imprezach i t roznych jak pod
                                  wpływem alkoholu czy nastroju panie paplały to co było w nich, potem
                                  skonfrontowałam to zawsze z ich zachowaniem, kobieta gra. No ale nie wszytskie.

                                  jak na pytanie co ja łaczy znim ona mowi, ze widocznie nie chieli byc smai,
                                  tylko kazde szukało z racji wieku bezpieki to duzo mowi, pierwsza odpowiedz sie
                                  liczy.
                                  A jak na pytanie rozczula sie nad Nim, nad ym co ich łaczy, umie mowic o tym,
                                  nazwac to co czuje to jednak jet to inna kobieta:)

    • mlynek_kawowy Re: zastanawiam sie 20.01.06, 03:40
      to zależy co właściwie masz na myśli pisząc, że jesteś wymagająca. Jeśli chodzi Ci o to, że zwiążesz się tylko z bogaczem, bo chesz żyć w luksusie, to rzeczywiście możesz sie srodze zawieść. Fortuna kołem się toczy i Twój bogacz jednego dnia może wszystko stracić, a wtedy Ty stracisz powody żeby z nim być.

      Jezeli natomiast chcesz wymagać od faceta by był wykształcony, pracowity itd, to nie widzę w tym nic złego. Możesz się jednak spodziewać, że taki facet będzie pewnie tego samego wymagał od Ciebie...
      • wielo-kropek Re: zastanawiam sie 20.01.06, 03:52
        Wymagac od faceta to ona sobie moze. Kazdy facet ma swoje
        wyksztalcenie. Jesli jej nie odpowiada, wiec problemu nie powinno byc.
        Niech znajdzie takiego ktory ja zaimponuje swoim wyksztalceniem. Wyksztalcenie
        nie ma nic wspolnego z miloscia. Nie mowie oczywiscie ze z nia koliduje,
        ale to sa dwa rozne pojecia.
        • mlynek_kawowy Re: zastanawiam sie 20.01.06, 03:59
          dobra dobra, a Ty kochałeś się w przeszłości w samych brzydulach? ;)

          Co złego jest w tym, że wymaga? Jak będzie miała za duże wymagania to zostanie starą panną, jej i tylko jej sprawa...
          • wielo-kropek Re: zastanawiam sie 20.01.06, 04:35

            No ladnie. Ja i brzydule. My nie pasujemy do siebie. Ja tylko sliczne
            kocham!!! A tak powaznie, to sprawa wyglada nastepujaco. Ja nigdy niczego
            nie wymagalem od kobiety i nie wymagam. Poprostu przyjmuje ja taka jaka
            ona jest. Jesli sie mnie podoba, to wlasnie podoba sie taka jaka jest. Juz
            samo wymaganie zmiany od kobiety swiadczyloby o moim braku milosci do niej.
            Sama wiesz ze ludzie sie dobieraja dobrowolnie i bez wymagan ogolnie (w
            sensie presji na partnera). Akceptacja stron i wartosci jest obopolna -w
            zdrowych zwiazkach. Zastanawianie sie nad miloscia, gdybanie, rozkladanie
            wariantow i wyciaganie korzysci z nich jest wlasnie slepa miloscia,udawana,
            falszywa, obludna..........bez ciepla i przyszlosci. Stad tez i rozczarowanie
            maja ludzie, gdy ktos zaczyna wymagac w milosci i dopasowywac druga strone
            do swoich wymagan za wszelka cene.
            • john_malkovitch Re: zastanawiam sie 20.01.06, 04:49
              Już nie ściemniaj, że jak szukasz kobiety, to nie
              bierzesz pod uwagę żadnych jej cech.. (to wynika z tego, co napisałeś)
              PS Też spać nie możesz..?
              • wielo-kropek Re: zastanawiam sie 20.01.06, 20:46
                Zle mnie zrozumiales. Te cechy ( szukane niby, jak ty to okreslasz)
                poprostu kobieta musi juz miec w sobie. Kazda ma swoje cechy. Jesli
                one mnie nie odpowiadaja, nie wiaze sie wiec z taka. Zostawiam ja komus
                innemu,komu one z kolei odpowiadaja.
            • mlynek_kawowy próbujesz wymigać się od odpowiedzi :-P 20.01.06, 05:03
              owszem jak ją już sobie wybrałeś to ją akceptujesz taką, jaką jest (BTW, nie wymagasz od niej żeby była Ci wierna? to też jest jakiś wymóg!). Ale jak jeszcze byłeś na etapie wybierania, czy zdarzyło Ci się znależć "to coś" w kobiecie o masie dorodnego wieloryba?
              • wielo-kropek Re: próbujesz wymigać się od odpowiedzi :-P 20.01.06, 20:58
                Niewiernej poprostu bym nie wybral. Jaki bylby sens wybierania w tym
                przypadku niewiernej kobiety, kiedy tak naprawde ona nalezalaby do
                wszystkich. Jakaz bylaby wiec ta wybranka w znaczeniu tegoz slowa? Tak
                wiec jej wiernosc w tym przypadku tez nie jest wymagana przeze mnie -ona
                w niej juz musi byc. Kobieta zawsze ma to cos do poznawania. Nie wazny tu
                jest jego etap. Ten poczatkowy czy dalej w trakcie..............To cos
                podobnego do tego jezeli czlowiek sie zafascynuje np. jakims dzialem nauki.
                Im wiecej wie, im bardziej sie wglebi, tym wiecej ma do poznawania.
                Podobnie jest z kochana kobieta. Kobieta nie odkrywa sie cala na pierwszej
                randce i nie da sie tez jej poznac na drugiej randce taksamo. Zeby kobiete
                poznac, facet powinien "pomoc" jej sie odkryc. Zgodzisz sie chyba z tym,
                ze bez faceta kobieta tak naprawde nie zna siebie. Podobnie to sie ma
                tez w druga strone. Poznawanie siebie w moim przypadku jakze mocno jest
                zwiazane z kobieta, pomocnica tzw.
                • mlynek_kawowy Re: próbujesz wymigać się od odpowiedzi :-P 20.01.06, 21:42
                  Nadal nie odpowiedziałeś na pytanie czy byłbyś w stanie znależć "to coś" w b. nieatrakcyjnej kobiecie ale OK, to nie spowiedź ani proces sądowy ;)

