cynamonka77
15.09.06, 06:28
Czy byłybyście do tego zdolne? Mam 6 letniego synka.Niedawno rozstałam
się z "miłóścią mojego życia" (inaczej tego nazwać nie umiem). Ciężkoo
napisać dlaczego tak się stało, dlatego nie będę się rozwlekała. Nie wrócimy
do siebie, nie spędzimyy ze sobą przyszłości. Cholernie bolesne ale
prawdziwe. jakiś czas temu poznałam mężczyznę, który zakochał się chyba we
mnie od pierwszego wejrzenia. Stawał na uszach żeby uszczęśliwić mnie ii moje
dziecko. Wreszcie oświadczył mi się, ku uciesze mojej rodziny (która nawet za
słup by mnie wydała za mąż). Niby mi się to podobało, pomyślałam, że po
wszystkich przykrych doświadczeniach w życiu w końcu będę miała spokój, dwie
pensje w domu, zadowolone dziecko ( bardzo sie lubią), spokój z mamą (która
w końcu będzie mogła się pochwalić znajomym, że jej córka wyszła za mąż, i da
mii spokój), i takie inne... Jednak to nie okazało się takie proste...
Nie kocham go. Do pewnego momentu wydawało mi się, że nie jest mi to już
potrzebne,że ja już wielką miłość przeżyłam, że przez nią potem tylko
cierpiałam, więc teraz stac mnie na rozsądek...
Sama myśl o seksie z nim jest okropna,i nie dlatego, że jest brzydki
czy zaniedbany. Wręcz przeciwnie, przystojny, pachnący inteligentny...ale...
Nie wiem, ja nie potrafie. Mogę sie przytulić, ale coś ponad wzbudza we mnie
po prostu niechęć...
niby milość przychodzi z czasem, niby milosc mija a zostaje
przyzwyczajenie...
Liczyć zatem na to, że kiedyś pokocham, bo ponoć jego miłóść do mnie
zdziała cuda??
nie wiem...