Kto sie wychowywał bez ojca?

02.10.06, 10:54
Odszedł, gdy mama była jeszcze w ciąży. Potem widziałam go parę razy. mam
wiecznie się znim użerała w sądach o alimenty, bo miał dom, pracę, nową żonę
(łazuił do niej w czasie narzeczenstwa z moja mama, ona o tym nie wiedziala,
potem tez wyłaził z domu pod pretekstem wyjazdów służbowych, a czas spędzał u
niej). No i mama sie wkurzyla, wysatwiła mu walizki i tyle. Cięzko jej było,
bo w koncu pokochala tego faceta, ale jakoś dała radę. A ja? Całe życie bez
taty. W przedszkolu opowialam innym dzieciom ,ze tata byl marynarzem i zginal
na morzu. Albo inne historie. Jak to dzieciak. Potem widzialam go jak zabral
mnie na wakacje (mialam wtedy jakies 10 lat, potem jeszcze raz mnie zabral).
A potem kontakt sie urwal, bo zaczął wymyslac, ze na ulicy go nie poznaje, ze
sie odwracam itp. Nie widzialam go,najbardziej nie lubie, jak wmawia mi sie
cos, czego nie bylo,a wytlumaczyc sie nie da. Potem jak studiowlaam,
wypisywal do mamy listy, ze powinnam sie wziac do pracy, ze inni studiuja
wieczorow, zaocznie, ze ja tez moge, a nie żerować na nim (bo przeciez musila
nadal płacić alimenty). Tak, jakbym specjalnie poszła na dziennie, zeby
placil. Pwoiem tylko, że 3 lata studiowalam dziennie, ostatnie 2 juz zaocznie
i zarabiałam na siebie.
Ojca nie widzialam chyba od 10 lat. Mam teraz 32 lata. I co jakis czas lapie
sie na tym, ze to jest problem. Nei żebym potrzebowala kontaktu z nim.
XChodzi mi o dzicinstwo, szkody, jakie poczyniło to, że się bez taty
wychowywałam. Czy ktos z was miał podobnie? Co czujecie do ojcow, ktorych nie
bylo? Inna kwestia to zachowanie mamy, zabraniala mu na poczatku kontaktow ze
mna. Ale nie o to juz chodzi. On sie o to zbyt nie starał. Wiem, ze czasu sie
nie cofnie, ale tak mi czasem żal tego, ze nie miałam normalnej rodziny,
oparcia w ojcu, że w jakims sensei wypaczylo to moje dorosle zachowanioa
związki (ładuję się w historie z podobymi facetami, tzn. jednym konkretnie).
Nie umiem sobie czasem z tym poradzic. Kiedys wydawalo mi sie, ze go
nienawidze. Potem chcialam czuc obojetnosc, żadnych uczuć, nawet tych
negatywnych. Po prostu "zeszłoroczny śnieg". Na co dzin mi to jakos wychodzi,
ale ostatnio przeczytalam w Olivii o roli ojca w zyciu dziecka i wszytsko
wróciło. ja nie dostałam od niego nic. Ani oparcia, ani wzorca faceta, nigdy
nie byłam "córeczką tatusia", nigdy nie mówił, że jestem mądra itp. Nic z
tych rzeczy, jakie dają ojcowie swoim dzieciom.
Sama nie wiem, co chcę. Czy się wyżalić, czy zapytac, jak wy sobie z tym
radzicie...
Jestem jedynaczka (dla mamy, tatuś ma jeszcez syna z nowego, trzeciego już
małżeństwa). I mama traktuje mnie jakbym byla jedyna osoba na swiecie. Mowi,
ze skoro ona sie posiwecila dla mnie (nigdy nie ulozyla sobie zcyia po ojcu0,
to jej teraz cos sie ode mnie nalezy. Staram sie, odwiedzam ja, ale nie moge
zyc tak, jak ona chce. Jak jest dwoej rodzicow, zawsze jedneo broni dziecka.
A tu? Nie moge pojsc do ojca, bo wiem, ze go nie obchodze. Jakies
zaintersowanie wyraza jedynie jego siotra. czase ja widuje. Ale on nic.
Jakbym nie istniala. Pewnie by nie zauważył. Jak to jest?Można mieć swoje
dziecko gdzies???????????????????????????????????????????