                  > Niewiernej poprostu bym nie wybral.
                  [...]
                  > Kobieta nie odkrywa sie cala na pierwszej
                  > randce i nie da sie tez jej poznac na drugiej randce taksamo. Zeby kobiete
                  > poznac, facet powinien "pomoc" jej sie odkryc.

                  Z tą niewierną... skoro nie znasz kobiety na pierwszej randce, a także na drugiej, trzeciej itd., to tak naprawdę nie masz żadnej gwarancji, że po 10 latach fajnego wspólnego życia coś jej nie strzeli do głowy...

                  Po drugie, ten przykład dobrze potwierdza moją tezę, że trzeba słuchać tak samo rozumu jak i serca. Czy jeśli byłbyś bardzo w kimś zakochany, ale po jakimś czasie okazało się, że ta kobieta nie jest Ci wierna, czy zakończyłbyś związek? Nawet jeśli byłbyś nadal zakochany?
                  • wielo-kropek Re: próbujesz wymigać się od odpowiedzi :-P 20.01.06, 22:21

                    Juz ci pisalem na ten temat. Atrakcyjnosc jest pojeciem wzglednym.
                    Jezeliby kobieta nie bylaby dla mnie atrakcyjna, nie byloby potrzeby
                    szukania tego "czegos" w niej. Niech szukaja tego czegos w niej ci, dla
                    ktorych ona jest wlasnie atrakcyjna. Gwarancji przetrwania malzenstwa nikt z
                    nas zagwarantowac nie moze, podobnie jak tez wiernosci. Z tym niestety
                    musimy sie liczyc. Tak wiec kazde malzenstwo w wiekszym lub mniejszym
                    stopniu jest ryzykiem i nie wazne na czym ono bylo glownie oparte, na
                    milosci czy tez na rozumie. Czy uwazasz w takim razie, jezelibys
                    rozumowo podchodzil do poznawania kobiety, to bys ja poznal doskonale?
                    Bylbys w stanie wiedziec, ze ona ciebie nigdy nie zdradzi? Sprawe
                    zakonczenia zwiazku pomijam, bo to nie ma nic wspolnego z tematem.

                    • mlynek_kawowy Re: próbujesz wymigać się od odpowiedzi :-P 20.01.06, 22:54
                      wielo-kropek napisał:

                      > Atrakcyjnosc jest pojeciem wzglednym.

                      no właśnie: wniosek? Jeśli dla autorki atrakcyjni są wykształceni bogacze nic nam do tego...

                      > Czy uwazasz w takim razie, jezelibys
                      > rozumowo podchodzil do poznawania kobiety, to bys ja poznal doskonale?
                      > Bylbys w stanie wiedziec, ze ona ciebie nigdy nie zdradzi?

                      dziwne pytanie, przecież właśnie w poprzednim poście napisałem, że poznanie drugiej osoby do końca jest niemożliwe. Co jeszcze nie znaczy, że można się wiązać z kimś bez żadnych głębszych refleksji. Ryzyko nadal jest i będzie, ale można je zminimalizować. Tak naprawdę nie masz żadnych gwarancji, że za chwilę szlag nie trafi tego świata, a jednak robisz plany na przyszłość i starać się racjonalizować swoje decyzje...

                      > Sprawę zakonczenia zwiazku pomijam, bo to nie ma nic wspolnego z tematem.

