noemi82
25.04.06, 18:39
Od jakiegoś czasu spotykam się z bardzo fajnym facetem. Jest miły,
kulturalny, przystojny... Dobrze nam razem.
Wszystko cacy, ale...
Nasze pierwsze 2 spotkania zostały przełożone (odwołane w ostatniej chwili) z
2 ważnych powodów... najpierw jedno...potem miało odbyć się zadosćuczynienie,
niestety tego dnia też mu coś wypadło. Faktycznie ważne sprawy, ale jednak...
Potem kilka spotkań fajnie się udało... Dziś znów... Biegłam z pracy, zeby
się wyszykować, zwolniłam się troszke, żeby mieć pewność, że zdążę, spędziłam
30 min przed szafą i lustrem, wykąpałam się i... gdy zaczęłam suszyć włosy
telefon... musi dłużej zostac w pracy, przełóżmy na jutro...
Niby nic... rozumiem, ważne sprawy, ale... Po pierwsze chciałabym usłyszeć
słowo "przepraszam", bo chyba mi się należy, po drugie... nie jestem próżna,
ale wolałabym usłyszeć, że ktoś żałuje, postara się wynagrodzić... Może jakiś
mały kwiatuszek podczas następnego spotkania.. to miłe... A nie tylko "Musze
zostać dłużej w pracy, przełóżmy na jutro, tęsknię, pa" - w momencie gdy ja
już jestem jedną nogą za drzwiami. A tu nic...tak jakby nic wielkiego się nie
stało.
To dopiero 4 tygodnie znajomości...chciałabym być troszkę..."adorowana",
poczuć się ważna... Czy wymagam za dużo? Rozumiecie chyba co mam na myśli?
Jak delikatnie dać mu do zrozumienia, że ciągłe przekładanie spotkań nie jest
dla mnie miłe? I że potrzeba mi więcej "zaopiekowania"? Że mam dość
odwoływania spotkań w ostatniej chwili, bo jest to dla mnie problem? Nie chcę
wyjść na "zołzę", ale...rozumiecie...to nie jest ok...