    • lemoorka Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 02.10.06, 11:04
      Można mieć dziecko. Też wychowałam sie bez ojca, opuścił podobnie moja mamę jak
      i Twój. Alw nie do innej kobiety, miał inne pociagi...Moja mama była madrzejsza
      pozbwaiła go praw rodzicielskich, w przypadku , gdy nie będzie sie miał z czego
      utrzymywac nie jestem zobligowana by mó pomóc. OStatnio widziałam go 3 lata
      temu, byłw rakiem człowieka i pewnie zostane skrytykowana,za to co tu napisze,
      ale nie jest mi go wcale żal. Rodzina od strony ojca wyparła sie mnie, uważali,
      ze ja jestem tylko i wyłacznie problemem mojej mamy. Mi nigdy nie płacił
      alimentów bo nie mia z czego... Jestem dumna ze swojej mamy, ze mnie wychowała,
      ale miała o tyl łatwiej, że pomogli jej rodzice.
      Pozdrawiam Cie serdecznie i doskonale CIe rozumiem.
      • aniiatka Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 02.10.06, 11:30
        Ja także wychowałam sie bez ojca. Z tego co wiem gdy mama zaszła w ciążę on
        odszedł tłumacząc się tym, iż nie chce mieć dziecka, rodziny. Nigdy go nie
        widziałam.
        Teraz pytanie - czy ubolewam? czy boli? Przyznam szczerze że nie, zostałam
        wychowana w domu pełnym miłości, niczego mi nigdy nie brakowało,rodzina dawała
        mi wszystko co najlepsze. Mame kocham nad życie,podziwiam ze tak mnie wychowała
        (i nie mowie tu o jakimś rozpuszczeniu mnie,tylko o rozsadnym, madrym,zdrowym
        wychowaniu i zdrowych relacjach).
        Tak na prawde o fakcie braku ojca przypominam sobie może raz na rok. Jakoś nie
        myśle o tym, nie mam potrzeby, nie rozpaczam, najgorszy może był moment gdy sie
        dowiedziałam prawdy.
        Teraz przychodzi jedynie chwila refleksji, może czasem pojawią się łzy w oczach
        i pytanie jak można żyć ze świadomością że gdzieś jest to dziecko, dorosłe
        dziecko które niczemu nie jest winne a musi sobie wszystko poukładać,
        zrozumieć, wytłumaczyć i pogodzić się z pewnymi faktami. Nawet nie chciałabym
        go poznać, chciałabym jedynie wiedzieć co czuje i jak może z tym żyć...
    • izabellaz1 Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 02.10.06, 11:19
      Może jeśli tak to wszystko rozpamiętujesz, jeśli nie potrafisz "uwolnić" się od
      wpływu mamy na swoje życie, jeśli tkwi w tobie jakaś zadra to może pójdź na
      jakąś terapię dla dorosłych osób po takich "przejściach". Może wtedy odzyskasz
      równowagę i będziesz mogła założyć swoją rodzinę i być szczęśliwa.
      Trzymaj się cieplutko
    • asiek06 Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 02.10.06, 12:05
      Ja się też wychowałam bez Ojca. Wyjechał z Polski w roku 1981 kiedy miałam pół
      roku do Anglii-miał wrócić na Święta Bożego Narodzenia-do dzisiaj tam siedzi.
      Prawie przez sześć lat nie kontaktował się z moją Mamą, która tutaj w Polsce
      ciężko pracowała żeby przetrwać jakoś stan wojenny i wszystkie inne
      przeciwności losu. Po sześciu latach Tatuś się znalazł-twierdził, że ma dobrą
      pracę, mieszkanie w Londynie, pieniądze. Ponieważ moja Mama bardzo chciała,
      żebym wychowywała się przy biologicznym Ojcu-uwierzyła mu-wyjechałyśmy z Polski
      do niego. Miałam wtedy 6 lat-moja Mama była wtedy młodą, piękną kobietą.
      Później się okazało, że ta decyzja była wielkim błędem. Mój Ojciec niczego dla
      nas nie miał-przez 3 lata w Londynie mieszkałyśmy razem z nim chyba w 4 różnych
      mieszkaniach-źle traktował moją Mamą, nie dawał pieniędzy na życie-rozliczał z
      każdego grosza, kłócili się, Mama bardzo chorowała-a ja wtedy byłam dzieciakiem
      i nie bardzo to wszystko rozumiałam. Po trzech latach Mama miała dość i się
      rozeszli-zamieszkałyśmy osobno-Tata nas nachodził-Mama nie chciała się godzić
      na nasze spotkanie-rzadko się z nim widywałam-często obiecywał, że przyjedzie i
      mnie gdzieś weźmie i się nie pojawiał. Mama nie mogła znaleźć pracy-żyłyśmy z
      zasiłku dla bezrobotnych. Było ciężko-daleko do Polski, do rodziny-tam nikogo
      nie miałyśmy oprócz znajomych. W 1993 zmarł Tata Mamy-Dziadek-Mama postanowiła
      wrócić do Polski. Teraz wiem, że to była dobra decyzja-wtedy nie mogłam tego
      zrozumieć-miałam do niej straszne pretensje i żal-bo tak naprawdę to dopiero
      tutaj w Polsce powiedziała mi, że do Londynu już nie wracamy. Potem Mama
      poważnie chorowała-ale wszystko się dobrze skończyło. Tata ułożył sobie życie
      od nowa-poślubił w Londynie jakąś Polkę. Mają dwójkę dzieci-mam 15 letnią
      siostrę i 5 letniego brata. Siostrę widziałam raz w życiu, brata nigdy, żonę
      też tylko raz. Kontakt z Ojcem zawsze był szczerze powiedziawszy do niczego.
      Przez te wszystkie lata od 1993 roku do chwili obecnej dzwonił do mnie może 3
      razy do roku-jak pojawiał się w Polsce do dla mnie nigdy nie miał zbyt dużo
      czasu-wpadał zawsze tylko na jeden dzień do miasta , w którym mieszkam żeby
      szybko odbębnić spotkanie ze mną. Niby się interesował tym co się u mnie dzieje
      ale zawsze widziałam, że słucha bardzo nieuważnie wszystkiego co mam do
      powiedzenia. Alimentów nigdy nie płacił-ciężko było ściągać z niego kasę z
      zagranicy będąc tutaj w Polsce. Jak ukończyłam 18 lat to sama założyłam sprawę
      w sądzie o alimenty-nic z tego nie wyszło-wynajął dobrego adwokata, który go
      obronił tam w Anglii-przyszła odpowiedź z sądu, że jest niezdolny do pracy i
      płacić alimentów nie może-ta niezdolność to było oczywiście kłamstwo. Mnie z
      Mamą nie było stać na dobrego adwokata więc zostawiłyśmy tą sprawę. Wszystko co
      mam zawdzięczam mojej Mamie-chociaż między nami nie zawsze było dobrze. Jako
      dziewczyna wychowująca się bez Ojca miałam wyjątkowo intensywny okres buntu,
      który trwał wiele lat-podziwiam moją Mamę, że ze mną wytrzymała-nie będę pisać
      jakie rzeczy robiłam-nikomu nie życzę takiego traktowania ze strony córki.
      Okres buntu się skończył-ja zrozumiałam swoje błędy. Teraz Mama jest moją
      najlepszą przyjaciółką, osobą która kocham ponad wszystko-jest to osoba, która
      mnie wychowała-dzięki której miałam co jeść i miałam się w co ubrać-wszystko
      jej zawdzięczam. Oczywiście zawsze brakowało mi Ojca i poczucia, że jestem
      córką Tatusia-ciepła rodzinnego, prawdziwej rodziny. Jako nastolatka miałam
      sporo facetów i dużo przelotnych znajomości, moje związki zawsze były burzliwe
      i w końcu się zawsze kończyły. W facetach zawsze szukałam tych cech, które ma
      dorosły odpowiedzialny facet-i nie zawsze to znajdywałam. Aż 3 lata temu
      poznałam faceta, który od ponad miesiąca jest moim mężem:) Jest nam razem
      cudownie-i pomimo wcześniejszych kłopotów z związkach teraz ich nie ma i mam
      nadzieję, że nie będzie. Nie jestem rozpieszczoną jedynaczką-Mama nigdy nie
      próbowała mi wynagrodzić braku Ojca w szczególnie odczuwalny sposób-sama ciężko
      pracowała całe życie żeby zapewnić sobie i mnie byt i tego właśnie mnie
      nauczyła-że ręce są od tego aby nimi pracować. Myślę, że z mężem jesteśmy
      bardzo udaną parą-rozumiemy siebie nawzajem swoje potrzeby, humory. Kłócimy się
      jak każdy-ale oczywiście potem się godzimy. Brak Ojca na pewno miał wpływ na
      moje życie-ale myślę, że bardziej odczuwałam jego brak jako dziecko i
      nastolatka. Teraz jestem dorosłą kobietą i mam u swojego boku mężczyznę,
      którego bardzo kocham i który kocha mnie-coś czego wcześniej nie było. Brakuje
      mi Ojca-ale nie w takim stopniu jak kiedyś. Poradziłam sobie doskonale bez
      niego dotychczas i wiem, że dalej w życiu tez sobie poradzę. Mam nadzieję, że z
      mężem będziemy wspaniałymi rodzicami-trudno jest oczywiście przewidzieć takie
      rzeczy-ale bardzo bym nie chciała, żeby nasze przyszłe dziecko lub dzieci
      musiały przejść przez takie dzieciństwo przez jakie ja przeszłam-i zrobię a
      właściwie zrobimy wszystko co w naszej mocy żeby tak nie było:) Mój kontakt z
      Ojcem jest nadal rzadki. Pewnie niektóre z Was będą zdziwione kiedy
      przeczytają, że Ojca na ślub i wesele zaprosiłam-chociaż decyzja wcale nie była
      łatwa-oczywiście bez jego rodziny-i wiecie co nie żałuję. Przyjechał-pomógł nam
      bardzo finansowo-chociaż nie to było najważniejsze-spotkał się z nami przed
      ślubem-poznał mojego męża-dużo gadaliśmy. Wesele było bardzo udane-nawet moja
      Mama mnie zaskoczyła swoim zachowaniem-rozmawiała z Tatą, nawet razem tańczyli-
      szok dla mnie:) No i po weselu pojechał. Nie wiem kiedy go teraz usłyszę i
      zobaczę-ale cieszę się, że był tutaj i zobaczył, że bez jego pomocy wyrosłam na
      porządną kobietę-że doskonale sobie z Mamą poradziłyśmy bez niego i dalej
      radzić sobie będziemy. Jedyna rzecz, która bardzo mnie boli to to, że Mama jest
      sama-taka super kobietka i nie ma faceta. Przykro mi bo w pewnym sensie wiem,
      że to przez ten wyjazd-wiem, że zanim wyjechałyśmy do Anglii to Mamą moją
      interesowało się sporo facetów-ale ona nikogo do siebie nie dopuszczała-
      koniecznie chciała, żebym wychowywała się przy biologicznym Ojcu-a Ojciec życie
      jej zniszczył. Kto wie może gdybyśmy nie wyjechały to bym miała teraz drugiego
      Ojca a Mama jakiegoś fajnego faceta przy swoim boku-no ale cóż, tak się nie
      stało-mam nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone i że jeszcze nadejdzie
      taki dzień, w którym Mama pozna faceta, który będzie z nią aż do końca-
      zasługuje na to-tak naprawdę to zasługuje na wszystko ta moja Mama:)!!!
      • mala_chmurka Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 02.10.06, 12:22
        Super, ze masz taka mame. Moja jest zaborcza... Nie zrozumcie zle, ja jestem
        jej wdzieczna, ze dala mi to, co mogla mi dac. Ale... czasem stosuje szantaze
        emocjonalne. A to nie moja wina, ze trafila na takiego faceta! Ze on jest moim
        ojcem! Nie jest tak, ze brak ojca przesladuje mnie na co dzien. Gdzies to
        siedzi. Czasem sa takie wydarzenia, ze mysle o tym i mi żal. Że ojca
        (opiekunczosc, "obrona" przed mama, itp.)zastepowal mi dziadek. Dziecinstwo
        mialam dobre, nie narezkam, ale chcialabym pamietac, ze jak nakrzyczal tata,
        szlo sie do mamy wypłakać, a mama obronila albo na odwrót. Żal, ze mam tylko
        jednego rodzica, ktory sila rzeczy musial byc dla mnie ojcem i matką.
        ze nie mogę tak sobie do niego zadzwonic, umowic sie na kawe, pogadac, jak jest
        zle i jak jest o.k. U facetow szukam cech ojca i moze stad te moje błędy i
        upadki. Boli mnie to, ze inne dzieci mialy tatusiów ( w mojej klasie w
        podstawówce tylko ja byłam z tzw. rozbitej rodziny), a ja jak jakiś wypierdek
        się czasem czułam. Żal...

