Ja już nie mam siły:((

30.03.03, 15:57
Jestem z chłopakiem od 2,5 roku.
Chcieliśmy być razem na zawsze, on mówił, że mnie kocha i dalej tak mówi. Ja
też go kocham.
Wszystko było ok. Właśnie.... Było....:(
Ostatnio wiele się popsuło. Wcześniej też się psuło, ale zawsze jakoś to
naprawialiśmy. Teraz ja nie mam siły, aby ratować ten związek co nie znaczy
że nie chcę. Nie mam siły, bo kto by miał słysząc co jakiś czas że on mi nie
ufa :(( Tylko, że ja nie daję mu żadnych powodów to tej nieufności - dla
niego zrezygnowałam ze spotkań ze znajomymi - co dla mnie nie było łatwe bo
mam naprawdę świetnych znajomych i czuję że mają do mnie trochę żalu.
Poprostu ostanio on ma ciągle do mnie pretensje, że to nie tak, dlaczego z
rozmawiam z koleżanką a nie z nim i takie tam - prawdziwa dziecinada. Tylko
że on to może łazić a ja? Przecież nie jestem rzeczą którą można mieć na
własność :(( Co byście zrobili na moim miejscu? Ja już naprawdę nie mam siły
aby mu tłumaczyć że jestem wobec niego w porządku:((( I gdyby nie to że go
kocham zostawiłabym go. I pewnie znowu się skończy na obiecankach i będzie
tak samo:/
    • doroszka Re: Toxic 30.03.03, 17:19
      Toxic boy! Rzucić, przecierpieć i żyć tak, jak się chce, a nie jak się temu
      kolesiowi podoba.
      Z ilu jeszcze rzeczy, które cię uszczęśliwiają, zrezygnujesz dla
      jego "miłości"?
      Ja to się czasami dziwię takim sytuacjom, ale niektóre kobiety (nie mówię o
      tobie, ale o trochę gorszych, bo dłuższych ;) i cięzszych przypadkach) mają
      naprawdę jakieś psychiczne skłonności masochistyczne.
      Cierpiętnictwo - yeah! Odrzućmy własną wolność, znajdźmy sobie faceta, który
      będzie nam po kolei zabraniał rzeczy, które nas cieszą i zatruje nam całe życie
      narzekaniem i bezpodstawymi oskarżeniami. ;)
      • Gość: Mona Re: Toxic IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 30.03.03, 17:30
        oczywiście , skoncz ta znajomośc i nie miej złudzeń ,że to się naprawi , a on
        sie zmieni.
        Najlepszy facet , to taki , który daje oddychać, pamiętaj!
    • teenagelobotomy Najlepiej tradycyjnymi metodami sobie radzic. 30.03.03, 19:26
      Zwykla przemoc fizyczna rozwiazuje wiekszosc problemow szybko, prosto i
      Skutecznie. Uswiecona tradycja jest to zreszta metoda, zawarta w
      powiedzeniu "gdy sie baby nie bije to jej watroba gnije", z tym ze w
      przeszlosci stosowana jedynie przez mezczyzn. Zastraszajace tempo meskiego
      zniewiescienia (co nie jest zreszta ich wina, tylko czynnikow natury
      fizjologicznej, ato nadmiarem hormonow zenskich w przyrodzie, jak twierdza
      naukowcy szczegolnie, bo no jakzeby inaczej, amerykanscy) powoduje, ze przemoc
      nalezy obecnie stosowac obecnie wobec mezczyzn wlasnie, i dodajmy, z
      rewelacyjnym skutkiem.

      A wiec na fanaberyjnosc, mardunosc, brak wzwodu, placzliwosc, niezdecydowanie,
      wapory, uderzenia goraca, zbyt niskie zarobki i inne przypadlosci - wpierdol,
      mile Panie.

