moze to po prostu nie jest milosc?

08.10.06, 12:08
witam

jestem 9 mcy po slubie, mielismy ciezki rok (2 poronienia), do tego moj maz
wyjechal za granice (wojsko). ja tego wyjazdu nie chcialam, boje sie takich
rozstan, szczegolnie ostatnio mi ciezko w zwiazku z tym co napisalam na
poczatku. jednak pojechal i podczas wyjazdu wszystko sie sp....ylo. na skutek
roznych sytuacji wyszly na wierch rzeczy ktore od poczatku byly nie tak
miedzy nami. (rzecz tyczy sie tak podstawowej kwestii jak prawdomownosc i
szczerosc)

to byly takie sytuacje ze:
wie ze cos mi sie nie spodoba i to bardzo - wiec to ukrywa i mowi mi po
fakcie, lub tez przedstawia mi polprawde, tak zeby wygladalo inaczej niz
wyglada i w ten sposob osiagal moja akceptacje a potem sciemnial ze niby on
czsgos tam nie wiedzial i dlatego koncowy efekt jest inny niz na poczatku
przedstawial (co jak sie w koncu przyznal bylo tak naprawde zaplanowane i
wyliczone ze sie nie polapie)
czulam ze cos nie gra i o tym mowilam to sie wielce oburzal ze taka nieufna
jestem i mu nie wierze.
teraz z bolem w koncu przyznal ze jednak mialam racje, ze faktycznie intuicja
mnie nie mylila, ze to bylo takie oszukiwanie aby postawic na swoim.
dla mnie to nieuczciwosc, brak szczerosci, do tego jest brak checi dzielenia
sie JEGO sprawami (glupiej babie nic do nich).
ja o tym wiedzialm i nieraz probowalam z nim rozmawiac, i na spokojnie i po
jakichs awanturach... grochem o sciane, nic nie docieralo. on teraz podobno
zrozumial i chce sie zmienic i naprawic wszystko.

a ja juz nie mam sily. juz mam dosyc, naprawde. moze ja go nie kocham?
podobno jak sie kocha to sie wybacza, a tutaj w sumie strasznej tragedii nie
ma - ale mnie to boli, ze tyle czasu byl nieszczery, ze patrzyl mi w oczy i
mowil nieprawde, nie umiem zapomniec o tym, dla mnie to podstawa w zwiazku -
szczerosc.
nawet zareczyny wykorzystal aby przepchnac jedna taka sprawe....
teraz go nie ma, i zaczelo mi byc dobrze bez niego. nie chce zeby wracal,
patrzyl mi w oczy i znowu klamal i obiecywal nie wiadomo co, jak przez w
sumie 2 lata mieszkania razem.
moze ze mna cos nie tak? powinnam chyba walczyc do skutku razem z nim "o
lepsze jutro" szczegolnie ze juz jestesmy malzenstwem...
tylko tej checi i sily brak....
    • sm2006 Re: moze to po prostu nie jest milosc? 08.10.06, 13:45
      meczy mnie to wszystko bardzo. ciagle sie staralam zeby bylo ok, zawsze mi sie
      zdawalo ze w zwiazku naturalne jest ze dzielimy sie z ukochana osoba swoimi
      problemami, sprawami, pytamy o jej opinie.. u nas bylo tak jednostronnie.
      wiem ze to czesciowo przez to ze jego matka to taka osoba ze przed nia
      faktycznie trzeba wszystko ukrywac bo jak sie dowie to sie wtraci a jka sie
      wtraci to spi....li na 100%.
      wiedzialam o tym i staralam sie zeby zrozumial ze ja jego matka nie jestem.
      takie podejscie - nic nie mowic a jak mowic to nie prawde tylko jakies takie
      dookola i reagowac na wszystko zloscia wtedy sie odczepi.
      mam wrazenie ze on chcial miec stabilizacje, zone rodzine - ale na zasadzie ze
      ja sie dostosuje do niego a on nic z siebie w zamian. i chcial to osiagnac
      przez nieuczciwosc, manipulujac mna aby bylo jak on chce.
      nie wiem czy moge teraz wierzyc ze cos sie zmieni, ze bedzie inaczej, lepiej,
      piekne slowa owszem ale juz ich bylo duzo.
      to jest taki moment - ze cos peklo we mnie. moze dla kogos to pierdoly?
      moze ja sie czepiam o cos co jest normalne i to ja jestem dziwna?
      • mnb5 Re: moze to po prostu nie jest milosc? 08.10.06, 14:33
        Oczywiscie, ze to nie sa pierdoly i to oczywiste, ze nie czepiasz sie.
        Ale zanim nie wroci, zanim nie porozmawiacie, nie rob zadnych projekcji na
        przyszlosc.
        Piszesz, ze cos w Tobie peklo. To oznacza, ze jesli bedziecie kontynuowac
        zwiazek, musi on byc budowany od nowa, na nowych warunkach. Ciagle o nim
        myslisz... Sama sobie powinnas dac szanse, zeby potem nie zalowac. Jesli juz
        nie bedzie o czym rozmawiac, poczujesz to. Zaczniesz myslec o kims innym. Albo
        on kogos znajdzie.
        Powtarzam: zaczekaj do jego powrotu, usiadzcie naprzeciwko siebie i powiedz mu
        to, co tutaj napisalas. Oboje zdecydujecie, czy jest co ratowac :)
        • sm2006 Re: moze to po prostu nie jest milosc? 08.10.06, 14:54
          rozmawiamy duzo przez maile.wydaje mi sie ze nawet taka forma jest lepsza, bo
          mozna precyzyjniej skonstruowac wypowiedz,przemyslec zanim sie
          odpisze.napisalam mu to wszystko, mam wrazenie ze on w odpowiedzi same takie
          ogolniki pisze,duzo o tym ze zrozumial, ze spojrzal w innym swietle teraz na
          swoje zachowanie, ze chce zaczac od nowa, ze to co sie stalo pomoze nam
          zbudowac szczescie....
          ale tak jakos - juz ciagle mi sie wydaje ze to nastepna manipulacja - aby mnie
          uglaskac, po powrocie na piekne oczy poczarowac - i powoli wszystko wroci do
          starych "norm".

