wierszynka
26.05.06, 09:38
Niedawno oipsywałam tu swój dramat..jak mój(prawie juz były) mąz zostawił
mnie z dwójka dzieci dla innej kobiety.Pisałam wtedy ,że nie umiem wybaczyć
bo to nie zdarzyło sie pierwszy raz i nie chce juz takiego zycia.
On jednak poraz kolejny błaga o powrót....ja nie chce go znać...walcze teraz
o to by go nie znienawidzieć.
Ale nie o tym chciałam pisać.Mamy wspólnego przyjaciela,z którym przynajmniej
mnie zawsze sie świetnie rozmawiało,spędzało czas..kiedyś zauważyłam że on
patrzy na mnie zupełnie inaczej i ja też zaczełam dostrzegać w nim nie tylko
kolege ale ....ciepłego faceta. tłumiłam w sobie te uczucia bo przecież
musiałam byc lojalna,mam dzieci.On tez nigdy nie przekraczał żadnej
granicy...gdzies tam myślałam czasami że może kiedyś....
on jest w związku z takim samym stażem jak ja (10 lat),dwa lata temu rozstał
się z partnerką bo go zdradziła w sposób wyjatkowo wstretny.To był
najgorszy okres naszej znajomości bo wiedziłam ze on jest sam i przyjeżdżał
do mnie sie wypłakać,pogadać -był w zasięgu mojej reki a ja nie mogłam go
dodtknąć...powstrzymywałam sie bo dzieci,mąz....Namawiałam go żeby
wrócił,choc mówiłam to wbrew sobie. Spotkali się po jakimś czasie i pewnie
jakieś podniecenie,chwila sprawiły że przespali się z sobą. Po dwóch
miesiacach okazalo się że ona jest w ciązy. nie widziałm chyba bardziej
załamanego faceta.Byłam jednak okrutna-powiedziłam mu,ze najpierw trzeba
mysleć,i że bedzie tego bardzo żałował..teraz jego córeczka skończyła
rok,jest dla niego najważniejsza naświecie.Uwielbiam słuchac jak o niej
opowiada.
Kiedy ja rozstałam się z mężem Piotr był moja największa podpora i jako jeden
z nielicznych mówił(znając naszą sytuacje od podszewki) zostaw go ,nie wracaj
poraz kolejny-bo bedziesz żałowała tego tak ja ja swojego związku.
Przemyślałm to wszystko miał rację.Żyje sama z dziećmi i jest mi dobrze,nie
można być z kimś na siłe,bo tak chcą znjomi,rodzina...
Spotkaliśmy sie niedawno z Piotrem i długo rozmawialiśmy -nigdy żadne z nas
nie mówiło o swoich uczuciach do siebie choć wiedzielismy że nie jesteśmy
sobie obojetni...Wyznał mi że czekał na mnie cały czas,że był obok ale mój
mąz był jego przyjacielem,nasze dizeci i ja której nie chciał skrzywdzić.
Że wie,że nie mozemy byc teraz razem bo ........ale wierzy w to że kiedyś
będziemy mieli siebie ..Powiedziła,że slubu nie wziął tylko ze względu na
mnie,choć wiem że rodzina,jego partnerka naciskali bardzo.
Wczoraj spotkaliśmy się i widziłam w jego oczach łzy,wiem ze jest nie
szczęsliwy. Jego kobieta ma ciężki charakter(nawiasem mówiąc wszyscy nasi
znajomi zastanawiali sie zawsze dlaczego oni sa razem-ta dziewczyna jest
chopdzacym złym humorem) i on zawsze ucieka z domu-tak było zawsze.wczoraj
pocałowaliśmy sie -wiem to straszne,ale nie mogłam sie powstrzymać.
Przytuliliśmy się i było mi cudownie...Chociaż na chwilę zapomniałam o całym
świecie. Wiem,ze nie mam prawa rujnować mu życia,ma maleńkie dzieciątko i
mimo wszystko jest z kimś związany.Nie wiem jak mogłam pozwolić na to co sie
wczoraj stało...nie umiem tego wytłumaczyć...
Co ja mam robić?????????????????????????