Najdenniejsza randka w zyciu

IP: *.nyc.rr.com 14.11.01, 19:39
Topik inspirowany przejsciami moich przyjaciolek, ktora opisaly mi swoje
ostatnie randki. Jedna z nich faceta zapoznala przez internet - zdjecie bylo
niezbyt wyrazne, ale nic nie zapowiadalo kleski, tym bardziej ze przez
telefon glos mial calkiem mily, zaprosil ja do herbaciarni, wszystko cacy,
dopoki nie doszlo do konfrontacji - wyzej wspomniany osobnik
najwyrazniej wskazywal na naduzycie zelu do wlosow (miejmy nadzieje ze
to byl zel, zapach byl nader podejrzany...) i nader karkolomny dobor
garderoby (ach ten skorzany krawacik i hawajska koszulka..). Ale -
abstrahujac od wygladu zewnetrznego , ktory jak najbardziej moze byc
mylacy - w momencie gdy owo indywiduum otworzylo swe przytlaczajace
nikotynowa wonia usteczka - porazka totalna, zwlaszcza w momencie gdy
przez ponad pol godziny wyrazal swoj zachwyt dla DJ Bobo jako 'klasyka
gatunku'. Hmmm... Najweselej bylo jak przyszlo do zaplacenia rachunku -
okazalo sie, ze ten pan nie przewidzial takiej mozliwosci jak placenie ,
nawet za siebie. Kumpela zaplacila, odprowadzila sama sie do domu i
czym predzej zaczela wymazywac ze swje pamieci cale zdarzenie.
Albo inna moja znajoma - rowniez miala podobne przygody z pewna
internetowa znajomoscia - tym razem pan gustowal w modzie z lat 80-tych
(patrz michael jackson) , a poza tym odznaczal sie przeuroczym,
aczkowiek nieco skapym mysim wasikiem pod nosem (nieudolnie
maskujacym braki w uzebieniu ) i ... niespotykanej dlugosci paznokciami -
wypielegnowane, polakierowane, niejedna dziewczyna tak nie ma, a tu
prosze- tlumaczyl, ze lubi grac na gitarze i to dlatego - ha, romantyk, a jak
ladnie mowil o milosci, ze on to panie uwielbia kwiatami piescic, a tak w
ogole to chcialby miec piatke dzieci...
Sama nie wiem czemu ona uciekla w polowie randki - ze niby do ubikacji,
a tak naprawde chylkiem do domu, nie ogladajac sie za siebie...
Dziwne te dziewczyny, a jakie wybredne... ;-)
A tak powaznie to ja jak narazie mialam wiecej szczescia niz moje
znajome i az tak zle z reguly nie trafialam (no moze poza wyjatkiem
pewnego 'agenta', ktory nie uwazal za stosowne wspomniec mi o trojce
dzieci, ktore zrobil pewnej dziewczynie, ( a nawiasem mowiac lat mial
osiemnascie) ale za to chwalil sie powiazaniami z polswiatkiem
przestepczym zza odry...) , ale moze dziewczyny i wam sie przydazylo cos w
tym guscie? Mozecie sobie w tym miejscu pozywac na wszystkich swoich
ex -(tak pod tytulem 'gdzie ja mialam glowe ?') - bez krepacji , a co tam!
Panowie - rowniez poprosze o relacje!
Pozdrowka
M-unia
    • mina.mina Re: Najdenniejsza randka w zyciu 14.11.01, 19:45
      mnie sie raz trafil (w realu, nie przez internet) taki, ktory chcial sobie
      skorzystac z moich, za przeproszeniem, znajomosci. Spadl w przepasc, co do dzis
      mnie cieszy:)))
    • Gość: zulugula Re: Najdenniejsza randka w zyciu IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.11.01, 20:00
      Mnie trafiło sie takie indywiduułum, że ho,ho. Oczywiście randka w ciemno przez
      net. Umówiliśmy się bez wcześniejszego wysyłania zdjęć, w miejscu publicznym,
      gdzie dużo ludzi by w razie czego łatwiej byłoby uciekać. No i oczywiście na
      początku mieliśmy problem ze zlokalizowaniem się nawzajem. Ja to przede
      wszystkim dlatego, że on przypominał typa spod ciemnej gwiazdy a nie tego
      miłego faceta, z którym korespondowałam przez jakiś czas. Użyliśmy telefonów
      i ... jakież było moje zaskoczenie, które musiałam ukryć. A potem wybraliśmy
      się na spacer, a ja zastanawiałam się tylko w którą bramę mnie wciągnie i