        • asiek06 Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 02.10.06, 12:33
          Tak jak wcześniej pisałam-miałam bardzo ciężki okres w życiu jeśli chodzi o
          lata kiedy byłam nastolatką-strasznie było pomiędzy mną i moją Mamą wtedy-
          kłóciłyśmy się, ja się co chwilę z domu wyprowadzałam-pozwalałam sobie na wiele
          za dużo-ale to minęło i całe szczęście. Teraz jest dobrze-wiadomo, że człowiek
          ma inne podejście do pewnych spraw jak ma naście lat a inne jak już zbliża się
          do trzydziestki:) Ja też u facetów zawsze szukałam cech Ojca-i to faktycznie
          nie jest dobre-ale dziewczyny wychowywane bez Ojca często tak mają. Staraj się
          nie rozpamiętywać tego, że nie możesz iść z nim na kawę, spotkać się z nim-
          pogadać-to jest przykre ale czasami trzeba się od tego po prostu odciąć-trochę
          dystansu-znajdź w życiu coś co sprawia Tobie przyjemność-coś dzięki czemu nie
          będziesz tyle myślała o braku Ojca. Co prawda ja jednak mam inną sytuację niż
          Ty jeśli o Mamę chodzi-ale może jeszcze znajdziecie drogę porozumienia do
          siebie i może kiedyś będzie lepiej-życzę Ci tego-powodzenia:)
    • sabek81 Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 02.10.06, 13:53
      witam ja tez sie wychowywalam bez ojca ale nie odszedl od mojej mamy tylko
      zginal w wypadku jak mialam 8 miesiecy i tak naprawde to nigdy mi go nie
      brakowalo i nie zazdroscilam innym kolezankom ze maja oboje rodzicow( czesto
      ojcowie albo pijacy albo nie zyjacy dobrze z matka , takie bycie dla swietego
      spokoju) a dodam ze jestem rowniez jedynaczka i naprawde nie odczulam braku
      meskiej reki , nie mam problemow ze zwiazkami z facetami jestem w szczesliwym
      zwiazku od 10 lat, dziecinstwo mialam udane chociaz mama chciala miec kogos ale
      w ostatcznosci nie nadawali sie na przyszywanego "tatusia"(na szczescie) wiec
      mieszkalysmy sobie razem i bylo swietnie dodam ze ojca nie pamietam , bylam za
      mala
      pozdrawiam
    • mia17 ja wychowala, sie bez ojca - 02.10.06, 19:01
      Mama rozwiodla sie jak mialam niecale 3 lata. ojca niewiele pamietam, a jesli
      juz - sa to nienajlepsze wspomnienia ;-/
      tez jestem jedynaczka, ale Mama wychowala mnie dobrze. nie bylam rozpieszczana
      z powodu braku ojca, nie dostawalam wszystkiego, co chcialam, w domu byla
      dyscyplina.
      nie mialam zabronionego kontaktu z ojcem, ale jemu raczej nie bylo spieszno
      do "widzen". na poczatku jeszcze przychodzil, potem coraz rzadziej, az w koncu
      przestal. zalozyl nowa rodzine, raz bylam u niego - poznalam wtedy brata
      przyrodniego. ale nic z tego spotkania nie pamietam.
      Mama nie chciela alimentow - zawsze byla honorowa. dawalysmy sobie jakos rade,
      choc chwilami bywalo bardzo ciezko, od dlugu do dlugu i tak w kolko. kontakty z
      ojcem urwaly sie az do momentu, kiedy skonczylam 18 lat i sama wnioslam sprawe
      do sadu - o alimenty. wtedy spotkalismy sie po raz pierwszy od wieeelu lat
      i...nie poznalam go! bylam w szoku, emocje mnie zezarly, poplakalam sie (na
      szczescie nie przy nim). obiecywal zlote gory, ze wznowimy kontakty, ze bedzie
      zabieral mnie na wakacje, itp. mimo pelnoletnosci - uwierzylam. chyba jednak
      gdzies gleboko bardzo chcialam, aby sie zmienil, aby zaczal sie mna interesowac.
      tak sie jednak nie stalo - bo po raz kolejny nie dorzymal slowa. sa przyznal
      alimnty, ale on niby nie mial z czego placic, nie wazne - szkoda slow.
      postawilam na tym krzyzyk.
      odezwal sie do Mamy sam, jak juz nie mieszkalam z Nia. pytal, co slychac i co u
      mnie. i czy moze dac moj numer telefonu, bo chcialby sie spotkac.
      Mama powiedziala, ze nie wie, czy sobie zycze, aby podala mu moj telefon, wiec
      niech zostawi kontakt do siebie.
      wzielam jego numer i przez jakis czas zastanawialam sie, czy zadzwonic, czy
      nie. bilam sie z myslami - z jednej strony nie chcialam go widziec. z drugiej -
      pragnelam mu pokazac, jak wygladam, jak sie mam, do czego doszlam. jak mnie
      wychowala Mama.
      moje milczenie trwalo pare miesiecy, az w koncu ktoregos dnia zadzwonilam.
      serce walilo jak mlot, ale dalam rade. porozmawialismy doslownie chwile -
      mialam wrazenie, ze byl bardzo zmieszany, zdziwiony i jakos mu sie spieszylo.
      podalam mu moj numer i powiedzialam, ze gdyby chcial to ja moge sie spotkac.
      po raz kolejny uslyszalam obietnice, ze zadwoni...
      nie zadzwonil. nie spotkalismy sie. 3 lata temu dowiedzialam sie, ze zmarl na
      zawal. do Mamy zadzwonil jego brat i przekazal te wiadomosc - a Mama zadzwonila
      do mnie. przyjelam to spokojnie - w koncu to prawie obcy dla mnie czlowiek,
      choc ojciec.
      ale po odlozeniu sluchawki wszystko we mnie peklo i plakalam baaardzo dlugo.
      nie spotkalismy sie, jak zuraw i czapla krazylismy wokol siebie - szkoda...
      w koncu to jednak ojciec. jak by nie byl - biologiczny, jeden, jedyny.
      widac tak mialo byc. teraz mam Tate ze strony meza - Tescia znaczy sie. jest
      cieply, serdeczny i bardzo sympatyczny. jednak ciezko mi mowic "tato". moze z
      czasem samo przyjdzie, nie wiem.
      wiem jedno: czasami nie warto zwlekac z czyms za dlugo. potem czlowiek moze
      jedynie zalowac - tak jak ja, ze moze za pozno oddzwonilam...?
      • magnusg Re: ja wychowala, sie bez ojca - 02.10.06, 20:44
        Bez sensu robic sobie takie wyrzuty.To twoj ojciec wykazal sie niedojrzaloscia
        i brakiem zainteresowania, a nie ty.
        Smutne i przykre te wszystkie wasze historie:(
    • cala_w_kwiatkach Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 02.10.06, 19:46
      ja w sumie tez wychowywalam sie bez ojca, rozwiedli sie jak mialam 7 lat, od
      kilkunastu lat go nie widzialam i pewnie nie poznalibysmy sie nawet na ulicy;
      nie tesknie, nie mysle, jest mi zupelnie obojetny i obcy
      • sky1980 Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 02.10.06, 20:30
        bardzo to ważne co piszecie...przez kilka lat dręczyło mnie właśnie poczucie
        winy i jeden wielki znak zapytania-co bedzie czuła moja córka wychowując sie
        bez ojca??!!w ciąży rozeszłam sie z jej tatą,średnio sie interesował
        dzieckiem,większość kontaktów ja inicjowałam choć było mi smutno,zle i byłam
        zła ze jego to g obchodzi!ale robiłam to dla córki,żeby miała poczucie że ma
        tate...wyprowadziłam sie w drugi koniec kraju gdy mała miała 2 lata.wtedy to
        juz sie tatuś w ogóle nie zaineterował.mi było smutno bo widziałam jak moje
        dziecko patrzy na bawiących sie ze swoimi dziecmi tatusiów na placu
        zabaw,widziałam że ona też tego chciała...nie mówiła nic...cierpiałyśmy obie.
        obiecałam jej i sobie że znajde najlepszego dla niej tatusia i najlepszego dla
        mnie faceta!i znalazłam:-)jesteśmy małżeństwem,córka ma tatę(po roku znajomości
        i dopiero po naszym ślubie zdecydowała sie go tak nazywać),tata o nią dba,bawi
        sie z nią,uczy,pokazuje świat.jest normalnie:-)
        mam nadzieje że moja Ania nie będzie żyła z poczuciem że jest
        gorsza,niedoceniona,nie warta miłości...mam nadzieje ze zapamięta swoje
        dziecinstwo jako ...hmm szczesliwe,normalne,rodzinne.
        nie moge zrozumiec tych wszystkich tatusiow ktorzy żyja czy zyli sobie
        beztrosko niepomyślawszy przed zasnięciem o własnym potomku...dziecku któremu
        może właśnie dzieje sie krzywda...
    • hieroglif1 Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 02.10.06, 21:23
      tyle ciekawych wątków a ja nie ma czasu czytać, wstyd :(
    • splendor2 Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 02.10.06, 21:26
      Ja.
      Rodzice rozwiedli się, gdy miałam kilka lat. Ojciec nie założył rodziny, ale i
      tak prawie nie kontaktował się ze mną. Przyjeżdzał raz na kilka lat choć
      dzieliła nas odległość zaledwie 100 km. Nie tęskniłam za nim, uważałam to za
      normalne, nie czułam się gorsza niż rówieśnicy. Jeśli już to zazdrościłam im
      rodzeństwa:)
      Matka była chłodna. Uciekałam w świat swoich zainteresowań i juz wtedy
      wiedziałam,że muszę liczyć tylko na siebie.
      Większym dramatem niż wychowywanie się bez ojca była chyba jego samobójcza
      śmierć. Mimo braku kontaktów(nie wiedział czy zdałam maturę, odwiedził mnie w 2
      klasie LO) wysłał mi list z pytaniem o to czy studiuję (kwestia płacenia
      alimentów), a ja odesłałam zaświadczenie z uczelni....... Kilka dni pózniej
      dostałam informację o jego śmierci.
    • tymozeja Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 02.10.06, 21:51
      Ach,uzekajace te wasze historie...(urzekajace?)
      Az sie mdlo zrobilo.
      Tysiac razy gorsza jest sytuacja gdy ojciec jest,ale jest do niczego!Np.pije,jak
      bylo to w przypadku mojej przyjaciolki.
      Przestancie tak biadolic,bo slabo sie robi!
      Mialyscie matki!Pewnie wogole jakas rodzine.A dziura to sie wszedzie znajdzie,w
      normalnej rodzinie takze.
      • splendor2 Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 02.10.06, 22:10
        Skoro wątek jest nie dla Ciebie to się nie wpisuj. Poryczałam się po Twoim
        wpisie i wpisałam coś czego na szczęście nie wysłałam, bo nie mam ochoty jednak
        obnażać się przed takimi bezwrażliwcami. Skoro wątek nie dla Ciebie to bądz na
        tyle delikatna( jeśli wiesz co to jest) i się nie wpisuj.
        Jak masz matkę i rodzinę to się ciesz i nie zakładaj głupio, że skoro nie było
        ojca to była dalsza rodzina i matka!!!
      • splendor2 Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 02.10.06, 22:15
        tymozeja napisała:

        >
        > Tysiac razy gorsza jest sytuacja gdy ojciec jest,ale jest do niczego!Np.pije,ja


        Tak???

        To może lepsza licytacja. Brak ojca, który popełnił samobójstwo i pijąca matka.
        Kto da więcej?
      • widokzmarsa Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 02.10.06, 22:19
        idź obciągni swojemu psu a nie wtrącaj się jak ludzie piszę
      • izabellaz1 tymozeja - to był kompletny brak taktu:/ 02.10.06, 22:23
        Wypowiedź bez sensu, wręcz okrutna, nie wrażliwa...kompletny brak taktu.
        No coment...nie wiesz co to empatia...
        • tymozeja Re: tymozeja - to był kompletny brak taktu:/ 02.10.06, 22:32
          Ja dam wiecej kochane,wrazliwe dziewczynki-moja matka gdy mnie urodzila
          zostawila mnie wszpitalu.Przez pirwsze trzy lata zajela sie mna chyba ciocia,ale
          wszyscy pili wiec szybko trafilam do Domu Dziecka.Rozdzielono mnie z dwoma
          bracmi,ktorych teraz szukam.Cale moje szcescie,ze zostalam adoptowana przez
          CUDOWNYCH ludzi!
          Kto da wiecej???
          • widokzmarsa Re: tymozeja - to był kompletny brak taktu:/ 02.10.06, 22:34
            i tatuś cię pukał jak miałaś pięć lat a gdy skończyłaś siedem to zaczął się anal
            a twój ojczym fiutem zrobił ci kaszankę z mózgu. Niezła podpucha, laska aż się
            popłakała.
            • tymozeja Re: tymozeja - to był kompletny brak taktu:/ 02.10.06, 22:49
              Widze,ze masz duze doswiadczenie w zboczeniach-ktory Dom Dziecka
              dziewczynko-kretynko zaliczylas?We wlasnym domku sie nauczylas?No prosze,to sie
              nie dziwie,ze teraz tatusia brakuje.Mezus pewnie w takie swinstwa sie nie bawi.i
              zal tyleczek sciska-tak?
          • splendor2 Re: tymozeja - to był kompletny brak taktu:/ 02.10.06, 22:38
            Sądzę, że to jednak niezłe był adoptowanym jako trzylatka i trafić do
            szczęśliwej rodziny. Miałaś dużo szczęścia jednak.
            • tymozeja Re: tymozeja - to był kompletny brak taktu:/ 02.10.06, 22:46
              Nie bylam adoptowana gdy mialam trzy lata!Posiedzialam sobie w Domu Dziecka
              troche-super przezycie,tez polecam,zwlaszca WIDOKOWIZMARSA-mialabys sie z kim
              pukac KRETYNKO
              • splendor2 Re: tymozeja - to był kompletny brak taktu:/ 02.10.06, 22:48
                Nie wierzę Ci w te opowieści. Chyba faktycznie je wymyśliłaś na poczekaniu,
                ale... to dobrze, bo pewnie zrobiło Ci się głupio za pierwszy wpis. Przynajmniej
                tyle.
                • tymozeja Re: tymozeja - to był kompletny brak taktu:/ 02.10.06, 22:51
                  Nie wierzysz,a to dobre!!!To wpisz sobie moj login w wyszukiwarke,to sie zdziwisz.
                  Nie wierzy,a to dobre!!!
                  • splendor2 Re: tymozeja - to był kompletny brak taktu:/ 02.10.06, 22:59
                    "Szkoda", że kiedy zakładałaś tamten wątek nikt nie potraktował Cię w taki
                    sposób jak Ty np. mnie w tym.
                    • tymozeja Re: tymozeja - to był kompletny brak taktu:/ 02.10.06, 23:06
                      NIE???
                      Wszyscy rowno mnie olali i napisali zeby sie nie rozczulac.Co ty czytac nie
                      umiesz???
                      • tymozeja Re: tymozeja - to był kompletny brak taktu:/ 02.10.06, 23:10
                        Za to ile dziewczynek oburzylo sie na "cipcie"!
                        Bardzo na temat i bardzo wspolczyjaco(wsulczujaco)
                        I jakos nikt sie nie oburzyl...
                        Moze za malo rzewnie i smutno napisalam:(
                        Ach,ten brak kobiecego wyczucia...
                      • splendor2 Re: tymozeja - to był kompletny brak taktu:/ 02.10.06, 23:12
                        Nikt Cie nie olał . Jedyne co obrazliwe przeczytałam w tamtym wątku to Twój wpis:

                        > Nie chce wpisow od "madrych",rozpieszczonych cipek.
        • tymozeja Re: tymozeja - to był kompletny brak taktu:/ 02.10.06, 22:33
          Tak wiec pisze na temat i wiem oczym pisze,bo takze wychowywalam sie bez ojca.
          • tymozeja Re: tymozeja - to był kompletny brak taktu:/ 02.10.06, 22:40
            I moze jeszcze jedno-zauwazylam,ze sa nieszczescia,ktore sa,ze tak glupio
            napisze "na topie".Wszyscy sie uzalaja,wspulczuja,biadola,glowami pokiwaja ze
            zrozumieniem.
            Ale sa tez takie wstydliwe...np. wlasnie Dom Dziecka.Ludzie nabieraja wody w usta.
            Coz,nie potrafie byc slodka-moze to efekt moich przezyc.
            Nie chcialam nikogo urazic.
            Ale-dziewczyny-nie macie zle!I dziekujcie za to co macie!!!ja jestem tak zwany
            "znajdek",ojciac nieznany,matka tez. Super sie z tym zyje-polecam:(
            Chcialabym chociaz znac swojego ojca.I zazdroszcze Wam,ze znacie kazda swojego......
            • splendor2 Re: tymozeja - to był kompletny brak taktu:/ 02.10.06, 22:44
              Ale każdy ma swoje nieszczęścia , z którymi sie zmaga. Uszanuj to. Tyle. Jest
              tysiące wątków w sieci, w których ludzie piszą o czymś czego nie rozumiem, czego
              tak nie czuję. I się po prostu nie wpisuję....
            • ania1022 Re: tymozeja - to był kompletny brak taktu:/ 02.10.06, 22:44
              Kazy ma swoje pieklo.
              Ani twoje losy zyciowe nie sa gorsze ani tamte wyzej opisane lepsze...
              Wszystkim wam zycze zebyscie byli lepszymi rodzicami niz sami mieliscie...
            • widokzmarsa Re: tymozeja - to był kompletny brak taktu:/ 02.10.06, 22:54
              jednej dziewczyne w afryce zamordowali maczetami rodziców na jej oczach i ją
              samą wzięto w wieku 10 lat na prostytutkę i służącą. Gdy nie chciała się
              prostytuować pocieli ją nożami i zostawili dzikim zwierzętom na pożarcie. I tyle
              było jej życa tak jak i tysiąca innych dzieci. Twoje problemy przy tym to gó.wno
              tak jak i twój pierwszy post.
              • tymozeja Re: tymozeja - to był kompletny brak taktu:/ 02.10.06, 22:58
                tak jak problemy wszystkich,co tu pisali.Ale jak JA to napisalam w pierwszym
                swoim wpisie to dostalam po lapach!
                A teraz TY sama piszesz DOKLADNIE TO SAMO!
                • splendor2 Re: tymozeja - to był kompletny brak taktu:/ 02.10.06, 23:07
                  O czym piszesz? Wstukałam w wyszukiwarkę Twojego nicka i jest Twój wątek. Nikt
                  nie potraktował Cie tak chamsko jak Ty mnie. Czujesz sie bardziej pokrzywdzona
                  choć byłaś adoptowana przez rodzinę. Uważasz to za coś gorszego od braku rodziny
                  w ogóle. To nie temat na ten wątek. Miałas rodzinę. Przygarneli Cię i pokochali
                  choć byłaś obca. To coś wielkiego. To kapitał na życie, a nie okaleczenie, o
                  którym my tu piszemy.
                  • tymozeja Re: tymozeja - to był kompletny brak taktu:/ 02.10.06, 23:13
                    Wy wszystkie TEZ MIALYSCIE RODZINY!To czego tak biadolicie?
                    • tymozeja Re: tymozeja - to był kompletny brak taktu:/ 02.10.06, 23:16
                      Caly problem w tym,ze JA NIE CZUJE SIE POKRZYWDZONA,w odroznieniu od was,ktore
                      mialyscie matki,niektore jakistam tatusiow.
                      To wlasnie probuje tu napisac-NIE MACIE NA CO NARZEKAC!
                      • widokzmarsa Re: tymozeja - to był kompletny brak taktu:/ 02.10.06, 23:33
                        ty miałaś matkę i ojca to co bredzisz.
                        • tymozeja Re: tymozeja - to był kompletny brak taktu:/ 02.10.06, 23:51
                          Taaa,oczywiscie,bo miec rodzicow adocyjnych to dokladnie,dokladniusienko to samo
                          co rodzonych.A kilka lat w Domu Dziecka to tak jakby czekac u mamusi w brzuszku
                          i sie w dniu adopcji urodzic...
                          ciebie to rzeczywiscie cos niezle puknelo.Albo ktos...
                          • widokzmarsa Re: tymozeja - to był kompletny brak taktu:/ 02.10.06, 23:56
                            dlaczego? Ty napisałaś by zdenerwować ludzi a ja ciebie. Mi tez się udało jak
                            widać...
                            • tymozeja Re: tymozeja - to był kompletny brak taktu:/ 03.10.06, 00:01
                              Nie pisze aby DENERWOWAC ludzi lecz aby sprobowali chociaz odnalezc prawidlowa
                              perspektywe!
                              Tobie udalo sie mnie zdenerwowac???Kochana,ja taka jestem na
                              codzien-POTWOR,mowie Ci POTWOR...
                          • splendor2 Re: tymozeja - to był kompletny brak taktu:/ 03.10.06, 00:10
                            Każdego dnia w necie ludzie zakładają miliony wątków. Dzis weszłam na to forum i
                            zobaczyłam ten. Wpisałam się. Czy nadal sądzisz, że ten wątek był dla Ciebie? A
                            Twój pierwszy wpis? Cieszysz się, że rozwaliłaś ten wątek? Każdy z nas nosi w
                            sobie cierpienie, smutek, jakiś dramat. Warto to tylko czasem uszanować. Myśle,
                            że nie przelicytowałaś mnie jednak:( I w sumie pewnie osoby, które się juz tu
                            nie wpiszą (bo je przepłoszyłaś) mogą Ci zazdrościc tej adoptowanej rodziny.
                            Ktoś Cię przyjął i zaakceptował. Wielka rzecz, godna pozazdroszczenia.
                            Nie zrozumiesz pewnie.
                  • tymozeja Re: tymozeja - to był kompletny brak taktu:/ 02.10.06, 23:54
                    OKALECZENIE!No nie moge!
                    Nie,oczywiscie ja nie jestem okaleczona-nie czuje sie okaleczona!To fakt!Mimo
                    moich przezyc.Mimo tego,ze nie wiem jak zyje moje rodzenstwo,gdzie,na oczy nie
                    widzialam siostry,ktora urodzila sie po mnie.Na oczy nie widzialam ojca i
                    matki.Ale ja faktycznie nie czuje sie okaleczona!!!
                    Czego i wam zycze!!!
    • luna67 Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 02.10.06, 22:59
      Dziewczyny po co tyle tej trucizny w wypowiedziach?
      Kazdy przeciez wie, ze najwieksze nieszczescie jest wlasne.-(
      • mala_chmurka Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 03.10.06, 11:34
        Spelndor, widzę, że jestes jedna z niewielu osób (te, które wpisywały się na
        poczatku i TY), które zrozumiały, o co chodzi w tym wątku. Czytam niektóre
        wpisy i nie pojmuję, jak można tak nie szanować uczuć i odczuć innych osób? Dla
        mnie fakt, że wychowywałam się bez ojca, że ominęły mnie nauki, radości,
        przeżycia, które dziecku może dać tylko tata, jest moim dramatem. Mam 32 lata i
        czasem nie umiem sobie ztym poradzic. A ktoś tu się licytował, co jest gorsze.
        Ludzie! Dla kogoś brak matki jest dramatem, dla kogoś fakt, że ma 3 a, nie 300
        przyjaciół! A są też tacy, dla których fakt przypalenia naleśnika jest
        dramatem. OK. To są nasze tragedie. Niewiele osób umie szanowac uczucia innych.
        Wyszło na to, że powinnam sie cieszyć, że nie miałam ojca. Że mnie gośc
        okaleczył. Co niektórzy powinni poczytać trochę tekstów z psychologii, żeby to
        zrozumieć. Wkurzyłam się. Napisałam wątek, bo jest mi cięzko, a tu takie
        teksty...
        • splendor2 Do Małej chmurki:) 03.10.06, 16:19
          Nawet jeśli historie podobne(wychowywanie się bez ojca) to sa jednak one bardzo
          różne. Twoja, moja, osób, które się tu wpisały.
          Moi rodzice pobrali się ponoć z miłości(to nie ciąża była przyczyną ślubu), ale
          jednak małżeństwo szybko się rozpadło(a wcale nie byli nastolatkami biorąc
          ślub). Nie sądzę, by winnym rozpadu był tylko ojciec. Chyba różnica charakterów-
          ojciec spokojny, wyciszony, zamknięty, matka- żywiołowa, spontaniczna. Mimo, że
          odwiedzał mnie raz na kilka lat, nie czułam urazy do niego. Kiedy dorosłam,
          będąc w jego miejscowości bez wahania go odwiedziłam. Przyjął mnie miło choc o
          wylewności nie było mowy, ale taką miał naturę. Ludzie, którzy wiedza, że
          wychowywałam sie bez ojca zawsze myślą, ze założył nową rodzinę albo był jakimś
          degeneratem. Są zaskoczeni, że tak nie było. To "porządny", spokojny człowiek.
          Po prostu "zapomniał" o tym,że ma dziecko. Choc w sumie nie do końca , bo
          alimenty płacił regularnie.Myślę, że większym dramatem dla mnie jest jego
          samobójcza śmierć niż to, ze nie okazywał mi zainteresowania, uczucia. Siedzi we
          mnie to poczucie winy. Mimo,że wysłał chłodne ,oficjalne pytanie o to czy
          kontynuuję naukę wiec ja odesłałam tylko zaświadczenie z uczelni to czuję się
          winna.
          Zostało mi to w relacjach z ludzmi. Ktoś traktuje mnie zle, chłodno, bez
          szacunku, a ja staram się i tak być miła. Jestem idealną osobą do szantażu
          emocjonalnego. Ktoś mnie opluje, a ja będę jeszcze przepraszać i czuć się winna.
          Mam też poczucie odrzucenia i tego,że nie zasługuję na miłość.
          Choc ojciec nigdy nie powiedział mi ani jednego ciepłego słowa to gdzieś w głębi
          serca załuję,że do tego zaświadczenia do dołączyłam paru słów...
    • zapowazna Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 03.10.06, 12:46
      Idz z tym watkiem na forum-PSYCHOLOGIA...
    • zapowazna Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 03.10.06, 12:48
      Tu moze zabrac glos kazdy.i nie MUSI okazywac ci zrozumienia.
      • pelikano73 Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 03.10.06, 13:18
        Nie masz racji. Jak chcesz sie powyżywać, idz na siłownię. Jak ktos zaklada
        watek, to znaczy, ze oczekuje czegos - rady, pomocy, wsparcia, oceny. przemysl
        cos, zanimi chlapniesz na forum, zapowazna...
        • zapowazna Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 03.10.06, 13:33
          Wyzywac sie nie musze i nawet jeszcze nie zaczelam.A jesli ktos potrzebuje
          pomocy to niech sie uda tam,gdzie te pomoc dostanie-to po pierwsze.Po
          drugie-powtorze raz jeszcze-TU wpisac moze sie kazdy!A jesli ktos jest tak
          bardzo wrazliwy,nieodporny,ze nie jest w stanie uniesc czyjegos zlekcewazenia,to
          niech nie opisuje swoich intymnych,ciezkich przezyc TUTAJ.
          Po prostu.Pretensje sa nieuzasadnione.To nie jest gabinet terapeutyczny.
          O ile sie nie myle ludzie zakladaja rozne watki na Forum aby poznac cudze opinie
          na jakis temat-temat ten moze byc dla nich bardzo wazny!Ale opinie moga byc ROZNE...
          Jedne z nuta zrozumienia,inne z dezaprobata.Ot,i wszystko.
          • pelikano73 Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 03.10.06, 13:59
            Masz troszkę racji, ale nie do końca. Czasem na forum obserwuję, jak
            forumowicze "jeżdżą" po innych, w sumie nie wiadomo, dlaczego. Jesli ktos tu
            pisze, ze ma problem, bo sie wychowywal bez ojca i czuje tego konsekwencje do
            dzis, a ktos tu pisze, ze ma nie narzekac, bo cos tam. Kurcze, zeby zalozyc
            watek, trzeba jednak przemyslec pewne sprawy. Nie zaklada sie watku, zeby
            zbierac od innych gromy. To proste. A sprawa jest trudna. W cztery oczy pewnych
            rzeczy forumowicze by nie napisali. A tak... Nie widac, można po kims jezdzic?
            Troche ludzkich uczuc...
            • kachaa17 Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 03.10.06, 14:18
              mój maż wychował się bez ojca. Ojciec nie dosć, że się nie przyznawał to nawet
              jak z badań wyszło, ze jest jego ojcem to on nadal twierdził, ze nie jest. Miał
              zasądzone alimenty. Mój maz nie miał z nim kontaktu. Spotkał go tylko parę razy
              w sądzie i jego ojciec w twarz mu powiedził, że nie jest jego ojcem. Mi sie
              wydaje, ze to straszny cios i nie wiem jak ja bym sobie z tym poradziła ale mój
              maż stwierdził, ze to sobie wszytsko przemyślał i powiedział, ze to nie jego
              wina, ze jego biologiczny ojciec jest takim prostakiem i bezmyślnym
              człowiekiem. No i mówi, ze mu go nie brakuje. Zobaczymy, moze kiedys jeszcze
              cos wyjdzie w zwiazku z ta sprawą, ze maż ma jakis uraz nieuświadomiony ale na
              razie dobrze sobie radzi. Tylko stwierdził, ze nie będzie miał zadnych
              skrupułów w razie podziału majatku. (jego ojciec ozenił sie i ma jeszcze dójkę
              dzieci)
          • splendor2 Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 03.10.06, 14:52
            zapowazna napisała:

            > A jesli ktos potrzebuje
            > pomocy to niech sie uda tam,gdzie te pomoc dostanie-to po pierwsze.Po
            > drugie-powtorze raz jeszcze-TU wpisac moze sie kazdy!


            Ale obowiazuje chyba pisanie na temat. Jaki jest temat wątku??? Kto prosił o
            pomoc i rady???



      • splendor2 Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 03.10.06, 14:48
        Tu nie chodzi o zrozumienie. Są tysiące wątków i jeśli nie dotyczą mnie lub nie
        wiem co wpisać to się nie wpisuję. Spójrz na tytuł wątku, a potem udzielaj rad i
        odsyłaj na inne fora ok? Założycielka wątku nie prosiła o rady, nikt z nas o nie
        nie prosił. Zaraz idę na forum auto- moto choć nie mam nic do powiedzenia na
        temat samochodów. Rozumiesz podobieństwo sytuacji? Dlaczego tak trudno było
        zostawić wątek w spokoju. Jeszcze raz spójrz na tytuł. Piszesz na temat? To
        chyba podstawowa zasada na forach.
        • zapowazna Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 03.10.06, 18:34
          cho,cho,co za ton...;)
          Jakas laska nie okazala zrozumienia(tymozeja),ale wpisala sie na temat...i z
          tego co zrozumialam z jej wpisow przezycia tez miala na temat,ze tak sie
          wyraze.Ale zostala zlinczowana,bo NIE OKAZALA NALEZNEGO ZROZUMIENIA.Panienki sie
          oburzyly i wsiadly na nia!
          I tego nie moge zrozumiec.Jesli ktos nie jest w stanie SPOKOJNIE odbierac
          ROZNYCH wypowiedzi to powinien isc z takim watkiem do psychologa.TAKIE JEST
          MOJE ZDANIE.
          Wiecej sie tu nie wpisuje aby nie podbijac tego tematu.
          Wszystkie tu jakies niezle nabuzowane jestescie...KROPKA
          • splendor2 Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 03.10.06, 18:35
            Pierwszy wpis Tymozeja nie był na temat. Kompletnie.
          • splendor2 Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 03.10.06, 18:38
            Pierwszy w tym wątku wpis Tymozeja, czy jest na temat??? Przeczytaj jeszcze raz.


