bachuu
08.10.06, 21:58
hellou!
obok miejsca gdzie pracuje często przechodzi dziewczyna. jest to kobieta obdarzona tak niesamowicie działająca na mnie figurą, że
nie jestem w stanie odmówić sobie zerknięcia za każdym razem jak widzą ja przechodzącą. w sumie ta opowieśc nie byłaby
zajmująca, gdyby nie moje graniczące z pewnośćia przeświadczenie, że poza moim podziwem dla jej wyglądu niewiele mielibyśmy
punktów wspólnych. Może to bardziej chodzi o to że nie chciałbym burzyć mojego sposobu widzenia jej, a jakakolwiek zażyłość z
przeświadczeniem graniczącym z pewnością na pewno by to uczyniła.
historia zaczęła sie wczoraj. ponieważ, jak wspomniałem , jej figura na mnie działa , nie sposób by Ona tego nie zauważyła.
(zamglone nieco spojrzenia , szczęka lekko opadająca, zawieszenie prowadzonej własnie rozmowy telefonicznej - > jednym słowem
twarz idioty/kretyna) i tak pare razy dziennie. otrzymałem więc wysoce wymowne spojrzenie, które skierowało moje mysli na inne
nieco tory. pomny ostrzeżeń że piekło jest łączką majową w ciepły dzień wobec zemsty kobiety wzgardzonej, postanowiłem rozwiązać
napiętą już dosyć sytuację.
jak jej zakomunikować :
wersja 1: nie nie, nie chce sie z Toba umawiać, nie chcę Ciebie podrywać, co dziwne nie chce zaciągnąć Ciebie do łóżka, chcę
tylko na Ciebie lubieznie czasem popatrzeć, proszę nic do mnie nie mów, oto moja wizytówka napisz mi swoja odpowiedź na emalie -
odwrócić sie na pięcie i odejść.
wersja 2 : hej mam nadzieje że nie masz nic przeciwko, ale lubię na Ciebie popatrzeć ale niestety mam żonę więc rozumiesz że nie
możemy sie spotykać a ponieważ jest potwornie zazdrosna więc rozmowa, nawet niezobowiązująca nie wchodzi w rachubę więc hm... do
zobaczenia.
wersja 3: normalnie, uciąć pogawędkę, wymienić sie dykteryjkami i zniszczyć te chwile radośći....
pytanie do Was brzmi: czy to w ogóle jest do przeprowadzenia?
ps forma być może zabawna ale treść, jak najbardziej prawdziwa....