      zgwalci albo gowę urwie, tak źle wyglądał. Przypominał mi narkomana z
      centralnego. Za kawę zapłacił, odprowadził pod dom (a potem żałowałam, bo takim
      oto sposobem poznał gdzie mieszkam) i potem dzwonił, ale ... jakoś udało mi się
      wymigać z dalszych randek... to był koszmar... przez kilka godzin serce na
      ramieniu a dusza gdzieś chciała się ulotnić ze strachu...
      • Gość: Yoanna Re: Najdenniejsza randka w zyciu IP: *.infocity-nrw.com 14.11.01, 20:57
        Ja rowniez internetowo, i mial lysinke z tylu i nie przypominal niestety juz
        b. afflecka ktorym sie wydawal na (nieco niewyraznym). Jako punkt pierwszy
        stwierdzil ze jestem miloscia jego zycia a po dwoch randkach (zgodnie z
        zalozeniem "dac mu szanse" dalam sie zanudzac jeszcze przez dwa wieczory...
        chcial zebym poznala jego mame i najlepiej wprowadzila sie do niego...
        Po prostu zwialam a on PLAKAL przy rozstaniu (nadmieniam ze nie mamilam
        romantycznymi tekstami tylko patrzylam ironicznie, a on:"Moja milosc starczy
        dla nas obojga"...)
        Slowem: psychopata.
        • Gość: morido Re: Najdenniejsza randka w zyciu IP: *.wlfdle1.on.wave.home.com 14.11.01, 21:11
          ...a moze panienki powiedza cos o sobie o swoich brakach i przywarach i
          wyjasnia dlaczego sa tak zachlanne na internetowe znajomosci.Czyzby
          rzeczywistosc skapila towarzystwa "normalnych "mezczyzn stad akceptacja
          wszystkiego co sie nawija pod reke,bo a nuz trafi sie ten jeden jedyny i
          wymarzony?A moze mile panie i niemili panowie to ta sama klasa i poziom...?
          • Gość: muzaaa Re: Najdenniejsza randka w zyciu IP: *.dialin.buffalo.edu 14.11.01, 21:31
            Morido tak malo jeszcze osob wypowiedzialo sie w tym watku, a Ty juz zagubiles
            jego tresc. Tematem jest "Najdenniesza randka w zyciu", moim zdaniem bardzo
            dobry temat zeby opowiedziec jakas historie.
            Oj Morido:) zgrzedzisz jak stary dziad:))
            • Gość: m-unia Re: Najdenniejsza randka w zyciu IP: *.nyc.rr.com 15.11.01, 00:06
              Dzieki Muzaa, ze mnie wyreczylas, mialam wlasnie wyjasnic Merido to i owo
              :-)
              Otoz watek jest nie tylko dla dziewczyn, panowie tez sie moga udzielac -
              wcale nie sugerowalam, ze randki-koszmary trafiaja sie tylko nam, zreszta
              nie trzeba koniecznie o randkach, zawsze mozna popsioczyc na bylego albo
              byla ;-)
              A co do umawiania sie przez internet, to wlasciwie czemu nie? Skad te
              przekonanie ze jak panienka chce sie umawiac via net, to pewnie jakis
              paszczur albo w najlepszym wypadku wybrakowana? Z moich obserwacji
              wynika, ze wrecz przeciwnie dziewczyny sa czesto fajne 'laski', tyle ze
              niesmiale. Zreszta co maja naprzyklad robic studentki wydzialow
              filologicznych? Jak wiadomo facetow, a zwlaszcza ciekawych to tam jak na
              lekarstwo...
        • bukowski27 yoanna 15.11.01, 09:41
          moja miłosc starczy dla nas obojga... dobre dobre... musze zapamietac ten
          tekst...:)))))))
    • paulka2 Re: Najdenniejsza randka w zyciu 14.11.01, 22:03
      Dzieki m- nia za fajny watek, nareszcie chce mi sie cos
      napisac.Moja "fantastyczna " randka , ktora wspominam z rozbawieniem, miala
      miejsce 10 lat temu.Zaczelo sie od pracy na targach kamieni szlachetnych na
      Politechnice Warsz.Przyjechalam tam z kolega , ktoremu pomagalam handlowac tymi
      cudenkami.Sprzedawalam sobie radosnie naszyjniki z szafirami, kiedy poczulam na
      sobie czyjes oczyska.Ale czasu nie bylo na takie gapiostwo, wiec spojrzalam
      tylko na tego kogos i powrocilam do pracy.Tydzien pozniej zadzwonil do
      mnie "nieznajomy", mowiac, ze moj telefon dostal od kolegi ,z ktorym
      przyjechalam, i czy mialabym ochote pojsc z nim na lody.Zgodzilam sie, bo lubie
      lody i bylam ciekawa , kto zacz.Umowilismy sie pod "Rotunda" w
      Srodmiesciu.Przyszlam punktualnie, ale kolesia nie bylo.O'kay, mozna troszke
      poczekac, autobusy, te sprawy...Po dziesieciu minutach , niechcacy natknelam
      sie na kolezanke, wiec pogadalysmy chwile.Koles zjawil sie 2o minut po
      czasie,i...wcale sie nie tlumaczyl.To jednak nie mialo juz znaczenia, bo...jego
      widok po prostu zamroczyl mnie na moment.Po pierwsze byl strasznym kurduplem,
      choc nie jest to az tak wazne jesli...No wlasnie, jesli facet ma klase i
      potrafi wygladac przyzwoicie.Niestety moj adorator mial na sobie:
      - idac od gory fatalnie ostrzyzone wlosy, 10 pryszczy, brak gornej trojki
      - rozowa czape z kutasikiem a la krasnal
      - kurtke z dzinsu( typu barani kuzuszek) z szarym z brudu kolnierzem
      - dzinsy - marmurki brudne i wytarte na kolanach
      - bialo- czarne adidasy zmeczone do obledu
      - w reku dzierzyl wielgachna torbe z napisem baseball(myslalam, ze wraca ze
      Stadionu).Juz wowczas, w myslach ochrzcilam go Bejsbol.
      Przerazilam sie.Obok kolezanka.Widzialam, ze patrzy dziwnie, ale co ja jej
      moglam powiedziec?..W koncu poszla, a ja zostalam z moim "Adonisem".Rozmowa sie
      nie kleila, bo ja po prostu chcialam zwiac.Ale moj "luby" zapytal :- To gdzie
      moja myszka chcialaby pojsc? - Najchetniej do domu i to pedem - odpowiedzialam
      w duchu.W koncu wyladowlismy w "Hybrydach", miejscu, ktore lubilam i gdzie
      mogalam spotkac znajomych.Na sczescie nikogo nie bylo.Zamowilam kawe.On frytki,
      bo " nie byl dzis przy kasie".O lodach nawet nie wspomnial...Milczalam
      smetnie .On za to nadawal.O czym ? Ano, o kamieniach.Ze on to juz 6 lat w tym
      biznesie siedzi.Ze najbardziej lubi szlifowac, albo dorabiac czesci do
      bizuterii.I jesli chce, to zalatwi mi kolczyki do wisiorka.Po godzinie
      zaplacialam za kawe i powiedzialam, ze musze isc na zajecia.On na to, ze mnie
      odprowadzi na Uniwersytet.Ja na to, ze nie, pojde sama, Bejsbol jednak
      nalegal.Wyszlismy z knajpy, zrobilismy pare krokow w strone przystanku, gdy
      nagla poczulam na sobie lapy bejsbola.On mnie objal!Tego bylo juz za wiele.-
      Sluchaj, ja ...o rany, to moj autobus, lece, paaaaaa!Wpadlam do innego, rzecz
      jasna, ale bylam FREEEEEE!Bejsbol juz nigdy nie zadzwonil, bo podobno bylam
      niesympatyczna na randce (zwierzyl sie koledze).I chwala mu za to.
    • Gość: Anna26/7 Re: Najdenniejsza randka w zyciu IP: *.157.48.72.Dial1.Washington1.Level3.net 14.11.01, 23:36
      Gdy Anna26 byla jescze Anna21, to pomieszkiwala wtedy w Chicago u swego brata i
      pracowala w fabryce sprezyn. Przez wakacja, bo otem gzrecznie wrocila do
      szkoly. I kiedys Anna21 wracala piechota z basenu (darmowego oczywicie) i pod
      sala bankietowa zaczepil ja syn wlasciciela tejze sali. Chlopak byl tak
      piekny, ze Annie21, (ktora byla mloda i glupia i lasa na meskie piekno) zrobilo
      sie mokro w majtach. Oczywicie dala mu swoj numer telefonu, bo taka byla wtedy
      z niej ufna kretynka. Randka odbyla sie dwa dni pozniej.

      Facet nie mial konceptu randki i wozil Anne21 po calym Chicago. W koncu
      wyladowali nad jeziorem. Tam odbyli krotki spacerek, po czym przystojny jak
      sie okazalo meski model zaczal Anne21 gladzic po nogach i slodzic jej, ze
      wyglada jak Elizabeth Shue czy inna Cindy Crawford. A glupia Anna21
      opowiedziala mu ciezkiej pracy w fabryce i o tym, ze czytala Marxa i ze sie z
      mim chyba zgadza. I wtedy gosciu zupelnie do niej chyba starcil szacunek, bo
      polska robolka i meski model made in america to jakies nieporozumienie, albo w
      ogole disaster. Spacer szlag tarfil. On juz nie byl romantyczny, ani
      zaintereseowny tym co mam do powiedznia. Wrocili do samochodu, gdzie Anna21
      zostala pozbawiona gornej czesci garderoby i zaczela mu grozic policja. Jakos
      Anna21 uporala sie z tym gosciem bez szwanku dla cipki, ale cyce swoje przeszly
      w tej walce.

      Ta randka jest dowodem moje glupoty wtedy, a takze powodem dlaczego lubie
      mezczyzn malo urodziwych. I rowniez tutaj tkwi powod mojej silnej solidarnosci
      z klasa robotnicza, bieda i nydza razcej niz z przedstawicielami show-biznesu i
      ludzmi posidajacymi kase.
      • Gość: m-unia do anny 26/7 ( i nie tylko, rzecz jasna) IP: *.nyc.rr.com 14.11.01, 23:53
        A swoja droga ciekawe, ja tez jak ognia unikam pieknisiow - te ktore mi
        sie trafily to byly buce nie z tej ziemi az szkoda gadac (moj pierwszy
        chopak na przyklad- ladniutki, ale burak, rzucil mnie bo nie chcialam z nim
        do wyrka) - jak za ladny to na dzien dobry nie ufam. Zreszta, w sumie
        wytarczy jesli to ja bede ta ladna polowka ;-)))
        • Gość: Anna26 Re: do anny 26/7 ( i nie tylko, rzecz jasna) IP: *.157.48.72.Dial1.Washington1.Level3.net 14.11.01, 23:57
          Dokladnie munia. Wszyscy beda wtedy mowili; "Ale on ma piekna dziewczyne" a
          nie; "Ze se goscia tekiego wyrwala, fiu fiu." A facet brzydki, to jak ma
          piekna kobiete tylko dla siebie to mysli, ze pana Boga za nogi zlapal. I tak
          jest dobrze...
          • pomeranka Re: do anny 26/7 ( i nie tylko, rzecz jasna) 15.11.01, 08:16
            No dobra... bo aż mnie korci napisać.
            Zgadzam się że co do zasady, że piękny mężczyzna ma coś ze zblazowanego
            chłoptasia wyobrażającego sobie za dużo. Każda kobieta wie o co chodzi.
            Ale... znam jeden wyjątek :) A co bardziej interesujące (dla mnie!) ten wyjątek
            był MÓJ:))))
            188cm, 80kg samych mięśni. Postać jak grecki posąg, piękna twarz, śniada i
            gładka skóra na całym ciele... Zarost i owłosienie tam gdzie trzeba i to nie w
            nadmiarze.
            Mógłby spokojnie reklamować bielizne męską albo zamieszczać fotki w Cosmo. Do
            tego tak się poruszał... gibki, wysportowany... Ehhhh....
            Dodam jeszcze tylko, że facet jest NIEWIARYGODNIE INTELIGENTNY (a znam paru b.
            inteligentnych, dla porównania).

            No i co? On zupełnie nie zdaje sobie sprawy, że jest taki boski!!! On NIE
            WIDZI, że pani w supermarkecie myli ceny ładując mu wędlinkę, w restauracji
            kelnerka wymięka na dzień dobry, bo on się uśmiechnął przyjaźnie przy
            zamówieniu. Idę z nim ulicą i widzę... no nie jestem ślepa! A On? No bez
            przesady! - woła. Normalny jestem i tyle. A że patrzą? Ja tam nic nie widzę...
            I serio. On naprawdę NIC nie widział.

