mexi.cana
12.05.06, 23:29
Drogie Panie, bedace w stalych i udanych zwiazkach, czy mozecie z reka na
sercu powiedziec, ze wasz mezczyzna jest jedynym, o ktorym myslicie w
kategoriach seksualnych;)? Pytam, bo ostatnio jakos frapuje mnie ten temat,
jako ze samej zdarza mi sie myslec o tym, jak to byloby z kims innym, mimo iz
mam bardzo udany zwiazak z facetem ktorego kocham i z ktorym chce spedzic zycie.
Jestesmy razem juz dlugo, ponad 4 lata. Za pare miesiecy slub. Nasz seks jest
bardzo udany, choc oczywscie po 4 latach nie jest tak, ze wskakujemy do lozka
po 5 razy dziennie, jak bylo na poczatku naszego zwiazku. Bardzo sie kochamy;
nigdy nie zdradzilam mojego mezczyzny, mysle, ze on mnie tez nie choc okazji
mielismy ku temu sporo (dluga rozlaka itp.)
Doszlam jednak do wniosku, ze nie moge powiedziec, iz mam krysztalowe mysli na
temat innych facetow. Czasem czytam na roznych forach, jak kobiety pisza
dramatyczne posty w stylu "jesli myslisz o seksie z innym to znaczy ze nie
kochasz swojego faceta" albo "jesli pomyslalas o innym, to w koncu go
zdradzisz" itp. Ja z kolei WIEM na 99%, ze nie zdradze mojego faceta, bo po
prostu nie wyobrazam sobie tego, ze moglabym go zranic i zburzyc to, co jest
miedzy nami. Ten 1%, ktory zostal, to nie niepewnosc, tylko fakt, ze jako
realistka nigdy nie stwierdzam niczego na 100%;)
Z drugiej jednak strony czasem mysle o tym, jak to byloby z innym facetem.
Mysle o tym w kategoriach szybkiego udanego seksu bez zobowiazan.
W swojej pracy poznaje wielu atrakcyjnych mezczyzn i czasem zdarza mi sie
delikatnie fantazjowac nt. seksu z nimi. Najabardziej ekscytuje mnie w tym
wszystkim posmak nowosci i tego dreszczyku, ktory jest zawsze na poczatku
seksualnej znajomosci, kiedy po raz pierwszy idzie sie z kims do lozka. Znam
tych facetow na tyle dobrze, ze wiem, iz nie chcialabym z nimi byc. Ale nie
zmienia to faktu, ze sa dla mnie seksualnie atrakcyjni. Oczywiscie, jak
pisalam, rzecz ma miejsce tylko w mojej glowie, i nigdy do niczego, poza
jakims subtelnym flirtem nie dochodzi i nie dojdzie.
I teraz tak... mysle sobie, jak to naprawde jest z tymi fantazjami? Czy moze
to byc jakis podswiadomy sygnal, ze jednak czegos mi brakuje z moim zwiazku,
czegos, z czego tak naprawde nie zdaje sobie sprawy? A moze to po prostu
oznaka pelnego rozbudzenia seksualnego? Gdy "zaczynalam", mialam 19 lat i nie
bylam za bardzo swiadoma swich potrzeb, mialam dotad 3 mezczyn i wlasciwie
dopiero z obecnym jest mi naprawde dobrze i po partnersku. Wiec moze po prostu
nie zdazylam sie wyszumiec ;) przed powaznym zwiazkiem?
No i ostatnia kwestia. Moj facet twierdzi, ze nie mysli o innych kobietach w
kategoriach seksualnych. Ewentualnie w estetycznych :-). On z kolei jest
bardziej doswiadczony w tych sprawach, mial wiecej kobiet; jest tez mniej
zazdrosny niz ja i bardziej radykalny w temacie ewentualnej zdrady. ALE -
mysle sobie - skoro ja potrafie myslec czasem o innych facetach, to malo
prawdopodobne jest to, by on mie myslal czasem o seksie z innymi kobietami...
Takie luźne refleksje. Co o tym wszystkim sadzicie? Jak jest u Was? Zapraszam
do dyskusji...