problem z ,,przyjaciółką"

03.09.06, 11:49
Witajcie! Chciałabym poradzić się Was w pewnej sprawie... Ja z pewnych
przyczyn stracilam chyba mozliwosc obiektywnej oceny sytuacji, a tym samym
nie wiem jak sie zachować:/ Znaczy: wiem jak powinnam, ale cos nie mam do
tego przekonania;) Ok, zacznijmy od poczatku:
Znam ją od 8 lat; byla moja kolezanka z ławki w LO - a co za tym idzie mamy
za soba niezapomniane imprezy, wiele wspomnień i wspolnych przyjaciół...
Pewnego dnia, gdy bylysmy na piwie, zapytałam jak stoją sprawy z jej facetem
[staż ponad 2 lata]. Ona rozanielona mowi, ze jest super i [tu cytat}] ,, że
są na etapie wybierania firanek do sypialni" - mieli w planch niebawem
zamieszkac razem:) Ucieszylam się:) Naprawdę! Niestety poźniej sytuacja
troszke sie zmienila:/

Tego samego wieczoru, moj ukochany spytal, czy może do nas dolaczyc jego
przyjaciel... Wszyscy odparlismy, ze oczywiście:) Ona [nazwijmy ją Monika]
zaczela dopytywac sie o tego przjaciela [powiedzmy Jacka;)] - a glownie o to,
czy to ON jest tym, ktory... oględnie mówiąc... jest w bardzo dobrej sytaucji
finansowej. Wtedy nie zwrocilam na to wiekszej uwagi, ale kolejne wydarzenia
sprawily, ze przypomnialam sobie o tym fakcie. Mianowicie:

Pare dni po tym spotkaniu moj mężczyna oznajmia mi, że Monika zaczela
codziennie przychodzic do miejsca pracy Jacka i ... spotykają się. Troszke
mnie to zaskoczylo, no ale ok... Zblizalo sie spotkanie mojego faceta z
Jackiem. Spytal mnie, co ma powiedziec na wypadek, gdyby jego stary kumpel
spytal, czy Monika kogos ma... Grzecznie i uprzejmnie zadzwonilam wiec do
niej, by spytac co sie stalo z jej ostatnim facetem, z ktorym to pare dni
temu chciala zamieszkać, czy w ogole jacek o nim wie.... czy mam ja kryć....
chcialam wiedziec o co chodzi?! Wtedy wydawalo mi sie, ze zachowuję sie
lojalnie wobec przyjacółki. Nie chcialam postawic jej w niezrecznej sytuacji
i tyle. To byla moja jedyna motywacja... A wiecie co ona zrobila? Poszla do
Jacka i powiedziala mu, ze wie, iz zwierzal sie on mojemu mężczyźnie oraz to,
ze jest nia zainteresowany, bo ja do niej zadzwonilam!
Hm... nie musze mowic, ze ja wyszlam na wstretną, wścibską babę, a moj facet
na jakiegos pantoflarza, ktoremu nie można zaufać, prawda? :(
Ta sytuacja autentycznie mnie dobiła... Poczulam sie zdradzona, wykorzystana,
ja chcialam dobrze...! No i troche odmlodzona;) bo tak rzeczy zalatawilo sie
w podstawówce! :>

Dalej... nie wchodzac w szczególy: Oni od tamtej pory są razem, po 2
tygodniach znajomosci ona wprowadzila sie do niego, teraz namawia go na
wspolne wynajecie mieszkania... W "najgoryszym razie" on bedzie tam tylko
wpadal na noc od czasu do czasu, ale placil conajmniej polowę...
I teraz tak... Ja nie wierze w jej dobre checi i wielką miłość, która ich
połączyła i stanowi podstawę ich związku :( Nie mam ochoty sie z nia
widziec... Zawiodlam sie na niej... Nadal mam zal, bo posluzyla sie mną, by
zaciagnac faceta do lozka... Ale co zrobic??
Jesli z nia porozmawiam - ona stwierdzi, ze jej postepowanie jest wynikiem
milosci i tylko niej, a wyjadę na osobę zawistną, zazdrosną, która nie
potrafi cieszyc sie jej szczesciem - dlatego wolalabym tego nie robić, ale co
innego mi zostaje? Zalezy mi na tym, by cala sprawę rozwiązać z klasą, ale
jednocześnie definitywnie wyjaśnić choćby to, co do licha stalo sie z tym
kolesiem od firnek?;) A może rzeczywiscie sie czepiam i to ze mna jest
problem? Oj, naparwde pogubilam się w tym wszystkim :( Dlatego uprzejmie
proszę o Wasze zadanie:) chcialabym to wszystko raz jeszcze przemysleć z
innej perspektywy, może zrozumieć...
Z góry dziekuję:)