            Ale to tylko wyjątek. Jeden, malutki wyjąteczek...:)))

            Pozdrawiam wszystkie kobiety:)
            • Gość: fanp Re: do anny 26/7 ( i nie tylko, rzecz jasna) IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 15.11.01, 08:42
              pomeranka napisał(a):

              > No dobra... bo aż mnie korci napisać.
              > Zgadzam się że co do zasady, że piękny mężczyzna ma coś ze zblazowanego
              > chłoptasia wyobrażającego sobie za dużo. Każda kobieta wie o co chodzi.
              > Ale... znam jeden wyjątek :) A co bardziej interesujące (dla mnie!) ten wyjątek
              >
              > był MÓJ:))))
              > 188cm, 80kg samych mięśni. Postać jak grecki posąg, piękna twarz, śniada i
              > gładka skóra na całym ciele... Zarost i owłosienie tam gdzie trzeba i to nie w
              > nadmiarze.
              > Mógłby spokojnie reklamować bielizne męską albo zamieszczać fotki w Cosmo. Do
              > tego tak się poruszał... gibki, wysportowany... Ehhhh....
              > Dodam jeszcze tylko, że facet jest NIEWIARYGODNIE INTELIGENTNY (a znam paru b.
              > inteligentnych, dla porównania).
              >
              > No i co? On zupełnie nie zdaje sobie sprawy, że jest taki boski!!! On NIE
              > WIDZI, że pani w supermarkecie myli ceny ładując mu wędlinkę, w restauracji
              > kelnerka wymięka na dzień dobry, bo on się uśmiechnął przyjaźnie przy
              > zamówieniu. Idę z nim ulicą i widzę... no nie jestem ślepa! A On? No bez
              > przesady! - woła. Normalny jestem i tyle. A że patrzą? Ja tam nic nie widzę...
              > I serio. On naprawdę NIC nie widział.
              >
              > Ale to tylko wyjątek. Jeden, malutki wyjąteczek...:)))
              >
              > Pozdrawiam wszystkie kobiety:)

              Ściemnia i tyle, jak oczywiście z Tobą jest, pewnie ma wobec Ciebie jakieś niecne
              zamiary, a że wszystkie wymiękają to Ty pewnie też...., a co do randek z netu...
              to jest faktycznie rosyjska ruletka, wy opisujecie mężczyzn, a ja mogę ździebko o
              Paniach.... cztery razy miałem takie spotkania, wszystkie wspominam miło,
              najlepsza jednak randka była w połowie drogi pomiędzy krakiem a wawą.. to były
              wspaniałe 3 godzinki życia., a pozostałe 3 to miłe spotkanka jednorazowe przy
              kawce, polegające głownie na moim słuchaniu (co zresztą lubię robić) o porażkach,
              różnych przypadkach życiowych, słowem psychologia... a ruletka była tym większa
              że owe Panie moją fotkę miały, ja ich natomiast nie. I mogę powiedzieć że jeden
              prprzypadek był bardzo na plus, jeden baaardzo na minus, a dwa to powiedzmy nie
              ładnie -przeciętnie. Oczywiście zdanie jest moje, a więc subiektywne, każdy ma
              swój typ. A i jeszcze jedno.... każda z nich paliła, chociaż od tego
              powstrzymywała się przy mnie Pani z Kraka i naprawdę nie czułem od niej nikotyny.
              Sam nie palę stąd może mój przewrażliwiony nos :)

              pozdr.

              • pomeranka Re: do anny 26/7 ( i nie tylko, rzecz jasna) 15.11.01, 09:14
                >
                > Ściemnia i tyle, jak oczywiście z Tobą jest, pewnie ma wobec Ciebie jakieś niec
                > ne
                > zamiary, a że wszystkie wymiękają to Ty pewnie też

                Sorry, ale trudno ściemniać przez 3 latka...:)))) Nie jestem naiwną dzidzią i
                odróżniam kretyna zachwyconego swoją urodą od skromnego faceta. Poza tym nie
                opisałam innych wydarzeń, które świadczyły, że pod tym wzgledem to naprawde
                rodzynek.