      Wiec czympredzej sprzedaj chlopcu kilka celnych kopniakow, dopraw glowa i zaraz
      zaufanie sie znajdzie, a humorzastosc i meczydupstwo mina jak reka odjal.
      • doroszka Re: Najlepiej tradycyjnymi metodami sobie radzic. 30.03.03, 19:50
        teenagelobotomy napisała:

        > Zwykla przemoc fizyczna rozwiazuje wiekszosc problemow szybko, prosto i
        > Skutecznie. Uswiecona tradycja jest to zreszta metoda, zawarta w
        > powiedzeniu "gdy sie baby nie bije to jej watroba gnije", z tym ze w
        > przeszlosci stosowana jedynie przez mezczyzn. Zastraszajace tempo meskiego
        > zniewiescienia (co nie jest zreszta ich wina, tylko czynnikow natury
        > fizjologicznej, ato nadmiarem hormonow zenskich w przyrodzie, jak twierdza
        > naukowcy szczegolnie, bo no jakzeby inaczej, amerykanscy) powoduje, ze
        przemoc
        > nalezy obecnie stosowac obecnie wobec mezczyzn wlasnie, i dodajmy, z
        > rewelacyjnym skutkiem.
        >
        > A wiec na fanaberyjnosc, mardunosc, brak wzwodu, placzliwosc,
        niezdecydowanie,
        > wapory, uderzenia goraca, zbyt niskie zarobki i inne przypadlosci - wpierdol,
        > mile Panie.
        >
        > Wiec czympredzej sprzedaj chlopcu kilka celnych kopniakow, dopraw glowa i
        zaraz
        >
        > zaufanie sie znajdzie, a humorzastosc i meczydupstwo mina jak reka odjal.
        >


        :)))))))))))))))) Ghiehiehiehie. Powiem mężowi - niech spróbuje marudzić w
        hipermarkecie. ;)
    • kij-anka Re: Ja już nie mam siły:(( 30.03.03, 19:39
      Hmmm....
      Bić się z nim nie będę - on ma około 2m wysokości więc wolę nie ryzykować - ale
      pomysł przedni ;))
      A co do wcześniejszych odpowiedzi:
      Wiem że to zaczyna być toksyczny związek - ale uwierzcie, to nie takie łatwe
      jest po 2,5 roku bycia razem. Nikt nie jest całkowicie w porządku - no ale
      zaufaie w związku być powinno, bo to podstawa. Ja bym już w sumie chciała to
      zakończyć, ale męczy mnie kilka rzeczy. No bo na przykład jeśli ja z nim zerwę,
      a mogło być naprawdę lepiej i był to ten jedyny? Dlatego tak mówię, bo boję się
      trochę samotności (jak większość?). Poza tym nie chcę go zranić - nie chcę by
      poczuł się odrzucony.
      Poznałam niedawno bardzo fajnego chłopaka - co prawda jest ode mnie o 6 lat
      starszy, ale to chyba nie jest najgorsze skoro jest naprawdę w porządku. A, że
      jestem narazie w tym toxic związku to się z nim spotykam, a po zakończeniu tego
      związku chciałabym zacząć się z tym drugim spotykać - a to chyba molo by być
      trochę krzywdzące dla niego,
      Już sama nie wiem co mam robić://
      czy dać mu kolejną szansę? Ale z drugiej strony - nie chcę się już tak czuć
      (raz mnie zmieszał z błotem i więcej nie chcę, nikt mi tylu przykrych słów nie
      powioedział :((( )

      Dzięki za wypowiedzi :)
      • Gość: Luke Re: Ja już nie mam siły:(( IP: *.acn.waw.pl 30.03.03, 22:30
        Nie chcesz go zranić? Ale on jakoś bezproblemowo podchodzi do ranienia Ciebie.
        Dlaczego zatem wymagasz od siebie więcej tolerancji i zrozumienia niż on ma
        dla Ciebie? Pesymistyczna wersja wygląda tak : on odetnie Cię od Twojego
        towarzystwa, ukróci wszystkie Twoje pasje i zainteresowania, sprawi, że z
        braku innych mozliwości Twoje zycie będzie ograniczało się wyłącznie do
        Twojego partnera, po czym Cię zostawi, bo uzna, że jesteś nudna, bo w ogóle
        nie masz swojego życia. Po tym będzie Ci się znacznie trudniej pozbierać niż w
        obecnej sytuacji. Więc albo walniesz pięścią w stół i postawisz ostre warunki,
        których będziesz się konsekwentnie trzymać i stanowczo egzekwować - ale widać,
        że na to jesteś za miękka, albo wiej póki czas.
      • Gość: true Re: Ja już nie mam siły:(( IP: Anonymous:* 31.03.03, 00:50
        kij-anka napisała:

        Nikt nie jest całkowicie w porządku - no ale
        > zaufaie w związku być powinno, bo to podstawa. Ja bym już w sumie chciała to
        > zakończyć, ale męczy mnie kilka rzeczy. No bo na przykład jeśli ja z nim
        zerwę, a mogło być naprawdę lepiej i był to ten jedyny? Dlatego tak mówię, bo
        boję się
        >
        > trochę samotności (jak większość?). Poza tym nie chcę go zranić - nie chcę
        by
        > poczuł się odrzucony.
        > Poznałam niedawno bardzo fajnego chłopaka - co prawda jest ode mnie o 6 lat
        > starszy, ale to chyba nie jest najgorsze skoro jest naprawdę w porządku. A,
        że
        > jestem narazie w tym toxic związku to się z nim spotykam, a po zakończeniu
        tego
        >
        > związku chciałabym zacząć się z tym drugim spotykać - a to chyba molo by być
        > trochę krzywdzące dla niego,
        > Już sama nie wiem co mam robić://
        > czy dać mu kolejną szansę? Ale z drugiej strony - nie chcę się już tak czuć
        > (raz mnie zmieszał z błotem i więcej nie chcę, nikt mi tylu przykrych słów
        nie
        > powioedział :((( )
        >
        > Dzięki za wypowiedzi :)

        chłopak ewidentnie przesadza...
        ale jesteś z nim i myślisz juz o innym... sam nie wiem, może źle to zrozumiałem
        • kij-anka Re: Ja już nie mam siły:(( 31.03.03, 13:52
          Hmmm..... Czy będąc z nim myślę o innym?
          Troszkę inaczej. Poprostu zauważyłam, że nie jest jedyny, że wokoło jest wielu
          fajnych chłopaków.
          A to, że poznałam ostatnio kogoś nowego, to nic złego - bo lubię poznawać
          nowych ludzi.
          Pytanie tylko, czy będąc z moim obecnym nie stracę czegoś, czego będę później
          żałowała. Nie chcę się zamykać w sobie.
          Teraz on do mnie dzwoni, przeprasza, prosi o kolejną szansę....
          Dlatego jest mi ciężko podjąć decyzję:(
          Najgorsze jest to, że on mi nie ufa i ciągle obiecuje, że już będzie lepiej, że
          się zmieni i nie będzie mnie ograniczał.
          Czy mu uwierzyć? Czy to aby napewno już ostatni raz mnie tak ranie i w końcu mi
          zaufa?

          Jest mi tak cholernie ciężko, że coś strasznego :((
          Mam takiego dołka przez tą całą sytuację, że zaczyna mi się wszystkiego
          odechciewać ://

