Egzamin z opanowania ... podryw za kierownicą.

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.11.01, 14:44
Egzamin miałam parę dni temu i dziś już przeszedł mi żal jaki miałam zaraz po
zakończeniu oblanego zresztą egzaminu. Plac manewrowy poszedł mi rewelacyjnie i
wyjechaliśmy na miasto, gdzie egzaminator pokazał klasę przez duże K. Mała
dynamika to raz, jakieś głupie uwagi co do umiejętności mojego instruktora bo
nawet nie nauczył mnie trzymania poprawnie kierownicy, ja próbowałam się skupić
na drodze a on zagadywał, krytykował, robił dziwne aluzje i uwagi. Skończyło
się na tym, że kiedy zauważył że nie mam ochoty na rozmowy zaczął sobie
podśpiewywać pod nosem co ostatecznie wyprowadziło mnie z równowagi. Myślałam o
tym by wreszcie skończył się ten koszmar. Już nie myślałam o tym że jestem na
egzaminie a tylko o tym by wreszcie wysiąść z tego koszmarnego auta. Oczywiście
oblałam, ... pan egzaminator nie omieszkał dać mi do zrozumeinia że bardzo
chętnie znalazłby się ze mną w innym otoczeniu, może bardziej kameralnym.
Ostatecznie dostałam telefon kolegi który podobno "świetnie" uczy... tylko
należałoby się zastanowić czego, bo pan egzaminator był tak milusi by dodać -
gdybyś miała ze 30 lat to bym Ci nie odpuścił, bo takie kobiety są
najapetyczniejszym kąskiem, ale jesteś młoda i koszystaj z życia, masz tu
telefon do mojego przyjaciela... on cię nauszy jeździć. Nie sądźcie że jestem
młodą, głupią gąską, która swoim wyglądem i zachowaniem daje do zrozumienia że
łóżko wchodzi w grę. Mam swoje latka, pracuję, studiuję i mam swojego
najukochańszego mężczyznę na świecie. A prawo jazdy nie jest aż takim ważnym
dla mnie papierem by zdobywać je poprzez łóżko.

Na marginesie dodam, że nie zniechęciłam się jego impertynęckim zachowaniem i
wierzę że uda mi się zdać egzamin, prędzej czy później, bez łapówki i bez
chodzenia do łóżka z obleśnym, starym dziadem.

A historiata miała miejsce w Warszawie na Warszawiance. Egzaminator robił
wszystko bym nie zdała tego egzaminu. Starał się za wszelką cenę wyprowadzić
mnie z równowagi i niestety udało mu się. Miałam ogromną ochotę wysiąść z
samochodu trzasnąwszy drzwiami. Ale wytrzymałam do końca.

A tak przy okazji to nie wiecie, gdzie kierować skargi na impertynenckie i
jakże mało kulturalne zachowanie takich pajaców jak mój egzaminator?

A może Was spotkało coś takiego i jak sobie z tym poradziłyście?
    • Gość: Michael Re: Egzamin z opanowania ... podryw za kierownicą. IP: 157.25.121.* 13.11.01, 14:53
      Powiedź, który to pójdę go z kumplami obić. Strasznie nie lubię, gdy
      wykorzystuję się władzę do takich celów. Krew napływa mi do oczu i skroni.