                Pozdrawiam.
                • Gość: fanp Re: do anny 26/7 ( i nie tylko, rzecz jasna) IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 15.11.01, 09:30
                  nadal uważam że miłosć i namiętność Cię zaślepia ;o)
                  ale ....niech będzie tak jak mówisz

                  pozdr
                  • pomeranka Re: do anny 26/7 ( i nie tylko, rzecz jasna) 15.11.01, 09:54
                    Sęk w tym, że sprawa nieaktualna (uroda z tym nic wspólnego nie miała). A nadal
                    uważam, że to rodzynek. Zresztą nie tylko ja:)))

                    Pozdrawiam.
                    • Gość: Una Re: denne randki c.d. IP: *.devs.futuro.pl 15.11.01, 10:15
                      Mnie na szczęście ominęły takie atrakcje randkowe, Może dlatego , że tylko raz
                      poszłam na randkę w ciemno. Ale moja siostra... ta miała randkę. Umówiła się
                      przez internet nie wiedząc jak gość wygląda. Patrzy, a tu mały karakan, wzrostu
                      153, w "ceratkowym" płaszczyku koloru wściekły fiolet, białych spodniach w
                      kancik, i baczkami a'la Elvis. Dała mu delikatnie do zrozumienia podczas e-
                      mailowania, że do niskich nie należy. Wszystko można przeżyć, ale nie mężczyznę
                      niższego o 20cm obok siebie... - ona 170cm + buty na niezłym obcasie...
                      Wyglądaliby jak matka z synem! Wyglądaliby - bo do randki nie doszło. Ta zła i
                      nieczuła kobieta przeszła obok i udała, że to nie na nią czeka fioletowy
                      facecik. Ale sumienie gryzie ją do tej pory...
              • susi Re: najdenniejsza randka w życiu 23.11.01, 07:53
                Fanp,
                Zgadzam się z tym, co napisales 15.11 (pisze z pewnym opoznieniem, ale coz,tak
                wyszlo). To ZAWSZE jest ruletka, bez wzgledu na to, w jaki sposob sie umawiasz.
                W ogole to fajnie piszesz i trzymac tak dalej!!!!

                Co do randki, to: spotkałam się kiedyś z facetem 2 razy!!! (ten drugi w ramach
                dawania szansy). Same randki nie były aż takie zle, tylko facet byl straszliwie
                namolny. Wydzwanial do mnie tak czesto, ze w domu mu powiedzieli, iz już tam
                nie mieszkam. On jednak nie dawal za wygrana i po roku czasu jeszcze zadzwonil.
                Przez jakis czas strasznie sie go balam. Tym bardziej, iz wiedzial, gdzie
                mieszkam, gdzie sie ucze itp.
    • Gość: Malwina Re: Najdenniejsza randka w zyciu IP: *.abo.wanadoo.fr 15.11.01, 10:40
      urozmaice watek :
      moja internetowa randka udala sie a facet okazal sie bardzo przyjemny, spedzilam interesujace
      popoludnie. Lecz niestety ciag dalszy byl denny - precyzujac : nie bylo ciagu dalszego.
      Coz, pozostaje mi wyciagnac jeden wniosek : jestem okropna odpychajaca wiedzma ! ;-)
      • Gość: d Re: Najdenniejsza randka w zyciu IP: 134.65.105.* 16.11.01, 10:39
        nie to calkiem nie tak. Zawsze kazdy ma jakies oczekiwania i to nie tylko chodzi o wyglad. A to ze nie ma
        dalszego ciagu nie ma znaczenia.

        Mam kumpla w Australii. Znamy sie od dziecka. To ze sie nie spotykamy i rozmawiamy ze soba 3 razy w
        roku, nie ma znaczenia. Jest przyjazn i nia pozostanie. Nie musi byc dalszego ciagu. Ten ciag jest w nas.
        Moze pisze za bardzo abstrakcyjnie?
        • malwinamalwina Re: Najdenniejsza randka w zyciu 16.11.01, 10:59
          a bo ja wiem jak ty piszesz !?
          jestem w trakcie spisywania kryteriow na pojscie do kina.
          Wyszlo mi ze do konca zycia bede chodzic sama.

