lisamarie.11
08.06.06, 11:57
Jestem mloda osoba, a mimo to juz wdowa... Od dwoch miesiecy. Moj ukochany
maz zmarl na raka - nie bylo szans, za pozno wykryto. Bylismy malzenstwem
dopiero trzy lata... Mlody czlowiek i taka straszna choroba...
Jestem dosc uodporniona psychicznie osoba i nawet musialam bardzo szybko
byc "twardzielem"... Jestem tu kompletnie sama - wszyscy krewni sa daleko.
Zarowno moi bliscy jak i ze strony mojego meza mieszkaja ok. 600 km dalej.
To ja musialam zadzwonic po zaklad pogrzebowy, ustalic wszystkie szczegoly.
Nie mialam za duzo czasu na zale i placze - telefony do rodziny, pracy,
znajomych, wniosek o rente, oddanie sprawy do sadu spadkobierczego itd.
Bylam silna..
Po mniej-wiecej trzech tygodniach prawie wszystkie sprawy zwiazane ze
smiercia mojego meza ucichly.
Zostalam sama... Wszyscy krewni sie porozjezdzali do swoich domow.
W koncu dopadla przeogromna pustka... Godzinami plakalam ciagle zadajac sobie
pytanie, dlaczego to wlasnie my - bylismy przeciez tacy szczesliwi... Nie
znalazlam i nie znajde odpowiedzi, wiem o tym.
Czeka mnie przeprowadzka - chce miec wokol siebie bliskie mi osoby - moich
przyjaciol ze studiow.
Tak, jestem jeszcze studentka, ale nie studiuje w moim obecnym miejscu
zamieszkania, tylko ok. 65 km dalej. Postanowilam, ze najlepsze to skupic sie
na moich studiach, dalej czas pokaze.
Otoczenie podziwia mnie za moja wewnetrzna sile i wytrzymalosc.
I do tej pory rzeczwiscie dosc spokojnie wszystko przeszlam - planowanie
przeprowadzki, koncentracja na sobie i studiach.
Do dzisiejszego dnia... Wczoraj nagrala mi sie na sekretarke firma przewozowa
z oferta i chcialam jeszcze raz odsluchac to nagranie. Przewinelam kasete za
daleko... Uslyszalam ten miekki glos mojego meza - strasznie za mna teskni,
chce jak najszybciej do domu i ma dla mnie niespodzianke - jakies stare
nagranie z "dobrych" czasow... Nie wytrzymalam nerwowo i placze juz od samego
rana....
Caly czas sobie powtarzam, a wlasciwie wmawiam, ze jeszcze jestem mloda,
atrakcyjna i silna osoba, ze sobie poradze, ze moj maz sam przekonywal mnie o
tym, ze czas leczy rany i na pewno znajde nowego partnera, najwazniejsze jest
to abym o Nim nie zapomniala... Ale to wszystko to jakies nieporozumienie -
ja nie chce nikogo innego .... BUUUUUUUUUH!
Jeszcze na pocztaku znajomy radzil mi przejsc sie do psychologa. Tylko w jaki
sposob moze mi pomoc obca osoba? Psychologowie niejednokrotnie nie moga dojsc
do ladu z wlasnym zyciem - przynajmniej moich dwoch znajomych.
Troszke mi ulzylo - moze jednak to nie byloby glupie pojsc i wygadac sie
przed obca osoba.
Nie wiem sama... Moze pojde zaraz troche pobiegac. Zauwazylam, ze sport mi
pomaga sie wewnetrznie wyladowac, pozbierac mysli.
Pozdrawiam. Lisa