                      IMHO ma. Jesli nie pasuje Ci ten przykład, może inny: kobieta poznaje na wczasach faceta, zakochuje się w nim, on w niej. Romans trwa. Ale dajmy na to on jest marynarzem, w domu tylko bywa. Konieta nadal go kocha, przecież to w dalszym ciągu wartościowy facet. Tyle, że może nie chce sie pogodzić z tym, że swojego męża miałaby tylko widywać. On nie potrafi zrezygnwać ze swojej pasji.Więc mimo, że nadal się kochają kończą związek.

                      Niezły express-romansik mi wyszedł? :) Wniosek z tego jest taki, że czasmi rozum może wziąć górę na sercem. Tyle...
                      • wielo-kropek Re: próbujesz wymigać się od odpowiedzi :-P 20.01.06, 23:52
                        mlynek_kawowy napisał:


                        > no właśnie: wniosek? Jeśli dla autorki atrakcyjni są wykształceni bogacze nic
                        n
                        > am do tego...
                        Oczywiscie ze nic. Ja jednak mowilem o zupelnie innej atrakcyjnosci
                        kobiety. Kobiety ktora sie podoba, nic nie wiedzac o jej wyksztalceniu czy
                        bogactwie w sensie forsy. To co ty tutaj przytaczasz, nie jest akurat
                        atrakcyjnoscia z miloscia majaca zwiazek, a raczej mowisz o dodatkach,
                        ktore dosc czesto czlowieka uatrakcyjniaja. Z twojej wypowiedzi wynika,
                        ze kazdy facet jest czy bedzie atrakcyjny dla autorki watku, ktory ma
                        kase. Jego wiec kasa stanowi te atrakcyjnosc. Materializm tu sie sam
                        wprasza by go podkreslic. Rozumiem to, ale nie zaliczam tego do milosci,
                        bo moje pojmowanie milsci wiaze sie bardziej z glebia czlowieka. A co
                        powiesz o takiej milosci i atrakcyjnosci zarazem, jesli facet straci kase
                        w przeciagu np. tygodnia? Milosc sama sie wiec spali na panewce a jego
                        atrakcyjnosc sie zacmi z tym rowniez. Co powiesz jesli nasza autorka
                        spotka za miesiac np. bardziej bogatego od obecnego. Zapewne zacznie
                        kochac tego ktory ma wiecej pieniedzy, wiecej ja zabezpiecza w koncu.
                        Sam sie wiec zastanow nad taka miloscia. Dla mnie osobiscie uzycie tego
                        slowa przez nia zupelnie nie odpowiada, bo nie pasuje do moich wartosci i
                        zapatrywania sie na ludzka milosc. Moze siebie oszukiwac pozorna miloscia,
                        mnie nic do tego. Szkoda ze nie jest jej dane poznac milosc prawdziwa, jej
                        wartosc, sile i z pewnoscia potrzebe prawdziwego uczucia do czlowieka.
                        Co do zony marynarza, coz moge powiedziec. Wiedziala za kogo wychodzi.
                        Nie znaczy jednak ze kazda zona marynarza zdradza. Zakochac sie moze w
                        innym tez kobieta ktora ma codziennie meza w lozku i tez go zdradzic.
                        To sa inne sprawy, nie do tego tematu.



                        • mlynek_kawowy Re: próbujesz wymigać się od odpowiedzi :-P 21.01.06, 00:25
                          > Oczywiscie ze nic. Ja jednak mowilem o zupelnie innej atrakcyjnosci
                          > kobiety.

                          ale jak sam przyznałeś poczucie tego co jest atrakcyjne jest względne. Tak samo jak ktoś moze stracić pieniądze, tak samo inna osoba może stracić urodę. Oglądałeś film "Vanilla sky"?

                          > A co powiesz o takiej milosci i atrakcyjnosci zarazem, jesli facet straci kase
                          > w przeciągu np. tygodnia?

                          nic nie musze mówić bo już powiedziałem, a raczej napisałem powyżej :)
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=35225694&a=35295930
                          > Co do zony marynarza, coz moge powiedziec.

                          W tym przykładzie, o którym pisałem jeszcze nie wyszła za mąż...

                          > Nie znaczy jednak ze kazda zona marynarza zdradza.

                          hehe, ale ja przecież tego nie napisałem, teraz to pomieszałeś te dwa różne przykłady.