            >Ach,uzekajace te wasze historie...(urzekajace?)
            Az sie mdlo zrobilo.
            Tysiac razy gorsza jest sytuacja gdy ojciec jest,ale jest do niczego!Np.pije,jak
            bylo to w przypadku mojej przyjaciolki.
            Przestancie tak biadolic,bo slabo sie robi!
            Mialyscie matki!Pewnie wogole jakas rodzine.A dziura to sie wszedzie znajdzie,w
            normalnej rodzinie takze.
    • lemoorka Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 03.10.06, 17:42
      ja wychowałam sie w rozbitej rodzinie jak i wiekszośc nas w tym watku. Nie
      oczekuje zrozumienia, porady, nie narzekam na moje zycie, no moze poza tym, że
      miałam problemy z bliskimi kontaktami z męzcyznami. Zal mi takich osób jak
      Tymozeja, której brak wspołczucia, tolerancji, chociaz uszczerbka uczuc. Moja
      babcia mówi, co było w zyciu dane, to sie odbiera....
      • splendor2 Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 03.10.06, 18:54
        Właśnie, to nie chodzi o żadne narzekanie, ale takie refleksje jak ta sytuacja
        miała wpływ na kształtowanie się nas. Bo miała. Mnie np. fakt, że nie byłam
        rozpieszczona przez ojca i zdana na siebie(matka była w dzieciństwie chłodna i
        nieobecna, za duzo piła i się nie interesowała mną) nauczył niebywałej wręcz
        samodzielności. Przeciwnosći losu nie są w stanie mnie złamać, wiem, że sobie
        poradzę.
    • bejks Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 03.10.06, 18:07
      ja.moja mama miala 18 lat jak mnie urodzila i na tym tymczasowo zakonczyl sie
      etap macierzynstwa, podrzucila mnie babci. ojciec gdy byla w ciazy stwierdzil ze
      to nie jego dziecko, juz po slubie cywilnym w dzien koscielnego i poprostu nie
      przyszedl do kosciola. cale zycie mscilo sie to na mnie. matka stwierdzila ze
      prze zemnie ma zmarnowane zycie, Ukochana osoba Babcia zmarla w zeszlym roku,
      ojciec ktorego widzialam dwa razy w zyciu zmarl 6 lat temu. ja mieszkam w belgii
      matka w stanach i widzialysmy sie ostatnio na pogrzebie Babci,nie dzwonimy do
      siebie, jestem "szczesliwa". cale zycie czuje sie winna.za siebie,z innych,tylko
      tak naprawde to do dzisiaj nie wiem co zrobilam.ale i tak umre z poczuciem
      winy.dodatkowo czuje sie brzydka,zbyteczna,Czy ja sama to sobie wmowilam??
      zawsze bylam tylko nie slubnym dzieckiem!nie chcianym dzieckiem.mam czterdziesci
      pare lat i nadal mnie to przesladuje, Wez sie w garsc bo inaczej bedziesz
      obwiniac siebie za cos z czym nie mialas nic wspolnego.daruj go sobie,rodzina
      mojego ojca odnalazla mnie jak byl ciezko chory i potrzebowali mojej pomocy i
      tak mialam sie do nich zwraca na Pan,Pani.nie pozwolili mi mowic do siebie
      Ciociu.Wujek.czy cos stracilam.nie.jestem tylko psychicznie wykonczona.
    • julietta123 Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 03.10.06, 18:13
      oj boli to,boli..pisanie o tym też boli..
      wiec zaczynam. ja też wychowywałam się od ojca,mimo,że on mieszkał kilk
      przecznic dalej,na drugim końcu miasta...
      moja mama ułożyla sobie zycie drugi raz, mam biologicznego brata i przyrodnia
      siostre. mam ojczyma,ktory zastepowal mi ojca,mimo,ze tatę mialam. i mam do
      dziś.
      jak bylam mała to widywalismy sie. ale jak takie kilkuletnie dziecko, ktore
      mieszkalo tylko z bratem i mamą,ktora szczerze nienawidzila mojego ojca,moglo
      czuć satysfakcję i radosc z takich spotkań? od dziecka mama nauczyla nas
      ignorować ojca. miala powody. on nie placil alimentow,nie odbywalo sie bez
      interwencji komornika. nawet jak na leki dla mnie,malutkiej dziewczynki
      brakowalo,to tatus mial to gdzies. ale to inna historia.
      no wiec te spotkania byly,choć rzadko. potem jako "wczesna nastolatka"
      widzielismy sie z Nim moze kilka razy. zabral nas na pizze,lody...wielki mi
      tatuś, ktory widzi sie z wlasnymi dizecmi raz na rok jak nie rzadziej, i wtedy
      zabiera je na pizze. super. chcialam sie z nim spotykac, naiwnie wierzylam w
      jego dobroć, milosc do nas, o ktorej nam mowil... dzwonil,a ja ze strachu(?)
      przed mama, przed jej brakiem akceptacji na te spotkania (chociaz nienawisc jej
      przeszla juz duzo wczesniej, potrafili normalnie ze soba rozmawiac), jako
      niepelnoletnia osoba, ktora mogla spotkac sie z ojcem, po prostu tego nie
      robilam. chcialam nawet potajemnie sie z nim spotkac,ale nie moglabym tego
      zrobic mamie. mamie,ktora byla zawsze. ktora byla ojcem i matką. przyjaciolką a
      nawet wrogiem. ale która była...i jest nadal. kochana mama.
      co zawdzeczam ojcu? nie wiem. procz połowy genow to nie wniósł nic w moje
      wychowanie,w moje zycie...zawsze chcialam zeby byl przy mnie,mimo,ze mam
      naprawde fajnego ojczyma,teraz jako dorosla osoba to doceniam,ale jednak
      chcialam,zeby to moj ojciec byl najblizszym facetem,by byl normalny..a on
      prowadzil bardzo rozrywkowe zycie, nie staral sie utrzymywac kontaktow z
      nami,mimo,ze placil alimenty,mial moj numer komorki i w ogole..przez wszystki
      lata dojrzewania zylam w przekonaniu,ze on ma wlasnie do mnie,jako jedynej i
      najstarszej corki(ma jeszcze tylko mojego brata) pretensje,ze to ja nie
      staralam sie o kontakt z nim,ja,nastolatka,nie on- OJCIEC. zylam tak
      sobie,cięzko mi bylo..a lata mijaly.on jakby zapomnial..jak juz sie odezwal i
      rozmawialismy,to zapewnial,ze codziennie o nas mysli,ze bardzo nas kocha..co mi
      po milosc na odleglosc?co mi po ojcu,ktory mieszka tak blisko,a ktory zachowuje
      sie jak obcy czlowiek? mimo tego,ze jestem juz dawno dorosla, wciaz nie wiem co
      do niego czuje...wciaz boje sie do niego zadzwonic..boje sie,ze on bedzie miec
      do mnie pretensje o to,ze nasz kontakt byl jaki byl..
      skomplikowane to,ja nie umiem pisac o moich uczuciach do Ojca,wiec przepraszam
      za brak spojnosci i logikii...
      dziekuje,ze chociaz mialam ojczyma...
      ale trudno bylo zyc(jest zyc),że przeciez mam tatę..tego prawdziwego....moze
      kiedys sie zdecyduję cos poczynic.
      a mamie dziękuję za to,że jest najwspanialszą kobietą na świecie.może jej zlosc
      na ojca,jakis ukryty zal o to,ze nas tak potraktowal,ją zostawil,wczesnij nie
      bylo miedzy nimi dobrze, i to w 100% z jego winy, spowodowalo,ze ona nie
      chciala,zebym ja i moj brat sie z ojcem spotykali..nie wiem..dobra,koniec z
      moim wywodem.
      pozdrawiam:*
      • splendor2 Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 03.10.06, 19:14
        julietta123 napisała:

        > oj boli to,boli..pisanie o tym też boli..

        Boli, boli ale czasem potrzeba takiego oczyszczenia. Wczoraj po pierwszym wpisie
        Tymozeja poryczałam się faktycznie, ale cały ten wątek był mi potrzebny bardzo.
        Nawet te wpisy, a może tym bardziej wpisy tych, którzy kompletnie nie znają
        sytuacji. Niezrozumiała dla mnie agresja, ocenianie, rady, o które nikt nie
        prosi. Ale nie mam złudzeń, w rzeczywistości reakcja byłaby podobna(no moze bez
        agresji:) Nie obarczam innych swoimi sprawami, jestem skryta, nie opowiadam o
        sobie i jednak myśle,że to dobrze. Efekt wczorajszej wirtualnej otwartości
        miałam:)
    • ewab2507 ja tez sie wychowalam bez ojca... 03.10.06, 19:06
      ale moj umarł gdy miałam 7 lat (dokładnie 1 września, w pierwszym dniu szkoły
      podstawowej). czasem mam takie wrażenie, że go nigdy nie było. jest tylko
      mglistym wspomnieniem, osobą na zdjęciu, grobem na cmentarzu. to moja młodsza
      siostra była "córeczką tatusia", może dlatego, że z założenia miała być
      chłopcem :), ale ona praktycznie go nie pamięta (miała 3 lata gdy umarł).

      przypuszczam i często to nawet mówię, że w jakimś sensie z pewnością
      jestem "upośledzona". moja mama jednak była i jest wspaniała. najpierw się
      strasznie załamała, ale wreszcie jakoś wzięła się w garść i była matką i ojcem
      w jednym. bardzo wymagająca, czasem może zbyt surowa. może bała się, że jeśli
      nam będzie pobłażała, to źle nas wychowa. no i myślę, że się jej udało. obie z
      siostrą jesteśmy zdecydowanymi, samodzielnymi, dobrze radzącymi sobie w życiu
      kobietami. jesteśmy dla siebie najlepszymi przyjaciółkami. nigdy się nie
      kłócimy. zawsze możemy się do siebie zwrócić z każdą sprawą.