          No cóż - mam nadzieję, że jakoś to się wyprostuje, a kiedy? Nie wiem:(

          DZiękuję za odpowiedzi:)
          Trzymajcie się cieplutko :))
          => Anka <=
    • Gość: miregal Re: Ja już nie mam siły:(( IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 01.04.03, 22:37
      kij-anka, wez pod uwage ze jak sie czlowiek zakocha to te druga osobe widzi
      przez rozowe okulary, z tego co piszesz to koles jest nudny, przewrazliwiony i
      sie czepia, jak zostaniecie razem to dopiero moze byc zyciowa katastrofa...
      trudno mi cos doradzic, ale ze mna 3 tygodnie temu zerwal chlopak w ktorym
      bylam zakochana, najpierw plakalam i rozpaczalam i dopiero w te sobote dotarlo
      do mnie jaki z niego byl nieodpowiedzialny, kaprysny dupek i wrecz sie
      ucieszylam, ze juz nie jestesmy razem, szkoda tylko, ze sie w nieodpowiednim
      czlowieku zakochalam i odcierpialam swoje... no ale widac mlodosc jest od tego
      zeby pare razy dostac od zycia po gebie i byc na przyszlosc madrzejszym. nie
      wiem ile masz lat, ja 20, i od rodziny/ znajomych rodzicow uslyszalam tyle
      pocieszajacych historii o zrywajacych i rozpaczajacych 20latkach, ktorym sie
      potem wszystko super w zyciu, takze milosnym, ulozylo, ze powoli dochodze do
      wniosku ze moze to taki niezbedny choc nieprzyjemny etap rozwoju: jak pierwsze
      falszywe przyjaznie w podstawowce (potrzebne po to zeby potem docenic prawdziwa
      przyjazn) czy kompleksy w wieku lat 15...

      a tak w ogole to idz z przyjaciolkami do kina, na wino, to b. poprawia humor i
      swiat jakos tak sie lepiej prezentuje pozniej :)

      trzymaj sie, pozdrawiam!
      • doroszka Re: Ja już nie mam siły:(( 01.04.03, 22:54

        >
        > a tak w ogole to idz z przyjaciolkami do kina, na wino, to b. poprawia humor
        i
        > swiat jakos tak sie lepiej prezentuje pozniej :)


        Taaa, pójdzie z przyjaciółkami na wino, to ukochany zatruje jej życie na
        najbliższe dwa tygodnie ;) hehehe...

        do kij-anki: krzywdę mu robisz, dziewczyno, tak długo to wszystko znosząc,
        skoro do tej pory się nie ocknął, to może trzeba mu silniejszego bodźca - jak
        mu pokażesz, że definitywnie masz dość, to moze przemyśli swoje życie od nowa

        pozdrawiam :)
    • Gość: facet Re: Ja już nie mam siły:(( IP: *.nestle.pl 02.04.03, 19:11
      Krotka historia. Bylem z dziewczyna 4 lata, bardzo mnie kochala i mi to
      odpowiadalo. Ja niestety jej tego nie okazywalem. Sprawialo mi przyjemnosc, ze
      jej na mnie tak zalezy. Ona czasami plakala z powodu mojej obojetnosci i
      chlodu, wtedy oczywiscie bylem mily i romantyczny i oczywiscie 'big love'. Ale
      pewnego dnia wszysko sie skonczylo tzn. ona to skoczyla i "kopnela mnie w
      tylek". Nie powiem, teraz rozumiem ja w 100% i zastanawiam sie dlaczego tego
      wczesniej nie zrobila. Bolalo mnie strasznie i jeszcze chyba boli, mimo ze to
      juz bylo kilka lat temu. I przyznam ze czasami za nia tesknie, bo to chyba byla
      milosc mego zycia. Zrozumialem wowczas kilka rzeczy, ale niestety po fakcie. O
      druga osobe trzeba dbac, jezeli jedno z was regularnie placze to juz jest
      bardzo zle i partnera trzeba szanowac. Gdybym nadal byl z nia, bylbym dla niej
      taki jaki bylem (beznadziejny) i nigdy bym tego nie zrozumial. Teraz jest
      troche inaczaj, spotykam sie z dziewczyna. Bbam o nia, bo nie chce, aby sie
      poprzednia sytuacja powtorzyla i jestm 100% pewien, ze z mego powodu nie placze.
      Konkluzja:
      Odpusc sobie tego czlowieka. Znajdz innego. On juz dla Ciebie dobry nie bedzie.
      Moze dla innej, o ile to wszystko zrozumie. Jak to stare powiedzenie mowi:
      Najlepszym lekarstwem na milosc, jest milosc.
      Zycze powodzenia
      O.
      • Gość: pom Mała refleksja na marginesie... IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 02.04.03, 20:03
        Za nic nie chciałabym być z człowiekiem, który jest dla mnie dobry, dbający
        itp., który myśli i tęskni za kobietą, która, jak mu się wydaje, była miłością
        jego życia...
        To żaden wyrzut, nic mi do tego, tak sobie tylko myślę na piśmie....
    • Gość: Gosia Re: trochę pytań IP: *.pabianice.sdi.tpnet.pl 02.04.03, 20:50
      Rozumiem że jego postępowanie wobec Ciebie opiera się na jednym założeniu: brak
      zaufania. Chce ograniczyć Twoje kontakty ze znajomymi, bo Ci nie ufa, czegoś
      się boi (zdrady?) Moje pytanie brzmi: dlaczego on Ci nie ufa?
      Okres waszego związku - 2,5 roku, to dość długo. Myślę że zdążyliście się
      wzajemnie poznać. Więc dlaczego? Czy podczas trwania Waszego związku zrobiłaś
      coś by stracił do Ciebie zaufanie? Czy przez 2,5 roku swoim zachowaniem nie
      zapracowałaś na zaufanie?
      Pytasz go dlaczego Ci nie ufa? Jak to tłumaczy?