          nie wiem czy mozna sie az tak wewnetrznie zmienic, mamy juz 30 lat, jestesmy
          mniej elastyczni niz kiedys.
          zastanawia mnie co on czuje tak naprawde do mnie. bo jakos wydaje mi sie ze jak
          sie kocha to sie tak nie postepuje, dla mnie to sprzecznosc sama w sobie,
          kochac kogos i jednoczesnie traktowac troche jak wroga ktorego trzeba oszukac
          podstepem.
          • mnb5 Re: moze to po prostu nie jest milosc? 08.10.06, 15:27
            Polroczne dziecko manipuluje, kiedy ryczy, bo chce na rece. To jest wpisane w
            relacje miedzy ludzmi. Jesli klamal patrzac Ci w oczy, jak piszesz, to
            prawdopodobnie z braku zaufania. Nie tylko do Ciebie, ale i do wszystkich
            wokol. Gdyby ufal komus bardziej, nie z Toba by rozmawial, tylko z ta osoba.
            A co do mailowej, ogolnikowej korespondencji... Inna taka korespondencja byc
            nie moze. To p0ospieszne wysypywanie biezacych mysli. I bledem jest nadawanie
            jej specjalnego znaczenia, nawet jesli slowa sa wywazane. Coraz bardziej
            dochodze do wniosku, ze osoby po dwoch stronach raczej zapetlaja sie w swoich
            przemysleniach, niz naprawde sie komunikuja...
            Rozstanie jest faktem dla was obojga. A skad masz pewnosc, ze on po powrocie
            zastanie Cie taka, jaka w tej chwili sobie wyobraza? Rozlaki nigdy nie sa
            dobre. Po tak dlugim czasie spotka sie dwoje osob, ktore co najmniej dziela
            przezycia ostatnich miesiecy. I tak to raczej traktuj. Chyba.

            sm2006 napisała:

            > rozmawiamy duzo przez maile.wydaje mi sie ze nawet taka forma jest lepsza, bo
            > mozna precyzyjniej skonstruowac wypowiedz,przemyslec zanim sie
            > odpisze.napisalam mu to wszystko, mam wrazenie ze on w odpowiedzi same takie
            > ogolniki pisze,duzo o tym ze zrozumial, ze spojrzal w innym swietle teraz na
            > swoje zachowanie, ze chce zaczac od nowa, ze to co sie stalo pomoze nam
            > zbudowac szczescie....
            > ale tak jakos - juz ciagle mi sie wydaje ze to nastepna manipulacja - aby
            mnie
            > uglaskac, po powrocie na piekne oczy poczarowac - i powoli wszystko wroci do
            > starych "norm".
            >
            > nie wiem czy mozna sie az tak wewnetrznie zmienic, mamy juz 30 lat, jestesmy
            > mniej elastyczni niz kiedys.
            > zastanawia mnie co on czuje tak naprawde do mnie. bo jakos wydaje mi sie ze
            jak
            >
            > sie kocha to sie tak nie postepuje, dla mnie to sprzecznosc sama w sobie,
            > kochac kogos i jednoczesnie traktowac troche jak wroga ktorego trzeba oszukac
            > podstepem.
            • sm2006 Re: moze to po prostu nie jest milosc? 08.10.06, 15:43
              masz duzo racji. ale w naszym wydaniu rozmowa to czesto lapanie sie za slowka,
              przerywanie w pol zdania i wypaczasnie w ten sposob sensu - jak i odbieganie
              dygresjami od tematu. z tym zapetlaniem tez przyznam ci racje, nie ma
              komunikacji wiele, to nie tyle dialog co dwa monologi.ale i tak wiecej jest
              przekazywania informacji w tych mailach niz jak rozmawialismy nieraz.
              z nikim nie rozmawia i nie rozmawial nigdy.
              nie wiem jaka sobie mniei wyobraza, ale duzo sie zmienilo - od parunastu dni
              jakbym odzyla - wyrwala sie z zaczarowanego kregu, nie wiem jak to opisac - i
              wrecz nie chce zeby wracal, tak jest dobrze. kiedys bylam "singlem" z wyboru -
              po roznych przykrych doswiadczeniach, teraz czuje sie troche podobnie. zamykam
              sie przed kolejnym rozczarowaniem wiem, i wiem ze jesli tego nie zmienie to
              moge cos stracic... ale codzien probuje i nic. pustka.
              • mnb5 Re: moze to po prostu nie jest milosc? 08.10.06, 17:58
                Nawet jesli nie jest to milosc i nie znajdziecie wspolnego jezyka, to jest
                jeszcze chocby koniecznosc zalatwienia formalnosci... Nie mozesz zatem wytrzec
                tego pana gumka ze swojego zycia. Piszesz, ze rozgladasz sie i boisz sie cos
                nowego chyba, przeoczyc. Byc moze doswiadczenia, ktore was spotkaly byly zbyt
                trudne na ten zwiazek i moze juz nie znajdziecie wspolnego jezyka, zwlaszcza,
                ze masz tyle pretensji. Ale niczego nie zdecydujesz zapewne, do jego powrotu.
                Skladane i formalnie spisane obietnice, chyba do czegos zobowiazuja, prawda?

                CO to wlasciwie znaczy, byc singlem "z wyboru"? Dla mnie to zycie w pojedynke,
                bo nie trafil sie nikt, z kim chcialoby sie je dzielic. Wiec to zaden wybor..
                • sm2006 Re: moze to po prostu nie jest milosc? 08.10.06, 18:14
                  mnb5 napisała:

                  > Nie mozesz zatem wytrzec tego pana gumka ze swojego zycia.

                  nie chce narazie.mam szacunek do tej instytucji jaka jest malzenstwo. po prostu
                  boje sie ze tego nie uda sie juz naprawic. i sama juz nei wiem czy przesadzam
                  czy nie. on wydaje sie naprawde to przezywac,w ciagu ostatnich dni otworzyl sie
                  bardziej niz przez caly nasz zwiazek, ale czy to symptom zmiany czy tylko
                  lagodzenie sytuacji.....

                  > Piszesz, ze rozgladasz sie i boisz sie cos nowego chyba, przeoczyc.

                  ?? kiedy cos takiego napisalam?????? mialam na mysli kolejne rozczarowanie
                  nim.i ze to moje obecne zamykanie sie moze spowodowac ze ten zwiazek sie
                  rozpadnie.ale mimo prob nie umiem nawiazac kontaktu z nim ostatnio.

                  nie rozgladam sie.jeszcze nie.

                  > Ale niczego nie zdecydujesz zapewne, do jego powrotu.

                  nie,czekam, ale mam wrazenie ze "juz po ptokach". nie wiem czy bede potrafila
                  zyc normalnie z kims do kogo stracilam zaufanie.

                  > Skladane i formalnie spisane obietnice, chyba do czegos zobowiazuja, prawda?

                  w sumie to jego tez.... jest tam fragment o uczciwosci malzenskiej.....