      sądzę, że nie ma sensu zastanawiać się nad tym co się straciło, ale raczej nad
      tym co się zyskało. kiedyś przeczytałam, że nie warto się martwić niczym dłużej
      niż 10 minut, bo jeśli można coś z tym zrobić, to trzeba sie zebrać do kupy i
      się tym zająć, a jeśli nie można już nic zrobić, to zupełnie bez sensu jest się
      zamartwiać :):):)
    • jasiak2 Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 14.10.06, 18:37
      dziewczyny (i chłopaki??) wychowani bez ojców.
      piszę, bo mam wielki problem. muszę podjać decyzję i chciałabym to zrobić w
      miarę świadomie.
      mój mąż bedzie miał dziecko z inną kobietą, z którą nie chce być. nie będę
      wdawała sie w szczegóły całej historii, bo w tym momencie chodzi mi o kwestię
      dziecka, a nie o sytuację między nami.
      mąż tłumaczy, że kocha mnie i niezależnie od tego, co ja zrobię, nie zostanie z
      tamta kobietą jedynie dla dziecka. co więcej, twierdzi, że jeśli ja się od niego
      odwrócę, znienawidzi dziecko za to, ze nas podzieliło.
      z drugiej strony ja nie chcę aby obce mi osoby wtrącały się w moje życie.
      wiem, ze mąż bedzie musiał płacić alimenty, bedzie to robił. i chociaż wiem, ze
      to jego obowiązek, nie podoba mi się to, ponieważ będą to pieniądze odebrane
      mojej rodzinie.
      wiem, ze maż bedzie w miarę możliwości zajmował sie dzieckiem i chociaż wiem, ze
      powinien, nie podoba mi się to, poniewaz będzie to czas zabrany mojej rodzinie.
      obawiam sie, ze to wszystko może negatywnie wpłynąć na dziecko, które samo w
      sobie nie jest niczemu przecież winne, to my - dorośli - namieszaliśmy.
      teraz pytanie - co dzieci wychowane bez ojców czują w stosunku do kobiet, z
      którymi ich ojcowie są? w jaki sposób postrzegalibyscie kogoś takiego jak ja?
      żone ojca, która ani was nie lubi, ani nie chce was w swoim zyciu, nie przez to
      jacy jesteście, ale PONIEWAZ jesteście? czy byłoby lepiej żeby ten ojciec był w
      waszym życiu z "obowiązku", czy lepiej zeby sobie odpuscił, czy w ogóle sama nie
      wiem co... jak to czytam, brzmi idiotycznie, bo przecież ojciec POWINIEN być i
      kochać, i opiekować sie, itd. POWINIEN kochać matkę i być z nia, tworzyć
      rodzinę. czy powinnam definitywnie odciać się od męża i zostawic go tamtej
      kobiecie i dziecku? my dzieci nie mamy :( szukam rozwiązania, pomózcie.
      • kryzysowa_narzeczona75 Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 14.10.06, 19:32
        Rzeczywiscie sytuacja w jakiej sie znalazlas jest... nawet nie wiem jak ja
        nazwac. Istotne (nie wiem czy nie najistotniejsze) w tym wszystkim jest
        podejscie matki tego nienarodzonego dziecka. Jesli bedzie madra, nigdy nie
        nastawi dziecka przeciwko ojcu, mimo wszystko. Drugie najistotniejsze -
        podejscie twojego meza. Jesli jego obowiazek rodzicielski sprowadzi sie li
        wylacznie do placenia na dziecko - niestety na 90% w przyszlosci dla tego
        dziecka bedzie zwyklym dupkiem, ktorym ono bedzie gardzilo. No i
        ty...Zalecalabym neutralnosc. Teoretycznie malo wykonalne, w praktyce moze sie
        udac. Jesli jestes z mezem i byc z nim zamierzasz, to decydujesz sie rowniez na
        obecnosc tego dziecka w twoim zyciu, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Jesli
        taka jest wlasnie twoja decyzja postaraj sie podchodzic do tego dziecka
        neutralnie. Nie musisz je kochac, wsytarczy, ze bedziesz lubic. To nie ono jest
        winne. Musisz zaakceptowac, ze ma prawo i do spotkan ze swoim ojcem i do
        wszelkich roszczen finansowych. Tez ono nie jest temu winne.
        Jesli dziecko poczuje, ze nie walczysz z nim, ani nie zabiegasz o cudowne
        relacje, a jestes naturalna i przy tym nie bedzie zle nastawione do ciebie,
        twojej rodziny przez swoja matke, to moze sie udac.
        Wiesz jaki blad robia ojcowie, ktorzy "zapomnieli" o swoich dzieciach. Nigdy
        (moze i sa wyjatki) nie sa zdolni przyznac sie przed wlasnymi dziecmi do tego,
        ze spieprzyli sprawe. Nie powiedza przepraszam. Najczesciej dlatego, ze sie po
        prostu boja wlasnych dzieci.
        Ciezko masz sytuacje, ale wystarczy madrze pokierowac ta cala sytuacja i
        jakiekolwiek emocje w was buzuja wezcie pod uwage, ze ta mala istotka niczemu
        nie jest winna i ta mala istotka moze wam kiedys powiedziec, ze nie prosila sie
        na ten swiat. I ta mala istotka bedzie miala racje. Powodzenia i duzo
        wytrwalosci zycze.
      • victoria1985 Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 14.10.06, 20:39
        "co dzieci wychowane bez ojców czują w stosunku do kobiet, z
        którymi ich ojcowie są? w jaki sposób postrzegalibyscie kogoś takiego jak ja?"
        Jesli bedziesz traktować to dziecko w taki sposób ja piszesz że bedziesz miała
        żal do tego że twój maż poświęca swój czas dla tego dziecka i jeszcze płaci na
        niego piniądze to daje ci 100% gwarancje że cię bedzie nienawidzieć ale jsli
        zmienisz swoje podejscie staniesz sie ciocia dla tego dziecka bedziesz zapraszac
        je do swojego domu kupywac mu z mysla onim jakies drobiazgi okazywac mu swoja
        sympatie to te dziecko bedzie cie akceptowac traktowac jak swoja przyszywana
        ciocie napewno ty bys nie chciała zeby twoj mąz odwrócił sie od twojego dziecka
        postaw sie sama w tej sytuacji ze to ty jestes w ciazy
        Jest ojcem wiec musi sie zachowywac jak ojciec brac udział w jego wychowywaniu i
        przedewszystkim je kochac bo ono niejest niczemu winne może miec zal ze niejest
        zz jego mama ale to niema sensu byc z kims kogo sie nie kocha!!! Jesli te
        dziecko bedzie mogło liczyc na twojego męża i na ciebie napewno bedzie
        szczesliwym dzieckiem niż jak by miało nie mieć ojca wcale i czuć sie niechciane
        i nie kochane sama nie miałam ojca i wiem jakie to jest przykre
        przedewszystki to ty powinnaś zmienić nastawienie nie byc tak wrogo nastawiona
        do tego dziecka

        przepraszam za błędy ortograficzne :(
        • jasiak2 Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 14.10.06, 21:24
          dzięki za odpowiedzi
          myślałam długo, ale nie jestem w stanie zaakceptować tego dziecka w życiu męża.
          nie potrafię być "ciocią" dla jego dziecka, nie chcę mieć z nim, z nią nic
          wspólnego. postanowiłam nie wracać do niego. uważam, że powinien sam ponieść
          konsekwencje swoich błedów i nie mieszać mnie do tego.
    • lalunda1 Re: Kto sie wychowywał bez ojca? 14.10.06, 20:39
      nie przejmuj sie, ja mam prawie indentyczna sytuacje tyle ze mój ojciec w
      kolejnym małzeństwie nie miał juz dzieci. Ale reszta taka sama. teraz na zadne
      z nich nie moge liczyć...ojciec domaga sie mojej uwagi i uczuc bo został
      sam /koelejny rozwód/a ja nie umiem mu tego dać a mama tez uzywa argumentu że
      poswieciła mi zycie i stwarza wielkie problemy kirdy próbuje ułozyc sobie
      zycie...jej akcje nie robia juz na mnie wrażenia i w przyszłym roku wychodzę za
      mąż. Ale zycie byłoby na pewno lzejsze gdyby soe tak nie zachowywali...
Pełna wersja