      Jeśli masz czyste sumienie, i on przez cały okres Waszego związku nie miał
      powodu do tego by stracić do Ciebie zaufanie, to facet faktycznie nalezy do
      toksycznych. To jest najzwyklejsza zazdrość. Daruj go sobie, inaczej spędzisz
      życie na udowadnianiu że nie jesteś wielbłądem.
    • Gość: Rose Re: Ja już nie mam siły:(( IP: *.abo.wanadoo.fr 02.04.03, 21:40

      Kij-anko, to jest zazdrosc i w dodatku zaborcza. Jesli juz teraz nie polozysz
      temu kres to nie tylko bedzie sie to za Toba ciagnelo przez lata, ale tez sie
      rozwinie. Podejrzewam, ze na tym etapie rozmowa w cztery oczy z Twoim mezczyzna
      jest niemozliwa. Zazdrosnik w pewnym momencie nie daje sobie juz niczego
      wytlumaczyc. Mozna mu powtarzac sto razy, ze jest sie wobec niego O.K. a on w
      tym setnym razie znajdzie to jedno jedyne slowo, ktorego bedzie mogl sie
      uczepic. I pamietaj, ze takiego czlowieka nie usatysfakcjonuje ZADNA odpowiedz.
      Jedyna odpowiedzia, ktora go zadowoli bedzie przyznanie sie do winy.

      Mam za soba taki zwiazek i Wiem, co trzeba ze strony partnera znosic. To jest
      pieklo. Taki zazdrosnik zawsze szuka winy w partnerze a nigdy w sobie. Jego
      zazdrosc moze wynikac z roznych przyczyn(m. in. z uswiadamianego sobie -lub nie-
      kompleksu nizszosci, z egoizmu i niedojrzalosci, z syndromu pana i niewolnika)
      Dam Ci dwie rady plynace z glebi serca: albo odejdz od tego mezczyzny, albo
      udaj sie razem z nim do specjalisty ( psycholog, psychiatra, psychoterapeuta)
      Jesli zdecydowalabys sie szukac gdzies pomocy to zacznij JUZ TERAZ zanim jego
      zazdrosc sie rozwinie i nie bedzie chcial o lekarzach slyszec.
      Tylko specjalista moze szybko i bezblednie dociec prawdziwej przyczyny
      zazdrosci, a potem mozliwe jest leczenie. Tak, leczenie, bo taka zazdrosc to
      jest niestety choroba.
      Pozdrawiam i zycze wytrwalosci.



    • Gość: mo Re: Ja już nie mam siły:(( IP: *.elblag.dialog.net.pl 02.04.03, 23:32
      Wybacz, jesli bede zbyt szczera i zbyt brutalna - odeszłabym. Odsuniecie sie od
      znajomych, bo chce tyego facet jest najwiekszym błedem jaki mzona w zyciu
      popelnic elsi to on oderjdzie, ktoregos dnia to wtedy zostaniesz zupelnie
      sama... A poza tym ja nie znosze gdy ktos usiluje mi narzucac
      swoje "widzimisie" ... Dlatego tak...
Pełna wersja