List tygodnia

IP: *.acn.pl 15.03.03, 21:53
brawa dla Pani. ja do tej pory lecze kompleksy, ktorych
nabawilam sie na maturze dzieki mojej historyczce. jakos studia
poszly bez wiekszych oporow, chociaz byly egzaminy z historii.
zostalo mi tylko napisac i obronic. nie nalezy wierzyc
wszystkiemu, co nam wkladaja do glowy. warto w siebie wierzyc
na przekor wszystkim. pozdrawiam
    • Gość: ktoś Re: List tygodnia IP: *.plo.warszawa.supermedia.pl 17.03.03, 10:24
      Ciekawa jestem czy rodzice Pani zgodzili się z opinią
      nauczycielki, czy umacaniali Pani wiarę w siebie. Ja znam z
      najbliższego otoczenia dwie podobne historie o różnych
      zakończeniach. W znanych mi przypadkach wyrok zapadł ze strony
      pani psycholog z Poradni Międzyszkolnej. Jedną z osób "spisanych
      na straty" był mój mąż, któremu zasugrowano naukę w technikum
      geodezyjnym, bo do liceum ogólnokształcącego się nie nadawał. Na
      szczęście rodzice nie dali się ogłupić i dzisiaj mój mąż jest
      lekarzem, obronił doktorat i przygotowuje się do habilitacji.
      Niestety nie zawsze kończy się tak pozytywanie. W przypadku
      mojego brata, który cierpiał na dysleksję (w latch 70 -tych nie
      znano jeszcze takiego pojęcia) "wyrok" był surowszy. Wskazano mu
      szkołę zawodową mechaniczną. Był to wybór najgorszy z możliwych,
      ponieważ mój brat nie miał żadnych zainteresowań technicznych,
      był zdecydowanym humanistą pasjonującym się historią. Ukończył
      niestety tę szkołę (przebywając przez 3 lata w koszmarnym
      towarzystwie)potem ukończył technikum w tej samej "branży" i
      zdał maturę. o studiach nie było mowy, bo na studia
      humanistyczne brakowało mu wiedzy na poziomie licealnym, a
      studia politechniczne nie interesowały go. To wszystko odbiło
      się oczywiście na szansach zawodowych. Opisałam te dwie historie
      między innymi po to aby zaapelować do rodziców, żeby zbyt łatwo
      nie zwątpili w swoje dzieci i nie wierzyli ślepo
      różnym "autorytetom".
    • Gość: Katarzyna Dobrze, ze ktos o tym napisal IP: *.47.30.61.isp.tfn.net.tw 19.03.03, 07:36
      Przede wszystkim przylaczam sie do gratulacji.
      Ja na maturze z polskiego zarobilam 2- od nauczyciela, ktory
      zaczal uczyc nas trzy miesiace przed egzaminem. Zreszta w liceum
      zawsze otrzymywalam kiepskie oceny z przedmiotow
      humanistycznych, w przeciwienstwie do nobliwych panien, ktore,
      umialy wysmarowac wypracowanie na 500 stron, zreszta o niczym.
      Jedyna nauczycielka, ktora wspominam milo byla pani od
      matematyki - maglowala mnie tak dlugo, az wreszcie nauczyla i
      na maturze zarobilam 4+. Wszystko to odbywalo sie w murach
      szacownego warszwskiego liceum.
      Moze sie tam kiedys pojawie i opowiem, co teraz robie - po
      studiach orientalistycznych, z tytulem magistra, siedze w Azji i
      bardzo dobrze mi sie tu pracuje.
      Szczery apel - nie poddawajcie sie presji "nauczycieli" (nie
      mowie oczywiscie o pedagogach z prawdziwego zdarzenia). Robcie
      swoje - zawsze sie oplaci.
      Powodzenia
    • anahella Re: List tygodnia 19.03.03, 08:48
      Mnie pani "pedagog" tez przeznaczyla do szkoly zawodowej na podstawie... pol
      roku nauki w mojej klasie wiedzy o spoleczenstwie - 1 godzina tygodniowo. Nie
      przeprowadzila z zadnym z uczniow zadnej rozmowy, a ferowala wyroki na
      podstawie zainteresowania ucznia jej przedmiotem. Prawie cala klasa wedlug niej
      nadawala sie do zawodowki, bo z jej przedmiotu jakos nikt nie byl orlem. Na
      szczescie rodzice moi i moich kolego mieli swoj rozum. Prawie wszyscy poszli do
      liceum. Kilka osob odpadlo w pierwszej klasie, ale wiekszosc dala sobie rade.
      Domyslam sie ze moja klasa nie byla wyjatkiem. Ciekawa jestem ile ta pani ma
      zatrzymanych karier na sumieniu.
    • Gość: Laura Re: List tygodnia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.03.03, 11:10
      Coz rowniez moglabym opowiedziec taka bardzo podobna histrie.
      Pani od polskiego stwierdzila ze chyba nie powinnam sie wybierac
      do liceum bo sobie nie poradze. Na szczescie stalo sie inaczej.
      Liceum ukonczylam, poszlam na studia prawnicze ktore rowiez
      ukonczylam a w tej chwili pisze doktorat. Cale szczescie ze moi
      rodzice mieli wiecej wiary we mnie niz moja nauczycielka, dzieki
      ich wiarze we mnie udalo mi sie osiagnac to wszystko.
    • Gość: Madzia Re: List tygodnia IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 19.03.03, 12:49
      Byłam w takiej samej sytuacji, wychowawczyni ze szkoły podstawowej była bardzo
      zbulwersowana gdy usłyszała moją decyzję o wyborze liceum ogólnokształcącego,
      sugerowała zawodówke. W moim wniosku do szkoły wyraziła swoja opinie "uczennica
      nie nadaje się do tej szkoły. Wniosek wypełniam na prośbę matki". Szczęśliwie
      ukończyłam ogólniak, a teraz studia.
      Czy wpłynęło to na moje zycie ... pewnie tak, łatwo sie poddawałam gdy miałam
      kłopoty w szkole,chociaż znałam odpowiedzi na masę pytań nie udzielałam się bo
      bałam się ośmieszenia, długo trwało az przekonałam się, że mam jakąś wiedze i
      zasób wiadomości. Zanim poszłam na studia skończyłam studium pomaturalne,bo
      uważałam, że na studia się nie nadaje, dopiero po nim podjęłam decyzję o
      studiach wyższych i dopiero na nich zrozumiałam jaki wpływ wywarła na mnie
      opinia wychowawczyni ze szkoły podstawowej.
    • soczewica brrr, pani nauczycielka-koszmar... 19.03.03, 13:04

