Męskie prawo do niezaradności

20.02.03, 12:51
Wątek z "Mężczyzny"

Męskie prawo do niezaradności
Autor: Gość: Richelieu* IP: *.localdomain / 192.168.0.*
Data: 19-02-2003 22:08 + dodaj do ulubionych wątków
------------------------------------------------------------------------------
Kobieta dziś może, choć jeszcze raczej nie musi, "robić karierę", być twarda,
despotyczna, błyskotliwa, cholernie inteligentna i iść do przodu z siłą
buldożera. Może, choć i tak przeważająca częśc mężczyzn woli samemu zarabiać
na dom. Samemu, a co będzie gdy zostaną bezrobotnymi? Przecież tak łatwo nim
zostać, a mężczyźni na swoje utrapienie trzymają się tej starej konwencji, że
to mężczyzna jest żywicielem rodziny. W sytuacji gdy to kobieta jest tym
żywicielem albo chociaż zarabia więcej, zaraz pojawiają się konflikty, bo
dlaczego ona a nie ja, bo co na to rodzina i koledzy, no i poczucie własnej
niższości gotowe, że jest się ofiarą losu. A jeśli mężczyzna jest bezrobotny
i siedzi cały dzień w domu, a kobieta niebezrobotna cały dzień pracuje, to w
takiej sytuacji zamiast sprzątać, gotować i prać mężczyzna nie robi
kompletnie nic, bo ma to niby uchybić jego męskości, normalnie kura domowa, a
raczej kogut domowy, myśli sobie. Jeśli kobiecie się chwilowo w życiu nie
wiedzie zawodowo, to cóż, każdy uzna to za drobny wypadek przy pracy w końcu
kobieta ma męża i dzieci na głowie. A co dzieje się z mężczyzną, któremu nie
wiedzie się w pracy? Tragedia, bo niezguła, ciamajda i w ogóle co to za chłop
bez portek. A taki facet popada w coraz większą depresję.
Panowie, czy nie pora zmienić tą dziwną mentalność, której sami jesteście
ofiarami? Najlepiej zacząć od siebie i od własnej partnerki.
    • Gość: Lena Re: Męskie prawo do niezaradności IP: 80.48.96.* 20.02.03, 14:27
      Gdy byłam małą dziewczynką chciałam być chłopakiem bo uważałam, że chłopcy mają
      lepsze życie. Wolno im grać w karty, noże, kopać piłkę, wspinać się na drzewa i
      nikt im nie mówi,że to niebezpieczne i że tak nie robią grzeczni chłopcy. Mnie
      grającej, kopiącej, wspinającej się zawsze wypominano, że tak nie postępuje
      grzeczna dziewczynka. Często, właściwie najczęściej od mojej babci słyszałam
      jak postępuje dziewczynka, dziewczyna, kobieta i dama. Już w dorosłym życiu
      zrozumiałam,że chłopcy mają może lepsze /mniej narzucania społecznych ról już
      od dzieciństwa i obciążeń z tym związanych/ ale wcale nie lżejsze życie. Ich te
      społeczne role dopadają trochę później i .. jakoś tak nieprzygotowanych. A na
      pewno już nie na dzisiejsze czasy. Może najwyższy czas wychowywać inaczej
      własne dzieci. W otwartej rodzinie ludzie rosną otwarci i na to by dawać i na
      to by przyjmować pomoc. Tak jest i w małżeństwach. W dobrym i otwartym na
      siebie każda sytuacja jest sprawą obojga a skonfliktowanym - brak pracy i
      pieniędzyobnaża brak uczuć.
      • Gość: miregal Re: Męskie prawo do niezaradności IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 20.02.03, 14:31
        mi akurat wolno bylo rozrabiac i jeszcze tato byl dumny ze taka bezczelna
        jestem i szybko biegam i na kazde drzewo umiem wejsc :)

        a z kolei jak tato przez 2 lata nie mial pracy to go nie uznawalam za
        nieudacznika i bylam wsciekla na matke ze ona go tak objezdza - zwlaszcza ze
        staral sie o nowa prace jak mogl, no i bardzo matke kocha...

        troche empatii i wszystko jest ok
        • Gość: joa Re: Męskie prawo do niezaradności IP: 193.247.251.* 20.02.03, 16:27
          Matrek

          Jestem nadal pod wrazeniem twoich wypowiedzi na watku "a ja jestem za wojna"-
          zakladam, ze jestes inteligentnym faceem ;).

