mala_chmurka
02.10.06, 10:54
Odszedł, gdy mama była jeszcze w ciąży. Potem widziałam go parę razy. mam
wiecznie się znim użerała w sądach o alimenty, bo miał dom, pracę, nową żonę
(łazuił do niej w czasie narzeczenstwa z moja mama, ona o tym nie wiedziala,
potem tez wyłaził z domu pod pretekstem wyjazdów służbowych, a czas spędzał u
niej). No i mama sie wkurzyla, wysatwiła mu walizki i tyle. Cięzko jej było,
bo w koncu pokochala tego faceta, ale jakoś dała radę. A ja? Całe życie bez
taty. W przedszkolu opowialam innym dzieciom ,ze tata byl marynarzem i zginal
na morzu. Albo inne historie. Jak to dzieciak. Potem widzialam go jak zabral
mnie na wakacje (mialam wtedy jakies 10 lat, potem jeszcze raz mnie zabral).
A potem kontakt sie urwal, bo zaczął wymyslac, ze na ulicy go nie poznaje, ze
sie odwracam itp. Nie widzialam go,najbardziej nie lubie, jak wmawia mi sie
cos, czego nie bylo,a wytlumaczyc sie nie da. Potem jak studiowlaam,
wypisywal do mamy listy, ze powinnam sie wziac do pracy, ze inni studiuja
wieczorow, zaocznie, ze ja tez moge, a nie żerować na nim (bo przeciez musila
nadal płacić alimenty). Tak, jakbym specjalnie poszła na dziennie, zeby
placil. Pwoiem tylko, że 3 lata studiowalam dziennie, ostatnie 2 juz zaocznie
i zarabiałam na siebie.
Ojca nie widzialam chyba od 10 lat. Mam teraz 32 lata. I co jakis czas lapie
sie na tym, ze to jest problem. Nei żebym potrzebowala kontaktu z nim.
XChodzi mi o dzicinstwo, szkody, jakie poczyniło to, że się bez taty
wychowywałam. Czy ktos z was miał podobnie? Co czujecie do ojcow, ktorych nie
bylo? Inna kwestia to zachowanie mamy, zabraniala mu na poczatku kontaktow ze
mna. Ale nie o to juz chodzi. On sie o to zbyt nie starał. Wiem, ze czasu sie
nie cofnie, ale tak mi czasem żal tego, ze nie miałam normalnej rodziny,
oparcia w ojcu, że w jakims sensei wypaczylo to moje dorosle zachowanioa
związki (ładuję się w historie z podobymi facetami, tzn. jednym konkretnie).
Nie umiem sobie czasem z tym poradzic. Kiedys wydawalo mi sie, ze go
nienawidze. Potem chcialam czuc obojetnosc, żadnych uczuć, nawet tych
negatywnych. Po prostu "zeszłoroczny śnieg". Na co dzin mi to jakos wychodzi,
ale ostatnio przeczytalam w Olivii o roli ojca w zyciu dziecka i wszytsko
wróciło. ja nie dostałam od niego nic. Ani oparcia, ani wzorca faceta, nigdy
nie byłam "córeczką tatusia", nigdy nie mówił, że jestem mądra itp. Nic z
tych rzeczy, jakie dają ojcowie swoim dzieciom.
Sama nie wiem, co chcę. Czy się wyżalić, czy zapytac, jak wy sobie z tym
radzicie...
Jestem jedynaczka (dla mamy, tatuś ma jeszcez syna z nowego, trzeciego już
małżeństwa). I mama traktuje mnie jakbym byla jedyna osoba na swiecie. Mowi,
ze skoro ona sie posiwecila dla mnie (nigdy nie ulozyla sobie zcyia po ojcu0,
to jej teraz cos sie ode mnie nalezy. Staram sie, odwiedzam ja, ale nie moge
zyc tak, jak ona chce. Jak jest dwoej rodzicow, zawsze jedneo broni dziecka.
A tu? Nie moge pojsc do ojca, bo wiem, ze go nie obchodze. Jakies
zaintersowanie wyraza jedynie jego siotra. czase ja widuje. Ale on nic.
Jakbym nie istniala. Pewnie by nie zauważył. Jak to jest?Można mieć swoje
dziecko gdzies???????????????????????????????????????????