                          Słuchaj zgodziliśmy się już w tym poście powyżej na temat meritum sprawy, nie ma co zaczynać dyskusji od nowa.
                          Natomiast co do autorki, pamiętaj, że nie znasz jej, i oceniasz tylko na podstawie paru zdań dosyć nieskładnie napisanych. Moim zdaniem trochę nadinterpretujesz jej słowa. W każdem razie może lepiej wstrzymać się z ocenami, dopóki sama nie napisze jakie miała i ma intencje...
                          • wielo-kropek Re: próbujesz wymigać się od odpowiedzi :-P 21.01.06, 01:44
                            mlynek_kawowy napisał:

                            > ale jak sam przyznałeś poczucie tego co jest atrakcyjne jest względne. Tak
                            samo
                            > jak ktoś moze stracić pieniądze, tak samo inna osoba może stracić urodę.
                            Widzisz, ja swoje a ty swoje. Juz pisalem, ze edukacja, pieniadze nie
                            stanowia atrakcyjnosci czlowieka. Sa jedynie dodatkami do niej. Normalni
                            ludzie nie uatrakcyjniaja sie nawzajem tylko i wylacznie z racji dobrej
                            edukacji czy wiekszej kasy, ani tez nie wiaza sie w zwiazki glownie z tych
                            powodow. Autorka wlasnie te dodatki stawia na przedzie, bo tak jej
                            wygodnie, bo to wlasnie te dodatki dla niej sie licza i stanowia glowna
                            wartosc. Ona nie chce kochac tak jak sie kocha prawdziwie. Ona chce kochac
                            to "cos", nie kogos. Pomyliles tez pojecia pieniedzy i urody mowiac o
                            atrakcyjnosci czlowieka. Uroda oczywiscie przemija, tak jak i zycie. Jednak
                            uroda czlowieka jest jego niepowtarzalnym wizerunkiem, jest darem. Nie
                            masz wplywu na swoja urode (pomijam tu dbanie o siebie w sensie
                            kosmetykow), nie mozesz jej powiekszyc, tak jak np. pieniedzy czy majatku
                            swego. Na kase i jej wydatki oczywiscie kazdy z nas ma, a przynajmniej
                            moze miec wplyw. Czy twoja atrakcyjna kobieta staje sie atrakcyjna wtedy
                            kiedy dowiesz sie od niej ile fakultetow ukonczyla i ile ma pieniedzy w
                            banku? Takie odnosze wrazenie czytajac ciebie i podejrzewam ze tak, ze
                            tylko wtedy, podobnie jak autorka rozwaza swoja milosc, kogo warto kochac, a
                            kogo nie.



                            > hehe, ale ja przecież tego nie napisałem, teraz to pomieszałeś te dwa różne
                            prz
                            > ykłady.
                            Szczerze mowiac to ja naprawde nie wiem po co pisales o tej zone marynarza.

                            > Natomiast co do autorki, pamiętaj, że nie znasz jej, i oceniasz tylko na
                            podsta
                            > wie paru zdań dosyć nieskładnie napisanych. Moim zdaniem trochę
                            nadinterpretuje
                            > sz jej słowa. W każdem razie może lepiej wstrzymać się z ocenami, dopóki sama
                            n
                            > ie napisze jakie miała i ma intencje...
                            Jej intencje sa dla mnie jasne. Wyraznie pisze, ze nawet wlasna matka
                            jej nie przekonuje o tym, ze facet moze miec mniejsze od niej wyksztalcenie,
                            byc mniej bogaty ogolnie, ale moze byc dobrym kandydatem na meza, miec to
                            cos w SOBIE (nie przy sobie), co jej matka docenia i potrafi kochac. Autorka
                            szuka bogactwa w sensie tylko i wylacznie materialnym, ktore sie tu na
                            ziemi oczywiscie mocno liczy. Ja milosc do czlowieka raczej nie
                            interesuje. Interesuje zas milosc do jego bogactwa, w ktorym widzi swoje
                            zabezpieczenie. Jej intencje nie musza byc pisane. Ona sie zastanawia,
                            wiec o intencjach twardych tutaj raczej mowic nie mozna.Oczywiscie ze jej nie
                            znam. To co ja tutaj pisze, pisze glownie nie pod jej adres, choc powoluje
                            sie na nia. Ja nawet nie wiem czy ten jej post jest prawdziwy. Mogla go
                            sobie przeciez rownie dobrze wymyslic, czy wyssac z palca.
                            • mlynek_kawowy Re: próbujesz wymigać się od odpowiedzi :-P 21.01.06, 02:58
                              wielo-kropek napisał:

                              > Widzisz, ja swoje a ty swoje. Juz pisalem, ze edukacja, pieniadze nie
                              > stanowia atrakcyjnosci czlowieka.

