"rodzinne wakacje"?

23.05.06, 12:49
Od ponad 1,5 roku związana jestem z o 9 lat starszym od siebie meżczyzną (on
ma 34 lata) - rozwodnikiem. Z pierwszego małżeństwa ma syna w wieku 10lat,
którego bardzo kocha. Jego syna w zasadzie poznałam nie dawno i muszę
przyznać, że jest to bardzo sympatyczne dziecko. Mimo, iż jakoś nie przepadam
za dziećmi to ten chłopczyk jest naprawdę kochany i bardzo sympatyczny.
Z uwagi na to, że obydowje dużo pracujemy (on dodatkowo się buduje i w
zasadzie wszystko robi sam) rzadko się widujemy.
Dlatego też postanowiliśmy, że w tym roku pojedziemy sobie na wczasy nad
morze. Na początku planiwaliśmy, że pojedziemy na 2 tyg. i wtedy
zaproponowałam, żebyśmy na tydzień pojechali sami, a na drugi wzięli jego
syna. Ostatecznie jednak okazało się, że z uwagi na prace i inne sprawy
możemy jechać tylko na tydzień. Wtedy od spytał się, czy jednak nie
moglibyśmy zabrać jego syna chociaż na weekend, tj. sami bylibyśmy od
poniedziałku do piątku, a potem z jego synem do poniedziałku. Mówiąc szczerze
nie byłam zachwycona tą propozycją, ale zgodnie z prawdą powiedziałam, że
raczej nie będzie mi to przeszkadzało. Ustatliliśmy jednak, że ostateczną
decyzję podejmiemy dopiero, kiedy oglądniemy ten ośrodek i nasz dwuosobowy
domek - czy w ogóle będzie miejsce dla jeszcze jednej osoby. Na początku
planowaliśmy, że na rekonesans wybierzemy się początku czerwca, jednak nie
dawno okazało się, że mniej więcej w tym czasie jadę do tego ośrodka na
szkolenie.
No i cóż. Ostatnio jedziemy w trójkę do kina, a synek mówi "tato jak
pojedziemy nad to morze...". Z kontekstu ewidentnie wynikało, że on mówił o
tych naszych wspólnych wczasach.
Przyznam się, że bardzo mnie to zdenerwowało i wręcz obraziło. Skoro
ustatliliśmy, że podejmiemy decyzję, że Mały jedzie z nami dopiero jak
będziemy znać warunki tego ośrodka, a Tato (a mój chłopak) już mu to
zskomunikował, to ja poczułam się pominięta w tym wszystkim. Wydawało mi się,
że na ostateczną decyzję mam(-y) jeszcze czas, że nie została ona podjęta.
Bardzo mnie to zdenerwowało.
W końcu taki wspólny wyjazd to nie jest wyjście do kina czy na jakąs rodzinną
uroczystość typu wesele. A z synem mojego Pięknego byliśmy wspólnie jak do
tej pory 2 razy w kinie i raz na weselu.
Wydaje mi się, że ja po prostu nie czuję się jeszcze gotowa na
takie "rodzinne wakacje". Poza tym wiem, że kiedy przyjedzie, nawet na
weekend, to wszystko będzie musiało wyglądać inaczej - nie będzie tej
swobody, zapewne o wspólnym spaniu z moim chłopakiem będę mogła zapomnieć,
chociąz to nie jest w tym najważniejsze. Poza tym myślałam, że cały tydzień
spędzimy tylko sami, starając się nadrobić stracony czas. A tydzień to w
końcu nie tak dużo... Zresztą od 2 lat nie miałam porządnyvh wakacji...
Dodoam tylko, że to ja jestem głównym organizatorem tego wypoczynku.

Chcę o tym porozmawiać z moim chłopakiem,ale boję się trohę jego reakcji. Nie
wiem być może jednak jestem egoistką...
Jednak na ogół we wszystkim co jest związane z dzieckiem ustępuję i nie
marudzę, jeżeli on mi mówi, że chce gdzieś jechać sam z synem i wtedy nie
może spotkać się ze mną. Ale ja też mam swoje prawa, uczucia, potrzeby.

Poradźcie coś mądre kobiety!!!!!