      Pozdrawiam
      • Gość: Una Re: Egzamin z opanowania ... podryw za kierownicą. IP: *.devs.futuro.pl 13.11.01, 15:01
        Ja bym nie wytrzymała i będąc jedną nogą poza samochodem rzuciła tekst: no to
        spotkamy się w sądzie, właśnie wyłączyłam dyktafon...
    • Gość: Stanley Re: Egzamin z opanowania ... podryw za kierownicą. IP: *.u.mcnet.pl 14.11.01, 11:17
      Nie przejmuj się prymitywem. To typowe, facet by chciał, a nie może. Nie warto
      tracić czasu na składanie skarg. To od kobiety tylko zależy czy da mu w łeb czy
      się z nim umówi. Poćwicz z kimś dobrym prywatnie i zdawaj normalnie. Uda ci się
      na pewno i nie będziesz miała do siebie żalu, że zrobiłaś coś głupiego. A co do
      tego typa pociesz się , że on i tak ma zasrane życie.
      • Gość: zulugula Re: Egzamin z opanowania ... podryw za kierownicą. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.11.01, 15:22
        Dzięki Stanley, aż mi się miło zrobiło. To naprawdę przypadek beznadziejny...
        dowiedziałam się że był byłym policjantem, może dlatego jest tak ograniczony?
        Dziękuję za słowa otuchy.
        • Gość: fanp Re: Egzamin z opanowania ... podryw za kierownicą. IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 14.11.01, 15:27
          Bzdura.... Ty może na to byś nie poszła ale setki innych panienek "za laseczkę"
          otrzymuja prawko, a stanley nie bądź taki pewny że on ma zasrane życie, bo może
          być wręcz przeciwnie.

          pozdr
          • Gość: Malwina Re: Egzamin z opanowania ... podryw za kierownicą. IP: *.abo.wanadoo.fr 14.11.01, 15:33
            a do sadu zawsze warto, chocby postraszyc, przy nastepnej moze ugryzie sie w jezyk ....
        • Gość: gucio Re: Egzamin z opanowania ... podryw za kierownicą. IP: 194.181.183.* 14.11.01, 15:31
          uwazam, ze powinnas zlozyc oficjalna skarge. jesli tego nie zrobisz to ten cham
          polski bedzie kontynuowal swoje manewry na polu manewrowym i w koncu trafi na
          jakas slaba duszyczke, ktorej na [rawie jazdy moze zalezec bardziej niz tobie.
          nawet jesli nie masz dowodow, skarge mozesz zlozyc do przelozonego, najlepiej
          ustnie. jeszcze lepiej, jesli kilka kolezanek z kursu ujawni podobne przygody.
          trzeba takich osobnikow kastrowac drzwiami od fiata uno, siostry. przepraszam,
          ale sie szczerze oburzylem.

          gucio
          Gość portalu: zulugula napisał(a):

          > Dzięki Stanley, aż mi się miło zrobiło. To naprawdę przypadek beznadziejny...
          > dowiedziałam się że był byłym policjantem, może dlatego jest tak ograniczony?
          > Dziękuję za słowa otuchy.

          • Gość: zulugula Re: Egzamin z opanowania ... podryw za kierownicą. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.11.01, 15:45
            Gucio, dość długo zastanawiałam się nad skargą. Napier chciałam ją złożyć
            ustnie ale pomyślałam, że tak naprawdę to jakiś kolejny fagas może mi się
            roześmiać w nos. Więc zdobyłam nazwisko kierownika Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu
            drogowego i zastanawiam czy złożyć skargę pisemną. Oczywiście jak ją
            sformułować, skoro dowodów nie mam bo cóż moje słowo przeciw słowu
            egzaminatora? Ale myślę, że poprostu opiszę całą historię od początku, ze
            szczegółami. Nie chcę w żaden sposób podważać tego że egzaminu nie zdałam. Pal
            to licho nie zdałam i już. Ale chciałabym by Oni przestali się czuć bezkarnie,
            by wreszcie ktoś nad tym zapanował... I tak jak zauważyłeś, by mniej odporne
            dziwczątka nie musiały wybierać między prawem jazdy a swoją godnością. I chyba
            to zrobię... w sumie to cóż mam do stracenia... pozwie mnie do sądu... przecież
            nie zmyślam... wyprze się, oskarży o pomówiienia.... niehc mi w takim razie
            udowodni, ze to nie miało miejsca... a przecież miało...

            I tak, zasranego życia to oni nie mają. Odbębnią parę egzaminów i dzień do
            przodu. A jeśli jeszcze uda im się jakąś panienkę zamiast na miasto wywieść za
            jej zgodą do lasu pod Warszawą albo w pobliskie krzaczki to nawet to życie
            popieprzone jest trochę. ...
            • Gość: gucio Re: Egzamin z opanowania ... podryw za kierownicą. IP: 194.181.183.* 14.11.01, 16:37
              zulu i gula,

              sluchajcie. uwazajcie z formalna skarga bo to sie moze obrocic przecikwo wam.
              proponuje podniesc sluchawke i zadzwonic do wymionego kierownika nie ze "skarga"
              ale "aby zwrocic uwage na pewne nieprawidlowosci i wyrazic nadzieje, ze sprawa
              stanie sie przedmiotem szkolen" itp blabla. mozesz tez wyslac list "z prosba o
              wyjasnienie...", ale nie tytuluj go "skarga" bo wszczna formalne postepowanie i
              moga cie wezwac do przedstawienia dowodow. niestety to nie ten cham musi
              przedstawic dowody na swoja niewinnosc. w kazdym razie nie zostawiaj tego
              przyszlym pokoleniom kierownizcek/
              g

              Gość portalu: zulugula napisał(a):

              > Gucio, dość długo zastanawiałam się nad skargą. Napier chciałam ją złożyć
              > ustnie ale pomyślałam, że tak naprawdę to jakiś kolejny fagas może mi się
              > roześmiać w nos. Więc zdobyłam nazwisko kierownika Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu
              > drogowego i zastanawiam czy złożyć skargę pisemną. Oczywiście jak ją
              > sformułować, skoro dowodów nie mam bo cóż moje słowo przeciw słowu
              > egzaminatora? Ale myślę, że poprostu opiszę całą historię od początku, ze
              > szczegółami. Nie chcę w żaden sposób podważać tego że egzaminu nie zdałam. Pal
              > to licho nie zdałam i już. Ale chciałabym by Oni przestali się czuć bezkarnie,
              > by wreszcie ktoś nad tym zapanował... I tak jak zauważyłeś, by mniej odporne
              > dziwczątka nie musiały wybierać między prawem jazdy a swoją godnością. I chyba
              > to zrobię... w sumie to cóż mam do stracenia... pozwie mnie do sądu... przecież
              >
              > nie zmyślam... wyprze się, oskarży o pomówiienia.... niehc mi w takim razie
              > udowodni, ze to nie miało miejsca... a przecież miało...
              >
              > I tak, zasranego życia to oni nie mają. Odbębnią parę egzaminów i dzień do
              > przodu. A jeśli jeszcze uda im się jakąś panienkę zamiast na miasto wywieść za
              > jej zgodą do lasu pod Warszawą albo w pobliskie krzaczki to nawet to życie
              > popieprzone jest trochę. ...

              • Gość: zulugula Re: Egzamin z opanowania ... podryw za kierownicą. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.11.01, 19:50
                guciu, a może nie skarga a "prośba o wyjaśnienie"? Obawiam się że nie
                wytrzymałabym napięcia w rozmowie. Poprostu zaczęłabym krzyczeć. Albo głos by
                mi się zatrząsł... oj nie chciałabym tego doświadczyć, chyba bym się czuła
                podwójnie upokorzona jeśli miałabym o tym rozmawiać z jakimś kolenym facetem...
                a kto wie, może on tak samo traktował swoje kursantki... myśle jednak że
                napiszę - prośbę o wyjaśnienie, jak powinien wyglądać prawidłowo przeprowadzony
                egzamin praktyczny, czy tak jak mój.... oczywiście dowodów nie mam ale napisać
                list bez grożenia, straszenia, pozywania... czuję że muszę go napisać, dla
                siebie samej, swojego samopoczucia ale również dlatego by taki dupek
                jak "megafon" - tak go nazywają, nie czuł się bezkarny...
Pełna wersja