                              _Dla_Ciebie_! Ale może dla kogoś innego owszem, stanowią. Nie masz dostępu do umysłów innych. Dla niektórych atrakcyjna jest np. ogromna wiedza, albo znajomość języków obcych, vide: Rybka zwana Wandą :)

                              Dla łatwiejszego zrozumienia:

                              1) nie chodzi o układ "miłość albo kasa" ale o układ "miłość i kasa" (znowu matematyka);

                              2) Autorka nie pisze, że nie będzie szukać w swoim wybranku "tego czegoś", ale że "to coś" to jeszcze za mało;

                              3) Autorka może sobie szukać "tego czegoś" tylko wśród osób zamożnych, co nie znaczy, że automatycznie będzie się zakochiwać w każdym najbogatszym i że same pieniądze to wszystko co ją interesują;

                              4) Jeśli facet ma prawo szukac "tego czegoś" wśród pięknych kobiet, to kobieta ma prawo szukać wśród zamożnych. I odwrotnie.

                              Ty i ja zgodziliśmy się co do tego, że miłość to nie wszystko, po co do tego znowu wracać?

                              > Pomyliles tez pojecia pieniedzy i urody mowiac o
                              > atrakcyjnosci czlowieka.

                              Nic nie pomyliłem, ponownie powtarzam: atrakcyjność to rzecz względna. Nie wszyscy muszą myśleć tak jak Ty, co nie znaczy że są "nienormalni".

                              > patrz Uroda oczywiscie przemija, tak jak i zycie. Jednak
                              > uroda czlowieka jest jego niepowtarzalnym wizerunkiem, jest darem.

                              a co, jak ten dar nagle zniknie?
                              Jeśli nie oglądałeś filmu Vanilla Sky, to tam dwoje ludzi się kocha, planują chyba nawet ślub. Nagle on ulega wypadkowi, ma strasznie zniekształconą twarz, porusza sie jako tako. I jej miłość do niego nagle wyparowuje. Czyżby "to coś" nagle w nim róznież zniknęło?

                              Oczywiście teraz możesz napisać, że to musiało być płytkie uczucie, że to nie była prawdziwa miłość itd. A ja jestem bardzo ciekawy ile "normalnych" (Twoje określenie) ludzi zachowałoby się inaczej...?

                              > Czy twoja atrakcyjna kobieta staje sie atrakcyjna wtedy
                              > kiedy dowiesz sie od niej ile fakultetow ukonczyla i ile ma pieniedzy w
                              > banku? Takie odnosze wrazenie czytajac ciebie i podejrzewam ze tak, ze
                              > tylko wtedy

                              cóż, może mniej podejrzliwości i pochopnego oceniania innych? Już pisałem, mogę nie zgadzać się z czyimiś poglądami, ale bronić prawa do ich wrażania. Zaczynam się powtarzać, nie lubię tego, więc może jednak uważniej czytaj moje posty?

                              Daj mi przykład gdzie napisałem w tym wątku co dla mnie jest atrakcyjne, albo co ja bym zrobił... Jeśli nie znajdziesz (a ja jestem świadomy tego co piszę i wiem, że nie znajdziesz) to moze jednak pozostańmy na poziomie ogółu, co?

                              > Szczerze mowiac to ja naprawde nie wiem po co pisales o tej zone marynarza.

                              Wyjaśniam. Napisałem o mężu w trybie przypuszczającym. Czyli: oni są ze soba, kochają się, konsekwencją takiego stanu rzeczy jest z reguły ślub.
                              Ale gdyby do tego doszło, ona widywałaby go (czyli swego męża) bardzo rzadko, a tego nie jest w stanie zaakceptować. Dlatego mimo miłości decyduje się na rozstanie. THE END.

                              > Jej intencje sa dla mnie jasne.

