ślub "w tajemnicy"

09.03.06, 11:04
Co sądzicie o pomyśle wzięcia ślubu nie mówiąc o tym nikomu? Jestesmy razem 3
lata, mamy oboje około 30 lat, nie chce nam się bawić w organizowanie ślubu,
o naukach przedmałżeńskich koniecznych do ślubu kościelnego nie wspominając.
Najchętniej pobralibyśmy się nie mówiąc o tym nikomu, nawet rodzinie. Dla nas
to normalne, że chcemy być razem, a ślub jest tylko formalnością. Nie marzy
mi się już suknia z welonem, chyba za stara jestem. Ciarki przechodzą mnie na
mysl o weselu, tańcach i rodzinym spędzie. Z drugiej strony na pewno rodzice
chcieliby zatańczyć na ślubie córki...
    • grogreg Re: ślub "w tajemnicy" 09.03.06, 11:06
      Urzad slub po swojemu, niczego nie ukrywaja. Jak sie komus nie bedzie podobac
      to nie przyjdzie.
    • mathias_sammer Re: ślub "w tajemnicy" 09.03.06, 11:10
      MOze nie traktujecie ceremonii jako "tajemnicy" lecz jako piekna, spontaniczna
      reakcje oddajaca Wasze do siebie uczucie. Ilez to par wyjechalo na Bali lub do
      Las Vegas, by powiedziec soebie "tak" i "i nie opusczcze cie az do smierci"?

      Zawsze mozna pozniej zrobic przyjecie weselne dla rodziny i znajomych.

      M.S.
      • maretina Re: ślub "w tajemnicy" 13.03.06, 14:01
        pomysl, ze bedziesz matka i kiedys Twoje dziecko tak zrobi. co Ty na to?
        moim zdaniem tchorzycie, bo dorosli i odpowiedzialni ludzie nie musza sie
        ukrywac ze slubem. robi sie go po swojemu i czesc.
        pomysl, co bedzie po tajemniczym slubie. j... sadzisz ze rodzice dalej Twojego
        lubego beda tak samo milo traktowac? ja tak nie mysle. beda zli i Twoj luby to
        odczuje.
    • genoveva Re: ślub "w tajemnicy" 09.03.06, 11:11
      Myślę, że decyzja należy tylko i wyłącznie do Was. Jednak chciałabym zwrócić
      uwagę, że pomiędzy ślubem z wielką pompą i weseliskiem na 300 osób a 'tajnym
      ślubem' jest jeszcze mnóstwo opcji pośrednich, może warto niektóre przemyśleć :)
    • niepozaminajka Re: ślub "w tajemnicy" 09.03.06, 11:24
      nie uwierzyłabym na Twoim miejscu w nic pośredniego - albo po cichutku albo
      weselicho, bo niezaleznie czy będzie tam 300 czy 50 osóbto będzie to wygladać
      tak samo... znam to z autopsji ;) planowalismy cichy slub i postanowilismy
      powiedzieć tylko rodzicom i świadkom no i rozpętało się...
      decyzja do Was nalezy, powodzenia :)))
      • genoveva Re: ślub "w tajemnicy" 09.03.06, 13:59
        Nam się udało, wesela nie było, warto rozważyć taką możliwość :)
    • evcia80 Re: ślub "w tajemnicy" 09.03.06, 12:07
      3 miesiące temu wzięliśmy taki ślub :) My, świadkowie i jeszcze dwie osoby.
      Było pięknie ale... Moi rodzice musieli to jakoś przyjąć - brak zaproszenia to
      trochę ich wina, ale rodzice mojego M. nadal nie wiedzą, że jesteśmy już
      małżenstwem! I nie wiemy jak zareagują: teściowa chyba zawału dostanie :) Mimo
      wszystko troche jednak brakuje mi tej pompy i oprawy oraz pięknej kościelnej
      przysięgi ("nie opuszczę Cię aż do śmierci..." Achhh...). Planujemy więc
      jeszcze kościelny o ile finase pozwolą. Ogólnie polecam cichy ślub, a zamiast
      wesela rodzinny obiad - tylko Wy i najbliżsi! Pozdrawiam!
      • horpyna4 Re: ślub "w tajemnicy" 09.03.06, 13:30
        Evcia80, nie rozumiem. Co ma kościelny ślub do finansów? Przecież tak samo może
        być cichy, potrzeba oprócz księdza tylko dwóch świadków. I wtedy płaci się
        grosze. Czyli jeżeli komuś zależy na ślubie kościelnym naprawdę, a nie tylko
        "dla rodziny i znajomych", to może wybrać taką opcję! I nie musi absolutnie
        nikogo zapraszać, a strój może być codzienny. Ważna jest przysięga, a nie ta
        cała teatralna otoczka.
        • evcia80 Re: ślub "w tajemnicy" 11.03.06, 09:39
          Hmm... Teraz pewnie mnie zakrzyczycie, ale ja potrzebuję właśnie tej otoczki. Z
          mężem mieszkam od dwóch lat i wcale tak maprawdę nie potrzebowaliśmy ślubu.
          Ważne były obrączki - dzięki nim moja mama zaczęła nas poważniej traktować, a
          nie że znowu mam fanaberie i mieszkam "z facetem" jak to o nim mówiła :(
          Przysięga?? Jest piękna ale my sobie co dzień przysięgamy, że nigdy się nie
          rozstaniemy. Chcemy to jednak zrobić uroczyście, mieć piękne zdjęcia (to my
          zawsze robimy zdjęcia innym, razem prawie nie mamy) na pamiątkę, ubrać się
          oświętnie... Brakuje nam trochę tego blichtru w otoczce romantyzmu...
          • genoveva Re: ślub "w tajemnicy" 11.03.06, 10:36
            Mimo że nie przepadam za tego typu imprezami, nie zakrzyczę Cię :) Uważam, że
            to kwestia gustu, a o kolorach i gustach nie dyskutuje się. Najważniejsze jest,
            że oboje tego właśnie chcecie :) Dla mnie karygodne jest jedynie wywieranie
            presji na osoby, którym tego typu ceremonia nie odpowiada.
            Z drugiej strony potajemny ślub traktuję trochę jako pójście na łatwiznę, po
            prostu stawiamy rodzinę przed faktami dokonanymi, zamiast przekonać ich do
            własnego punktu widzenia. Tak wiem, to trudne :]
            • iselle Re: ślub "w tajemnicy" 11.03.06, 12:51
              A co jeśli rodziny nie chcemy zapraszać na ślub (bo totalnie nie jesteśmy z
              nimi związani, nawet z rodzicami nie bardzo), ale znajomych ma się wielu,
              prawdziwych i tylko z nimi chce się obchodzić taki dzień?
              Jak to rozwiązać?
              Ślubu nawet nie mam planach ale jak czasem myślę że może kiedyś, to widzę tylko
              ten jeden problem..
            • dunia77 Re: ślub "w tajemnicy" 13.03.06, 14:46
              > Z drugiej strony potajemny ślub traktuję trochę jako pójście na łatwiznę,