                  > CO to wlasciwie znaczy, byc singlem "z wyboru"?

                  dla mnie to bylo zycie bez ryzyka ze ktos mnie zrani, ze bede cierpiec, owszem,
                  bywalo smutno czasem, ale generalnie ... moze to cos takiego ze mialam wrazenie
                  ze wszystko jeszcze przede mna... teraz paradoksalnie czuje to samo... i nie
                  wiem jak to rozumiec w tej sytuacji....
                  • mnb5 Re: moze to po prostu nie jest milosc? 08.10.06, 22:12
                    > > Piszesz, ze rozgladasz sie i boisz sie cos nowego chyba, przeoczyc.
                    >
                    > ?? kiedy cos takiego napisalam?????? mialam na mysli kolejne rozczarowanie
                    > nim.i ze to moje obecne zamykanie sie moze spowodowac ze ten zwiazek sie
                    > rozpadnie.ale mimo prob nie umiem nawiazac kontaktu z nim ostatnio.
                    >
                    nastepnym razem, jesli Cie zawiedzie, bedziesz mogla miec tylko do siebie
                    pretensje. Jesli uwazasz, ze zamykasz sie i ze to moze zepsuc zwiazek - jesli
                    wszystko sie rozpadnie - tez bedziesz zalowac. Nie zazdroszcze tej sytuacji.

                    > nie,czekam, ale mam wrazenie ze "juz po ptokach". nie wiem czy bede potrafila
                    > zyc normalnie z kims do kogo stracilam zaufanie.
                    >
                    Wiesz, czarne labedzie, jesli je cos sploszy z gniazda, zostawiaja nawet
                    piskleta i nigdy nie wracaja. Zastanow sie, co tak naprawde on zrobil. Jakie
                    szkody ponioslas w wyniku klamstw. Co nim kierowalo. Zaczekaj do wyjasnien.

                    > > CO to wlasciwie znaczy, byc singlem "z wyboru"?
                    >
                    > dla mnie to bylo zycie bez ryzyka ze ktos mnie zrani, ze bede cierpiec,
                    owszem,
                    >
                    > bywalo smutno czasem, ale generalnie ... moze to cos takiego ze mialam
                    wrazenie
                    >
                    > ze wszystko jeszcze przede mna... teraz paradoksalnie czuje to samo... i nie
                    > wiem jak to rozumiec w tej sytuacji....

                    No tak... Ale czlowiek nie jest stworzony do samotnosci...
                    A jak to masz rozumiec? Moze podswiadomie wierzysz, ze cos zmienilo sie na
                    lepsze...
                    • sm2006 Re: moze to po prostu nie jest milosc? 08.10.06, 22:54
                      jakie szkody... materialnie zadne.. niematerialnie... stracilam zaufanie.
                      widzisz ja jestem osoba z problemami.ciezko jest mi komus zaufac. DDA - moze
                      cos ci to mowi.
                      wczesniej dostalam pare razy w tylek od zycia. i zaszylam sie w swoim siwecie.
                      wyszlam z niego dla NIEGO. i.....
                      nie wiem czy odbuduje to co czulam. chce ale z drugiej strony pokusa ucieczki
                      znowu w swoj kacik jest wielka..

                      co kierowalo - wiem.
                      strach ze bede zla jak sie dowiem. chec przepchniecia swojej wizji za wszelka
                      cene. przyzwyczajenie do klamania (tesciowa).

                      probuje naprawde bo to co nas laczylo(laczy??) to bylo (jest??) piekne i jedyne
                      w swoim rodzaju. dzisiaj troche jakby sie udalo pogadac na gg.
                      • sm2006 Re: moze to po prostu nie jest milosc? 08.10.06, 23:09
                        ja go rozumiem troche, potrafie sie wczuc w kogos... i zle mi z tym ze juz nie
                        potrafie sie znowu postarac.ze juz mi sil zabraklo, tyle czasu walczylam...
                        • mnb5 Re: moze to po prostu nie jest milosc? 08.10.06, 23:23
                          sm2006 napisała:

                          > ja go rozumiem troche, potrafie sie wczuc w kogos... i zle mi z tym ze juz
                          nie
                          > potrafie sie znowu postarac.ze juz mi sil zabraklo, tyle czasu walczylam...

                          o co masz sie starac? o co walczylas?
                          Przeciez on mowi, ze zrozumial, ze chce zaczac od nowa. Czyli wygralas.
                          To teraz proste pytanie - moze wolalas jego w poprzednim wcieleniu? A kiedy
                          wyjawil jakies ukrywane sprawki, stal sie mniej atrakcyjny? To znaczy, ze mial
                          racje, ze cos tam ukrywal...
                          Ja teraz nie wrocilam do Twoich wczesniejszych wypowiedzi. Ale tak je pamietam.
                          • sm2006 Re: moze to po prostu nie jest milosc? 08.10.06, 23:48
                            zle mnie rozumiesz. wiem ze mowi itp ale nie wiem czy tak mowi bo tak jest, czy
                            mowi bo mowi.
                            do tej pory zdarzalo sie poruszac ten temat i tez mowil wiele rzeczy...
                            po prostu juz nie wierze w slowa, teraz sa to tylko slowa bo odleglosc.. ale
                            zanim przyjedzie - nie potrafie "zawiesic" swoich mysli i uczuc do tego czasu...
                            nie chce tamtego jego. problem w tym ze chyba w tej chwili nie chce juz
                            tez "nowego"... a przynajmniej boje sie sprobowac..
                            nie wiem jak jasniej to napisac....