                              dla mnie mniej, ale naprawdę wydaje mi się, że już kilka postów temu wyczerpaliśmy temat.
                              • wielo-kropek Re: próbujesz wymigać się od odpowiedzi :-P 21.01.06, 03:39
                                Niech ona szuka sobie kogo chce i gdzie chce. Nie o to mi chodzi. Ona
                                wyraznie wyszczegolnia i podkresla bogactwo faceta w sensie materialnym,
                                jednoczesnie mowiac o milosci. O jakiej wiec milosci mowi, do faceta czy
                                bogactwa?. Oczywiscie ze glownie bogactwa materialnego, bo z jej wypowiedzi
                                wynika, ze nawet jezeliby facet jej sie podobal, ale nie bylby bogaty w
                                forse -ona by go nie chciala, nie chciala kochac, bo sie takiego kochac nie
                                oplaca. Co sie wiec oplaca? Pewnie nikogo w takim razie nie kochac, tylko
                                uzurpowac milosc w razie potrzeby czy koniecznosci by pozory stwarzac, by
                                oszukiwac drugiego partnera. Zastanawiam sie wiec, czy ona wogole potrafi
                                kochac prawdziwie, skoro tak wyrafinowanie podchodzi do spraw serca czy
                                milosci. Jezeli dla kogos pieniadze stanowia glowna atrakcyjnosc, jak ty
                                sugerujesz, to niech ten ktos przestanie mowic o milosci, bo jej za
                                pieniadze kupic sie nie da. Ten ktos moze sobie blefowac jedynie o milosci.
                                Juz samo szukanie tego czegos (milosci z kasa) w twoim i autorki wydaniu
                                brzmi razaco. Milosc sama przychodzi i odchodzi taksamo. Jej ze swieca
                                szukac nie trzeba. Z jednej strony ona odrzuca milosc odgornie(jesliby sie
                                trafil facet "ten" ale bez kasy), a z drugiej niby jej szuka (tego z kasa,
                                ktorego wlasnie z racji glownie pieniedzy bedzie niby kochala). Kogo wiec,
                                a raczej czego ona szuka? Odpowiedz jest jasna, nie milosci. Czy nie
                                widzisz w tym jej dwulicowosci i obludy zarazem? Uroda z czasem zniknie.
                                Stad tez normalni ludzie szukaja atrakcyjnosci w innych wartosciach
                                ludzkich, w ich mysleniu, dobroci serca, zrozumieniu partnera, checi pomocy i
                                dbaniu o niego, wsparciu w potrzebie, w duchowosci czlowieka i jego
                                bogactwie, ktore pomimo iz uroda przemija -ono zas sie powieksza. Autorce
                                akurat bogactwo wewnetrzne czlowieka nie jest wazne, a z pewnoscia nie
                                najwazniejsze, tak jak jej mamie jest. Pieniadze stanowia czolowke.
                                Rozumiem ze autorka chce znalezc sobie bogatego faceta. Niech sie
                                zastanowi jednak, jak sie bedzie czula w tym bogactwie, wchodzac z gola
                                dupa. Jak utrzymanka za uslugi seksu zapewne. Byc moze do czasu zreszta. Ty
                                tez sie nad tym zastanow, skoro propagujesz taki uklad. Nie chce sie tu
                                wiecej rozpisywac. Kazdy widzi sprawy zyciowe inaczej i inaczej zreszta zyje.
                                Ja mam swoj swiat i to co tutaj napisalem, oparlem glownie na sobie i swoim
                                zapatrywaniu sie na zycie, milosc, atrakcyjnosc i wartosci z tym zwiazane.
                                Oczywiscie mozesz miec zupelnie inne poglady. To juz twoja sprawa. Mnie one
                                wlasciwie nie interesuja.







                                • mlynek_kawowy Re: próbujesz wymigać się od odpowiedzi :-P 21.01.06, 03:54
                                  wielo-kropek napisał:

                                  > Juz samo szukanie tego czegos (milosci z kasa) w twoim i autorki wydaniu
                                  > brzmi razaco.

                                  Z całym szacunkiem: rażące to jest to, że nie potrafisz pojąć, że ja nigdzie tutaj nie napisałem czego ja poszukuję w kobiecie. Przestań mi w końcu wmawiać, że szukam miłości z kasą bo to jest mocno denerwujące. Dwa razy ci już napisałem, że można bronić prawa do wyznawania pewnych poglądów samemu ich nie wyznając. Czy mam powtórzyć trzeci raz żebys w końcu zrozumiał?!

                                  Co do pozostałych kwestii, wszystko co miałem do napisania na ten temat napisałem wcześniej. Jak ktos będzie chciał - to zrozumie. A jak ktoś się uprze to wyczyta to co sobie chce wyczytać, np. że ja szukam forsiastej kobiety, ROTFL!
                                  • wielo-kropek Re: próbujesz wymigać się od odpowiedzi :-P 23.01.06, 00:00
                                    mlynek_kawowy napisał:



                                    > , że można bronić prawa do wyznawania pewnych poglądów samemu ich nie
                                    wyznając.
                                    Oczywiscie ze mozna. Mozna nawet byc dwulicowym. Tylko jaki ma byc
                                    sens tego? A czy ty naprawde wiesz jakich praw tu bronisz? Nie wyznajac
                                    danych pogladow oznacza to, ze sie nie jest przekonanym o tym, wiec ich
                                    obrona w tym przypadku wydaje sie byc bezsensowna. Ja bronie zawsze tego
                                    o czym jestem przekonany, ze to czego bronie jest dobre i zgodne z moimi
                                    pogladami. Jesli tak nie jest, nie wiem np. wystarczajaco o czyms -mowie
                                    wyraznie ze nie wiem, i w takim przypadku ani nie bronie, ani tez nie neguje
                                    czyichs pogladow. W innym przypadku swiadomie bym wystawial siebie na
                                    posmiewisko, mowiac np. popieram ciebie (twoje poglady) pomimo iz nic nie wiem
                                    o nich, nie jestem przekonany itp., ale nie wiem dlaczego to robie. W tym
                                    poscie ja osobiscie widze autorke jako kobiete ktora bym porownal do
                                    tej, ktora szuka sobie sponsora (malzenstwo finansowane przez niego). Nie
                                    wyznaje sponsorstwa osobiscie, bo to mi troche prostytucja zajezdza. Stad
                                    tez i swoje poglady na ten temat precyzuje jasno, bo ich nie wyznaje i tez
                                    wiadomo nie popieram.
                                    • mlynek_kawowy [OT] 23.01.06, 00:53
                                      >> że można bronić prawa do wyznawania pewnych poglądów samemu ich nie
                                      >> wyznając.

