karka831
06.11.06, 14:09
Zawsze twierdziłam, ze nie jestem skłonna wybaczyc zdrady i ze gdy moj
mezczyzna mnie zdradzi bedzie to rownoznaczne z koncem zwiazku....Zawsze
jednak mialam na mysle zdrade fizyczna...Kilka dni temu odkrylam, ze moj
mezczyzna zdradza mnie psychicznie...Zobaczylam jedna z rozmow na gg...To co
ujrzalam bylo ogromnym ciosem...pisal swojej znajomej o fantazjach i snach z
nia zwiazanych...powiedzialam mu o tym, wpadlam w histerie, zaczelam
wykrzykiwac, ze tak bardzo mu ufalam...plakalismy oboje, powiedzial, ze to
byla fascynacja, ze do niczego by nie doszlo bo mnie kocha i chce byc ze
mna...klekal na kolanach blagajac o przebaczenie, mowil, ze moge na niego pluc
i nim gardzic bylebym nie odchodzila....mowil ze jest glupi, ze to byla meska
proznosc, sprawdzenie czy inne jeszcze sa nim zainteresowane...mowil wiele
rzeczy, nie wszystko pamietam...Nie wiem sama co myslec, czuje sie jak skopany
pies, moje nadzieje, moje zaufanie...wszystko odeszlo...moze ktoras z Was tez
byla w takiej sytuacje, moze ktos moze mi doradzic co powinnam zrobic...Bardzo
prosze...