Teoria zdrady

14.03.03, 03:32
Pozwalam sobie skopiować na to forum, część postu Olivvki z innego forum, bo
wydaje mi się bardzo ciekawy. Co myślicie na ten temat ? Ja osobiście zgadzam
się z w zupełności z olivvką.

"...Taki przykład z życia:
Nie jestem zwolenniczką seriali telewizyjnych, ale przyznaję że jeden z nich
śledzę z uwagi na przesłania które są przez niego niesione. Mowa o
serialu "Klan". Z pozoru głupia fabuła, może nawet monotonny przebieg
wydarzeń
w poszczególnych wątkach, ale poruszane są ważkie problemy społeczne.
Dlaczego
o tym piszę? Ano dlatego, że ostatnie 10 odcinków jest po części zdominowane
przez wątek dotyczący mężczyzny, który ma wspaniałą rodzinę z żoną i trójką
dzieci, a który daje się ponieść uczuciom w stosunku do innej kobiety,
samotnej
kobiety. Niby nic znaczącego, a jednak. Teraz w kwestii zdrady: czy on, z tą
kobietą w której się zakochał, nie uprawiając z nią seksu zdradził już żonę
czy
też nie? Zaznaczę, że wyznał jej miłość, a więc wypowiedział
sakramentalne "kocham Cię". Doszło do zdrady czy do niej nie doszło?

Wielu ludzi bardzo spłyca definicję zdrady odnosząć ją tylko do odbycia
stosunku seksualnego z innym człowiekiem, podczas gdy zdradą wcale nie jest
sam stosunek a inne elementy, które mogą zbudować właściwe podłoże do odbycia
tego stosunku. Zdradą jest więc w moim przekonaniu wszystko co nieuczciwe (a
wiążące się z uczuciowością i seksualnością) wobec własnego partnera. Moim
zdaniem bohater "Klanu" już zdradził swoją żonę. On nie zdradził jej jeszcze
fizycznie, ale zdradził ją już emocjonalnie. A to dużo gorsze niż zwykły
prosty akt kopulacji i niesie czasami za sobą dużo poważniejsze konsekwencje
niż seksualny stosunek. Bo angażuje nie tylko narządy płciowe, ale przede
wszystkim serce i umysł.


pozdrawiam
olivvka"
    • vortex Re: Teoria zdrady 14.03.03, 04:10
      tak to już zdrada

      Zdrada to nie seks z kimś ale nielojalność w stosunku do partnera. Kiedy łamie
      sie ważną obietnicę (z własniej woli) kiedy robi się coś co wie się że sprawi
      mu więlką przykrość. Kiedy porzuca się go dla kogoś innego, kiedy zapomina się
      co się mówiło przedtem i robi sie coś zupełnie innego. Mam nadzieję że nic nie
      poknociłem. Ktoś kto czytał ostarnie moje wątki może powiedzieć że to moje
      ostatnie spostrzeżenia. Powiem tyle że już wcześniej tak myślałem, o wiele
      wcześniej.
      • julla Re: Teoria zdrady 14.03.03, 10:28
        To bardzo akademickie rozważania, czy zdrada zaczyna sie powyżej czy poniżej
        pasa. Moim zdaniem jednak powyżej. Można powiedzieć, że zdrada to krzywda jaką
        się wyrządza niwecząc czyjąś wiarę, nadzieję i miłość, ale z drugiej strony,
        pomimo wszelkich przysiąg i zaklęć, nikt nie jest dany nam na własność i musimy
        sie liczyć z tym, że jego emocje mogą się zmienić i nic nie zdołamy z tym
        zrobić. Uczuć nikt nie wybiera, przychodzą i odchodzą same, a wiernośc to
        jednak ograniczenie dla wielu nie do udźwignięcia, niestety.
        Niewątpliwie, zdrada to tchórzliwe i konformistyczne okłamywanie partnera,
        doszłam kiedyś do wniosku, że zapewnianie kogoś o swej miłości w przypadku, gdy
        jest się z tym kimś na zasadzie "z braku laku, dobry kit" też jest formą
        zdrady. Także w wypadku gdy się zaniedbywało, upokarzało, niszczyło czyjąś
        miłość podnoszenie hałasu, że jest się zdradzonym, gdy partner w końcu odchodzi
        jest pewnym nadużyciem. Zdrada zdradzie nierówna, ale na pewno nie zaczyna się
        i kończy tylko w pościeli.
        • Gość: Lena Re: Teoria zdrady IP: 80.48.96.* 14.03.03, 10:53
          Nie oglądam "Klanu" więc na ten temat nie mogę się wypowiedzieć. Co do zdrady
          to z pewnością najpierw zaczyna się to od zdrady emocjonalnej a potem dochodzi
          do fizycznej /albo nie dochodzi/. Zdrada emocjonalna z pewnością zdradą jest
          ale na pewno nie jest ważniejsza od fizycznej, przy zdradzie fizycznej doznania
          są nie tylko fizyczne, zdrada fizyczna to nie tylko akt kopulacji, jeśli kogoś
          zdradzamy to zwykle psychicznie już jesteśmy z kimś innym a z pewnością już nie
          jesteśmy ze zdradzaną osobą. O ile zakochanie jako zdrada zostawia ślad na
          naszej duszy to zakochanie i sex zostawiają ślad na naszym ciele i duszy.
          Zdradę jako sam czysty sex w ogóle nie rozpatrywałabym, bo nie wyobrażam sobie
          bycia z człowiekiem który uprawia sex bez uczuć. Uprawiać sex można w luźnych
          związkach i bez związków ale to trudno nazwać zdradą jesli w tym z żadnej
          strony nie ma ani uczuć ani związku.
          • matrek Re: Teoria zdrady 14.03.03, 15:12
            A seks np. na dyskotece, z przypadkową - po raz pierwszy widzianą - osobą, po
            dużej ilości alkoholu, jet zdradą ?
            • julla Re: Teoria zdrady 14.03.03, 16:45
              matrek napisał:

              > A seks np. na dyskotece, z przypadkową - po raz pierwszy widzianą - osobą, po
              > dużej ilości alkoholu, jet zdradą ?
              >
              ****
              To chyba zależy. Znam kobietę, która toleruje takie przypadkowe kontakty swego
              męza, i to nie dlatego, że jest np. wyrachowana i czegoś tam się boi, tylko jej
              to nie przeszkadza i już. Taka dziwna natura, ale istnieje.
              A dla mnie to byłoby finito i nic już bym nie potrafiła z tym zrobić. Coś
              takiego zraniłoby mnie do żywego mięsa. Więc, tak jak wspomniałam, to zależy...
    • Gość: seledynowa Re: Teoria zdrady IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 14.03.03, 11:33
      Patrząc na człowieka jak na osobnika biologicznego (nie kulturowego, czy
      religijnego) mozna rzec, że jest to istota na wskroś ...poligamiczna, która
      jedynie na czas rozrodu i opieki nad potomstwem uruchamia wyraźny instynkt
      gniazda.
      Ale jesli potomstwo juz sie usamodzielni, czas miłości gorącej zmieni sie w
      czas przyjaźni ciepłej lub chłodnej obojętności, to człowiek, który zyje w
      zgodzie z prawami natury - zdradza (choc to brzydkie słowo.
      A może raczej dąży do spełnienia swojej gatunkowej powinności, czyli wymiany
      genów z innymi osobnikami?
      I nie ważne, czy to się zaczyna od platonicznej miłosci, czy od eksplozji
      pożądania - to zew natury.
      Pytanie:
      czy cżłowiek wierny jednemu partnerowi przez całe zycie ZDRADZA swój gatunek?
      czy postepując zgodnie z instynktem - ZDRADZA partnera?
      i która ZDRADA niesie za soba gorsze konsekwencje?
      PS. Byc może skutki wieków przymusu monogamiczności to:
      choroby genetyczne, mutacje, spadek odporności, coraz gorsza kondycja
      biologiczna i psychiczna ludzi (zwłaszcza rasy białej - tej
      najbardziej "ucywilizowanej")itd itp???
      sel
      • Gość: jarek Re: Teoria zdrady IP: www:* 15.03.03, 18:34
        Gość portalu: seledynowa napisał(a):