                                      > Oczywiscie ze mozna. Mozna nawet byc dwulicowym.

                                      Twoim zdaniem to jedno i to samo? Jeśli nie, to po co to drugie zdanie? Czyżby jakaś, mniej lub bardziej, zawaluowana insynuacja? :)

                                      Świadome przeinaczanie czyjejś wypowiedzi to kłamstwo. Nieświadome przeinaczanie czyjejś wypowiedzi po dwukrotnym wyjaśnianiu intencji świadczy o brakach intelektu.

                                      W jednym i w drugim przypadku nie warto prowadzić tej duskusji dalej...
                                      • wielo-kropek Re: [OT] 23.01.06, 01:21
                                        mlynek_kawowy napisał:

                                        nie warto prowadzić tej duskusji dalej...
                                        Tez tak uwazam. Dodam tylko ze prawdziwym klamstwem, smiechem zarazem i
                                        oszukiwaniem samego siebie tutaj jest popieranie czyichs praw,przekonan, jak
                                        ty to robisz, samemu nie bedac o nich przekonanym.
                                        • mlynek_kawowy Re: [OT] 23.01.06, 02:36
                                          Cały czas pisałem, że bronię czyjegoś _prawa_do_wyrażania_ pewnych poglądów, nie tyle samych poglądów. Napisałem to po trzykroć. Podałem nawet przykład z Lepperem. Nie rozumiesz tej subtelnej róznicy i dalej przeinaczasz moje słowa.

                                          Nie będę już pisać kto jest śmieszny...
                                          • wielo-kropek Re: [OT] 23.01.06, 03:25
                                            Nie wiem gdzie ty zyjesz, ale dla mnie naturalnoscia jest wyrazanie swoich
                                            pogladow, jak rowniez dla wszystkich innych w tym kraju. Autorka tez nie
                                            doprasza sie obrony prawa wyrazenia swoich pogladow. Jak zapewne mogles
                                            zauwazyc -wyrazila je swobodnie, na swoj sposob. Tak wiec raz jeszcze
                                            powtarzam -ja swoje,a ty swoje. Ja wyrazam opinie odnosnie jej pogladow (mam
                                            tez takie prawo i nie potrzebuje by ktos je bronil, jak ty to potrafisz w
                                            tych swoich przypadkach), a ty..........juz sam nie wiem o czym tu
                                            piszesz.Nie stac ciebie bylo na wydanie opinii na ten temat. Rozumiem ze
                                            mozesz jej nie miec, ale nie wlaz ze swoimi "prawami" ktore niby nadajesz (a
                                            raczej szanujesz) innym by z nich korzystali. Ja te prawa szanuje i cenie
                                            byc moze bardziej niz ty, tyle ze ja nie widze tutaj potrzeby, by o nich
                                            niepotrzebnie pisac. Czas wiec skonczyc.
                                            • mlynek_kawowy Re: [OT] 23.01.06, 04:19
                                              wielo-kropek napisał:

                                              > Nie wiem gdzie ty zyjesz,

                                              W Polsce

                                              > nie wlaz ze swoimi "prawami" ktore niby nadajesz (a
                                              > raczej szanujesz) innym by z nich korzystali.

                                              czy ja Ci gdzieś zabroniłem wyrażania swojej opinii? Dyskutowaliśmy sobie przez dłuższy czas w kulturalny sposób jak rozumieć słowa autorki. Ty rozumiesz je w inny sposób, ja w inny. Natomiast nikomu nie nadaję ani nie odbieram żadnych praw!

                                              > Autorka tez nie doprasza sie obrony prawa wyrazenia swoich pogladow.

                                              I co z tego? To forum publiczne, mogę bronić tego prawa nawet hobbystycznie, i tyle. Ale nie ma to nic wspólnego z "nadawaniem praw", znowu przekręcasz moje słowa.

                                              > Tak wiec raz jeszcze powtarzam -ja swoje,a ty swoje.

                                              Rzecz jasna masz prawo rozumieć jej słowa na swój sposób. Jak napisałem powyżej, nigdy Ci tego prawa nie odbierałem. Jeśli było inaczej, choć raz umiej wskazać na to przykład.

                                              > a ty..........juz sam nie wiem o czym tu
                                              > piszesz.Nie stac ciebie bylo na wydanie opinii na ten temat.

