martynika80
05.10.06, 12:31
Miałam wczoraj bardzo burzliwą kłótnię z tatą. Jak zwykle poszło o jakieś
przewinienie młodszego brata (jeśli się z tatą na jakiś temat nie zgadzam, to
właśnie z tego powodu). Na początku wyrażałam jedynie swoje zdanie na temat
postępku brata, potem od słowa do słowa zaczęłam krzyczeć, ubliżać tacie,
wyzywać go. Strasznie jestem narwana, jak już zaczne się denerwować nie umiem
przestać. Powiedziałam więc ojcu straszne rzeczy, że nie jest dla nas
autorytetem, że co z niego za ojciec, że w naszym domu rządzę ja i brat, a
tata nie ma nic do powiedzenia, że my możemy go "osr..". Boże, tak mi teraz
strasznie wstyd. Tata na początku kłótni był jeszcze spokojny, potem kazał
mi się uspokoić, opuścić pokój, potem się prawie wściekł, też powiedział mi
kilka przykrych słów, dziwię się że mnie nie uderzył albo nie wyrzucił z
domu. Ja takie "dziecko" jakim jestem chyba bym udusiła. Mam 25 lat, a jestem
tak strasznie nieopanowana, gwałtowna, nerwowa. Teraz tata się do mnie nie
odzywa, ja do niego też nie. Jak go przeprosić, co powiedzieć? Wiem, że nie
wszyscy mają dobre relacje z ojcami, ja akurat do tych osób należę. Nie umiem
przepraszać, na spokojnie rozmawiać. Co więc zrobić? Czekać aż złosć tacie
minie? Wiem, że tata mi tego co powiedziałam nie zapomni. Jak wiekszosć
ojców jest dość surowy, ma dość zatwardziałe serce. Niestety ojciec to nie
matka. Nie radźcie mi tylko rzucania się na szyję, płaczu, pocałunków, nie
wiadomo jakich przeprosin. Tego bym nie potrafiła zrobić, bo wiem, że mój
tata uznałby takie zachowanie za nieszczere, mógłby mnie nawet odepchnać.
Poradźcie coś.