              Moim zdaniem zawsze latwiejsze ugiecie sie pod presja tradycji, rodziny itp.

              po
              > prostu stawiamy rodzinę przed faktami dokonanymi, zamiast przekonać ich do
              > własnego punktu widzenia.

              Ale jesli czyims punktem widzenia jest wlasnie taki slub ?
              Naprawde, jest calkiem sporo ludzi, ktorzy tak to widza.
              • genoveva Re: ślub "w tajemnicy" 14.03.06, 11:17
                dunia77 napisała:

                > > Z drugiej strony potajemny ślub traktuję trochę jako pójście na łatwiznę,
                >
                >
                > Moim zdaniem zawsze latwiejsze ugiecie sie pod presja tradycji, rodziny itp.
                >

                Dla jednych łatwiejsze, dla drugich trudniejsze, są ludzie dla których
                tradycyjny ślub z tłumem gości i weselem w ogóle nie wchodzi w grę, wtedy ta
                opcja wypada.

                > po
                > > prostu stawiamy rodzinę przed faktami dokonanymi, zamiast przekonać ich d
                > o
                > > własnego punktu widzenia.
                >
                > Ale jesli czyims punktem widzenia jest wlasnie taki slub ?
                > Naprawde, jest calkiem sporo ludzi, ktorzy tak to widza.

                Wydaje mi się, że myślimy o dwóch zupełnie różnych sprawach – ślub bez gości i
                ślub wzięty w tajemnicy. Decydując się na ślub bez gości, rodzina, często
                również znajomi, wiedzą, że taka impreza będzie miała miejsce i w momencie,
                kiedy młodzi się pobierają, mają już piekło za sobą. Z kolei w przypadku ślubu
                wziętego w tajemnicy rodzina dowiaduje się o wszystkim po fakcie i wtedy
                dopiero zaczyna się piekło.
                Moim zdaniem kwestie ślubne lepiej przedyskutować przed, póki jeszcze jest
                czas, żeby jakoś się dogadać, przekonać, przynajmniej dać najbliższym czas na
                oswojenie się z tą myślą. Po fakcie jest już za późno, dla rodziny jest to
                szok, niczego już nie można odkręcić.
    • lilarose Re: ślub "w tajemnicy" 09.03.06, 13:53
      Prawdę mówiąc, mnie tez się marzy taki "tajemniczy" ślub, bez tej całej pompy,
      weseliska, kapeli przygrywającej, spędu rodziny, krewnych i znajomych królika,
      martwienia o rezerwację sali, terminu, menu, sukni, limuzyny itp. Tylko: wyjazd
      z przyszłym mężem na parę dni, wzięcie cichego slubu i powrót jako
      małżeństwo :))

