enigma_87
02.11.06, 18:24
Tak jak w temacie.
Nie wiem czemu tak się dzieje...Obiecuję sobie: "od dzisiaj jem regularne
posiłki, ograniczam słodycze, nie otwieram lodówki między posiłkami". A i tak
prędzej czy później kończy się to tak,że ucząc się nagle dopada mnie chęć na
coś do jedzenia. I nie chodzi tu głównie o słodycze...
Często już w godzinkę po obiedzie jem dwa tosty z masłem, fasolkę ze śmietaną
etc...Równie dobrze mogłabym się bez tego obyć,prawda? Jak już zjem takiego
zapychacza to myślę sobie: czas na herbatkę. Robię sobie herbatkę (bez
słodzenia na szczęście) i wtedy dopada mnie myśl, że do herbatki przydałoby
się ciasteczko. jak już skończę z ciasteczkiem to na finał jeszcze zjem
mandarynkę lub jogurt.
Efekt jest taki, że czuję się ociężała, w żołądku mam jeden wielki bigos i
męczą mnie wyrzuty sumienia - przecież mogłam tego wszystkiego nie jeść i
spokojnie poczekać do kolacji i wtedy zjeść coś sensownego - kanapki z
warzywami, serkiem.
Całe szczęście w tym, że nie prowokuję wymiotów, choć wiem,że poprawiłoby mi
to humor i samopoczucie. Wiem jednak,że to jest złudne myślenie i wiele kobiet
doprowadziło do ruiny. Dlatego tak nie robię,ale...czuję się w 50% taką
bulimiczką. Właśnie przez te niekontrolowane napady obżarstwa, które oznaczają
nawpieprzanie się wszystkim począwszy od ogórków kiszonych przez śmietanę po
nutellę. Strasznie mnie to wszystko męczy.
Kłopotów z wagą w zasadzie nie mam, mam 174 cm wzrostu i ważę średnio 60kg.
Najprostszym rozwiązaniem byłoby trzymanie w lodówce niewielkiej ilości
rzeczy, gotowanie tylko określonych porcji, niekupowanie ciasteczek.
Niestety,jeśli mieszka się z Rodzicami i Bratem nie jest to możliwe, eh...
Wiem,że problem leży w mojej psychice i w tym,że nie potrafię być
auto-asertywna i powiedzieć sobie:"nie, koniec!". To męczy... z jednej strony
człowiek jest kowalem własnego losu, z drugiej jednak strony sam często nie
potrafi wygrać ze swoją głupotą.
Uff, troszkę mi ulżyło, gdy to wszystko wypisałam. Mam teraz ochotę pójść do
łazienki, wziąć długi prysznic, ubrać się w piżamkę i wypić miętę:) Może
troszkę lepiej zrobi mi się wtedy na żołądku. I od jutra naprawdę jeść tylko
śniadanie, drugie śniadanie w postaci jabłka, obiad, podwieczorek pod postacią
jogurtu i kolację w sensie kanapek z warzywami i czerwonej herbatki.
ciekawe czy mi się uda.