          Ironicznie,
          M.
    • Gość: mira Re: Najdenniejsza randka w zyciu IP: 195.117.144.* 15.11.01, 10:43
      No dobrze wracając do tematu. Zwykle moje randki były bardzo udane, ale jedna
      spowodowała że teraz dwa razy pomyśle nim umówię się w ciemno. Była zima, padał
      śnieg i ogólnie pogoda była pod psem. Umówiliśmy się po moich wykładach na
      uczelni. Czekał w bramie, ja przemarznięta miałam ochotę jak najszybciej gdzieś
      się zaszyć. Bylismy akurat pod kafejką więc zaproponowałam, ale niestety uznał
      że inna będzie lepsza, przegonił więc mnie jeszcze przez godzinę po mieście w
      celu znalezienia idealnego miejsca i jak się później okazało żeby miał bliżej
      do domu. Wylądowaliśmy więc na drugim końcu miasta, żeby nie musiał potem długo
      wracać do domu. Zamówił bez pytania mnie o zdanie i gadał, gadał i gadał. Potem
      powiedzieliśmy sobie cześć i finał. Zadzwonił po dwóch miesiącach z tekstem:
      kici kici koteczku (chyba chciał być oryginalny)
      Szkoda że do tego nabawiałam się jeszcze grypy, no cóż uroki zimy
    • bukowski27 ja to tam nie wiem. 15.11.01, 11:23
      ale nie miałem zadnej takiej bardzo dennej randki, szkoda.. nie mam co
      napisac...
      • Gość: onnanohi Ech, życie ... IP: 213.17.193.* 15.11.01, 14:37
        Miło wspomnąć ...
        Randka była w ciemno, przez ... gazetkę matrymonialno-towarzyską. Sama randka -
        OK, gdyby nie to, że strasznie natarczywie wpatrywał się w mój biust ...
        odprowadził mnie nawet na tramnwaj... Na drugi dzień (niedziela) o 9.00 rano -
        telefon - ON!? Myślę sobie - coś się stało. No ale taka gadka o niczym.
        Chciałam być grzeczna, a że był całkiem miły i przyzwoity - minęła GODZINA
        rozmowy. Uff. No to - śniadanko, myślę sobie. Jajeczniczka - do dziś pamiętam.
        Minęło pół godziny, ja tą jajeczniczkę smażę - telefon ... ON !???!!! O co
        chodzi? Żeby Was nie zanudzać - dzwonił 4 razy w tą jedną niedzielę i ...
        chciał się jeszcze spotkać wieczorem. W czwartej rozmowie (naszej ostatniej)
        wyznał mi, że: 1.jestem piękna, 2. mam piękną figurę, 3. nieszkodzi, że palę,
        4. nie szkodzi, że jestem niewierząca (On - co ttydzień do Kościoła), 5.
        zakochał się. Mówię Wam! Nigdy nie czułam się tak napastowana psychicznie i
        osaczona! Dzwomił potem parenaście razy, ale ja przez jakiś miesiąc nie
        odbierałam żadnych telefonów, tylko czekałam aż się sekretarka włączy.
        Wyobrażacie sobie takiego męża???
        • onlyania Re: Ech, życie ... 15.11.01, 16:40
          Mnie tez sie kiedys taki blazen przytrafil. Moze nie jest to zbyt dlugo
          opowiadac ale widocznie bardzo mu sie spodobalam i probowal mnie przekonac ze i
          on nie taki co to innych nie ma wiec albo w jedna albo w druga strone. Wiec
          przez 1,5 godziny opowiadal o dwoch rzeczach: o wszystkich jego kolezankach i o
          telefonach komorkowych ktore im podarowal. Juz myslalam ze moze i dla mnie cos
          ma ale ze nigdzie paczuszki nie posiadal obeszlam sie smakiem nowej komorki...
          Na nastepna juz nie poszlam, a moze i szkoda, bo przydalaby sie jaka nowa
          aparatura....
          • Gość: Anna26 Re: Ech, życie ... IP: *.90.28.120.Dial1.Washington1.Level3.net 15.11.01, 19:02
            Opowiesc onlyanii rzypomniala mi jak kiedys pilam w barze w towarzystwie
            miesznaym z moim chlopem i innymi edukowanymi Amerykanami. I w tym
            towarzystwie mieszanym byla jedna wolna brunetka w obcislej kiecy. Ladna ona
            byla nawet i dwoch panaow dalejze zabiegac o jej wzgledy. I co oni jej
            opowiadali? O swoich 'one night stands' w Europie. I o upijaniu sie sangria w
            Hiszpanii. (Sorry, ale jak ktos sie sangria ulula to dupa, a nie chlop z