      chociaż od liceum minęło już parę lat, to ciagle z niechęcią wspominam moją
      panią psor-wychowawczynię, która na jednej z lekcji wychowawczych powiedziała
      do nas: jeśli ktoś ma średnią oscylującą w okolicy trójki, nie ma co amrzyć o
      studiach, chyba, że rodzice zapłacą za prywatne.
      pamiętam też, jak rpzed pokojem nauczycielskim klarowała mi (trzecia klasa,
      połowa roku szkolnego) że może powinnam przenieść się do wieczorówki, bo "pan
      dyrektor chętnie mnie tam przyjmie". powiedziała też: "wiem, że nie jesteś
      geniuszem, ja zresztą też nie, bo gdybym była, to bym pracowała w kancelarii
      prezydenta, a nie w jakiejś szkole na pipidówie". do dzisiaj palą mnie łzy
      płynące po policzkach. do innych nauczycieli z biegiem lat nabrałam sentymentu,
      wiadomo, urazy i zatargi z lekcji puszca się w niepamięć, ale tej jednej
      cholerze nie wybaczę i uważam że to co zrobiła - nie tylko mnie tępiła - za
      postępek niegodny pedagoga.
      a teraz mniej patetycznie: :)
      nie dałam się babie, skończyłam dzienne liceum, zdałam maturę, dostałam się na
      studia.. inna sprawa, że ciągle nie mogę ich skończyć ;)
      a babsztyl już nie pracuje w szkole - spotkałam ją za ladą sklepu z akcesoriami
      meblowymi. dziewczyna która przez nią opuściła naszą klasę też ją spotkała - w
      sklepie z materiałami, trochę wcześniej.
      SATYSFAKCJA GWARANTOWANA!
      sprawiedliwość dziejowa jednak działa. he he he.

      soczewica
      • capa_negra Re: brrr, pani nauczycielka-koszmar... 19.03.03, 13:45
        I ja dorzuce swoje trzy grosze.