Ps: Obawiam się, że cala sprawa jest ciut bardziej skomplikowana, ale o tym
może później;)
    • alpepe Re: problem z ,,przyjaciółką" 03.09.06, 12:12
      na twoim miejscu... a nie wiem, co bym zrobiła. I tak źle i tak niedobrze. Z nią
      bym nie gadała, co najwyżej powiedziałabym temu koledze, co o niej sądzę, i że
      mam wrażenie, że ta dziewczyna poleciała na jego kasę. Tyle, że liczyłabym się,
      z tm, że i koleś i ta laska zerwą z nami jakiekolwiek stosunki lub wręcz się
      będą przez jakiś czas mścili.
    • horpyna4 Re: problem z ,,przyjaciółką" 03.09.06, 12:53
      Z tymi firankami to pewnie łgała. Być może facet ją zostawił i wstydziła się do
      tego przyznać, albo ona go zostawiła, bo miał za mało kasy. Przy takim
      założeniu jej późniejsze zachowanie jest zrozumiałe, dziewucha po prostu była
      na etapie poszukiwania dzianego faceta. Olej ją równo i powiedz sobie "uchowaj
      mnie Panie Boże od przyjaciół, bo z wrogami sama sobie poradzę".
    • huankaa Re: problem z ,,przyjaciółką" 03.09.06, 23:41
      heh chyba moje przedmówczynie obie maja rację. jak nic koleżanka ukryla, ze jej
      związek już jest w rozsypce (znam ze swego zycia przypadki, ze dziewczyna wesele
      planuje, całe miasto wie oprócz przyszego pana młodego), kobiety często pod tym
      względem mają tendencję do konfabulacji, byle tylko ukryć, że im się nie udało
      (osobiście tego nie rozumiem, ale to nie ważne). ja bym z nią nie rozmawiała, bo
      znów zostaniesz o coś posądzona- o zazdrość, czepialskość, wszystko jedno ale ty
      najgorzej na tym wyjdziesz. temu chłopakowi też bym nie mówiła nic na razie, bo
      zapewne twoja przyjacióka się o tym dowie i i tak będzie źle, i znów na Ciebie,
      że motasz w związku. Nie rób nic, chłopak sam powinien otrzeźwieć w końcu, a jak
      was kiedyś od niechcenia zapyta o nią, to po prostu powiedzcie, ze nie wierzycie
      w szczerość jej pobudek i tyle, może zacznie się sam domyślać. Szczerzę mówiąc
      bardzo mu współczuje i mam nadzieję, że nie ucierpi przez nią bardzo.
    • stokrotka_fiolek Re: problem z ,,przyjaciółką" 05.09.06, 15:57
      Ja tez bym sobie dala z nia spokoj.Takie zachowanie z jej strony wyraznie daje
      do zroumienia,ze to jakas podstepna, przebiegla osoba. Kto wie,czy ona juz cos
      temu"Jackowi" nie nagadala na cibie tak na wszelki wypadek, jakby ci przyszla
      ochota go dalej uswiadamiac.
    • yvonne14 Re: problem z ,,przyjaciółką" 05.09.06, 16:21
      Witaj!
      Sama miałam podobny problem kilka lat temu z moją "najlepszą"przyjaciółką.
      Nie mogła znieść żadnego mojego faceta, bo sama jakoś żadnego nie mogła
      znaleźć.Ślepa nie byłam i widziałam jej pokrętny charakter, ale jakoś
      przymykałam na to oczy.Do czasu...Zaczęłam chodzić z facetem , z którym ona
      była jakiś czas związana(jakiś miesiąc, kilka niezobowiązujących spotkań) i
      generalnie nie miała nic przeciwko temu.Prawdopodobnie czekała na finał
      znajomości, ale ta się rozwijała.Nie miałam do niej czasu.
      I wtedy wkroczyła do akcji.Zaczęła udawać przyjaciółkę mojego faceta, przy
      okazji wymyślała niestworzone historie na mój temat.Facet zamęczył mnie swoją
      podejrzliwością.Finał.Ale miało się to skończyć ich zejściem się.Niestety facet
      powiedział jej ,że jest dla niego jak kumpel.
      Jej cholerny charakter dał o sobie znać, gdy chciała zniszczyć mój kolejny
      związek.Mój przyszły mąż był odporniejszy na jej sugestie i skończyło się na
      tym, że nie mówimy sobie nawet cześć.
      Jaki morał?
      Uważaj na osoby tego typu, bo jeśli jej nie wyjdzie to będzie chciała zniszczyć
      twój związek.Zerwij z nią kontakty.To najlepsza metoda.
Pełna wersja