lolab2
24.08.06, 10:13
moja mama zmarła kilka lat temu, tato ozenił sie po raz drugi. Na nieszczescie
mieszkalismy z nim i jego zona ( tzn ja i brat). Układało sie różnie ale było
znosnie, tylko ze macocha chciała koniecznie decydowac o naszym zyciu (
mielismy po 20 kilka lat). Potem wyszłam za mąż i mój mąż także zamieszkał w
moim domu( dom jest dosc duzy, od razu zrobilismy sobie osobna kuchnie).
Jednak konflikty z macocha i ojcem nasilały się. Ojciec był troche pomiedzy
młotem a kowadłem, poniewaz ona nie darzyła nas sympatia, a on chciał miec z
nami poprawne stosunki. W koncu zaszłam w ciaze i zdecydowalismy z mezem o
kupnie własnego mieszkania ( wczesniej wyprowadził sie mój brat). Wydawało mi
się, żę jesli sie wyprowadzimy udrowimy całą sytuacje . Było to kilka miesiecy
temu. Macocha oburzała sie ze kupilismy mieszkanie, poniewaz ona ma swój dom i
chciała sie tam z ojcem przeniesc , jednak on nie chciał. Nadal mieszkamy w
moim domu rodzinnym, poniewaz mieszkanie wciaz wykanczamy( ale w ciagu
miesiaca chcemy sie przeniesc). W tym czasie macocha i ojciec pokłócili sie,
ona sie wyprowadziła do siebie, on został. Teraz zarzuca mi , że mu
zniszczyłam małżenstwo i ze wiele złego w jego zyciu zrobiłam, ze wybrał nas
- dzieci i ze jesli juz sie wyprowadzimy,m to nie mamy powrotu. Teraz nie
odzywa sie do mnie. To wywołuje we mnie wyrzuty sumienia, że zostanie sam, bo
chyba faktycznie sie rozstali. Co robic? Mąż marzy o wyprowadzce.