                            • mnb5 Re: moze to po prostu nie jest milosc? 09.10.06, 00:24
                              sm2006 napisała:

                              > zle mnie rozumiesz. wiem ze mowi itp ale nie wiem czy tak mowi bo tak jest,
                              czy
                              >
                              > mowi bo mowi.

                              odpowiedzi na to na forum nie dostaniesz. Posluchaj intuicji.

                              > do tej pory zdarzalo sie poruszac ten temat i tez mowil wiele rzeczy...
                              > po prostu juz nie wierze w slowa, teraz sa to tylko slowa bo odleglosc.. ale
                              > zanim przyjedzie - nie potrafie "zawiesic" swoich mysli i uczuc do tego
                              czasu..
                              > .

                              Zrob dla siebie cos milego. POmysl przede wszystkim o sobie. Nic nie
                              przyspieszysz. Zadbaj o swoj dobry nastroj i dobra forme. reszta potoczy sie
                              tak, jak ma byc.

                              > nie chce tamtego jego. problem w tym ze chyba w tej chwili nie chce juz
                              > tez "nowego"... a przynajmniej boje sie sprobowac..
                              > nie wiem jak jasniej to napisac....

                              Pewnie boisz sie. To najwlasciwsze okreslenie. Ale jakie masz wyjscie?
                              Co najmniej trzy, cztery miesiace do uzyskania rozwodu. W sadzie koniecznosc
                              udowodnienia, ze nic was nie laczy...
                              Powody, ktore tu opisalas nie sa argumentami dla sadu.
                              Dobranoc. Idz juz spac. Moze rano obudzisz sie w lepszym nastroju :)
                              >
    • gosia249 Re: moze to po prostu nie jest milosc? 08.10.06, 18:51
      czesc dziewczyny
      Poczytałam sobie co tutaj piszecie. Sytuacja niezaciekwa ale ja jestem w
      podobnej, ale na szczecie (a moze nie na szczescie), facet nie jest moim mezem.
      Byłam z nim 2 lata, byly plany na przyszlosc, pierscionek zareczynowy i nagle
      cos nie wyszlo, w zasadzie to nie bylo nagle, bo chyba zbieralo sie to we mnie
      przez jakis czas. powodem rozstania dla mnei był jego kompletny brak
      odpowiedzialnośći, zero własnej inicjatywy, lenistwo, egoizm i to cholerne picie
      piwa przed komputerem, codziennie dodam. Doszłam do wniosku ze nei moge tek
      dalej, mimo iz go kochałam (przynajmniej tak mi sie wtedy wydawalo). Po
      rozstaniu utrzymywalismy ze soba jakis tam kontakt, a potem on wyjechal do
      Anglii i wraca w przyszlym miesiacu i nie bardzo wiem co mam z tym zrobic.
      twierdzi ze sie zmienil , ze teraz wszytsko zrozumiel i ze potrafi dac mi
      szczecie, widze ze sie stara, ale jak bardzo sie zmienil to bede wiedziala
      dopiero jak wroci, powiedzialam mu ze na odleglosc nic nie zalatwimy i pogadamy
      jak wroci. Ale prawda jest taka ze nie jestem do konca pewna czy go kocham. jest
      na pewno moim przyjacielem i jezeli rzeczywiscie sie zmienil to moze cos by
      jeszcze z tego bylo, ale ja nie czuje "tego czegos", nei wiem czy to normalne
      p[rzy tak dlugim rozstaniu, czy poprostu cos juz sie wypalilo miedzy nami i nie
      warto wchodzic drugi raz do tej samej rzeki. A swoja droga podczas jedo
      nieobecnosci spotkalam kogos kto wystarczylo ze doknal mojej reki a juz mrówki
      poszly mi w piety, i byla miedzy nami niesamowita chemia, ale do nieczego nie
      doszlotakze prosze o rade, czy gdybym kochala go na prawde to czekalabym na
      niego bez wzgledu na wszytsko? czy jezeli nei ma juz tego czegos i zwracam uwage
      na innych facetow to juz po wszytskim? sama jakos juz chyba nei potrafie
      odpowiedziec sobei na to pytanie.
      Pozdrawiam goraco
      Gosia249

      Ps. ale jednak czasem mysle o tym " od mrowek w pietach"...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja