miłość a pożądanie

20.04.06, 14:48
mowi ze kocha i bardzo chce byc ze mna ale nie czuje chemii, bo skoro przez
rok bycia ze soba nie skonsumowalismy naszego zwiazku (oboje tego chcielismy
ale nie moglismy sie przelamac, dodam ze nie bylibysmy dla siebie pierwszymi)
to nie ma sensu tego dluzej ciagnac.odchodzi.woli być sam niż w takim
związku. ja chcialam zaczekac. wroci?
    • polla4 Re: miłość a pożądanie 20.04.06, 14:50
      Wasze feromonki jak widać nie pasują do siebie :)
    • dzikoozka Re: miłość a pożądanie 20.04.06, 14:52
      a czemu "nie mogliscie sie przełamać"?
      • jamaykaa Re: miłość a pożądanie 20.04.06, 15:26
        nie moglismy sie przelamac bo on myslal ze ja nie chce a ja myslalam ze on nie
        chce a jak rozmawialismy o tym to wynikalo ze oboje tego chcemy, wiec nie wiem
        gdzie logika. nawet po rozstaniu o tym rozmawialismy,ze brakuje tylko jednego
        glupiego kroczku do przelamania tej granicy ale on kategorycznie odmawia
        dalszych spotkan. uwaza ze nic na sile. a ja naprawde mam na niego chetke :) i
        on dobrze o tym wie. jestem zalamana, bo gdyby nie ta sfera to mogloby byc
        super miedzy nami - sam tak stwierdzil. ludze sie ze moze sie opamieta.
        • nombrilek Re: miłość a pożądanie 20.04.06, 17:45
          To powiedz że go pragniesz i chcesz soie z nim kochac i że go kochasz? a to
          moze on ciebie nie pragnie, nic z tego nie rozumiem
          • jamaykaa Re: miłość a pożądanie 20.04.06, 19:30
            mówilam mu ze go kocham i ze nigdy tak na nikim mi nie zalezalo, on wie co ja
            przezywam i ze chcialabym zeby wrocil. zapewnialam go tez ze mnie za***ie kreci
            i chce sie z nim kochac, ze mam z nim sny i mysli o tresci takiej ze nawet
            sobie niewyobraza, ale on mi nie wierzy i uwaza ze tak tylko mowie i ze jak
            bylismy razem to tego nie okazywalam. moze faktycznie ja go nie krece:( ale co
            zrobic zeby go zakrecic? spotykamy sie tylko na imprezach , podchodzi do mnie,
            spedzamy caly czas razem, mowi ze teskni, ale nic wiecej nie chce. moze go olac
            i pokazac ze bez niego tez sobie dobrze radze i swietnie sie bawie. ale czy to
            zadziala?
            • facet.normalny Ani milosc ani pozadanie :). 20.04.06, 20:10
              Sprobuje Tobie na to odpowiedziec bardzo delikatnie.
              Nie wroci! Rok czasu wystarcza aby miec juz swoja opinie
              na temat zwiazku lub jego braku. Nie ma u Was pozadania.
              Jezeli jest milosc to jakas dziwna i trudna do okreslenia.
              Sadze, ze facet z rozpedu jeszcze jest mily i opowiada
              mile koszalki opalki gdy sie spotkacie.
              Daj sobie juz z tym sposob. Facet juz sobie dal.
              I nie bierz tego osobiscie. Tak tez bywa. Sprobuj z nastepnym.
              I nie czekaj na zblizenie rok.
              Pozdrowienia,
              fn.
            • edith_wharton Re: miłość a pożądanie 20.04.06, 20:15
              Właśnie to nieokazywanie uczuć jego zdaniem. to znaczy, że byłaś chłodna, dało
              się wyczuć jakiś dystans z twojej strony?
              • jamaykaa Re: miłość a pożądanie 20.04.06, 21:10
                gdyby on chociaz troche okazywal mi uczucie to ja tez bym sie inaczej
                zachowywala. ale jezeli ja nie moglam doprosic sie o jakiekolwiek przytulenie,
                caluski itp. bo "on nie lubi sie przytulac" to tez wpadalam w przygnebienie i
                jak ja mialam okazywac uczucie. to on byl zimny i traktowal mnie z dystansem,
                wiec ja tez nie potrafilam sie przelamac.chyba marzyl o tym,zebym to ja sie na
                niego rzucala, ale to kobieta potrzebuje czuc ze jest pozadana, wtedy sie
                rozkreca.owszem, czasem fajnie jest przejac inicjatywe, ale nie od poczatku i
                nie caly czas! to byl typ twardego macho, chociaz mysle ze w glebi duszy
                potrzebowal milosci. teraz on zwala wine na mnie, ze to ja nic nie zrobilam i
                dlatego nam nie wyszlo. najgorsze ze dreczy mnie poczucie winy ze gdybym sie
                inaczej zachowywala, to by nam wyszlo. kiedys przyznal mi sie ze tkwi w
                emocjonalnym odretwieniu i chyba mial racje.szkoda mi go troche, bo chcialam mu
                naprawde dac duzo z siebie ale jak widzialam jak sie zachowuje to tracilam
                wszelka chec i sile, zeby go zmieniac. nastawiony byl glownie na branie ale cos
                od siebie - to naprawde rzadko.to mnie tez wykanczalo.ale nadal go kocham i
                tesknie i gotowa bylabym zaczac to od nowa.ale trace nadzieje,ze go odzyskam.
Pełna wersja