Gość: bezradna
IP: 217.96.114.*
31.10.01, 13:51
Nie mam pojęcia co o tym myśleć.
Pewnego razu, na pocztę głosową mojej prywatnej komórki, nagrał się jakiś
mężczyzna szeptając wyznanie miłosne. Było to w okolicach 8 marca 2001 - o ile
dobrze pamiętam.
I od tego czasu (do ubiegłego tygodnia) telefony powtarzały się prawie co
wieczór.
Kiedy odbierałam telefon, gość po drugiej stronie słuchawki milczał, lub
wyszeptał jakieś słowo typu: „pragnę”, „myślę o tobie”, ‘kocham”, itp. a
następnie odkładał słuchawkę, lub też nic się nie odzywał, podtrzymując
połączenie do momentu, aż ja się rozłączę.
Na komórce zaczął pojawiać się numer stacjonarny, więc zadzwoniłam do biura
numerów aby w jakiś sposób zlokalizować tego „Romeo”. Dowiedziałam się jedynie,
że jest to numer budki telefonicznej jednej z całej masy znajdujących się w
moim mieście.
Przestałam więc odbierać te telefony – rozłączałam się bez ich odbierania –
myśląc naiwnie, że zniechęci to tego gościa raz na zawsze. Ale nic z tego,
nagrywał się na pocztę głosową.
Zaczęło mnie to irytować, że nie dość iż ktoś, w jakiś sposób zdobywszy mój
numer telefonu, wydzwania i wydzwania ... , to jeszcze nie mam możliwości
zidentyfikowania tego delikwenta, no i czego tak właściwie on chce ode mnie.
Później dostałam serię SMS’ów ze strony internetowej – co w nadal
uniemożliwiało mi zidentyfikowanie tego delikwenta, - w których zapewniał mnie
o swoim uczuciu a zarazem sam stwierdził, że jego uczucie nie ma żadnej
przyszłości. I nadal nic nie wiem (???)
Pewnego razu jak znów zobaczyłam na wyświetlaczu komórki „znajomy” numer
telefonu, odebrałam rozmowę i poprosiłam, aby rozmówca przedstawił się albo
przestał dzwonić, bo nie bawią mnie te głuche telefony. Przez kilka wieczorów
był spokój a potem wszystko zaczęło się od początku.
Doszłam do wniosku, że skoro są to tylko telefony, które przestałam odbierać,
to w końcu ich autor się znudzi i da mi spokój.
Przez ostatni tydzień telefon umilkł – pomyślałam, że mój plan poskutkował.
Płonne nadzieje, bowiem dwa dni temu, dostałam pocztą list bez adresu
zwrotnego, a mój adres był wydrukowany na kopercie a nie napisany odręcznie.
Przyznam, że bardzo zdziwiła mnie ta koperta. Była dziwna. Zanim ją
odtworzyłam, poczułam przez kopertę, że coś tam jest w jej środku i nie jest to
zwykła kartka papieru – typowy list. Otworzyłam ją i z jej środka wyjęłam
ozdobną, wypukłą kartkę, otworzyłam ją chcąc przeczytać od kogo ją dostałam i
tu ku mojemu ogromnemu zdziwieniu zobaczyłam ... nic – była pusta .... ale do
niej był przypięty biurowym spinaczem bilecik – taki jaki dołącza się np. do
kwiatów z napisem „Przepraszam”. Oczy otworzyły mi się szeroko ze zdziwienia.
Odpięłam bilecik chcąc przeczytać jego zawartość, a tam znów naklejona
karteczka z wydrukowanymi słowami „za głuche telefony” – nawet kropka nie
została postawiona odręcznie - rzebym nie rozpoznała charakteru pisma!?
Mało tego, nadawca tego „listu” dopiął do bileciku ZŁOTĄ, pierwszą literę
mojego imienia – nie pozbawił jej metki, stąd wiem ile waży, jakiej próby jest
złoto, no i ile kosztowała – prawie 130 zł !
No i co z tym począć??? Czuję się niezręcznie!
Miałam nadzieję, że skoro przeprosiny, to już koniec tych incydentów. A dwa dni
temu, dostałam SMS’a treści: cyt. „Fascynujesz nie (tu moje imię). Nie mogę
przestać o tobie marzyć. Jestem myślami zawsze przy tobie gdy zasypiam...
Zakochany głupiec od „głuchych” telefonów.” - koniec cytatu.
Co Wy o tym myślicie?
Co zrobilibyście na moim miejscu?
Co on właściwie chce osiągnąć?
Bezradna :(