    • 1natasha Re: ślub "w tajemnicy" 09.03.06, 13:56
      Żadne halo, moi rodzice pewnie by sie ze mnie smiali:)
    • skorpionica11 Re: ślub "w tajemnicy" 09.03.06, 14:44
      to moze w palacu ślubów wziasc slub i np: zrobic obiad w jakies restauracji lub
      domu tylko dla najblizszych[rodzicó i swiadków]
      na chuczne wesele nikt nie jest za stary i skad takie dziwne myslenie u ciebie.
      jak bedziecie po 40 to wtedy mozesz powiedziec ze jestescie starzy:))
      • rtz.rtz Re: ślub "w tajemnicy" 09.03.06, 14:47
        Nie chcą Cię wpuścić do remizy?:-)
    • hadriana_siloe Re: ślub "w tajemnicy" 09.03.06, 14:58
      ok, powiem Ci jak to rozwiązali moi znajomi :) ślub w Urzędzie Stanu Cywilnego,
      zaraz później uroczysty obiadek dla najbliższej rodziny w restauracji, a potem,
      tydzien później imprezka w domu ( huczna, ale to wyszło spontanicznie :)))) dla
      znajomych. Wszyscy szczęśliwi :D
    • kardynal_pacelli1 Re: ślub "w tajemnicy" 09.03.06, 18:00
      Cudowny pomysł. Nie oglądajcie się na nikogo i zróbcie to na co macie ochotę.
      To wasza sprawa i wasze życie. Sami nim kierujcie. NO chyba, że potrzbna wam do
      tego cała rzesza:cioć, wójków, stryjków, ciotecznych braci itd. Życzę
      wszystkiego najlepszego.
    • beretzantenka Re: ślub "w tajemnicy" 09.03.06, 18:30
      Jestem przeciwna takim tajemnicom i sama rozumiesz , ze ojciec chcialby
      zatanczyc na slubie corki bo ma takie prawo i matka tez :-)
      Wyobraz sobie ich miny gdybys oswiadczyla ; wlasnie jestesmy po slubie
      poczuliby sie bardzo oszukani .
      Sama hucznych weselisk nie cierpie a jednak wyszlismy z mezem
      swego czasu calo i wszyscy byli zadowoleni .
      Slub cywilny bo innego nie mialam
      Restauracja z dancingiem ( zamowione stoly bo orkiestra i tak grala tylko
      dla nas wydzielona oddzielna salka )
      kilka par najblizszych przyjaciol i rodzice . To wszystko .
      Bylo super i tez zatanczylam z ojcem nie bylo ciotek ani wujkow kuzynow
      bo to byl nasz slub ale obowiazkiem jest zaproszenie rodzicow
      wiec nikogo nie urazilismy a zabawa byla wspaniala i mila atmosfera bo malo
      ludzi .
      Na drugi dzien poszlismy tam jeszcze na poprawiny ale juz we czworke ze
      swiadkami :-)
      Bardzo polecam zorganizowac cos tak niewielkiego na pamiatke aby zadowolic
      was i rodzicow . Oczywiscie mozna isc na kawe i ciastka do kawiarni
      niektorzy to praktykuja ale wtedy nie zatanczysz z ojcem
      Koszty bardzo przystepne na kada kieszen na pewno mniejsze niz na 300 osob :-)
      • wzr1 A rodzina uzyskał pewność że nacie ich w d... 09.03.06, 18:42
    • atup Re: ślub "w tajemnicy" 10.03.06, 14:16
      Jak bym słyszała samą siebie :-)))
      Jakiś 1,5 roku temu też tak zamierzaliśmy zmoim aktualnym mężem... Ale po kilku
      miesiącach myślenia o tym czy, jak i kiedy poinformowac o tym fakcie rodzinę
      (bo predzej czy później trzeba) - zorganizowalismy w 3 miesiące duze wesele
      (150 osob) dla naszych rodzin i w prezencie dla rodziców. Najwiekszy ubaw
      mielismy obserwując zakłady cioc i wujków kiedy bedzie dziecko (bo wesele
      zorganizowalismy szybko) - no i ich miny po roku od ślubu, kiedy znów zaczynaja
      wierzyc ze dwoje ludzi moze chciec sie pobrac tylko dlatego ze naprawde chca
      byc razem.
      Dziś sie z tego cieszymy, mamy mnóstwo fajnych wspomnień.
    • niebieskadziewczyna Re: ślub "w tajemnicy" 10.03.06, 14:20
      My natomiast mieszkamy poza granicami PL, chcielismy wziac slub cywilny
      ciuchutki bez szumu, a za rok koscielny (z weselichem i poprawinami), Cywilny
      byl po to, bo zalegalizowac moj ppobyt w obcym kraju, gdzie maz byl obywatelem,
      bym mogla znalezc prace legalna etc. Nie mieslismy zadnych oszczednosci!!!
      Chcielismy byc tylko my i swiadkowie, ale pogadalimsy o tym z rodzina
      meza... ... i sie zaczelo!!!!!
      Po pierwsze nikt nie chcial zebysmy sie pobrali, po drugie skoro sie pobieramy
      to mamy miec zespol, sale, i tort .

      Koszmar! dzieki jego rodzinie dzien slubu cywilengo byl dla mnie zmora, i dalej
      na jego wspomnienie mi przechodza ciarki po plecach. Zaluje, ze w ogole komus
      powiedzielismy.

      Bylo okropnie, i wpadlismy w dlugi, zeby wziac jego rodzinke (20 osob) do
      ekskluzywnej restauracji na przyjecie weselne...

      A moglo byc tak romantycznie!!!

