naiwna789
24.02.06, 02:20
Ocencie prosze, bo ja nie mam sily na obiektywnosc.
Rozwalil mi zycie 39 letni facet. Przez znajomosc z nim stracilam prace,
stracilam semestr na studiach i zerwalam z partnerem, z ktorym bylam 5 lat.
Mam 26 lat, jestem bez pracy, wewnetrznie w duzej depresji, czuje sie jakbym
byla stara babculenka, bez ochoty do zycia. Byly tez mysli samobojcze, ale
juz sobie je przepedzilam.
A oto co "milego" zaznalam z jego strony:
- bez mojej wiedzy przeszperal mi telefon i czytal smsy
- bez mojej wiedzy przegrzebal mi laptop, archiwum GG
- podczas moich urodzin, ktore mi zorganizowal, a na ktore sie od miesiaca
cieszylam, zaczal mnie obrazac, obmacywac moja kolezanke, calowac ja po
rekach i szydzil ze mnie, osmieszal mnie. Dodam, ze pierwszy raz w moim zyciu
ktos zorganizowal mi i wogole przejal sie tym, ze jest moje swieto i ja
naprawde niewyobrazalnie sie cieszylam, ze spedzimy tak mily wieczor razem.
Pomylilam sie..
- oklamal mnie, ze zdalam pewien egzamin. Byl na miejscu, wiedzial jaki jest
wynik a mi sprzedal falszywe informacje. Napisal smsa "gratuluje zdania
egzaminu" - a egzamin nie byl zdany. O tym dowiedzialam sie dopiero po ok 2
miesiacach, a przez to moje plany z praca runely w gruzach. Czyli potraktowal
mnie jak naiwna malolate, aby mnie tylko zwabic, bym przyjechala do niego
- robil mi sceny zazdrosci
- stosowal szantaz emocjonalny
- dwa razy mial zrobic przelew pieniedzy (ktore mu zreszta dalam) i dwa razy
zawalil sprawe, nie wyjasniajac do konca dlaczego tak sie stalo
- mial przeslac przesylke z plytami dla kogos. Przesylka dotarla ale tylko w
czesci. Tez nie wiem czemu.. Juz w jego wykrety nie wierze..
- obiecywal zlote gory a to tylko miedzy bajki wlozyc. Nigdy nie zalezalo mi
aby jego wykorzystywac, sam oferowal pomoc. Nie byloby tematu, ja cieszylam
sie mogac z nim byc, rozmawiac, czuc bliskosc. Ale nie znosze goloslownosci i
pustych obietnic.
- obiecywal, ze nastepnym razem bedzie lepiej, ze bedzie inny. A guzik.. Moze
bylo lepiej na chwile.
W rezultacie rozstalismy sie, z mojego powodu. Zalezalo mi na nim, bardzo
zalezalo.. W myslach budowalam wspolna przyszlosc. Ale czy normalna kobieta
moze czuc sie spokojnie i bezpiecznie u boku takiego faceta? Faceta, ktory
cedzi piekne slowa, a przy ktorym rzeczywistosc wyglada inaczej? Na dodatek
na jego zachowania zawsze mial wytlumaczenie. On tak postapil bo to i tamto -
jak dzieciak z przedszkola.. Na koniec wypomnial mi egoizm i bezczelnosc.
Owszem, napisalam mu pare ostrych slow, ale doprowadzil mnie do stanu, gdy
przeplakalam tyle dni i nocy, nie robiac absolutnie nic innego. Nigdy nie
zdarzylo mi sie tyle plakac przez faceta. Na pogrzebie wlasnego ojca tak nie
plakalam.
On mowi, ze kocha szczerze i gleboko, ze wszystko to wynika z tej milosci i
desperacji, ze mu nie jest lekko. Wiem, za ma trudna sytuacje i swoje
problemy ale nie potrafie mu zaufac ani uwierzyc, ze jest godzien mojego
uczucia.
Jak myslicie, warto o to walczyc czy lepiej posluchac rozsadku, ktory mi
mowi: uciekaj, poki masz jeszcze sile. Poza tym moi znajomi zle go ocenili.
Siostra stwierdzila, ze to "dyktator". Cos w tym chyba jest..