    • bri Re: "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 12:55
      Może postaraj się wczuć w położenie tego 10-letniego chłopca, który chciałby
      spędzić wakacje z ojcem?
      • nombrilek Re: "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 12:58
        No w koncu ojciec tez chce nadrobic czas i spedzic go z synem, napewno on jest
        dla niego najwazniejszy
      • blondgirl Re: "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 12:59
        Staram się... Jednak wydaje mi się, że skoro na codzień nie mam
        żadnych "wymagań" - nie przedkładam siebie nad dziecko i przyjmuję posłusznie
        rolę (nawet nie wiem jak to nazwać) tej drugiej i mniej ważnej to może chociaż
        w wakacje należy mi się trochę więcej uwagi.

        Poza tym mały będzie i tak prawie przez całe wakacje z ojcem
    • nutopia Re: "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 13:01
      nie powiem nic odkrywczego
      wybrałaś faceta z dzieckiem, teraz ponosisz tego konsekwencje. Ale rozumiem
      Cię, wiem o co Ci chodzi. Chciałaś pobyć z nim sama a tu taka
      niespodzianka... Niech faktem pocieszającym bedzie to, ze jak sama piszesz, to
      miły chłopak
      • blondgirl Re: "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 16:19
        Może tylko to...

        Ewentualnie są jeszcze 2 wyjścia:
        1. pojadą sami
        2. jednak postawię na swoim
        I nie wiadomo, które lepsze
        • kaska1968 Re: "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 20:00
          niestety nie wiesz jeszcze lub nie zdajesz sobie sprawy z faktu,ze facet jest
          ojcem do konca zycia.fajnie,ze dziecko jest dla niego tak wazne.ty poki co
          jestes tylko jego dziewczyna..............
          • kol.3 Re: "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 21:27
            Popieram. Wybrałaś mężczyznę z synem. Pokochaj także jego syna, bo inaczej nie
            masz szans.Dziecko w niczym nie przeszkadza.
            • blondgirl Re: "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 21:36
              To nie chodzo to, że ja go nie lubię czy nie akceptuję. Uważam, że jest to
              bardzo sympatyczne i naprawdę kochane dziecko. Co prawda widziałam je dopiero
              kilka razy. Ale ja po prostu nie czuję się jeszcze gotowa na wspólne wakacje.

              Zresztą wydaje mi się, że biorąc pod uwagę, całokształt tej sytuacji, to nie
              proszę o wiele. Mały i tak będzie z Ojcem przez całe wakacje, więc czemu nie
              moglibyśmy jednak jechać sami? W ciągu roku, na codzień nigdy nie robię żadnych
              problemów. Dziecko jest ważniejsze ode mnie. Tylko, że też hciałabym choć raz w
              roku mieć swojego M tylko dla siebie.
    • luna67 Re: "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 21:53
      Oj wpakowalas sie dziewczyno, przeszkadza tobie, ze chlopak jedzie z wami a nie
      wierz jeszcze o tylu rzeczach ktore ciebie jeszcze czekaja.

      Ale ciebie wzupelnosci rozumie, ja bym chyba sie wsciekla jakby moj nie
      dotrzymal obietnicy, bo to by znaczylo, ze mnie ignoruje.

      Nie pojechalabym przez sam fakt, ze zlamal ta obietnice, i bym odmowila ten
      domek skoro ty tylko sie tym zajmowalas, a on niech by sobie sam cos
      zorganizowal z synem.
      Jak na poczatku nie postawisz jasno i dasz do zrozumienia twojemu chlopakowi co
      cie denerwuje, to z czasem bedzie jeszcze ciezej.

      Chlopak jest mily i lubisz go, to bardzo dobrze, ulatwi to wam duzo rzeczy, ale
      tez nie graj kozla ofiarnego zgadzajac sie na wszystko (wyjatek: spotkania syna
      z ojcem), i przenigdy nie porownuj milosci do ciebie i syna, gdyz nie da sie
      tego porownac.

      Przepraszam, ale to moje zdanie
      • blondgirl Re: "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 22:06
        Wiem, że jeszcze wszystko przede mną, ale wolałabym, gdyby to wszystko odbywało
        się stopniowo...

        Nigdy nie porównywałam uczucia jakim darzy mnie swojego syna. Doskonale
        rozumiem, że dziecko jest najważniejsze. I nie mam nigdy pretensji,że on nie ma
        czasu, bo umówił się z synem. Chodzi mi tylko oten 1 tydzień, żebyśmy mogli
        spędzić go razem.

        Nie wiem, zawsze mogą:
        - wysłać ich samych,
        - jechać z nimi

        Wiem, że muszę szczerze porozmawiać z moim Mi powiedzieć mu co myślę i czuję. I
        pozostaje mi liczyć, że mnie choć trochę zrozumie...
Pełna wersja