pscolbizbiz
24.07.06, 14:58
Niedawno odkrylem, ze pewien czas temu, moja ukochana miala, nazwijmy to,
wakacyjna milosc. Oklamywala mnie gdy dopytywalem sie o takie sprawy, mysle
sobie, ze nie chciala aby nasz zwiazek sie rozpadl przez to... myslala ze
takiego zalamania zaufania nie uda nam sie juz odrobic.
Zerwalismy gdy powiedzialem co odkrylem. Zaraz potem wrocilismy do siebie.
Umowilismy sie, ze startujemy od nowa, od zera.
Chcialbym, wierzci mi, ze chcialbym moc zapomniec lub uwierzyc, nie wiem -
wytlumaczyc sobie jakos to zdarzenie w naszym zwiazku. Potrafie do tego
podejsc logicznie, na zimno - obiektywnie rzecz biorac nie dawalem jej tego co
potrzebowala i mozna rzec ze ja zaniedbywalem.
Jednak emocjonalnie jestem bezsilny.
Probuje nie myslec, ale to wszystko wraca do mnie w przeroznych formach...
czasem mysle ze nie moge jej juz ufac, innym razem ze nie uszczesliwie jej
skoro sa inni faceci i skoro przezywala z nimi cos wyjatkowego... niestety
widzialem zdjecia i czytalem krotki liscik.
I najgorsze... czuje ze jestem jednym z wielu. Bo i mnie mowila takie rzeczy.
Wiem, przynajmniej wierze w to, ze mnie kocha, nie jestesmy jeszcze
malzenstwem, ale chcemy zbudowac wspolna przyszlosc. Wierze tez ze sie zmieni.
Ale co ze mna? Jak zapomniec, co zrobic z psychika i urazona meska duma?
A ona w dodatku chyba nie zaluje tego co sie stalo... nic tylko sobie
strzelic, panowie, nie?