                                              A muszę? Muszę wyrazić swoją opinię? Mam taki obowiązek? Bo co, taki nowy regulamin?
                                              Moją opinią było to, że słowa autorki zostały opacznie zrozumiane. Wyraziłem także swoją opinię co do meritum sprawy:
                                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=35225694&a=35295930
                                              Oczywiście trzeba minimum dobrej woli lub (i) sprawnego umysłu żeby to zauważyć.

                                              > Rozumiem ze
                                              > mozesz jej nie miec, ale nie wlaz ze swoimi "prawami" ktore niby nadajesz (a
                                              > raczej szanujesz) innym by z nich korzystali. Ja te prawa szanuje i cenie
                                              > byc moze bardziej niz ty,

                                              Jak już pisałem, nic nie nadaję, tylko Ty poraz kolejny przekręcasz moje słowa.
                                              Jeśli wyrazem szacunku mają być etykietki typu "dwulicowiec", to ja dziękuję za taki "szacunek". A przy okazji, nie wiem gdzie Ty uczyłeś się zasad savoir-vivre, ale pisanie wielką literą zaimków osobowych oznaczających adresata (nawet mającego inne poglądy) naprawdę nie boli...

                                              > tyle ze ja nie widze tutaj potrzeby, by o nich
                                              > niepotrzebnie pisac. Czas wiec skonczyc.

                                              To nie ja zacząłem dyskusję z Tobą lecz Ty ze mną.
                                              Jej zakończenie postulowałem już dawno. Ciągłe przeinaczenia moich słów w Twoich postach zmuszały mnie niestety do sprostowań. :(

                                              Mam szczerą nadzieję, że więcej prostować nie będę musiał, i to naprawdę koniec naszej rozmowy.
    • caprissa Re: zastanawiam sie 20.01.06, 21:39
      Slepy to jets rozum. Mowi cos, a potem człowiek i tak lgnie tam gdzie bije jego
      serce... Pytanie tylko za jaki czas tam pobiezy po roku, dwoch itd. Bo jednak
      to rozum obmysla droge, ale kroczy sie droga według serca:)
    • spin_spin_sugar Re: zastanawiam sie 21.01.06, 10:17
      karem5 napisała:

      > co jest dla was wazne,najwazniejsze i jakiego czlowieka mozecie pokochac a
      > jakiego nie?

      tego nie jest się w stanie do końca być pewnym, jak już Cię trafi strzała
      amora, może się okazać, że to wcale nie ten, którego sobie wymarzyłaś:)

      i czy milosc rzeczywiscie jest slepa?bo mi sie wydaje ze raczej
      > nie.slepo sie kocha swoje dzieci/rodzicow,ale nie czlowieka ktory kiedys byl
      > obcy,ktorego sie wybiera.

      z początku tak, zakochujesz się i właściwie kieruje Tobą chęć poznania tego
      drugiego człowieka, dowoedzenia się o nim czegoś więcej, "ślepo" patrzysz w
      nigo jak w obrazek, ale po jakimś czasie dopiero można stwierdzić czy
      ta "miłość" rzeczywiście jest prawdziwa, wtedy ludzie podejmują decyzję czy być
      razem, czy się rozstać, prawda?

      czy to ze ktos was kocha, opiekuje sie, jest w
      > stanie apewnic bezpieczenswo i przyszlosc moze sprawic ze sie pokocha czy nie
      > koniecznie.czy chodzi a jakies tam motylki ktore mozna poczuc juz na
      > pierwszym spotakniu, w zasadzie nie znajc czlowieka. jakos nie przekonuje
      > mnie moja mama gdy mowi ze mezczyzna moze byc slabiej wyksztalcony, mniej
      > zarabiajacy ale ma to cos co sprwai ze sie wie ze to ten. moze jestem
      > mateiralistka i zbyt wygodna i wymagajaca, moze...zastanawiam sie

      to zależy kto co sobie , że tak powiem, z góry założy: jeśli ktoś z góry
      założy, że chce takiego a takiego, bogatego, mogącego zapewnić bezpieczeństwo i
      wogóle, jest wykształcony, itp. itd. - to takiego kogoś szuka...ale może nie
      znaleźć ideału...po prostu nie jest się w stanie od razu dostrzec jaka naprawdę
      jest ta osoba, a co więcej może się okazać, że ta osoba z jednej strony -
      ideał, wcale nie będzie potrafiła pokochać...też tak bywa - dlatego nie warto z
      góry zakładać kogo się szuka:) serce nie sługa...samo znajdzie:)
      a te motylki, które się czuje na pierwszym spotkaniu, to tylko gdy ten ktoś Cię
      zauroczy - to jeszcze nie miłość;) zaczyna się od pewnej fascynajcji, a potem
      to ...kto wie co będzie dalej:)

      takie jest moje zdanie (i tak nie wszystko powiedziałam, ale myślę, że
      starczy:))
      pzdr
Pełna wersja