night_irbis
15.11.06, 22:07
Znalazlam sie w takiej oto durnej sytuacji...
Moj przyjaciel powiedzial mi, ze jego przyjaciel zdradza swoja zone...
Ja to malzenstwo znam wlasciwie bardzo slabo. Dla mnie oni sa po prostu
znajomymi. Spotkalismy sie pare razy, bylismy kilka razy na imprezach i na
piwie w pubie i tyle. Ale zawsze wydawali mi sie wrecz wzorem relacji
malzenskich. Milosc, przyjazn, partnerstwo – tak to widzialam z boku.
Ona – ciepla i rzeczowa, jest menagerem w duzej firmie i 99% posiadanego przez
nich majatku jest jej zasluga. Poza tym w mezu duszy nie czai – jest w niego
zapatrzona i zakochana. On – mily i cieply inteligentny gosc, ktory w zwiazku
ze swoja praca zarabial raczej raz na polroku – ale calkiem spore pieniadze.
Reszta czasu poswiecal na przygotowanie swoich projektow. (pisze o ich pracy
zawodowej – bo ma to znaczenie w obecnej sytuacji).
Wydawalo mi sie rowniez, ze jest w swojej zonie tez bardzo zakochany... Ale
wyglada na to, ze tylko mi sie wydawalo...
I oto wlasnie sie dowiaduje, ze facet juz od 3 miesiecy ma goracy romans. Ze
jest zakochany po uszy... Ze jest to “milosc jego zycia”.
Ale – ano wlasnie zonie nic powiedzial i wlasciwie niewiadomo kiedy powie i
czy w ogole – bo on “ma dylemat”. A dylemat na powaznie polega na tym, ze on
po prostu nie ma stalej pracy i co z tym sie wiaze – kasy, lacznie z tym, ze
nie mial by gdzie mieszkac i za co sie utrzymac na co dzien.
Spotkalismy sie ostatnio z nim. I znajac ta sytuacje od kilku dni powiedzialam
wprost, ze absolutnie nie akceptuje jego zachowania i, jezeli oczekuje rady
ode mnie, to w moim poprzednim malzenstwie, gdzie maz mnie zostawil dla innej
kobiety, najbardziej mialam mu za zle nie sam fakt odejscia, a to, ze przez
polroku mnie oklamywal.
W tym czasie (jak siedzielismy w pubie) facet caly czas sms-owal badz dzwonil
do swojej ukochanej.
A pozniej przyszla jego zona.
Ktora o niczym nie wie...
Niedobrze mi sie zrobilo, jak sluchalam jego umizgiwan i klamstw do zony...
Ledwo wytrzymalam i blyskawicznie zakonczylam to spotkanie.
Wczoraj sie dowiedzialam, ze ta zona wlasnie jest w delegacji na kilka dni, a
facet urzeduje z kochanka w ich mieszkaniu...
Nie wiem co robic???
Z jednej strony wiem – nie moje zycie, nie moje malzenstwo, a ta kobieta nie
jest nawet moja przyjaciolka – tylko powierzchownie znana znajoma. Z drugiej –
jest takie pojecie jak “solidarnosc jajnikow” i mnnie jest jej po prostu zal.
Bo sk...syn nic jej nie powie i bedzie korzystal z jej zauroczenia i jej kasy,
bawiac sie za jej plecami i za jej pieniadze ze swoja kochanka...
Nie jestem dziewota – rozumiem, zakochal sie. Tak bylo jest i bedzie jak swiat
swiatem stoi. Ale jak juz podjal meska decyzje o zwrot w swoim zyciu
uczuciowym to powinien podjac rownie meska decyzje i nie krzywdzic zakochana w
nim kobieta. Po prostu odejsc i rozpoczac nowe zycie.
Co ja mam robic??? Patrzec na to i milczaco akcepowac? Sluchac jego klamstewek
do zony i udawac, ze nic nie wiem?
Zreszta, wracajac do mojego malzenstwa, pamietam, ze mialam tez spory zal do
tych znajomych, ktorzy wiedzieli (jak sie pozniej okazalo) o istnieniu drugiej
kobiety w zyciu mojego meza i nic mi nie powiedzieli...
P.S. Wczoraj sie dowiedzialam, ze facet "na razie" nie ma zamiaru nic zonie
mowic. I to "na razie" ma zamiar ciagnac tak dlugo, jak sie da.
Powiedzcie, kobitki – wolalybyscie, zeby ktos obcy poinformowal was o zdradzie
waszego partnera, czy lepiej dowiedziec sie o tym samej – nawet po dluzszym
czasie zdrady? Albo nie wiedziec wogole?