opuszczona
29.07.06, 23:28
wlasnie dzis wieczorem moj chlopak powiedzial mi ze nie istniejemy "MY". i
co ? i swiat sie zawalil ;( mowi ze nie chce mnie widziec, rozmawiac. Powod?
nigdy nie bylam idealem. potrafilam ranic, upokazac, obrazac. Ale w tym
wszystkim kochalam nad zycie i kocham nadal.
On nie byl mi dluzny. Nasz 2,5letni zwiazek to pasmo klotni, rozstan,
milosci, jego zdrady i zmiany na 'chwilke' na inna i ponowny powrot do mnie.
Jest czlowiekiem o bardzo trudnym charakterze ktoremu musisz ustapic,inaczej
atmosfera jaka jest poprostu Cie zabija. Chyba ze jestes taki jak on....
tylko wtedy przetrwasz, ja sie poddawalam. Dla niego zrezygnowalam z
przyjaciol, z zycia prywatnego i minispodniczek ktorych nie tolerowal bo dla
niego chodza w nich ... prostytutki.
Nasz zwiazek to tydzien klotni, 3 dni wspanialej, cudownej' doroslej
wydawaloby sie milosci. I tak wkolko. Moze to cud ze wytrzymalismy 2,5 roku?
Sama nie wiem skad we mnie tyle sily aby nadal go kochac. Aby wlasnie teraz
siedziec i plakac zamiast dac mu swiety spokoj, wkoncu pisze w smsach ze dla
niego to koniec, jest zlosliwy i upokazajacy mnie... jak czlowiek ktory nigdy
nie kochal ;((((
Ale kocham go. I pisze do niego, dzwonie. Chyba staram sie zrobic wszystko
aby w przyszlosci wiedziec ze zrobilam co sie da. Tylko chyba juz za pozno a
ja po raz kolejny stracilam chec zycia i znwou bede spogladac na samochod,
jako mozliwosc zakonczenia mojego zycia, kres cierpienia i ukojenie bolu po
stracie NAJWAZNIEJSZEJ OSOBY W MOIM 21 LETNIM ZYCIU ;(((
Najgorsze jest to ze czuje sie niekochana i nic nie warta istota. ON wbudowal
we mnie takie poczucie ze jest najlepszy i najukochanszy. Teraz tylko mysle
ze nigdzie nie spotkam lepszego bo 'trzymalam Pana Boga za nogi'. Zreszta ja
naprawde nie chce juz zyc!!! ;(((((((((((((((((((
trudno mi pisac ze prosze was o pomoc choc tak naprawde moze w glebi licze na
dobre slowo. Choc wiem i to ze jesli sama sobie nie poradze to zadne slowo
nie pomoze..