        > PS. Byc może skutki wieków przymusu monogamiczności to:
        > choroby genetyczne, mutacje, spadek odporności, coraz
        gorsza kondycja
        > biologiczna i psychiczna ludzi (zwłaszcza rasy białej -
        tej
        > najbardziej "ucywilizowanej")itd itp???
        > sel

        Ciekawe poglady. I z grubsza sie z nimi zgadzam.
        Byc moze obciazenie kulturowe/wychowawcze sprawia,
        ze wiekszosc wypowiedzi jest w tonacjach czarno-bialych.

        jarek
      • Gość: telher Re: Teoria zdrady IP: *.acn.pl 16.03.03, 09:26
        Takie pseud-antropolgiczne dyrdymaly sluza jako super-wymowka dla wszystkich
        zdradajacych. "Poszulem zew swojego czlowieczego instynktu!". Problem, w
        tym,ze nasze czlowieczenstwo zobowiazuje, i tym roznimy sie od zwierzat, ze
        umiwmy sie pohamowac.
      • popiolkowa Re: Teoria zdrady 24.03.03, 23:06
        > Pytanie:
        > czy cżłowiek wierny jednemu partnerowi przez całe zycie ZDRADZA swój gatunek?
        > czy postepując zgodnie z instynktem - ZDRADZA partnera?
        > i która ZDRADA niesie za soba gorsze konsekwencje?


        Ale tylko pod warunkiem, że rozsiewa potomstwo gdzie popadnie i z kim popadnie
        czyż nie?
    • Gość: oliszka Re: Teoria zdrady IP: 217.153.51.* 14.03.03, 13:24
      Czuje się zdradzona, chociaż nie bylo seksu, dotyku, pocałunków.To jest jeszcze
      gorsze, bo jestem pewna , że gdyby miało to miejsce odeszłabym, a tak
      przecież "nic" sie nie stało...
      Radzę sobie z tym, chociaż nadal czuję niepokój i zagrożenie.
      Ktoś popełnił błąd i już nigdy go nie popełni, zna konsekwencje...
      Ośmielam się sądzić , że sama myśl może być już zdradą
      • matrek A może ? 14.03.03, 15:09
        A może należy pstawić sprawę wprost ? Jeśli czujesz się zdradzona, nie ma co
        udawać "że przecież nic się nie stało". Zostały zranione Twoje uczucia, więc
        jednak "stało się".

        Jestem zwolennikiem teorii zdrady emocjonalnej, uwazam ją za gorszą nawet od
        fizycznej i nie przemawia do mnie teza, że skoro "do niczego nie doszło", to
        nie ma tamatu. Decyzja jednak zalezy od Ciebie.
    • vortex Re: Teoria zdrady 15.03.03, 21:17
      zdrada fizyczna może być tylko poddaniem się rządzom, psychiczna to juz coś
      więcej, oczywiście psychiczna prowadzi prawie zawsze do fizycznej, ale może się
      zdarzyć właśnie że będzie zdrada fizyczna z małą zdradą psychiczną (tylko
      złamanie zakazu, nieposłuszeństwo, bez angażowania się)

      Oczywiście pojęcie zdrady jest ruchome, to od partnerów zależy co uważają za
      zdradę, tak patrząc na sprawę zdrada zawsze jest czymś złym. Gdyby zaś uznać za
      zdradę tylko to co się ogólnie przyjeło, czyli zdradę fizyczną, można
      polemizować ponieważ są osoby którym nie zależy na fizycznej wierności
      partnera.

      nie chce mi się sprawdzać czy nie zrobiłem jakiś błędów ort. :P
      • Gość: jota Re: Teoria zdrady IP: *.lastnet.pl 16.03.03, 11:55
        Razu pewnego długo rozmawiałam z moim obecnym męzczyzną na temat zdrady. I... W
        końcu się dowiedziałam skąd jest taki zazdrosny! Uważa, żw wierność wiernością,
        ale ... mogę po prostu poznać kogoś innego, nowego, kogoś, kto da mi to, czego
        on mi nie daje. Według niego to jest już zdrada, jeśli się kogoś dla drugiego
        zosatwia. Ja nie jestem pewna. Poza tym uważa, że zdrady (sensu stricto) się
        nie wyabacza i nie wybaczyłby jej nawet swojej przyszłej małżonce. Ja ...
        jestem pewna, że byłabym w stanie wybaczyc zdradę, o ile wybaczenie byłoby
        potrzebne.
        A teraz ściśle na temat: przez lata, kiedy byłam młodsza spotykałam się z
        różnymi mężczyznami, chłopakami. Wtedy seksu jeszcze między nami nie było. Ale
        bywały zdrady! Więc: absolutnie zdrada zaczyna się od emocji i może na nich sie
        skończyć. I zdradą będzie!
        A co do sprowadzania całej rzeczy do instyktu... Żenujące!
        Pozdrawiam
    • Gość: jendza Teoria zdrady - w obronie emocji IP: *.abo.wanadoo.fr 16.03.03, 14:34
      Obiecalam sobie juz dawno, ze nie bede pisac na forum.
      W zasadzie obietnic dotrzymuje.
      Z rzadka jednak zagladam tu.

      Czasem te dana sobie obietnice lamie:), gdy temat wydaje mi sie WAZNY.
      Tak, jak tym razem.

      Wypowiem sie o zdradzie MALZENSKIEJ.
      Zaznaczam,o jaka zdrade mi chodzi, poniewaz sa rozne rodzaje
      'zdrad'. Mozna zdradzic wlasne przekonania, kolege z pracy, przyjaciela,
      ojczyzne itd.

      Czym jest malzenstwo?
      Wyroznikiem malzenstwa jest sprawa DECYZJI, podjetego
      aktu woli, WOLNEGO i W PELNI SWIADOMEGO!
      Jestem czyjas zona, bo tego chce.
      Chce byc z nim, tworzyc jeden wspolny swiat.
      Nie dlatego, ze moj wybrany jest 'najwspanialszy,
      najcudowniejszy, najlepszy... itd', bo nie wiem, czy taki
      jest, bo moze inni byliby jeszcze wspanialsi? NIe wiem,
      tego nie sprawdzilam, bo sprawdzac nie chcialam i nie chce.
      Wybralam jednego konkretnego mezczyzne i juz. WIEM
      bezwatpliwie, ze on jest DLA MNIE, poniewaz on tez podjal
      wobec mnie zobowiazanie tworzenia wspolnego kosmosu. To nie
      jest kwestia samych emocji, tylko czegos znacznie bardziej
      fundamentalnego... Emocje sa niestale, bardzo je latwo
      nasycic, albo wytworzyc deficyt - stad za pomoca emocji
      najlatwiej czlowiekiem manipulowac.
      Te unie dwojga ludzi potwierdza i dopelnia mozliwosc
      cielesnego zespolenia. Wtedy wlasnie dochodzi i do
      fizycznego 'ujednolicenia'. Naprawde stanowi sie 'jedno
      cialo'. Majac meza (a raczej bedac z mezem) mozna byc
      naprawde blisko psychicznie z kims innym, ale wspolny
      kosmos, ktorego potwierdzeniem, dookresleniem i automatyczna
      niejako pochodna jest dziecko - tworzy sie tylko z mezem.
      Bo taka, a nie inna, decyzje podjelismy.

