rara_avis2
06.04.06, 11:44
Witam!
jestem w związku już ponad 1,5 roku.Żeby bylo jasne,jestem jeszcze młoda
osobą i uważam,że na wszystko jest czas i miejsce. Może najpierw zacznę od
opisania z czym mam w takim wypadku "problem" w moim relationship.
Myślę,że rozumiemy się dobrze,wiem zawsze gdy ma problem albo coś mu nie
odpowiada,co chce w danej chwili powiedzieć,kiedy jest szczęśliwy a kiedy po
prostu chciałby mieć chwile spokoju itp. Nigdy sobie niczego nie
obiecywaliśmy i niczego od siebie nie żądaliśmy. Trudno mi rozmawiać o
tematach dotyczacych sfery intymnej,ale przy nim udalo mi sie pokonac ta
barierę,naprawdę wiem,że mogę mu zaufac. Kiedy po dość dlugim czasie
zaczelesmy rozmawiac o sexie i stwierdzilismy,ze juz czas...on nagle sie
zmienil diametralnie. Nie wiem dlaczego...powiedzial,ze nie chce mnie
skrzywdzić i że wiedząc,ze ja chcialabym z nim byc moj pierwszy raz(jego tez
pierwszy) mysli,że bede cierpiala( w sensie psychicznym juz po) i że go to
boli jak patrzy na mnie. To mial byc bezinteresowny sex,rozmawialismy o tym i
sie zgodzilismy(bez zobowiazan i tak ich wobec siebie nigdy nie mielismy) i
dla niego i dla mnie(w sensie,że chcialabym to zrobic z mezczyzna do którego
cos czuje,bo wiem,że jest odpowiedni,a pozniej jak bedzie tak bedzie).
Powiedzial,że dla niego może to nie znaczyc tyle ile dla mnie. Bylam juz
umowiona do gin.,on jednak pewnego dnia powiedzial zebym nie szla. Teraz mi
pisze ze jestem'pociagajaca',ze mu brakuje mnie,ale po co? przeciez juz mnie
odrzucil,czuję sie wewnętrznie,psych."zmiazdzona"...on chce byc ze mna,ale
jakos inaczej,chce zeby "bylo co ma byc",ale jak ma byc skoro juz w jednej
kwestii mnie odrzucił?...i nie bylo powodu,zero
zobowiazan,żądan,nakazów...czemu?
pozdrawiam!
(mam nadzieje,że wypowiedza sie osoby,ktore nie tylko potrafia "wbijac"innym,
bo to nie jest sztuka,a takich pajacow jest mnostwo).