        Moja wychowawczyni z liceum - zawsze cos do mnie miała.
        Nie wiem może byłam zbyt odwazna , nie czerwieniłam sie , nie jąkałam ..
        Byłam dobra z przedmiotów ścisłych fizyka , chemia - 5 ( 6 wtedy nie było) a
        z matematyki wiecznie 3
        W dniu w którym weszłam do samorzadu szkolnego mało jej szlag nie trafił
        Na maturze dwie oceny bdb z wyróznieniem dwie czwórki , a z matematyki - 3
        Zdając na studia potrzebowałam opinie wychowawcy, która była punktowana -
        odmowiła napisania
        W świat poszłam z opinia napisana przez biologicę.
        Wsród egzaminów na studia zdawałam i matematyke - na 5
        Dostałam sie w pierwszej 10 - do dzis sie zastanawiam czy chodziłam do tak
        swietnej szkoły , ze trójka była tyle warta co 5 z innej , czy też byłam tak
        sprawiedliwie oceniana ???
        Dodam , ze w trakcie studiów miałam w każdym roku co najmniej 2 przedmioty
        oparte na matematyce - bez problemów oczywiście
        Moj ojciec - człowiek bardzo zasadniczy i nie dający wygłaszać złych opinni o
        nauczycielach po egzaminach do mnie rzekł:
        - dziecko jak sie jeszcze raz tej k...wie ukłonisz to możesz do domu nie wracac
        Kwiczałam z radośći 2 dni :-)

    • Gość: Me A skad to sie bierze?? IP: *.kat.chalmers.se 19.03.03, 18:23
      Gratuluje autorce listu - negatywna opinia "autorytetu"
      nauczycielskiego na pewno niejednemu geniuszowi zniszczyla
      kariere. Sama dobrze pamietam moja nauczycielke fizyki z liceum
      i jej "dobra rade", uslyszana tuz przed matura: "X, ja ci dam te
      czworke, bo nie chce ci zepsuc swiadectwa, zreszta wychowawczyni
      mnie o to prosila. Ale zrob ty mi te przysluge i nie wybieraj
      sie na zadna uczelnie techniczna..." Dodam, ze potem jako jedna
      z najlepszych na roku zdalam egzamin na politechnike, przez cale
      studia bralam stypendium naukowe, dostalam indywidualny tok
      nauczania i stypendium zagraniczne. Teraz koncze prace
      magisterska i powoli zbieram materialy do licencjatu, ktory byc
      moze czeka mnie zaraz potem. Ale dosc chwalenia, nie o tym
      chcialam napisac. Pytanie, ktore mnie nurtuje, to: dlaczego tak
      sie dzieje? Sadzac z liczby wypowiedzi na forum, jest to
      przypadek nierzadki - czy wiec mamy dzikie stada kiepskich
      pedagogow, ktorzy z braku wiedzy czy ze zlej woli feruja takie
      wyroki? Czy moze zdolnosci czlowieka nie da sie oszacowac na tym
      etapie rozwoju, moze po prostu u niektorych pojawiaja sie
      pozniej? A moze po prostu zla opinia nauczyciela jest jakas
      paradoksalna motywacja do nauki przedmiotu, ktory w innym
      wypadku byl nudny i zbyt skomplikowany? Moim zdaniem warto
      byloby to wyjasnic, chocby po to, aby uniknac podobnych wpadek w
      naszym wspanialym systemie edukacji!
      • tralalumpek Re: A skad to sie bierze?? 19.03.03, 19:36
        Gość portalu: Me napisał(a):

        > Gratuluje autorce listu - negatywna opinia "autorytetu"
        > nauczycielskiego na pewno niejednemu geniuszowi zniszczyla
        > kariere. Sama dobrze pamietam moja nauczycielke fizyki z liceum
        > i jej "dobra rade", uslyszana tuz przed matura: "X, ja ci dam te
        > czworke, bo nie chce ci zepsuc swiadectwa, zreszta wychowawczyni
        > mnie o to prosila. Ale zrob ty mi te przysluge i nie wybieraj
        > sie na zadna uczelnie techniczna..." Dodam, ze potem jako jedna
        > z najlepszych na roku zdalam egzamin na politechnike, przez cale
        > studia bralam stypendium naukowe, dostalam indywidualny tok
        > nauczania i stypendium zagraniczne. Teraz koncze prace
        > magisterska i powoli zbieram materialy do licencjatu, ktory byc
        > moze czeka mnie zaraz potem.



        *************ja juz chyba rzeczywiscie tylko z gajowym musze pogdac i ustalic
        termin na odstrzal bo juz nie lapie....jak to jest , najpierw jest praca
        magisterska a potem licencjat jak piszesz?



        • Gość: Me Re: IP: *.telia.com 19.03.03, 20:08

          > *************ja juz chyba rzeczywiscie tylko z gajowym musze pogdac i
          ustalic
          > termin na odstrzal bo juz nie lapie....jak to jest , najpierw jest praca
          > magisterska a potem licencjat jak piszesz?

          A rzeczywiscie, przepraszam, niezgodnosc terminologii mi sie wyrwala.
          Tutaj "licencjatem" nazywa sie etap posredni w pisaniu pracy
          doktorskiej, nie magisterskiej.

Pełna wersja