      Pomimo faktu, ze czlowiek jest 'zona', jest
      tez 'kolezanka', 'przyjaciolka', 'matka', 'siostra', 'corka',
      kuzynka' itd. I na kazda z tych relacji jest w nas stosowna
      przestrzen, ktora nie wyklucza relacji malzenskiej, a wrecz
      przeciwnie, dopelnia ja, ubogacajac dom we wszelkie wymiary milosci...
      napelniajac go pelnia jej roznorodnosci...!
      Kazda z tych relacji zapoczatkowaly pewno kiedys emocje, ale - by te
      relacje trwaly - musialy zostac utwierdzone aktem woli.
      Oczywiscie powyzsze zdanie dotyczy raczej wiezi przyjazni,
      niz rodzinnych typu matka - corka itd., choc i w tych ostatnich
      trzeba CHCIEC podtrzymywac kontakty.

      Emocja to na przyklad uczucie glodu.
      Kiedy nasycimy glod, przestajemy go odczuwac. Emocja 'umiera'.
      Tak samo jest z miloscia pojeta jako 'uczucie'.
      Nasycona - przestaje fascynowac, zycie powoli staje sie nudne.
      Jesli jest aktem woli - 'nasycenie' sie nie przydarzy...

      Kiedy zatem mozna mowic o zdradzie?
      Mysle, ze nie wtedy, gdy zaczyna nas fascynowac ktos inny.
      Bo takie fascynacje to uczucia najzupelniej naturalne!
      Nie wolno ich zaklamywac. Trzeba je z siebie wyciagac!
      Przeciez to normalne, ze ktos moze zadzialac np. na moja
      seksualnosc, albo wzbudzic we mnie zachwyt - na takim czy
      innym podlozu. Bo jestesmy ludzmi! Jesli rozmawiam z kims
      fascynujacym intelektualnie i stwierdze, ze jest bardzo madry,
      ma w glowie wiecej wiedzy, niz moj maz, to tym samym zdradzam
      meza? Bzdura. Przeciez niedostrzezenie tego faktu byloby
      samozaklamaniem sie...Zdrada jest wtedy, sadze,
      gdy czlowiek PODEJMUJE DECYZJE, ze zmienia osobe, z ktora chce
      tworzyc wspolny kosmos. A fizyczne zespolenie jest ZAWSZE
      pochodna takiej decyzji. Nawet jesli podejmujacy przypadkowo takie
      wspolzycie
      nie chce sam sobie tego jasno powiedziec.

      Pozdrawiam!
      j.

      • anahella Re: Teoria zdrady - w obronie emocji 17.03.03, 02:33
        Pieknie to jendzo napisalas.
      • Gość: jarek Re: Teoria zdrady - w obronie emocji IP: www:* 17.03.03, 16:34
        Gość portalu: jendza napisał(a):

        > samozaklamaniem sie...Zdrada jest wtedy, sadze,
        > gdy czlowiek PODEJMUJE DECYZJE, ze zmienia osobe, z
        ktora chce
        > tworzyc wspolny kosmos. A fizyczne zespolenie jest ZAWSZE
        > pochodna takiej decyzji.

        Ryli?
        Jak ide na dziwki to znaczy ze chce tworzyc z nimi
        wspolny kosmos?

        jarek
        • Gość: jendza Re: Teoria zdrady - w obronie emocji IP: *.abo.wanadoo.fr 17.03.03, 17:21
          > Ryli?
          > Jak ide na dziwki to znaczy ze chce tworzyc z nimi
          > wspolny kosmos?
          >
          > jarek

          Jak 'idziesz na dziwki', Jarku, bedac czyims mezem,
          to oznacza to na pewno, ze NIE CHCESZ tworzyc 'wspolnego
          kosmosu' ze swoja zona, a owego 'kosmosu' szukasz gdzie
          indziej. Ergo: zdradzasz. cbdo
          (przypominam zalozenie: analizowalam zdrade MALZENSKA)

          Jesli zas idziesz na owe dziwki nie bedac niczyim mezem,
          to tym samym dowodzisz braku szacunku dla samego siebie.
          Miedzy innymi, bo to tylko jeden z aspektow sytuacji,
          ktora zechciales przedstawic. W pewnym sensie zatem
          zdradzasz samego siebie, czy szerzej:ludzka nature.
          Pies ma wiele suk w swoim zyciu i kazda zapewne zaspokaja.
          Tak jest zrobiony.
          Jednak nie sztuka jest zaspokoic wiele kobiet.
          Kazdy pies to potrafi...

          Co nie zmienia faktu, ze jestes wyjatkowym bytem,
          bo masz wolnosc wyboru. I mozesz, jesli tylko tak
          zdecydujesz, zdradzac zarowno zone, jak i siebie
          samego.
          Tylko: czy warto?

          jendza
          • Gość: jarek Re: Teoria zdrady - w obronie emocji IP: www:* 17.03.03, 17:32
            Gość portalu: jendza napisał(a):

            > Jak 'idziesz na dziwki', Jarku, bedac czyims mezem,
            > to oznacza to na pewno, ze NIE CHCESZ tworzyc 'wspolnego
            > kosmosu' ze swoja zona, a owego 'kosmosu' szukasz gdzie
            > indziej. Ergo: zdradzasz. cbdo
            > (przypominam zalozenie: analizowalam zdrade MALZENSKA)

            A jesli moja zona jest tak chora, ze nie moze
            nawet palcem ruszyc, nie mowiac o ruszaniu czyms innym.
            A mi sie tak bardzo chce poruszac tym czyms innym
            ze ide na dziwki.
            Jakie bedzie Twoje "ergo"?

            > Jednak nie sztuka jest zaspokoic wiele kobiet.
            > Kazdy pies to potrafi...

            Ale dlaczego tego mu odmawiac?

            > Co nie zmienia faktu, ze jestes wyjatkowym bytem,
            > bo masz wolnosc wyboru. I mozesz, jesli tylko tak
            > zdecydujesz, zdradzac zarowno zone, jak i siebie
            > samego.
            > Tylko: czy warto?

            Otoz to. Nie przedstawilas rachunku plusow i minusow,
            wyglosilas za to pare tez bez uzasadnienia oczywiscie.
            W taki sam sposob ja moge powiedziec: zdrada jest ok!
            Ty wiesz swoje, ja wiem swoje i jest fajnie!

            jarek
            • Gość: jendza jesli w ten sposob masz swoj spokoj.... ntxt IP: *.abo.wanadoo.fr 17.03.03, 18:52
          • vortex Re: Teoria zdrady - w obronie emocji 17.03.03, 18:22
            Gość portalu: jendza napisał(a):

            > Jak 'idziesz na dziwki', Jarku, bedac czyims mezem,
            > to oznacza to na pewno, ze NIE CHCESZ tworzyc 'wspolnego
            > kosmosu' ze swoja zona, a owego 'kosmosu' szukasz gdzie
            > indziej. Ergo: zdradzasz. cbdo
            > (przypominam zalozenie: analizowalam zdrade MALZENSKA)

            popieram przykład jarka, on o chorobie, a ja powiem o wyjeździe. Co jeśli
            małżeństwo jest rozdzielone, a oboje akceptują supianie z innymi. Pójście na
            dziwki w takim wypadku nie jest zdradą. A poza tym, czy "tworzenie kosmosu"
            (pierwszy raz widze takie określenie) jest zarezerwowane jedynie dla żony? Czy
            na przyjład przyjaciele, rodzina czy nawet dziwka czy przygodna kobieta (w
            przypadku gdy jest to akceptowane) nie zasługują na trochę kosmosu ze mną? :P
            Chyba że źle to zrozumiałem i przez kosmos rozumiesz partnerstwo, wtedy spoko.

