Rozwód po szwedzku

IP: *.ny5030.east.verizon.net 08.12.02, 17:39
SErdecznie dziekuje autorce za ten artykul.

Jak daleco nam w Polsce i do takich rozwiazan i do go gotowosci
mentalnej na zaakceptowanie takiego modelu... Ale moze ten
arykul wlasnie bedzie swiatelkiem, ze jednak mozna inaczej i
jest to mozliwe.

To prawda, ze polskie sady w wiekszosci wypadkow opieke nad
dzieckiem przyznaja matke. W tej sprawie wypowiedzial sie Sad
Najwyzszy zwracajac uwage, ze zwlaszcza w wypadku malych dzieci
matke i dziecko laczy szczegolnie bliska relacja, zerwanie
ktorej nie wyszloby na dobre dziecku. To jest kwestia z
pewnoscia dyskusyjna, jednak nie da sie zaprzeczyc, ze w
polskich realiach , to mama spedza wiecej czasu z potomstwem.
Wiec moze w tym stereotypie jest ziarenko prawdy. W innym z
orzeczeniem SN wypowiedzial sie, ze dzielenie opieki nad
dzieckiem jak w szwedzkim modelu jest sprzeczne z dobrem
dziecka. Choc orzeczenie formalnie nie wiaze sadow orzekajacych
w innych stanach faktycznych, trudno oczekiwac, aby ktorys z
sadow wydal orzeczenie o innej tresci. Moze jednak ...

Wieksze zaangazowanie tatusiow w opieke porozwodowa nad
potomstwem zmieniloby uwolniloby kobiety od klopotliwych
stereotypow, ktore czesto bija w ich sytuacje nie tylko na polu
rodiznnym ale i np. na rynku pracy
    • tata50 Re: Rozwód po szwedzku 08.12.02, 22:25
      TAK, taki wariant jest mozliwy. Sam jestem ojcem (9letniej
      dziewczynki) i taki system realizuje od dwoch lat. Nie jest on
      oczywiscie ani idealny ani latwy ale w moim glebokim przekonaniu
      lepszy niz pozbawienie mnie praktycznej opieki/wladzy nad
      dzieckiem, ktore prowadziloby do tego, ze ono nie mialoby ze mna
      glebszego kontaktu.
      Niestety moja sytuacja nie jest jeszcze usankcjonowana prawnie -
      sprawa rozwodowa w sadzie jest zawieszona - i czasem boje sie,
      ze sad moze nam popsuc uklad jaki udalo nam sie zbudowac
      formulujac takie czy innego orzeczenie, ktore mogloby kiedys
      zostac wykorzystane przez mame przeciwko mnie, a tak naprawde
      przeciwko dziecku.
      Chetnie nawiazalbym kontakt z osobami posiadajacymi podobne
      problemy lub doswiadczenie. Poszukuje tez literatury na ten
      temat. Bede wdzieczny za kazdy sygnal.
      • Gość: ................. Re: Rozwód po szwedzku IP: *.dial.van1.sprint-canada.net 08.12.02, 22:43
        Uwazam ze nie ma standardu gdy chodzi o te sprawe. Kazda sprawa
        rozwodowa powinna byc rozpatrywana osobno. Dzieci male z pewnoscia
        lepiej sie czuja w rekach matki. Dzieci w wieku starszym,
        szczegolnie chlopcy moga czuc sie nieraz wygodniej bedac z ojcem.
      • Gość: Mrufka Re: Rozwód po szwedzku IP: *.abo.wanadoo.fr 08.12.02, 22:50
        Chyba bym sie totalnie zalamala gdybym miala mieszkac z dziecmi tylko co drugi
        tydzien. Jestem z nimi za silnie zwiazana, zeby chocby rozwazac taki uklad.
        W razie rozwodu walczylabym by dzieci zostaly ze mna, pozwolilabym jednak by
        ich Tata widywal je codziennie. W koncu to ich Tata, i ma do tego pelne prawo.
        Zupelnie nie rozumiem jak niektore kobiety moga zabraniac czy utrudniac swoim
        dzieciom kontaktow z ojcem. Nawet jesli do rozwodu doszlo z winy mezczyzny.
        • Gość: ............... Re: Rozwód po szwedzku IP: *.dial.van1.sprint-canada.net 09.12.02, 02:28
          Jestes w tym przypadku wyrozumiala kobieta. Moj znajomy np.
          rozszedl sie z zona, o czy dowiedzialem sie niedawno. Nie
          widzial swojego 16 letniego syna juz dwa lata. A byli jak
          pamietam normalnym malzenstwem a on normalnym ojcem, ktory dlaej
          kocha swego syna. Przykro i chyba niesprawiedliwie jest, nie tylko
          dla dziecka gdy mu sie zabrania (bo chyba w tym przypadku
          zostalo zabronione) widziec sie z ojcem, lub w mniejszych
          przypadkach - z matka.
      • Gość: father Re: Rozwód po szwedzku IP: 195.94.206.* 10.12.02, 12:39
        Do TATA50

        może znajdziesz trochę wiedzy
        na stronie: users.nethit.pl/forum/forum/tata/
    • Gość: beaS Re: Rozwód po szwedzku IP: *.ipartners.pl / 217.153.47.* 09.12.02, 12:02
      Trudno jest się wypowiadać w kwestiach dzieci w momencie kiedy
      się ich jeszcze nie posiada. Nie mniej jednak chciałabym
      dorzucić swoje trzy grosze do rozmowy.
      Jestem po rozwodzie ale w naszym małzeństwie nie zdązylismy miec
      dzieci. Wiem, że dobro dzieci jest najważniejsze ale jakoś nie
      potrafię sobie wyobrazić stałych i tak bliskich kontaktów z eks-
      małżonkiem, mając przy boku nowego partnera życiowego, który
      starałby się być dla mojego dziecka/dzieci dobrym ojcem. Jest to
      tym trudniejsze im większym zgrzytem kończy się małżeństwo.
      Myślę, że nie potrafię racjonalnie ocenić tej sytuacji bo
      nieposiadanie dzieci zdecydowanie ułatwia "zapomnienie"
      i "wyeliminowanie" z obecnego życia eks-partnera.
      Myślę, że trzeba być bardzo dojrzałym emocjonalnie aby prowadzić
      życie w "czworokącie":ja, eks-mąż, dziecko, obecny partner.Dla
      mnie osobiście jest to niewyobrażalne. Nie wykluczam tu zupełnie
      kontaktów z biologicznym ojcem bo byłoby to nie fair w stosunku
      do dziecka ale przeprowadzanie dziecka to tu, to tam,
      przeznaczone jest tylko dla wytrwałych i żyjących w zgodzie eks-
      małżonków.
      Pozostaje jeszcze kwestia dzieci takich jak Cun, które mają
      poczucie wyobcowania i inności w chwili kiedy ich siostry/bracia
      żyją "normalnie", pozostając w domu z aktualnymi rodzicami.
      Jakież to musi być straszne doświadczenie dla dzieci takich jak
      Cun!
      Niestety opinie opiniami a samo życie weryfikuje nasze poglądy i
      plany w sposób nieoczekiwany. Jedyne nad czym mogę się
      zastanawiać to: jak zapewnić dziecku bezpieczne (emocjonalnie) i
      pełne miłości dzieciństwo. A czy osiągnę to poprzez sporadyczne
      czy bardzo intensywne ("przeprowadzka") kontakty z jego ojcem to
      już sprawa zupełnie indywidualna, na którą mają wpływ takie
      czynniki jak powód i sposób rozstania,czy wrażliwość i charakter
      dziecka.

      Serdecznie pozdrawiam autorkę artykułu!
      Beata S.
      • anka-34 Re: Rozwód po szwedzku 10.12.02, 13:58
        w niczym nie ujmujac beaS ale niestety jak sie nie jest w danej sytuacji to nie
        da sie w nia wczuc!
        dokladnie tak jak sluchajac problemow innych ludzi nie da im sie na 100 % nic
        doradzic
        nie da sie gdyz zawsze gdzies jest jakies ale, zawsze jakies powiazania i
        rzeczy o ktorych sie nie wie badz ich nie rozumie.

        sam rozwod jest rzecza straszna i nikt ze stron nie przezywa jej tak jak
        wlasnie dzieci.
        sama jestem wlasnie w takiej sytuacji i jedyne czego jestem pewna to zaluje, ze
        nie rozwiodlam sie pare lat wczesniej

        nie bylo by zadnej dyskusji z kim dzieci zostana i wtedy bylabym w stanie
        zgodzic sie na nawet bardzo czesty kontakt ich z ojcem!
        co mam teraz?
        walke, bezsensowna i niszczaca nikogo innego jak nasze dzieci, bo tatus w
        momencie gdy podjelam taka decyzje obudzil sie.
        sytuacja sie zmienila i jego wieczne nie bywanie w domu zamienilo sie w wrecz
        nadgorliwe zajecie sie dziecmi!
        ja pracujaca zawodowo mam chwilowo mniej czasu i tatus zmanipulowal calkowicie
        juz badz co badz duze dzieci.
        przedluza specjalnie juz i tak trwajaca dlugo sprawe rozwodowa i liczy na
        deklaracje przed sadem wlasnie dzieci na jego korzysc!

        jak w takiej sytuacji znalesc sie w zyciu?
        jak przezyc gdy wychowywalo sie je wiele lat samej! i patrzac jak sa kupowane
        dniem za dniem (nie tylko finansowo, w kazdej mozliwej formie!)
        na dodatek jeszcze pod wspolnym dachem!
        jak?
        jak?
        jak?
Pełna wersja