superwacek
31.07.06, 13:01
Uraża mnie coraz częstszy widok seksu przedmałżeńskiego. W tej sprawie mam
wam do napisania historię z mojego życia.
Kilka lat temu chodziłem z jedną dziewczyną, była w sam raz dla mnie i
odpowiadała mi prawie w każdym szczególe, no po prostu ideał, do czasu...
Pewnego dnia zapytała mnie, skoro jesteśmy już tyle czasu razem (pół roku),
to dlaczego jeszcze nie zaproponowałem jej seksu.
................ zamurowało mnie.
Przecież ona wie, że ja jestem porządny człowiek to dlaczego zadaje mi takie
pytanie? Zanim zdążyłem jej odpowiedzieć to ona trzepnęła mi taki tekst: "Czy
ty mnie w ogóle kochasz? Chyba nie, skoro jeszcze ani razu się nie
przespaliśmy".
Potem mi zagroziła, że mnie rzuci jeśli nie pójdę z nią do łóżka w trybie
natychmiastowym. Byłem załamany, nie wiedziałem co robić, nie chciałem jej
stracić. W końcu zaryzykowałem - zadzwoniłem do niej i zapytałem kiedy mam do
niej wpaść. Powiedziała: "Jutro o 20:00".
Następnego dnia cały się trząsłem, już rano. Seks przedmałżeński? O matko!
Nie wiem czy wcześniej nie zemdleję. W życiu mi do głowy nie przyszło, że
taka dziewczyna może chcieć seksu jako dowód mojej miłości.
Przyszedł wieczór, wyszedłem z domu i kieruję się do jej domu. Cały się
trzęsę. Już byłem pod jej domem, już miałem naciskać dzwonek, kiedy wreszcie
rozsądek do mnie przemówił. Natychmiast zawróciłem do domu, chwyciłem za
telefon i stanowczo jej powiedziałem: ŻADNEGO SEKSU!" Ona natychmiast rzuciła
słuchawką. Następnego dnia zerwaliśmy ze sobą (tzn. to raczej ona zerwała ze
mną aniżeli ja z nią).
Minął jakiś czas i ku mojemu zaskoczeniu, ta oto moja ex-dziewczyna zabrała
się za mojego najlepszego przyjaciela. Pytam się go: "No co ty?" A on mi na
to: "Ty o nią nie dbałeś to ja to będę robił". Pomyślałem sobię, że to
koniec. Nie dość, że straciłem dziewczynę to jeszcze stracę przyjaciela...
katastrofa!
No i ten oto mój przyjaciel już nie miał tyle silnej woli co ja - poszedł z
nią do łóżka.
Kilka dni po zdarzeniu, dziewczyna zaczęła opowiadać wkoło jaki on był w
łóżku i jaką miał na nią ochotę przed seksem. Opowiadała to tak, jakby
chciała ośmieszyć go. Nie minął dzień jak ludzie z najbliższego otoczenia
zaczęli się wyśmiewać z mojego przyjaciela. Robili to tak długo i tak
skutecznie, że popadł w depresję. A ta dziewczyna? No cóż, widać że chciała
sobie zrobić eksperyment seksualny na moim przyjacielu i... udało jej się to.
Wreszcie miałem dowód, z kim ja się związałem wcześniej. Można powiedzieć, że
byłem wdzięczny przyjacielowi, że "uratował mi godność".
Teraz jestem już dwa lata po ślubie z drugą kobietą. Jesteśmy z żoną
szczęśliwi i kochamy się wtedy gdy oboje mamy na to ochotę. Nie współżyliśmy
przed ślubem i nasza godność pozostała nieruszona.
Powiedzcie mi dziewczyny, czy dla was godność nic nie znaczy?
Przeczytałem kilkanaście waszych problemów odnośnie seksu przedmałżeńskiego i
zaczęło mnie zastanawiać, dlaczego wy tak się spieszycie, aby współżyć z
mężczyzną. Przecież strata dziewictwa to jednocześnie strata honoru, a honor
to wartość najwyższa. Nie warto poczekać do ślubu, aby zalegalizować swój
związek i wtedy odbyć stosunek?
I nie chodzi mi tu ani o jakieś zasady moralne ani o religię (sam nie jestem
katolikiem), chodzi mi tu o zwykłą kolej rzeczy:
najpierw ślub, potem seks a nie odwrotnie (albo i nie nie odwrotnie, przecież
niektóre z was w ogóle nie wychodzą za mąż, a uprawiają seks).
Czy wy nie macie godności, czy znajomi się z was z tego powodu nie żartują? A
może macie takich samych znajomych jak wy, tego nie wiem.
Jeszcze w PRL-u ludziom się nie śniło, żeby uprawiać seks przedmałżeński. Ba,
ludzie się w ogóle wstydzili o tym mówić, a nawet myśleć. A co się dzieje
teraz? Seks na każdym kroku. Nie szanujecie tradycji waszych dziadów,
pradziadów? Wasi przodkowie, by się za głowę złapali, gdyby zobaczyli co wy
robicie.
I chciałem jeszcze dodać, że to nie jest tylko moje zdanie. Wiele osób uważa
tak samo jak ja - tyle osób, dla ilu godność jest najważniejsza.
Może macie coś do dodania na ten temat?
Albo skomentowania tez na temat waszej godności?
Pozdrawiam