hymen
24.01.06, 13:30
Mówi się, że jeżeli mężczyzna jest głową rodziny, to kobieta jest szyją. To
jedno z porzekadeł, które dość dobrze odzwierciedla typowe stosunki w
rodzinie. Polega to mniej więcej na tym, że żona czy partnerka dochodzi do
wniosku, że jej zimno w mieszkaniu i rzuca propozycję, wymieńmy okna. Wtedy
głowa rodziny podejmuje decyzję, na którą sam by nie wpadł (jemu nie jest
zimno) i wymienia okna. Sytuacji potwierdzających regułę można mnożyć bez
liku. Nawet kupno samochodu odbywa się z inicjatywy kobiety, choć bywa, że
wyłącznie za jej aprobatą. Podobnie jest z wychowywaniem dzieci. W pewnym
momencie, matka widząc swoją nieporadność zwraca się do swojego mężczyzny,
zrób no porządek z tym bachorem, bo ja już nie daję rady i tu pada większe
lub mniejsze przewinienie zupełnie nieświadomego swoich grzechów dziecka. Po
czym, w krótkim czasie oboje obijają malca, czym się da. Wreszcie, z racji
siły i zwykłej u mężczyzny większej brutalności dziecko trafia do szpitala po
jego akcie wychowawczym. Zdarza się, że nie przeżyje. I z tego wynika
wyłączna wina mężczyzny zwłaszcza, że kobieta w takich sytuacjach nie pamięta
jak to się stało, opowiada coś o przypadku, aż wreszcie kończy na tym, że nic
nie pamięta i to nie jej wina. Dlaczego?