            >
            > Jesli zas idziesz na owe dziwki nie bedac niczyim mezem,
            > to tym samym dowodzisz braku szacunku dla samego siebie.

            aaa to dlaczego? Może akurat nie ma sie ochoty na flirt albo na związek a chce
            sie uprawiać seks.

            > Jednak nie sztuka jest zaspokoic wiele kobiet.
            > Kazdy pies to potrafi...

            tu sie przyczepie :P pies zaspokaja kobiety? to nieźle, może mężczyźni są
            niepotrzebni :D

            • Gość: jendza Re: Teoria zdrady - w obronie emocji IP: *.abo.wanadoo.fr 17.03.03, 19:07
              vortex napisał:

              >
              > popieram przykład jarka, on o chorobie, a ja powiem o wyjeździe. Co jeśli
              > małżeństwo jest rozdzielone, a oboje akceptują supianie z innymi. Pójście na
              > dziwki w takim wypadku nie jest zdradą.

              jest zdrada, moim zdaniem oczywiscie, przy czym dziwki - jak rozumiem -
              w tym przypadku sa zarowno plci meskiej, jak i plci zenskiej.
              'Akceptacja' obojga malzonkow nie zmienia kwalifikacji czynu.
              Tak, jak nie zmienia go spoleczne przyzwolenie np. dla kradziezy
              w pracy. Kradziez zawsze bedzie kradzieza niezaleznie od tego,
              ile osob chce myslec inaczej...


              A poza tym, czy "tworzenie kosmosu"
              > (pierwszy raz widze takie określenie) jest zarezerwowane jedynie dla żony?
              Czy
              > na przyjład przyjaciele, rodzina czy nawet dziwka czy przygodna kobieta (w
              > przypadku gdy jest to akceptowane) nie zasługują na trochę kosmosu ze mną? :P
              > Chyba że źle to zrozumiałem i przez kosmos rozumiesz partnerstwo, wtedy spoko.
              >
              > >
              > > Jesli zas idziesz na owe dziwki nie bedac niczyim mezem,
              > > to tym samym dowodzisz braku szacunku dla samego siebie.
              >
              > aaa to dlaczego? Może akurat nie ma sie ochoty na flirt albo na związek a
              chce
              > sie uprawiać seks.

              Poniewaz 'uprawianie seksu' ma bardzo glebokie konsekwencje
              w czlowieku, nie tylko prokreacyjne rzecz jasna.
              Nie bede sie zaglebiac w teorie... Spytam inaczej:
              byles kiedys 'na dziwkach'? Wyszedles potem naprawde doglebnie
              usatysfakcjonowany, przepelniony radoscia, z poczuciem doznanej
              pelni? Czy moze raczej w cokolwiek odmiennym nastroju...?

              >
              > > Jednak nie sztuka jest zaspokoic wiele kobiet.
              > > Kazdy pies to potrafi...
              >
              > tu sie przyczepie :P pies zaspokaja kobiety? to nieźle, może mężczyźni są
              > niepotrzebni :D

              Rzeczywiscie, mozna to tak pewnie zinterpretowac:P!
              No to sie poprawie... I nie powiem, ze ten, kto probuje
              zaspokoic wiele kobiet jest psem.... na kobiety, tylko,
              ze sztuka jest uczynic naprawde szczesliwa te jedyna,
              wybrana...
              Czego zycze tym, ktorzy zasadnosc takiego bycia zechca
              dostrzec
              j.
              • Gość: jarek Re: Teoria zdrady - w obronie emocji IP: www:* 17.03.03, 20:02
                Gość portalu: jendza napisał(a):

                > jest zdrada, moim zdaniem oczywiscie, przy
                czym dziwki - jak rozumiem -
                > w tym przypadku sa zarowno plci meskiej, jak i
                plci zenskiej.

                To chyba oczywiste.

                > 'Akceptacja' obojga malzonkow nie zmienia
                kwalifikacji czynu.

                Nawet jesli np. on namowi ja do zabawy
                z innym na jego oczach i bedzie sie przy tym
                bawil rownie dobrze jak ona?

                > Tak, jak nie zmienia go spoleczne przyzwolenie
                np. dla kradziezy
                > w pracy. Kradziez zawsze bedzie kradzieza
                niezaleznie od tego,
                > ile osob chce myslec inaczej...

                Zdefiniuj wiec pojecie zdrady zanim zadecydujesz
                co nia jest, a co nie.

                > byles kiedys 'na dziwkach'? Wyszedles potem
                naprawde doglebnie
                > usatysfakcjonowany, przepelniony radoscia, z
                poczuciem doznanej
                > pelni? Czy moze raczej w cokolwiek odmiennym
                nastroju...?

                A czy najadajac sie do syta, zawsze stwierdzalas
                "to bylo smaczne"?

                > ze sztuka jest uczynic naprawde szczesliwa te
                jedyna,
                > wybrana...

                Jestes pewna, ze facet ktory skacze w bok
                nie moze uszczesliwiac "tej jedynej"?
                (ona o jego wyskokach nie wie).

                jarek
                • Gość: jendza Na wszystkie Twoje pytania, IP: *.abo.wanadoo.fr 17.03.03, 20:15
                  Jarku, sa odpowiedzi w moich poprzednich
                  postach. Wystarczy uwaznie przeczytac.
                  Jesli NAPRAWDE szukasz odpowiedzi, radze nie
                  robic tego tylko na forum. Odsylam...
                  chocby do literatury. Wielkiej literatury.
                  Do Anny Kareniny, Biblii, ks. Malinskiego,
                  Mistrza i Malgorzaty...
                  Radze rozmawiac z ludzmi, ktorych znasz,
                  sa juz u kresu i - Twoim zdaniem - sa szczesliwi.
                  Z parami malzenskimi, ktorym - Twoim zdaniem -
                  sie udalo i playboyami, ktorzy jakby na mieliznie...
                  Oraz odwrotnie, z parami na mieliznie... itd.
                  Wsluchuj sie tez w siebie, po prostu.
                  W te zwykle, proste odczucia. Przeciez jak sie przejesz,
                  to odczujesz dyskomfort. Chocbys sie przejadl kawiorem,
                  czy ostrygami, prawda?
                  Nastepnym razem zatem... bedziesz bardziej wstrzemiezliwy...
                  Nie mozna znalezc mniej ideologicznej wskazowki...
                  Slowem: patrz na owoce!!!
                  I zycze Ci, bys znalazl to, czego szukasz!
                  Tymczasem sie wylaczam - maz i obowiazki czekaja!
                  pozdrawiam
                  j
                  • Gość: jarek Re: Na wszystkie Twoje pytania, IP: www:* 17.03.03, 20:34
                    Gość portalu: jendza napisał(a):

                    > Jarku, sa odpowiedzi w moich poprzednich
                    > postach.

                    Nie sa. Odpowiedz mi - jesli mozesz - na pytanie:
                    Czy facet ktory zdradza nie moze jednoczesnie
                    uszczesliwiac swojej kobiety?

                    > Jesli NAPRAWDE szukasz odpowiedzi, radze nie
                    > robic tego tylko na forum.

                    Ten tekst powienien chyba byc skierowany
                    do autora watku i wszystkich tych ktorzy
                    czytaja Twoje i moje wypowiedzi.

                    > Odsylam...
                    > chocby do literatury. Wielkiej literatury.
                    > Do Anny Kareniny, Biblii, ks. Malinskiego,
                    > Mistrza i Malgorzaty...

                    Jestes pewna, ze chcesz sie odwolywac do Biblii?
                    Mysle, ze sporo cytatow z niej, dotyczacych spraw
                    damsko-meskich nie spodobalo by Ci sie...

                    > Radze rozmawiac z ludzmi, ktorych znasz,
                    > sa juz u kresu i - Twoim zdaniem - sa szczesliwi.

                    I co oni mowia o skakaniu w bok?

                    > Z parami malzenskimi, ktorym - Twoim zdaniem
                    > sie udalo i playboyami, ktorzy jakby na
                    mieliznie...

                    Prosze, badz mniej tendencyjna.
                    Samo sformulowanie przez Ciebie tego tekstu
                    pokazuje, ze nie dopuszczasz faktu, ze playboy
                    moze jednak byc szczesliwy...

                    > W te zwykle, proste odczucia. Przeciez jak sie
                    przejesz,
                    > to odczujesz dyskomfort. Chocbys sie przejadl
                    kawiorem,
                    > czy ostrygami, prawda?

                    Nie mowie o przejadaniu sie. Mowie o najedzeniu
                    sie tak zeby nie chodzic glodnym
                    (a kuchnia w ktorej jadalem na codzien zepsula
                    sie...)

                    > Nastepnym razem zatem... bedziesz bardziej
                    wstrzemiezliwy...
                    > Nie mozna znalezc mniej ideologicznej
                    wskazowki...

                    Otoz to. Jak jestem glody: jem.
                    Jak do domu mam daleko albo czeka
                    mnie tam pusty stol: ide do restauracji.

                    jarek
                    • Gość: jendza Jarek i Vortex - czyli o szczesliwym 'plejboju' IP: *.abo.wanadoo.fr 18.03.03, 11:15
                      Pozwolcie, ze odpowiem Wam razem, bo mysle,
                      ze macie troche podobne poglady na sprawe.

                      Jarek:

                      Jarek: Odpowiedz mi - jesli mozesz - na pytanie:
                      > Czy facet ktory zdradza nie moze jednoczesnie
                      > uszczesliwiac swojej kobiety?

                      jendza: Najpierw musialbys zdefiniowac, co to dla Ciebie
                      znaczy 'uszczesliwiac swoja kobiete'. Wg mnie
                      i mojego sposobu pojmowania 'szczescia' (w duzym
                      skrocie to ow kosmos z pierwszego postu) - zdrada tak
                      pojete 'szczescie' automatycznie wyklucza.

                      >
                      > >jendza: Jesli NAPRAWDE szukasz odpowiedzi, radze nie
                      > > robic tego tylko na forum.
                      >
                      > Jarek: Ten tekst powienien chyba byc skierowany
                      > do autora watku i wszystkich tych ktorzy
                      > czytaja Twoje i moje wypowiedzi.

                      jendza: zgoda, ze mna sama wlacznie.

                      Jarek:
                      >
                      > Jestes pewna, ze chcesz sie odwolywac do Biblii?
                      > Mysle, ze sporo cytatow z niej, dotyczacych spraw
                      > damsko-meskich nie spodobalo by Ci sie...

                      jendza: Trzeba czytac ze zrozumieniem, Jarku, z otwarta
                      glowa i sercem. Tak wlasnie, jak nie doczytales mojego
                      poprzedniego tekstu... Szczesliwy playboy jest w wielokropku, po
                      skontrastowanej parze malzenskiej....
                      Nie wierzysz? Sprawdz, prosze. A jak juz ZOBACZYSZ, to zarzut
                      tendencyjnosci umrze smiercia naturalna. Wiesz, odnosze
                      wrazenie, ze sam sie cenzurujesz, by pielegnowac w glowie
                      wizje, ktora sobie wypracowales. A Bibilie TRZEBA czytac.
                      Najlepiej byloby w sposob pelny - w jezykach oryginalnych i przy wsparciu
                      o wiedze na temat epok, w ktorych powstawala, a czas
                      jej powstawania to przeciez ponad 1000 lat...
                      Poza aspektem religijnym -
                      Biblia to fascynujacy zapis ROZWOJU KULTURY, dojrzewania
                      SPOLECZENSTW... Nie boj sie zatem i czytaj. SZUKAJ NAPRAWDE!!!
                      Jesli w oparciu o nia dojrzaly spoleczenstwa, tym bardziej
                      ma szanse dojrzec (znaczy takze 'zobaczyc') kazdy z nas.


                      >
                      jendza: W te zwykle, proste odczucia. Przeciez jak sie
                      > przejesz,
                      > > to odczujesz dyskomfort. Chocbys sie przejadl
                      > kawiorem,
                      > > czy ostrygami, prawda?
                      >
                      > Jarek: Nie mowie o przejadaniu sie. Mowie o najedzeniu
                      > sie tak zeby nie chodzic glodnym
                      > (a kuchnia w ktorej jadalem na codzien zepsula
                      > sie...)

                      jendza: to minimalizm, Jarku. Optymalnie byloby zjesc smacznie,
                      zdrowo, do syta i we wlasciwej atmosferze tak, by to czlowiekowi
                      przynioslo radosc, napelnilo energia i checia do zycia. BYlo radosne...
                      >
                      >
                      > Jarek: Otoz to. Jak jestem glody: jem.
                      > Jak do domu mam daleko albo czeka
                      > mnie tam pusty stol: ide do restauracji.
                      >
                      jendza: jadanie w restauracjach nie jest zdrowe, wiesz?
                      To tylko namiastka... Na dluzsza mete naprawde szkodzi...

                      Do Vortexa i do Jarka: nie przyrownywalam zdrady fizycznej
                      do kradziezy, bo to rzeczywiscie sa dwie rozne rzeczy. Tak jak
                      zdecydowanie dwoma roznymi rzeczami sa seks i jedzenie - tym
                      razem z Jarkowego przykladu. CHodzilo tylko o ilustracje
                      podobnego sposobu myslenia. Fakt, ze duzo ludzi kradziezy
                      nie nazywa kradzieza nie sprawia, ze owa kradziez traci
                      swa kwalifikacje moralna. Fakt, ze dwoje ludzi sie umawia,
                      iz bycie razem polacza ze stosunkami z innymi partnerami
                      nie sprawia, ze naprawde sa razem, bo nie sa. Nie w sensie
                      rzeczywistej malzenskiej jedni.

                      A swoja droga, zastanawialiscie sie kiedys, dlaczego prostytutka
                      po kilku latach wykonywania swojego 'zawodu' wyglada tak,
                      jakby miala dwudziestke wiecej na karku,niz w rzeczywistosci?
                      Przeciez tyle seksu, przyjemnosci etc. powinno ja raczej
                      odmlodzic??!!

                      pozdrawiam
                      j
                      • vortex Re: Jarek i Vortex - czyli o szczesliwym 'plejboj 18.03.03, 22:30
                        <ciach>

                        > Fakt, ze duzo ludzi kradziezy
                        > nie nazywa kradzieza nie sprawia, ze owa kradziez traci
                        > swa kwalifikacje moralna. Fakt, ze dwoje ludzi sie umawia,
                        > iz bycie razem polacza ze stosunkami z innymi partnerami
                        > nie sprawia, ze naprawde sa razem, bo nie sa.

