takasama1
17.07.06, 13:07
Miałam wspaniałą przyjaciółkę, z którą przyjaźniłam się od ponad 14 lat!
Zawsze mogłam jej wszystko powiedzieć, świetnie się rozumiałyśmy itp. Teraz
mi się wydaje,że to wszystko było tylko iluzją-że przez te wszystkie lata ta
przyjaźń "działała" tylko w jedną stronę-tzn. np. jak ją chłopak bardzo
skrzywdził, ona wysłała mi smsa, a ja się zwolniłam z pracy i przyjęchałam z
nią posiedzieć! Ale jak już parę miesiecy później podobna sytuacja mnie się
przytrafiła, to wsadziła mnie po prostu do autobusu (choć byłam nieźle
zapłakana, gadałam straszne głupoty i byłam pijana)-nie pamiętam nawet jak
dotarłam do swojego domu... A ona potem przez parę dni nawet nie wysłała mi
smsa z zapytaniem jak się czuję!!!
Ona rok temu poznała faceta-jak sama twierdzi takiego na całe życie-odtąd
kompletnie mnie olewa! Umawia się czasem na wieczór na konkretną godzinę, po
czym jak już dawno powinna być na miejscu wysyła smsa,że nie przyjdzie (jak
sie poźniej okazuje,bo chłopak u niej cały dzień siedział-jakby nie mogła
mnie wcześniej uprzedzić). Na smsy odpisuje w najlepszym wypadku po dniu,
dwóch. Spotkać się ze mną nie ma czasu-choć w zasadzie nic takiego nie robi
(poza spędzaniem całych dni z nim). Nie pracuje, studia przerwała... Ja do
niego nic nie mam-nawet go lubię. O tym,że jej zachowanie mi się nie podoba
mówiłam jej już kilkanaście razy-ale jak grochem o ścianę! Ona ma mnie po
prostu gdzieś!! Choć oczywiście tego nie powiedziała...
Ja już nie wiem, czy mam coś robić, czy dać sobie spokój...
Stracić przyjaciółkę (jeśli nią kiedykolwiek była) to mocniej boli niż jak
się straci partnera:/