masme
21.09.06, 20:04
Kobiety kochane... Mam dręczącą mnie już od dłuższego czasu sprawę, właściwie
trwa ona tyle, ile mój związek, czyli prawie dwa lata. Jestem z reguły na
maxa z Nim szczęśliwa, ale są momenty, kiedy załamuję się w sobie... Chodzi
mianowicie o to, że ja mogłabym spędzać z Nim cały wolny czas, kocham Go
bardzo mocno i jestem do niego bardzo przywiązana. Natomiast On... I właśnie
o to chodzi - On czasem potrzebuje wolnego ode mnie. Rozumiem to w pełni,
wiem, że ma wielu przyjaciół, których nie może i nie chce przeze mnie
zaniedbywać, rozumiem to, tylko... No właśnie, pozostaje to "tylko"... Nie
mogę się w takich chwilach pozbyć uczucia żalu, smutku, że się nie zobaczymy.
Nie mogę się pozbyć uczucia, że On nie chce mnie w danej chwili widzieć,
trochę to dla mnie bolesne, mimo, że w pełni zrozumiałe. Nie mogę się wtedy
opędzić od myśli, jaki On musi być ze mną nieszczęśliwy, że musi się ode mnie
odcinać. Czuję się wtedy też trochę jak zabawka, którą on sobie bierze, kiedy
chce, a kiedy nie chce, to odstawia na półkę. Wiele razy już o tym
rozmawialiśmy, ale ja i tak za każdym razem nie mogę powstrzymać tej fali
smutku, jaka mnie zalewa, gdy On mowi, że dziś nie. Chciałabym być bardziej
niezależna, ale co mam zrobić, kiedy On jest moim całym światem? I kiedy tak
faktycznie chcę być z Nim... Ja naprawdę rozumiem, że On ma swoje potrzeby i
nie chcę mu niczego zabraniać, bo to rozumiem. Nie wiem tylko jak powstrzymać
w sobie te uczucia, które sie w takich sytuacjach u mnie pojawiają, co mogę
zrobić, żeby on nie czuł się winny, że gdzieś wychodzi beze mnie, że z
własnej woli dane chwile spędza sam... Trudne to jest i takie babskie, ale co
ja mam z tym zrobić? Czy któraś z Was była kiedyś, czy może jest w podobnej
sytuacji? Jak przestawić swoje myślenie? Jak się zachowywać tak, by być w
porządku wobec niego? Dziś jest właśnie taki "samotny" wieczór i zadręczam
się myślami o tym, jak mu musi byc ze mną źle, skoro zrezygnował dziś z
mojego towarzystwa...