                        nadal się z Tobą nie zgodzę. O i jeszcze na marginesie dodam że Jarek dopuszcza
                        w swoich wypowiedziach zdradę, ja zdrady nie dopuszczam. Po prostu inaczej
                        patrzę na to pojęcie. Porównajmy legalność kradzieży do legalności zdrady.
                        Zdrada to sypianie z innymi (ogólnie przyjęte) a kradzież to zmiana właściela
                        przez pieniądze (załóżmy tylko pieniądze). Tak więc ja uważam że jeżeli
                        powiem "kochanie jak chcesz to weź sobie dziesięć złoty z portwela jeśli
                        potrzebujesz" moja partnerka (lub jeśli użyję innego słowa niż "kochanie" możę
                        to być ktokolwiek inny) wyjmuje mi pieniądze z portwela!!!! zabiera je i
                        wychodzi!!!! ZŁODZIEJ!!!!! nieprawda, ja jej na to pozwoliłem, to już nie jest
                        zdrada. Jeśli na podobnej zasadzie pozwolę jej sypiać z innymi to to z kolei
                        nie będzie zdradą. Jednak jeśli jej nie pozwolę ani na jedno ani na drugie,
                        będzie to kolejno i kradzież i zdrada. Dla mnie zdrada to jest przeciwstawienie
                        się postanowieniom związku, naszego związku a nie tego narzuconego przez ustrój
                        czy społeczeństwo. To powoduje rozszerzenie pojęcia zdrada, ktoś może zabronić
                        partnerowi np: nie wchodzenie do jakiegoś pokoju (zmarło tam dziecko) lub nie
                        czytać jakiegoś bardzo intymnego listu (od pierwszej miłości) a partner mimo to
                        tak zrobi to jest to zdradą. Społecznie na to patrząc tak jak cały czas się
                        upierasz, wejście do pokoju nie jest przestępstwem, nie powinna mieć pretensji
                        do partnera, z listem już inna sprawa ale mógł to być np: list zaadresowany do
                        niego ale nigdy nie wysłany, ma chyba prawo przeczytać list zaadresowany do
                        niego, nic złego nie robi prawda?

                        Jarek dopuścił zdradę mówiąc coś o tym że zdradzi i nic nie powie, to już dla
                        mnie jest przegięcie. Nie chce mi sie komentować :P bo zmęczony jestem

                        Co jeszcze chciałem powiedzieć? hmmm dla mnie zdrada zdrada to podważenie
                        czegoś na czym opiera się związek, to na czym się opiera zależy od partnerów,
                        ich sprawa, kurde chyba sie powtarzam :P dobra kończe bo mi wena przemija

                        > A swoja droga, zastanawialiscie sie kiedys, dlaczego prostytutka
                        > po kilku latach wykonywania swojego 'zawodu' wyglada tak,
                        > jakby miala dwudziestke wiecej na karku,niz w rzeczywistosci?
                        > Przeciez tyle seksu, przyjemnosci etc. powinno ja raczej
                        > odmlodzic??!!

                        z tego co mi sie wydaje to nie często tak jest, i zdarza się raczej u
                        narkomanek, dobra nie wypowiadam się jak nie wiem, może podaj jakieś źródła tej
                        wiedzy?

                        Pozdrawiam

                        PS - jakbym był z kimś kto nie akceptuje związku otwartego to seks z innymi
                        automatycznie staje się zdradą.
                        • Gość: jendza Re: Jarek i Vortex - czyli o szczesliwym 'plejboj IP: *.abo.wanadoo.fr 20.03.03, 11:14
                          Vortexie!
                          I masz racje, i nie masz jej zarazem.
                          Jak chodzi o kradziez - przyklad ktory podales,
                          podoba mi sie, m.in. dlatego tez, ze w oparciu
                          o niego moge CI dookreslic, o co mi chodzilo.
                          Otoz ja mowilam o zdradzie malzenskiej- wczesniej
                          precyzujac dokladnie, co jest wyznacznikiem
                          owego 'malzenstwa'. To wlasnie jest ta umowa
                          miedzy Toba i Twoja partnerka z Twojego przykladu.
                          "Umowa" malzenska, o ktorej mowilam, WYKLUCZA
                          relacje seksualne z innymi osobami, stad - kazda
                          taka potencjalna relacja jest po prostu zdrada.

                          W swoim przykladzie zaweziles troche pojecie
                          kradziezy, ograniczajac je - wiem, na potrzeby
                          naszej rozmowy - do kradziezy pieniedzy li i
                          jedynie. Pamietasz obowiazujace onegdaj w PRL-u
                          pojecie 'organizowania'? Polegalo to - w schematycznym
                          skrocie - na wynoszeniu z pracy wszystkiego, co sie
                          wyniesc dalo,a mialo jakakolwiek wartosc.
                          Nie byly to pieniadze, bylo na to spoleczne przyzwolenie,
                          nie nazywano tego kradzieza, co jednak nie zmienia
                          faktu, ze byla to NAJPOSPOLITSZA NA SWIECIE KRADZIEZ.

                          Wszystkie religie swiata dostrzegaja jednoczacy aspekt
                          relacji seksualnej i fakt nastepujacej przy tym akcie
                          wymiany energii. W pokartezjanskim swiecie oduczylismy
                          sie na Zachodzie dostrzegac i rozumiec te prawidlowosci.
                          Miedzy innymi dlatego zeswiecczona Europa tak sie rzucila
                          na proteze duchowosci Wschodu, ktora to papke funduja
                          rozmaitym poszukujacym duchowych uzasadnien bardziej lub
                          mniej prawdziwi 'mnisi' przeroznego autoramentu.
                          Mowiac w wielkim skrocie oraz uproszczeniu: jesli dwoje
                          ludzi laczy sie ze soba w akcie seksualnym, to NAPRAWDE
                          stanowia jedno cialo, szczegolnie w wymiarze 'energetycznym'.
                          Jesli to polaczenie poparte jest emocjami oraz jeszcze aktem
                          woli obojga, by byc stale razem, to Tworza rzeczywiscie CZLOWIEKA,
                          ktory jest OBRAZEM BOGA (w chrzescijanstwie czlowiek=mezczyzna+kobieta);
                          uzyskuja jednie, osiagajac rownowage jing i jang (np. taoizm);
                          slowem: tworza jeden spojny doskonaly organizm.

                          Wyobrazmy sobie kobiete, ktora w ciagu jednej nocy 'obsluguje'
                          pieciu partnerow. To tak, jakby piec razy w ciagu tej nocy
                          odcinala jakis kawalek siebie, a nastepnie przyszywala sobie
                          w to miejsce nowa proteze, by za chwile znow ja amputowac.
                          Tyle, w wielkim uproszczeniu, bo robota mnie gna..
                          pzdr
                          j
                          • vortex Re: Jarek i Vortex - czyli o szczesliwym 'plejboj 20.03.03, 18:23
                            Gość portalu: jendza napisał(a):

                            > Vortexie!
                            > I masz racje, i nie masz jej zarazem.
                            > Jak chodzi o kradziez - przyklad ktory podales,
                            > podoba mi sie, m.in. dlatego tez, ze w oparciu
                            > o niego moge CI dookreslic, o co mi chodzilo.
                            > Otoz ja mowilam o zdradzie malzenskiej- wczesniej
                            > precyzujac dokladnie, co jest wyznacznikiem
                            > owego 'malzenstwa'. To wlasnie jest ta umowa
                            > miedzy Toba i Twoja partnerka z Twojego przykladu.
                            > "Umowa" malzenska, o ktorej mowilam, WYKLUCZA
                            > relacje seksualne z innymi osobami, stad - kazda
                            > taka potencjalna relacja jest po prostu zdrada.