      Z niektorymi czlonkami rodziny nawet sie zle na zdjeciu wychodzi...
      • raki2 Re: ślub "w tajemnicy" 11.03.06, 17:29
        Ja też chciałam ślub w tajemnicy i nie wyszło, ale... najpierw cywilny
        potajemny a potem kościelny z przyjęciem czy weselem, to nie jest zły pomysł.
        Niestety u mnie nie byłoby to możliwe bo moi rodzice na pewno by się obrazili
        • iselle Re: ślub "w tajemnicy" 12.03.06, 16:02
          A jeśli kościelny nie wchodzi w ogóle w grę?
          • horpyna4 Re: ślub "w tajemnicy" 12.03.06, 19:55
            Iselle, nie ma znaczenia. Ślub może być cichy lub widowiskowy zarówno kościelny,
            jak i cywilny. Po prostu uważam, że każdy powinien robić, jak chce. A nie jak
            życzą sobie krewni i znajomi. Przecież ślub cywilny może być bardzo uroczysty,
            istnieją tu i ówdzie różne "Pałace Ślubów", tyle, że trzeba wcześniej rezerwować
            termin.
        • wzr1 To co zamiłość której trzeba się wstydzić 12.03.06, 19:35
          czy to układ dwojga egoistów
          • wielo-kropek Re: To co zamiłość której trzeba się wstydzić 12.03.06, 19:55
            No wlasnie. Pomysl o osobach ci bliskich, rodzinie. Czy ty chcialabys zeby
            twoja corka czy syn poza twoja wiedza i obecnoscia brali slub? Jak bys sie
            czula? Pewnie jakby olana moczem.
            • tomasdyg Re: To co zamiłość której trzeba się wstydzić 12.03.06, 20:54
              wielo-kropek napisał:
              > No wlasnie. Pomysl o osobach ci bliskich, rodzinie. Czy ty chcialabys zeby
              > twoja corka czy syn poza twoja wiedza i obecnoscia brali slub? Jak bys sie
              > czula? Pewnie jakby olana moczem.

              Wielo-kropku, czy pobieramy się dla oklasków, uznania rodziny?! Mam dwie
              córki, jak bym się czuł, tak jakby nie zaprosiły mnie na dyskotekę, uważam, że
              mają do tego prawo, tak, jak do podjęcia decyzji z kim żyją, ile mają mieć
              dzieci itd., tym bardziej jesli robią to za swoje pieniądze. Wielokropku, czy
              wesele decyduje jakoś o nasym żeciu, zdecydowanie nie, no chyba, że mówimy o
              przypadkach "zastaw się a postaw się", tak wtedy może być przyczyną
              nieszczęścia.
              • wielo-kropek Re: To co zamiłość której trzeba się wstydzić 13.03.06, 00:58
                Oczywiscie ze wesele nie decyduje o naszym szczesciu. A czy tylko nasze
                szczescie ma sie tu tyklo i wylacznie liczyc w tej "weselnej" sprawie. Rozumiem
                i zgadzam sie z toba, gdy mowisz o wolnym wybieraniu partnerow, ale nie o tym
                tu jest mowa. Niestety nie zgodze sie z toba z tym, kiedy mowisz ze dobrze
                bys sie czul gdyby twoja corka czy syn nie zaprosili cie na wlasna ceremone
                slubna (mowie tu o sytuacji gdzie nic nie stoi na przeszkodzie, mieszkaja
                blisko siebie, zdrowie odpowiada itp). Ja bym sie czul z tym bardzo zle.
                Czulbym sie sie z pewnoscia ponizony, niezasluzony..........ogolnie jako
                ojciec, ktory ZLE wychowal swoje dzieci. Tak, przyjalbym wine na siebie, nie na
                nich. Nie mowie tu o robieniu hucznego wesela (choc tez nie neguje), ale tylko
                o obecnosci swojej skromnej podczas ich (dzieci) szczescia. Jestem tego zdania,
                ze fakt zawierania zwiazkow, wesela (jak sama nazwa wskazuje) sa okazja do
                dzielenia sie radoscia, szczesciem rodzinnym z osobami najblizszymi. Autorke
                jedynie rozumiem w tym wzgledzie, ze sprawy rodzinne raczej sa nieodpowiednie,
                malo cieple lub zupelnie zimne. Gdyby bylo inaczej, weselilaby sie ze
                wszystkimi, calym swiatem nawet, co nie znaczy ze swiat tam obecny by ja
                uszczesliwil w zyciu.
                • genoveva Re: To co zamiłość której trzeba się wstydzić 13.03.06, 10:42
                  Nie do końca się z Tobą zgodzę. O wyborze takiej czy innej ceremonii ślubnej
                  decyduje zbyt wiele czynników, chęć pokazania się, względy finansowe,
                  upodobania, temperament itd., itd.
                  Całe życie jesteśmy zmuszeni do zawierania kompromisów pomiędzy tym czego sami
                  chcemy i tym czego oczekują od nas inni, granice tego kompromisu musimy
                  wyznaczyć sobie sami. Ceremonia ślubna, jeżeli wizja tego dnia różni się od
                  oczekiwań rodziny, również jest swojego rodzaju kompromisem. Pół biedy, kiedy w
                  grę wchodzi tylko czyjeś widzi mi się, ale jeżeli podstawą do decyzji o cichym
                  ślubie jest np. paniczny strach przed publicznymi wystąpieniami (ślub do takich
                  wystąpień niewątpliwie należy)?
                  Piszesz, że w tym wypadku nie tylko szczęście 'młodych' się liczy – owszem, ale
                  również nie tylko szczęście rodziny. Osobiście byłoby mi bardzo przykro, gdyby
                  komuś z moich bliskich ślub śnił się po nocach, jako senny koszmar, a gdym w
                  tym uczestniczyła, czułabym się za to współodpowiedzialna. Oczywiście, nie
                  uznaję załatwiania spraw metodą faktów dokonanych, uważam że o tego typu
                  planach należy nie tylko poinformować rodzinę, ale również przekonać do
                  zaakceptowania takiej decyzji. To bardzo trudne i wymaga czasu, jednak
                  naprawdę warto.
                  • wielo-kropek Re: To co zamiłość której trzeba się wstydzić 14.03.06, 01:13
                    genoveva napisała:

                    ale jeżeli podstawą do decyzji o cichym
                    > ślubie jest np. paniczny strach przed publicznymi wystąpieniami (ślub do
                    takich
                    >
                    > wystąpień niewątpliwie należy)?
                    Alez tu nie o to chodzi. Ja tu mowie akurat o najblizszej rodzinie. Dziwnym
                    by bylo gdyby mlodemu przed wlasnym bratem, matka czy ojcem nogi sie trzesly.
                    Taki nie powinien raczej wcale sie zenic, bo sie tez wlasnej kobiety wystraszy
                    na wlasnym slubie i tajemnica slubu go tez z tego nie wybawi..
                    • genoveva Re: To co zamiłość której trzeba się wstydzić 14.03.06, 10:47
                      Kiedy w praktyce zazwyczaj tak nie wychodzi. Choćbyś zaprosił tylko i wyłącznie
                      najbliższą rodzinę i wyraźnie zaznaczył, że nikogo innego sobie nie życzysz, to
                      już rodzina się postara żeby na ślubie pojawił się niezły tłum (dopraszając na
                      własną rękę pociotków, albo po prosu nie trzymając języka za zębami). Sama to
                      przerabiałam i znam z opowiadań. Właśnie z takiego powodu, znajomi odwołali
                      swój ślub, decydując się na ceremonię za granicą, w polskim konsulacie, bez
                      gości.
                • tomasdyg Re: To co zamiłość której trzeba się wstydzić 15.03.06, 18:28
                  wielo-kropek napisał:
                  "Niestety nie zgodze sie z toba z tym, kiedy mowisz ze dobrze
                  > bys sie czul gdyby twoja corka czy syn nie zaprosili cie na wlasna ceremone
                  > slubna (mowie tu o sytuacji gdzie nic nie stoi na przeszkodzie, mieszkaja
                  > blisko siebie, zdrowie odpowiada itp). Ja bym sie czul z tym bardzo zle.
                  > Czulbym sie sie z pewnoscia ponizony, niezasluzony.........."

                  Wielo-kropku !
                  -No cóż, to kwestia twoich odczuć, widać -jeśli się nie mylę- że jesteś
                  młodym ojcem i wydaje Ci się, że ochronisz, załatwisz, uszczęśliwisz swoje
                  dzieci na swoją modłę, bo twój punkt widzenia jest słuszny, żeby nie powiedzieć
                  jedynie słuszny. Oczywiście dzieci odziedziczą wszystkie Twoje wartości, nie
                  dokonując ich rewizji i nie organizując świata po swojemu. Być może..., ale to
                  zdarza się rzadko i jest raczej smutne, niż budujące.
                  Moje córki są już dorosłe, więc perspektywa spojrzenia nieco inna.
                  Ale pozwolę sobie zapytać się ile razy będziesz poniżony, no bo teoretycznie,
                  gdy bierzemy ślub, bierzemy go raz na całe życie...hehe. Niestety, już w Polsce
                  pobieramy się średnio więcej niż raz. Ty -jak mi się zdaje- żyjesz w kraju, w
                  którym ta średnia jest jeszcze wyższa. A więc z ciekawości, tak teoretycznie
                  (choć tego Ci nie życzę, niech Twoje dzieci pobierają się szczęśliwie i raz na
                  całe życie) zapytam, czy również czułbyś się tak mocno obrażony, nie będąc
                  zaproszony na powiedzmy, czwarty albo szósty ślub dziecka.
                  Pozdrawiam
                  • wielo-kropek Re: To co zamiłość której trzeba się wstydzić 16.03.06, 02:15
                    tomasdyg napisał:



                    > Wielo-kropku !
                    > -No cóż, to kwestia twoich odczuć, widać -jeśli się nie mylę- że jesteś
                    > młodym ojcem i wydaje Ci się, że ochronisz, załatwisz, uszczęśliwisz swoje
                    > dzieci na swoją modłę, bo twój punkt widzenia jest słuszny, żeby nie
                    powiedzieć
                    >
                    > jedynie słuszny. Oczywiście dzieci odziedziczą wszystkie Twoje wartości, nie
                    > dokonując ich rewizji i nie organizując świata po swojemu. Być może..., ale
                    to
                    > zdarza się rzadko i jest raczej smutne, niż budujące.
                    > Moje córki są już dorosłe, więc perspektywa spojrzenia nieco inna.
                    > Ale pozwolę sobie zapytać się ile razy będziesz poniżony, no bo teoretycznie,
                    > gdy bierzemy ślub, bierzemy go raz na całe życie...hehe. Niestety, już w
                    Polsce
                    >
                    > pobieramy się średnio więcej niż raz. Ty -jak mi się zdaje- żyjesz w kraju, w
                    > którym ta średnia jest jeszcze wyższa. A więc z ciekawości, tak teoretycznie
                    > (choć tego Ci nie życzę, niech Twoje dzieci pobierają się szczęśliwie i raz
                    na
                    > całe życie) zapytam, czy również czułbyś się tak mocno obrażony, nie będąc
                    > zaproszony na powiedzmy, czwarty albo szósty ślub dziecka.
                    > Pozdrawiam
                    Wiadomo ze corki musza byc dorosle w tym przypadku, bowiem tylko dorosle
                    kobiety za maz wychodza. Rozmawiamy wiec o doroslych ludziach. To, ze twoje
                    corki maja nieco inna perspektywe spojrzenia, to juz ich sprawa. Normalnie
                    dzieci odziedziczaja po rodzicach mniej lub wiecej ich wartosci, choc jak sami
                    dobrze wiemy z zycia, wartosci sie nasze z czasem zmieniaja, tak wiec to co
                    jest wartosciowe dla mnie moze byc mniej wartosciowym dla syna.Widze ze
                    popierasz takie wlasnie zachowanie dzieci -nie zaprosic swoich rodzicow na
                    slub. Powstaje pytanie, dlaczego dzieci nie chca zaprosic rodzicow na slub.
                    Przeciez nie jest to powszechne. Takie przypadki naleza z pewnoscia do
                    wyjatkow, do wyjatkowych dzieci i byc moze nawet dotycz tylko i wylacznie
                    wyjatkowych rodzicow. Skoro twoja corka nie zaprosi ciebie na swoj slub, moge
                    wiec myslec ze nigdy ciebie do siebie nie zaprosi. Boze Narodzenie, Wielkanoc -
                    sa w koncu co roku i to nie jest ogolnie wieksza uroczystosc niz wlasny slub.
                    Slub, nawet jesli nie ten jedyny na cale zycie, to i tak rzadziej ogolnie
                    wypadnie niz wspomniane swieta. Ogolnie ludzie mlodzi zakladaja ze zenia sie
                    tylko raz, choc rozwody mowia swoje. Dziwne jest jak dla mnie twoje tlumaczenie
                    tej sprawy, ze ...........sluby sie powtarzaja. Nie wszyscy je powtarzaja.
                    Jesli twoja corka nie zaprosci ciebie na swoj pierwszy slub, to nie licz raczej
                    ze zaprosi ciebie na kolejny (ja tu zalozylem, ze ona moze wyjsc zamaz kilka
                    razy, choc jak sam wiesz, byc moze zupelnie mylnie). Powiem ci tez cos. To co
                    mowisz o wielokrotnych slubach jest z pewnoscia dzisiaj na czasie i prawda.
                    Jednak, normalne dzieci, normalnych rodzicow nie wazne ile razy sie zenia,
                    zawsze potrafia zaprosic na swoj slub swoich rodzicow, okazujac im w ten
                    sposob pelnie szacunku. A normalni rodzice staraja sie zawsze zaszczycic swoja
                    obecnoscia swoje dzieci w tej ich chwili radosci (wszyscy wspolnie dziela sie
                    ta radoscia). Rodzinnie!
                    • tomasdyg Re: To co zamiłość której trzeba się wstydzić 16.03.06, 03:03
                      wielo-kropek napisał:
                      "Jednak, normalne dzieci, normalnych rodzicow nie wazne ile razy sie zenia,
                      zawsze potrafia zaprosic na swoj slub swoich rodzicow, okazujac im w ten
                      sposob pelnie szacunku. A normalni rodzice staraja sie zawsze zaszczycic swoja
                      obecnoscia swoje dzieci w tej ich chwili radosci (wszyscy wspolnie dziela sie
                      ta radoscia). Rodzinnie!"

                      Wilo-kropku!
                      Normą jest tylko to, że normy się zmieniają. Co do "normalnych"
                      dzieci, "normalnych" rodziców, "normalnej" rodziny, to jest to tylko Twoja,
                      Twojego środowisk, kręgu norma i to ta "na dziś".
                      Jak wiesz "normalność", normy ciągle podlegają zmianom. Model "normalnej"
                      rodziny z XV wieku jest inny, jak tej z XIX, a na przestrzeni XX w ulegał tylu
                      zmianom, że model z początku tego wieku, jest zupełnie inny niż ten z jego
                      końca, a w dodatku bardzo zróżnicowany geograficznie i kulturowo. Ja mógłbym
                      napisać, że normą jest starać się uszczęśliwić swoje dzieci, no właśnie, ale
                      jeśli już, to wg ich norm.

                      Piszesz:
                      "Normalnie dzieci odziedziczaja po rodzicach mniej lub wiecej ich wartosci,
                      choc jak sami dobrze wiemy z zycia, wartosci sie nasze z czasem zmieniaja, tak
                      wiec to co jest wartosciowe dla mnie moze byc mniej wartosciowym dla syna."

                      -Otóż "normalnie" to jest różnie na przestrzeni naszego życia, sam zapewne
                      pamiętasz okres własnego buntu przeciw rodzicom, ich normom, wymaganiom. To też
                      norma. Gdyby prawdą był to, co piszesz, to społeczeństwa nie ewoluowałyby, a
                      miejscem Twojej żony byłyby tylko: kuchnia, pokój dziecięcy i kościół.
                      Przytoczę Ci anegdotkę.
                      -Dla siedmiolatka ojciec jest Bogiem, on przecież umie i może wszystko. Dla
                      dwunastolatka ojciec, już może prawie wszystko. Piętnastolatek mówi, że ten
                      stary zgred nic nie rozumie i nic nie umie. Dwudziestoparolatek stwierdza, że:
                      ojciec, być może, nieraz miał rację. Pięćdziesięciolatek, hmmm...., ten mówi,
                      że szkoda, że ojca już nie ma, bo to był mądry człowiek i on z chęcią by się go
                      poradził.

                      PS
                      My rodzice popełniamy błędy i..., błędnie sądzimy, że nasze dzieci już takich
                      błędów nie popełnią. Niestety, a raczej na szczęście popełnią, bo to ich życie
                      i na własnej skórze muszą doświadczyć drogi do własnego szczęścia. To ich prawo
                      i nie mamy praw narzucać się dorosłym dzieciom, że swoimi prawdami, co
                      najwyżej, mamy prawo do wyrażenia swojej opinii i tyle.

                      Pozdrawiam
                      • wielo-kropek Re: To co zamiłość której trzeba się wstydzić 16.03.06, 03:19
                        Ja mowie wlasnie jak wygladaja sprawy na dzis.Chyba nie chciales mi powiedziec
                        ze norma na dzis jest niezapraszanie swoich rodzicow na slub. Na dzis taki
                        wyczyn jakby nie patrzec wydaje sie wciaz byc nienormalny. Poruszasz historie i
                        zmiany obyczajow, zwyczajow i wartosci z nia zwiazanych. Znamy to -zgadzam sie
                        z toba. Jednak jak mogles zauwazyc na przestrzeni historii rodzice zawsze
                        uczestniczyli na weselach swoich dzieci. Robia to tez i dzisiaj. Nic sie
                        zbytnio nie zmienilo. Czy na sile musimy tu cos zmieniac? Jesli tak, to po co.
                        Pisalem o normalnych dzieciach i rodzicach, bo normalne dzieci chca widziec
                        swoich rodzicow na swoim slubie, a rodzice swoja droga chca byc na weselu
                        swoich dzieci (zazwyczaj pomagaja czym i jak moga w tym).Co bedzie "jutro" ja
                        nie wiem. Byc moze przestana sie zenic, wtedy i poruszany tu temat straci swoj
                        sens. Pozdrawiam
              • rlena Re: To co zamiłość której trzeba się wstydzić 13.03.06, 15:46
                No coz, swietnie wykombinowales. Ojciec dwoch corek, dwa sluby/wesela i za nic
                nie trzeba placic..To niech sie pobieraja w tajemnicy, bo przeciez...sa
                dorosle..
                • dunia77 Re: To co zamiłość której trzeba się wstydzić 13.03.06, 17:02
                  LOL :-) A co mialby w takiej sytuacji robic ? Do oltarza lancuchem przywiazac ?
                • glonik Re: To co zamiłość której trzeba się wstydzić 15.03.06, 01:22

                  rlena napisała:

                  > No coz, swietnie wykombinowales. Ojciec dwoch corek, dwa sluby/wesela i za
                  nic
                  > nie trzeba placic..To niech sie pobieraja w tajemnicy, bo przeciez...sa
                  > dorosle..

                  Czekaj, czekaj... Dorośli ludzie chcą wziąć ślub. Chcą mieć i wesele. Jeśli są
                  dorośli, to sami zaprogramują uroczystość.
                  C.z.y.l.i. - urządzą, zapłacą i zadecydują.
                  Tatuś nie chce płacić?
                  A to jego fanaberia - ten ślub i wesele?
                  Jezcze raz.
                  Dorośli?
                  Sami sobie robią wesele, na ile ich stać i nie krzyczą potem na forach, że:
                  rodzice dali forsę, ale się wcinają we wszystko - bezczelne jedne
                  rodzice nie dali forsy i, chamy jedne, nie uczestniczą...
                  Jesteś dorosła? Stać cię na weselisko? Płać, i wymagaj i listę gości
                  SAMODZIELNIE twórz.
                  Wydaje ci się, że jesteś dorosła, i oczekujesz pięknego wesela, ale cię na nie
                  stać? Rodzice mają płacić?
                  Nie trzeba tajemnicy, tylko odrobiny wyczucia, nie szantażu.
                  Jestem za dyskretnym ślubem, co do tajemnicy, to różnie bywa...
                  Dlaczego ojciec dorosłych dzieci, któte uważają, że czas błogosławiony nastał,
                  ma za ich fanaberie płacić?
    • dunia77 Re: ślub "w tajemnicy" 13.03.06, 13:01
      Ja wzielam slub w Las Vegas. Najblizsza rodzine poinformowalam w przedzien, zeby
      sobie mogli obejrzec transmisje w internecie.
      Chciec to moc, ale 99% par jednak "peka" ;-(
      • 1_natasha_1 Re: ślub "w tajemnicy" 13.03.06, 13:02
        Chyba w las vegas paranos:)
        • dunia77 Re: ślub "w tajemnicy" 13.03.06, 14:40
          Chcialas sie popisac znajomoscia tytulu filmu czy chodzilo Ci o cos innego ?
          • wielo-kropek Re: ślub "w tajemnicy" 14.03.06, 01:07
            Ja Las Vegas wolalem ogladac z zona juz po slubie, na krotko zreszta, bo
            hoteli i nagromu swiatla zbytnio nie lubie na dluzszy czas. Slubu tam brac nie
            chcialem. Klimat tam maja dobry, bo suchy.
            • dunia77 Re: ślub "w tajemnicy" 14.03.06, 09:29
              Cos chciales przez to powiedziec, czy tylko sie "pochwalic" ? ;-)
              • gramolem Re: ślub "w tajemnicy" 15.03.06, 19:33
                kazdy ma prawo przezywac swoje zycie na swoj sposob!!!!! JESTEM ZA!!! nikogo
                tym nie krzywdzisz, a sobie i swojemu facetowi fundujesz cos pieknego i bardzo
                intymnego. Ja tez tak chce ale zostalam zakrakana na tym forum....
                • horpyna4 Re: ślub "w tajemnicy" 16.03.06, 07:56
                  Gramolem, nie daj się zakrakać. Problem jest w tym, że osoby nie uznające
                  wyłamywania się z tradycji uważają, że mają jedyny słuszny sposób na życie.
                  I lepiej wiedzą, że np. "rodzicom będzie przykro". Ludzie, nie mierzcie
                  wszystkich swoją miarką! Dajcie innym żyć tak, jak im lepiej.
                  • glonik Re: ślub "w tajemnicy" 17.03.06, 01:30
                    horpyna4 napisała:

                    > Gramolem, nie daj się zakrakać. Problem jest w tym, że osoby nie uznające
                    > wyłamywania się z tradycji uważają, że mają jedyny słuszny sposób na życie.
                    > I lepiej wiedzą, że np. "rodzicom będzie przykro". Ludzie, nie mierzcie
                    > wszystkich swoją miarką! Dajcie innym żyć tak, jak im lepiej.

                    Nie wiem, czy to dotyczy "tajemnicy", czy też "dyskrecji", bo różnica jest.
                    Przy obu ślubach nie robiłam tajemnicy, lecz zachowałam dyskrecję.
                    To był MÓJ ślub, i JA decydowałam - razem z partnerem - o jego formie.
                    Cichy, cywilny, bez fajerwerków. Na żadnym nie byli obecni ani rodzice, ani
                    dzieci ( w pierwszym rodzice z przyległościami, w drugim - nieobecność mojej
                    matki i dzieci męża - niewymienieni inni nie żyją).
                    Moja matka nie cierpi uroczystości, więc dla niej to idealny ślub; my zaś nie
                    znosimy wielkich zabaw - dlatego bez uraz. Ale dalsza, baaaardzo dalsza rodzina
                    za złe miała... No i miała, jej prawo. A moje, to wziąć ślub po swojemu.

              • wielo-kropek Re: ślub "w tajemnicy" 16.03.06, 02:20
                dunia77 napisała:

                > Cos chciales przez to powiedziec, czy tylko sie "pochwalic" ? ;-)
                A co ty chcialas przez to powiedziec? W koncu to ty pierwsza poruszylas Las
                Vegas, nie ja. Tobie wolno o nim pisac, a mnie juz nie.
                • wielo-kropek Re: ślub "w tajemnicy" 16.03.06, 22:36
                  Mam jeszcze male pytanie do autorki. Dlaczego chcesz wziazc slub w tajemnicy?
                  Przeciez i tak z czasem powiesz ze jestescie juz malzenstwem dla rodziny i
                  znajomych. Nie rozumiem co ta "tajemnica" tu ma zmienic i co przez nia chcesz
                  osiagnac. Mozesz chyba powiedziec ludziom ze za maz wychodzisz ale wesela nie
                  robisz, czyz nie? Chyba potrafia cie zrozumiec i nikt bez zaproszenia nie
                  bedzie sie wpychal na wasz slub. Mam tez inne pytanie do ciebie. Czy lubilas
                  bawic sie na weselach innych?
    • misscraft Re: ślub "w tajemnicy" 16.03.06, 23:23
      Marzył mi się ślub w tajemnicy gdy byłam młodsza, ale wiem, że rodzice by mi nie
      darowali, wiem, że to by ich zraniło. Ale oni sami wzięli ślub nie mówiąc
      nikomu, więc ja przpraszam bardzo, ale trąciło mi to hipokryzją, ale dla nich to
      też była tylko formalność. Ale teraz po 10 latach nagle nabrali romatycznych
      skłonności, nie rozstają się z obrączkami, a nie przypominam sobie, żeby
      wcześniej, bardzo się ciesze, bo mieli doyć cięki kryzys. Więc uważam, że
      możecie kiedyś pożałować, że poświęciliście tak mało uwagi ślubowi, sam fakt
      może nie ma dla was takiego znaczenia, ale kiedyś miło będzie poglądać zdjęcia i
      powspominać.
      • wielo-kropek Re: ślub "w tajemnicy" 16.03.06, 23:26
        Wiem ze za czasow komunistycznych, niektorzy z komunistow brali slub wlasnie w
        tajemnicy, ale to juz inna beczka.
        • misscraft Re: ślub "w tajemnicy" 17.03.06, 00:58
          Ja to uważałam swego czasu za romantyczne, jeśli jest to spontaniczna decycja,
          tzn nie jeśli para nagle po pijanem weźmie ślub, bo wąż...;] tylko jeśli już
          jest zaręczona. Ale jak pisałam uważam, że sporo osób mogłoby być urażonych, a
          to na początek nie wróży nic dobrego.
Pełna wersja