kotecek22
09.06.06, 21:00
Ja 23 lata, on 30. Ostatnio zmienił pracę, więc nie ma prawa do płatnego
urlopu. W sierpniu mieliśmy pojechać na 2tyg nad morze. Wiadomo, że sezon,
więc zaczęłam rozmowę o zarezerwowaniu miejsca, na co on odparł, że on nie
wie jak to będzie z tym wyjazdem, bo nie ma prawa do płatnego urlopu.
Sprawiło mi to okropną przykrość, bo ja w mojej pracy w ogóle nie mam szansy
na płatny urlop, no i zawsze na nasze wyjazdy brałam urlop bezpłatny, bo
pieniądze nie były dla mnie najważniejsze, tylko żeby spędzić razem czas. A
zarabiam ponad połowę mniej niż on!
Niechby był i tylko tydzień, byleśmy razem wypoczęli. Ale gdzie tam. On nie
chce nawet słyszeć o zostaniu po godzinach czy pracy w soboty, żeby nadrobić
ten "stracony" sierpniowy tydzień. Czyli chyba nici z wakacji, bo jaśnie pan
nie chce brać bezpłatnego urlopu.
Jest mi okropnie przykro i chce mi się płakać. Pokłóciliśmy się, on się nie
odzywa teraz do mnie, nie wiem czy zrobić pierwszy krok w jego stronę, czy
zapomnieć o tych nieszczęsnych wakacjach, czy jechać sama (ale nie chcę, żeby
odebrał to jako robienie scen). Nie przekreślę wspólnych 3 lat z powodu
głupich wakacji, ale przykro mi ogromnie:(