                            Jeżeli w przysiędze małżeńskiej było "nie będę miał/a innych partnerów
                            seksualnych" to jak najbardziej seks jest zdradą, nie mówię że nie może być
                            zdradą. Jeśli "umowa" to wyklucza to zgadzam się z Tobą. Chciałem tylko
                            zauważyć że nie każda "umowa" może to wykluczać.

                            >
                            > W swoim przykladzie zaweziles troche pojecie
                            > kradziezy, ograniczajac je - wiem, na potrzeby
                            > naszej rozmowy - do kradziezy pieniedzy li i
                            > jedynie. Pamietasz obowiazujace onegdaj w PRL-u
                            > pojecie 'organizowania'? Polegalo to - w schematycznym
                            > skrocie - na wynoszeniu z pracy wszystkiego, co sie
                            > wyniesc dalo,a mialo jakakolwiek wartosc.
                            > Nie byly to pieniadze, bylo na to spoleczne przyzwolenie,
                            > nie nazywano tego kradzieza, co jednak nie zmienia
                            > faktu, ze byla to NAJPOSPOLITSZA NA SWIECIE KRADZIEZ.

                            przyznam się że mam małą wiedzę na ten temat, to mi bardziej wygląda na
                            głupotę, lukę w prawie i wykorzystywanie sytuacji. Porównując do mojego
                            przykładu z kradzieżą, to są 3 możliwości, - przyzwolenie - zakaz - pominięcie
                            tematu (luka). Jak robię coś na co mam pozwolenie to jest ok, jak robię coś na
                            co mam zakaz nie jest ok, a jak robię coś co jest wątpliwe to już jest
                            niebezpiecznie. Dlatego trzeba najpierw mieć w tej sprawie jasność. Oczywiście
                            pozwolenia i zakazy muszą być adekwatne do nas, jeśli ktoś pozwoli partnerowi
                            na sypianie z innymi a w głębi serca będzie z tego powodu cierpiał to będzie to
                            dla niego zdrada, mimo że partner zdrady nie popełnił (nie zrobiłby tego gdyby
                            wiedział że on/ona naprawde tego nie chce) ale to już dłuższa rozmowa,
                            rozważajmy przypadki kiedy wiemy na pewno czego chcemy.

                            >
                            > Wszystkie religie swiata dostrzegaja jednoczacy aspekt
                            > relacji seksualnej i fakt nastepujacej przy tym akcie
                            > wymiany energii. W pokartezjanskim swiecie oduczylismy
                            > sie na Zachodzie dostrzegac i rozumiec te prawidlowosci.
                            > Miedzy innymi dlatego zeswiecczona Europa tak sie rzucila
                            > na proteze duchowosci Wschodu, ktora to papke funduja
                            > rozmaitym poszukujacym duchowych uzasadnien bardziej lub
                            > mniej prawdziwi 'mnisi' przeroznego autoramentu.
                            > Mowiac w wielkim skrocie oraz uproszczeniu: jesli dwoje
                            > ludzi laczy sie ze soba w akcie seksualnym, to NAPRAWDE
                            > stanowia jedno cialo, szczegolnie w wymiarze 'energetycznym'.
                            > Jesli to polaczenie poparte jest emocjami oraz jeszcze aktem
                            > woli obojga, by byc stale razem, to Tworza rzeczywiscie CZLOWIEKA,
                            > ktory jest OBRAZEM BOGA (w chrzescijanstwie czlowiek=mezczyzna+kobieta);
                            > uzyskuja jednie, osiagajac rownowage jing i jang (np. taoizm);
                            > slowem: tworza jeden spojny doskonaly organizm.

                            Tu powiem tyle że mam inne spojżenie na ten temat. Jeśli to coś wyjaśni jestem
                            ateistą. A moje zdanie jest takie że seks może być czymś opisanym wyżej, ale
                            nie musi, a co sie dzieje np: podczas gwałtu? czy wtedy też powstaje doskonały
                            organizm. Wg. mnie to co powstaje w trakcie seksu zależy od podejścia
                            partnerów. Seks może być czasem tylko zaspokojeniem potrzeb, co nie znaczy że
                            nie może być przeżyciem duchowym.

                            >
                            > Wyobrazmy sobie kobiete, ktora w ciagu jednej nocy 'obsluguje'
                            > pieciu partnerow. To tak, jakby piec razy w ciagu tej nocy
                            > odcinala jakis kawalek siebie, a nastepnie przyszywala sobie
                            > w to miejsce nowa proteze, by za chwile znow ja amputowac.
                            > Tyle, w wielkim uproszczeniu, bo robota mnie gna..
                            > pzdr
                            > j

                            Jak wyżej, inaczej na to patrzę.

                            Pozdrawiam
                            vortex
                            • Gość: jendza Re: Jarek i Vortex - czyli o szczesliwym 'plejboj IP: *.abo.wanadoo.fr 20.03.03, 23:21
                              Rozumiem, ze masz inne zdanie :))
                              pozdrawiam rowniez!
                              j
                              • vortex Re: Jarek i Vortex - czyli o szczesliwym 'plejboj 21.03.03, 19:36
                                Gość portalu: jendza napisał(a):

                                > Rozumiem, ze masz inne zdanie :))
                                > pozdrawiam rowniez!
                                > j

                                :D nawzajem

                                Pozdrawiam
                                vortex
                  • Gość: Lena Do jendzy IP: 80.48.96.* 17.03.03, 20:52
                    W pełni popieram Twoje zdanie. Napisałaś to pięknie, obrazowo i dobitnie.
                    Pozdrawiam.
              • vortex Re: Teoria zdrady - w obronie emocji 18.03.03, 01:37
                Gość portalu: jendza napisał(a):

                > jest zdrada, moim zdaniem oczywiscie, przy czym dziwki - jak rozumiem -
                > w tym przypadku sa zarowno plci meskiej, jak i plci zenskiej.
                > 'Akceptacja' obojga malzonkow nie zmienia kwalifikacji czynu.
                > Tak, jak nie zmienia go spoleczne przyzwolenie np. dla kradziezy
                > w pracy. Kradziez zawsze bedzie kradzieza niezaleznie od tego,
                > ile osob chce myslec inaczej...

                Kradzież jest społecznie szkodliwa, zdrada małżeńska nie jest społecznie
                szkodliwa (chyba że ktoś tego nie lubi, wtedy nie powinno go to obchodzić) ale
                nazwijny to małżeńsko szkodliwa, więc szkodzi tylko osobom w związku. Czy na
                pewno szkodzi? Jeśli obie strony traktują seks tak jak dobrą kawę, czy coś w
                tym rodzaju, albo rozdzielają seks od uczuć (poza związkiem) to tylko i
                wyłącznie ich sprawa czy uznają to za zdradę czy nie. Pojęcie co jest dobre dla
                dwojga ludzi a co jest złe nie może być narzucone przez społeczeństwo, decydują
                o tym sami. Jestem przeciwny narzucaniu komuś pojęcia co jest dobre a co złe
                dopuki ich dotychczasowy pogląd nikomu nie zagraża. A jeżeli chodzi o regółkę
                małżeńską "wierna" i tak dalej to ona jest już przygotowana z góry, związek
                dwojga ludzi nie powinien być podlegany akceptacji dajmy na to kościoła który
                narzuca swoje formy związku, to wam wolno a to nie. (jeżeli chodzi o ślub w
                urzędzie to bardziej jest zatwierdzenie dla zmiany statutu społecznego, no i
                oczwywiście dla małżonków znaczy to więcej) Ale prawdziwa przysięga małżeńska
                jest tylko i wyłącznie między tym dwojgiem ludzi, i jeżeli oni akceptują takie
                sprawy to wara od tego. Nie mówice im że zdradzają kiedy są z tym szczęśliwi.
                Takie jest moje zdanie.

