vigana
12.07.06, 00:17
mam problem wakacyjny z facetem. Jesteśmy razem dwa lata, ale on totalnie
olewa moje potrzeby i zdanie. Od ponad roku nigdzie razem nie wyjeżdżaliśmy,
choć ja kocham podróże, ale jego nie mogę namówić chociaż na krótki wypad.
Praca, interesy, zawsze coś przeszkadza. W zeszłym roku był na wakacjach we
Włoszech z synem (21 lat), a potem zabrakło mu poweru na wyjazd ze mną. Teraz
jest to samo. Mam zaplanowany krótki wyjazd służbowy w góry i chcialam,
żebysmy pojechali razem i zostali kilka dni. Nie chciał - ma spotkania, jest
za gorąco i za daleko. A dziś mnie poinformował, że jedzie na dzień do
Gdańska i zamierza zostać aż do soboty, bo udało mu się przełożyć te
spotkania. I mogę dojechać, jak chcę. Tylko jak - skoro do piątku jestem na
przeciwległym końcu Polski. Czuję, że to coś nie halo - jemu się nie chce
jechać do mnie w góry, a ja mam przyjechać do niego nad morze - a to przecież
ta sama droga. Skręca mnie na myśl, że wykroił sobie samotne wakacje,
wiedząc, że nie będę mogła dojechać. A ja znowu będę sama, choć wiele razy
mówiłam, że chciałabym wreszcie jechać z nim. Czy ja jestem awanturnica, czy
on egoista?