dylemat

IP: *.chello.pl 01.03.03, 12:48
czy można kogoś kochać ( i być kochanym ) i wcale nie czuć się szczęśliwym???
myślałam, że spotkałam swoją drugą połówkę, a powoli wszystko jakoś się
sypie...
niby wszystko w porządku, ale coraz częściej zadaję sobie pytanie czy to na
pewno to?
jestem osobą, która lubi zmiany, lubię poznawać nowych ludzi, a przy nim -
nic mi nie wolno! (jest strasznie zazdrosny) - czuję powoli jakby całe życie
przechodziło gdzieś obok...
    • glonik Re: dylemat 01.03.03, 12:53
      Naprawdę kochasz??????????????
      • Gość: Bianka Re: dylemat IP: *.chello.pl 01.03.03, 13:16
        bardzo - jak nigdy nikogo
        • julla Re: dylemat 01.03.03, 13:52
          Jak ci nic nie wolno bo jest zazdrosny, to zaduś tę miłość w powijakach, bo i
          tak zczeźnie. Wiem, co mówię, tacy ludzie potrafią zamienić życie w udrękę.
          • Gość: Przemek Re: dylemat IP: *.tele.pw.edu.pl 01.03.03, 14:45
            julla napisała:

            > Jak ci nic nie wolno bo jest zazdrosny, to zaduś tę miłość w powijakach, bo i
            > tak zczeźnie. Wiem, co mówię, tacy ludzie potrafią zamienić życie w udrękę.

            Nie neguje, ze wiesz, co mowisz, ale "punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia".
            Po pierwsze, trzeba odroznic zazdrosc bezpodstawna od uzasadnionej. Jesli autorka listu dala kiedys
            partnerowi powody do zazdrosci, to nie mozna sie mu dziwic, ze jest nieufny (zakladam, ze nie dotyczy to
            autorki listu).

            Po drugie, partner moze patrzec przez pryzmat negatywnych doswiadczen z poprzedniego zwiazku. Jesli
            byl oszukiwany i zdradzany, to trudno mu o calkowite zaufanie do kogokolwiek i kochajaca kobieta
            powinna to uwzglednic. Czy ma wobec tego "siedziec jak mysz pod miotla"? Skadze znowu! Niech chodzi
            na towarzyskie spotkania z przyjaciolmi, ale niech nie zapomni zaproponowac partnerowi ze pojda tam
            razem (deklaracja: ide do przyjaciol, a ciebie tam nie zabiore bo to nie twoje srodowisko - uruchamia w
            glowie partnera wszystkie dzwonki alarmowe - i slusznie, gdyz jest to dzialanie zmierzajace do
            "rozluznienia" zwiazku).

            Moim zdaniem nikt sie nie rodzi z chorobliwa zazdroscia. W pierwszym zwiazku kazdy ufa, poki sie nie
            zawiedzie. Znam przyklad nastepujacy: ufajacy zonie maz nie wtracal sie do jej zycia towarzyskiego, nie
            mial nic przeciwko wizytom jej kolegi w domu... zorientowal sie po znalezieniu listu zoninego "kolegi"... do
            dziecka (okazalo sie, ze zona byla juz "przechwycona", kolejny atak szedl w kierunku "przekabacenia"
            dziecka). Czy ten maz moze juz komus bezgranicznie zaufac? Watpie...
            • julla Re: dylemat 01.03.03, 15:03
              Oczywiście, masz racje, że zazdrośc nie bierze się "znikąd", ale przekonałam
              się, ze nie ma żadnego sposobu żeby ją zwalczyć. Tacy ludzie po prostu "duszą":
              kontrolują, wiecznie o coś podejrzewają, robią koszmarne sceny gdy tylko
              odważysz się zniknąć im z oczu. Musisz rezerwowac długie godziny na jałowe
              awantury, gdy w nieskończoność udowadniasz, że kochasz i jesteś niewinny... Dwa
              lata tkwiłam w takim związku; miarka przebrała sie wtedy, gdy chłopak wyraził
              swoją radość z faktu, że nie dostałam się na studia -no bo gdybym zdała to bym
              wyjechała i na pewno bez przerwy zdradzała!
              Miłość zdechła, po prostu zdechła i pozostała mi jedynie niechęć do tego
              człowieka.
            • anahella Re: dylemat 01.03.03, 16:53
              ja mysle ze zazdrosc czesciej wynika z niskiej samooceny zazdrosnika niz
              opisywanych przez ciebie przypadkow. niska samoocena nigdy nie da pelni
              poczucia bezpieczenstwa. moze tez wynikac z innej sytuacji, o ktorej jeszcze
              nikt nie wspomnial: roznice wyniesione z domu. jezeli ojciec uczy syna ze ma
              pilnowac zony, bo licho nie spi a kobieta pochodzi z domu, gdzie ojciec
              akceptuje towarzystwo matki, w tym meskie to konflikt gotowy.

              z moich obserwacji wynika ze zazdrosni sa najczesciej ci ludzie, w domach
              ktorych nie kwitlo zycie towarzyskie. goscie bylwali rzadko a jezeli juz, to
              ograniczalo to sie do obowiazkowego przyjmowania rodziny. pewnie dlatego, ze
              nie mieli okazji sie przekonac ze zwiazki nie-seksualne i nie-erotyczne
              istnieja i to w wielkiej gamie.
        • vortex Re: dylemat 01.03.03, 14:40
          wiem że można kochać i nie być szczęśliwym z własnego doświadczenia. W moim
          wypadku musieliśmy sie rozstać po 3 latach bo stało się to nie do wytrzymania.
Pełna wersja