                > Poniewaz 'uprawianie seksu' ma bardzo glebokie konsekwencje
                > w czlowieku, nie tylko prokreacyjne rzecz jasna.
                > Nie bede sie zaglebiac w teorie... Spytam inaczej:
                > byles kiedys 'na dziwkach'? Wyszedles potem naprawde doglebnie
                > usatysfakcjonowany, przepelniony radoscia, z poczuciem doznanej
                > pelni? Czy moze raczej w cokolwiek odmiennym nastroju...?

                hohoho nie mówimy o mnie, bo ja przyznaję że na dziwki nie chodze bo
                rzeczywiście mam wrażenie żę się upokarzam, ale to nie chodzi o mnie, są ludzie
                którym to nie przeszkadza, naprawdę, daje kase, bierze przyjemność i nie widzi
                problemu

                > Rzeczywiscie, mozna to tak pewnie zinterpretowac:P!
                > No to sie poprawie... I nie powiem, ze ten, kto probuje
                > zaspokoic wiele kobiet jest psem.... na kobiety, tylko,
                > ze sztuka jest uczynic naprawde szczesliwa te jedyna,
                > wybrana...
                > Czego zycze tym, ktorzy zasadnosc takiego bycia zechca
                > dostrzec

                uszczęśliwienie partnera w związku równa sie spełnianiem warunków małżeństwa,
                warunki małżeństwa zależą od ich samych a nie od zwyczaju społecznego
                (przynajmniej to by było najzdrowsze i najlogiczniejsze) jeśli akceptują
                sypianie z innymi to może być i psem na kobiety i może ją uszczęśliwiać.

                Od razu uprzedzam że naprawde ciężko jest mnie od tego odwieźć, trzeba by
                naprawde mocnego argumentu. Małżeństwo to najmniejsze państwo świata i ma
                własne prawa, oczywiście na tyle wolne na ile nie naruszają wolności innych.
                Sypianie z innymi nie narusza niczyjej wolności chyba że jakąś pseudomoralność
                osób które nie lubią sypiania z innymi. Czy to komuś robi krzywdę? Nie,
                małżeśństwo które tak czyni nie ma żadnego obowiązku wobec Cibie lub
                kogokolwiek innego żeby nie sypiać z innymi. Pod tym względem mają zobowiązania
                tylko i wyłącznie wobec siebie i nie porównujmy tego do kradzieży bo to dwie
                różne sprawy.

                Pozdrawiam
            • anahella Re: Teoria zdrady - w obronie emocji 17.03.03, 20:58
              vortex napisał:
              > tu sie przyczepie :P pies zaspokaja kobiety? to nieźle, może mężczyźni są
              > niepotrzebni :D

              wypluj to slowo bo skonczysz w schronisku;)
              • vortex Re: Teoria zdrady - w obronie emocji 18.03.03, 01:38
                anahella napisała:

                > wypluj to slowo bo skonczysz w schronisku;)

                Przygarnij kropkaaa :P
    • Gość: miregal Re: Teoria zdrady IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 17.03.03, 21:03
      to co czujesz nie jest od ciebie zalezne, kierowac mozna swoim dzialaniem, ale
      nie emocjami.

      milosc nie oznacza ze jestem w pelni zachwycona druga osoba i z nikim jej nawet
      nie porownuje - to zauroczenie, nie milosc. milosc to troska, to zyczenie tej
      drugiej osobie jak najlepiej, to kompromisy, czasem poswiecenie. milosc to
      akceptacja. zdarzalo mi sie byc zafascynowana kims innym niz chlopiec, z ktorym
      wlasnie bylam zwiazana, uwazalam tego "innego" za bardziej interesujacego,
      przystojniejszego, bardziej seksownego, bardziej oczytanego, diabli wiedza co
      jeszcze... ale to tego mojego chlopca KOCHALAM. i nigdy, przenigdy w zaden
      sposob ani mojemu chlopcu, ani temu "innemu", ani w ogole nikomu nie dalabym w
      zaden sposob poznac ze ten "inny" mnie chwilowo ogromnie zafascynowal. nie
      czulam sie w takich sytuacjach winna zdrady. gdy taka mysl przychodzi do glowy,
      nie da sie jej z tej glowy "wypchnac", mozna ja tylko sobie wytlumaczyc i
      oswoic - nie wiem czy wyrazam sie dosc zrozumiale, trudno mi to, co mysle, ujac
      teraz w slowa.

      trudno powiedziec czym jest milosc, skad sie bierze, czym jest umotywowana...
      bo chyba niczym nie jest. ale zgadzam sie z jendza: to nie jest tak ze "tylko
      on, bo jest najmadrzejszy, najmilszy i najprzystojniejszy". to jest tak
      ze "tylko on, bo tylko on, jeden jedyny na calym swiecie i koniec".

      pozdrawiam



    • Gość: małgosia Re: Teoria zdrady IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 19.03.03, 12:34
      A czy każdemu serialowi wzrasta oglądalność, jesli mu się dołozy małą zdradę?
      • Gość: dziki Re: Teoria zdrady IP: *.dyn.optonline.net 23.03.03, 04:57

        Chialbym sie tutaj podzielic moim spojrzeniem
        na ten temat.
        Otoz, trzeba by chyba najpierw zdefiniowac pojecie zdrady.
        A wiec wedlug mnie (chociaz o ile mnie pamiec nie myli,to
        nie jest to moja wlasna defincja(w koncu dosc malo rzeczy
        jest naprawde naszych),ale pewnych filozofow,ktorych juz
        teraz nie pamietam,ale tylko przyswoilem kiedys ja sobie),
        zdrada jest to zmiana wlasnej skali wartosci.
        A zatem zgodnie z nia, zdradzic mozna tylko siebie!
        Ale,tutaj jest mowa jak sadze o tzw.zdradzie malzenskiej.
        Zatem ten maz ktory chodzi na dziewczynki do agencji, i nie
        mowi o tym swojej zonie,to bardzo mi przykro ale nie zdradza jej!!!!
        Zdradza ten,ktory (nie wspolzyjac nawet cielesnie z inna kobieta),
        jest nia zafascynowany i przezywa z nia tzw.romans.
        To tyle jesli chodzi o zdrade ze strony mezczyzny.
        Z kobietami jest inaczej;bo kazde wspolzycie cielesne jest dla kobiety
        nieobojetne uczuciowo,zatem jezeli zona wspolzyje z kims fizycznie to
        zdradza swojego meza!
        Oczywiscie ze nie jest to wszystko takie znowu proste,bo jezeli
        odbywa sie na zasadzie obojetnosci w stosunku do tego,to jest zdrada;
        ale jesli jest oparte o jakas walke wewnetrzna,to ta wina zostaje
        poprzez wlasnie to poczucie zlego niezrealizowana.
        To tyle,jezeli chodzi o "teorie zdrady".
        Chialbym tylko na koniec dodac,ze prawdziwa milosc wszystko wybacza,
        co wiecej nie obchodzi ja to czy malzonek (malzonka) sypie z kims innym.
        Ale niestety takich malzenstw o tak pojetej milosci jest bardzo malo;
        bo zwykle zwiazki malzenskie oparte sa o pseudomilosc,polegajaca na
        obopolnej realizacji swojej wlasnej ambicji i pychy;i jest to tym bardziej
        zcemetowane jezeli jest oparte o zasady jakies religii,wtedy to juz jest
        zupelny koszmar ciemnych pokoi,goracych pierzyn i wzajemnej poniewierki
        duchowej az do konca zycia.

        Z powazaniem

        dziki


Pełna wersja