rapsodiagitana
23.02.06, 18:34
Zainspirował mnie jeden z ostatnich watków, nie chcę tam tego ciągnąć, żeby go
nie rozbic i bałaganu nie robić...
Przez to, że coraz więcej ludzi ma stały dostęp do Internetu, że mnożą sie
programy typu gg, czy skype, że mamy e-maile, komórki itd. - coraz częściej
poznajemy ludzi w Internecie. Mozliwe staje się bardzo długie kontynuowanie
znajomości bez bezpośredniego kontaktu, bez żadnego spotkania. W takich
warunkach kwitnie też (czasem) miłość, zauroczenie i "seks" (jednak tutaj ten
cudzysłów musiałam wstawić).
Masa ludzi traktuje to niepoważnie, jako coś płytkiego, ucieczkę od realnego
świata. Bo miłości to szuka się w knajpie, w pracy, na wydziale - a nie w
necie. ale czy taka postawa jest OK? Przy tych dwóch klawiaturach siedzą dwie
prawdziwe, wrażliwe, myślące istoty - czy przekreslając wartość takiej
znajomości, nie robimy im krzywdy? Czy emocjonowanie się tym, że dziewczyna z
gg przestała się odzywać jest smieszniejsze i głupsze od tego, że martwimy
się, że Krzysiek z IV roku nie mówi mi już "cześć"? Albo że poznana w knajpce
dziewczyna nie odbiera telefonu?
Jasne, że w necie mozna udawać, że trudno powiedzieć, z kim właściwie mamy do
czynienia. Ale czy w "prawdziwym zyciu", na początku znajomości, nie bywa
podobnie?
A może ten uśmieszek pobłażania, albo i politowania, na wieść o wirtualnej
znajomości, to już rzadki przypadek? Może się oswoiliśmy z takimi sposobami
poznawania się i komunikowania? Nie wiem, bo z takich rozmów nie korzystam.
Korzystałam z IRCa kiedyś, w liceum. Wtedy faktycznie chłopak z Internetu to
był troche obciach ;) (chociaż z jednym poznanym w taki sposób byłam przez dwa
lata. i było miło). A jak jest teraz?