twojahanus
14.07.06, 14:29
Mam nadzieję Dziewczyny, ze mi pomożecie. Chodzi o moją sąsiadkę. Kumplujemy
się- to dosyć mocne słowo. Ma męża, dziecko i jest to jej cały świat. Nie
neguję tego jej wybór. Dla nich się tylko tak bardzo ograniczyła, ze nie mam
z nią czasem o czym gadać- bo nie ogląda TV, nie kupuje kosmetyków- mąz jej
to robi, a jak ma nowy krem tj. wydarzenie roku, nie maluje się, słucha
muzyki akurat takiej której ja nie słucham. Ale ją lubie. Chodze do niej (ona
do mnie nigdy- puka do mnie wyłacznie- pożyczyć jajko, mąki, cukru)gadamy
sobie o pierdołach, wychowywaniu dzieci- to jej pasja ja dziecka jeszcze nie
mam)i ogólnie o bardzo grzecznych sprawach. Seks to temat tabu- jest bardzo
bardzo wierząca, nie możemy czasem gadać o smutnych tematach- bo jej dziecko
ciągle na niej "wisi", więc nie może tego słuchać. Gadamy więc o sprawach
bieżacych, o gotowaniu, bez zwierzeń- no moze ja czasem- ona nigdy.
Jej mąż jest informatykiem i kiedyś go poprosiłam o naprwę mojego kompa. Żona-
sąsiadka wiedizała wcześniej. Sąsiad jak przyszedł to się rozsiadł przy
kompie, były śmichy, zarty, zerkaliśmy na TV, ciągle reperując kompa. Było
już dość późno około 23,30- mówiłam mu już wczesnej, ze skończymy później,
żeby szedł do domu, bo żona go zabije. On nie chciał, powiedział ze musi to
skończyć. W ten sąsiadka wpadła, zrobiła awanturę, wydarła się na mnie i
trzepnęła drzwiami. Sąsiad poszedł wiec do domu. Uważam że zachowała sie
chamsko i powinna mnie przeprosić. Uparłam się i do niej nie poszłam. Nie
pamiętam juz jak sie spotkałysmy, ale powiedzizała mi w końcu, ze czekała na
mnie aż ja ją przeprosze!!!!!!!!!!! Powiedziałam, że nie mam za co. A to,
jakie ma relacje z mężem to nie moja sprawa (bo niby za mało czasu spędzają).
Jakoś sprawa się po kościach rozeszła, u mnie uraz został. I teraz druga
akcja. Wyjeżdzałam na weekend, sąsiedzi też, ja zaraz po nich wyszłam i
pozamykałam wszystkie drzwi z racji że nie ma nikogo w całym domu. Zamknęłam
na klucz nawet te które zamykamy wyłacznie kiedy wiadomo że nie ma nikogo w
domu. Bardzo sporadycznie np. na święta, jak wszyscy wyjadą.Mieszkamy w 3
rodziny na klatce. Wieczorem dzwoni do mnie sąsiad - ja 350 km od domu i z
gębą dosłownie na mnie, ze w jakim celu zamknęłam tamte drzwi, skoro ich
wcale nie zamykamy. ja na poczatku zaczęłam sie tłumaczyć, ale jak on sobie
pozwolił już za dużo to sie wśiekłam. Wyjściem był ślusarz, wewntualnie
ustalenie tel. do nowego sąsiada który się właśnie wprowadził. Oczywiście ja
musiałam to zrobić mimo, ze wszystkie nr tel. miał sąsiad- musiał mi je podać
i ja musiałam zadzwonic. Po chwili dzwoni do mnie, ze znalazł 2 klucze w
aucie. Ale awantura była. Co prawda po tyg. mnie przprosił- powidziałam mu
żeby pomyślał najpierw a potem robił aferę. Wkurzyłam się na nich i
przestałam chodzić do sąsiadów, zero kontaktu. Bo przecież sąsiadka nie
zejdzie do mnie, chyba że coś będzie chciała. Wyjechali na wakacje- jak ja
jeżdzę a dosć często przynajmniej 1 w miesiacu mnie nie mam zawsze sie
zegnam, wrócili też się nie przywitali. Kartkę wysłali i tyle. Co dalej z
nimi począć?? Kto powinien pierwszy przyjść jak sądzicie ja czy oni??