          Na pewno wiesz- ze zaradnosc mezczyzny wymuszona jest przez bilogie ukladow
          damsko- maskich. My (kobiety) zachodzimy w ciaze i nawet jezeli pracujemy az do
          odejscia wod plodowych, i wracamy do pracy z noworodkiem u piersi, to jednak
          przez pewien okres zycia po prostu jest nam ciezej byc zawodowo aktywnymi. Ot i
          wszystko... Nie zarabiamay pieniedzy i troche wypadamy z obiegu. Dlatego to
          mezczyzni musza w tym czasie dbac o budzet. Jezeli sa niezaradni- grozi to po
          prostu bieda.

          pozdrawiam

          joa
      • lyche1 Re: Męskie prawo do niezaradności 22.02.03, 07:52
        Ładnie to ujełaś. Ja miałam podobne dzieciństwo z tym że na dodatek mama przez
        pewien czas była tą co przynosi do domu więcej pieniędzy (ale i wracała do domu
        o 20-tej)Z tego powodu wybuchały w domu częste awantury
        BArdzo szybko musiałam przejąć obowiązki "gospodyni domowej" czyli wracałam ze
        szkoły sprzątałam robiłam obiad i brałam się do lekcji. Nie powiem tata mi
        pomagał przy obiedzie ale bratu zabronił. Mężczyzna nie jest od tego. W efekcie
        czego mój brat nie robił nic nawet do wyrzucenia śmieci musiałam go się
        naprosić. Ale finał jest najśmieszniejszy. Mój brat jest żonaty od ok. 12-tu
        lat. Pracują z bratówką równo i równo przynoszą pieniądze. Mój brat od początku
        zasuwał w swoim domu : zaczął sprzątać i gotować; po równo podzielili się
        obowiązkami. Stąd wniosek że jednak wychowanie nie ma tu nic do tego. Wystarczy
        sie zakochać :)))))
    • niedzwiedziczka Re: Męskie prawo do niezaradności 20.02.03, 16:44
      Pomimo, że w mojej rodzinie zawsze więcej zarabiała mama
      (a tata się o to złościł)to moja mama miała na głowie
      wszystkie domowe obowiązki i, niestety, wychowywała nas
      wg wzorca: dziewczyny do garów i sprzątania, chłopak do
      cięższej pracy. I efekt była taki, że ja nie bałam
      wykonywać się cięższych prac (malowanie, przestawianie
      mebli, wiercenie, wkręcanie śrub, itd. itp.), a mój brat
      nie pozwalał się zagonić do żadnej "babskiej" roboty.
      Wyobraźcie sobie, jak byłam zdziwiona, kiedy mój małżonek
      zaczął wykręcać ze mną pranie (nie mieliśmy pralki
      automatycznej i trzeba było płukać je w wannie) myć
      naczynia, sprzątać itd. Tak po prostu wychowała go jego
      mama. Ona też pracowała i dzieliła obowiązki z mężem. Mój
      mąż umiał sobie ugotować, uprać i uprasować. Został
      wspaniałym ojcem, który przez prawie rok wychowywała nsze
      dziecko, bo akurat był bezrobotny, a ja miałam pracę. A
      teraz pracujemy oboje. I niech ktoś tylko spróbuje
      powiedzieć, że jest życiowym niedorajdą, bo to ja
      zarabiam więcej - będzie miał ze mną do czynienia!
Pełna wersja