            niego. I w ogole obaj panowie byli do kitu. Jeden mial za krotkie spodnie i
            ochrzcilam go Tom Cruise dla ubogich. A drugi mial zel na wlosach i ... Nie
            wazne. Ta panna obu olala i wyjechala do Anglii.
        • Gość: Baby Re: Ech, życie ... IP: 212.244.106.* 16.11.01, 11:19
          Chryste Panie! Chyba ja też go spotkałam( wzglądnie interesujący facet) i po
          jednej jedyunej randce-tak jak Ty - przez kilka tygodni zyłam w stresie aż do
          chwili kiedy pozaliłam sie prtzyajcielowi. Wyobraż sobie że czatował na palanta
          przy telefonie aby usłyszec ze : a/jestem bardzo sexowna ,b/szaleje za mną
          c/chciałby ze mna spedzic zycie d/bardzo zazdrosści mojemu przyjacielowi ale
          skoro sie spóznił to życzy mu szczęscia
    • Gość: Miluś Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: 192.168.48.* 16.11.01, 12:11
      Spotkałem ją na wykładzie, miło się uśmiechała i ogólnie niezłe wrażenie
      sprawiała więc zaprosiłem ją na pizzę. W restauracji chciałem byc dowcipny i
      chyba byłem bo parskęła śmiechem tak że koza jej nosa trafiła na (na szczęscie
      jej a nie mój) talerz. Podczas konwersacji dowiedziałem się że księży należy
      słuchać we wszystkich i że zawsze mają rację. A że ksiądz na kazaniu mówił że
      należy zapisywać się do Arki-Invesko więc ona z nimi podpisała umowę. Na moje
      pytania czy brała pod uwagę inne opinie a także ogólne zasady: jak wielkość i
      potencjał ubezpieczyciela, dotychczasowe doświadczenia na rynkach innych
      krajów, prognozy na przyszłość, itp patrzyła jak na wariata. Nie ważne.
      Poszlismy do kina. Na szczeście w kinie przez większość czasu było ciemno więc
      nikt nie widział mojej czerwonej ze wstydu twarzy. Od mojej kobiety zwyczajnie
      zalatywało potem. Brr... Film jak na złość trwał prawie 3 godziny. Trudno się
      mówi, może zapomniała sie umyć, może coś, dajmy szansę. Zaprosiłem ją do domu.
      Zrobiłem kolację. Cały ten czas utwierdzał mnie że tracę czas. W końcu
      naprowadziłem ją na myśl że czas aby wracała do domu. Zrobił się wieczór, idę z
      nią na autobus - a ona zawodzi że jej pończocha się zsuwa. Gumka się poluzowała
      czy coś. Cholera jasna! Nie wiem czy udawała czy nie, ale trzyma się kobita
      rękami za górną cześć pończochy, noga i pół uda na wierzchu, ludzie (na
      szczeście nieliczni) gapią się jak na pajaców. Dawaj z powrotem do mnie do
      domu. Wracając Ona cały czas utwierdza siebie (i pewnie mnie) w przekonaniu, że
      już za późno aby wracać do siebie, że jest zimno, że bez pończoch zmarznie,
      rozchoruje się. Ja jej na to że dam jej na taksówkę. Ona że nie bo nie. Ale
      uparde babsko! Jesteśmy w domu. Cholera jasna co robić? Nic to. Skoro już mam
      spędzić z nią noc to może w te klocki będzie lepiej. Rozebrałem Oną i pierwsza
      ulga - była wykąpana, więc tylko ciuchy pierze od wielkiego dzwonu?. W łożku o
      mało nie dostałem ataku serca. Okazało się że jet dziwicą! K***a! 30 letnia
      dziewica? Tylko buzi i raczki na kołderce? Seks to grzech - się dowiedziałem.
      Ranka jednak sie udała (jeżeli tak to mozna nazwać). Oral i anal został przez
      moją Żelazną Dziewicę uznany za nie-seks.
      • Gość: królik Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 16.11.01, 12:25
        po tym wszystkim miałeś ochotę na sex ??? akt desperacji???
        • Gość: fanp Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 16.11.01, 12:47
          To był akt pożądania!!! Stary, pogratulować!!! Jesteś jeszcze znią?
          Rozdziwoczyłeś może w końcu (np. języczkiem?)... to naprawdę niezła randka była.

          pozdr.
      • Gość: Remy Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: *.chello.pl 16.11.01, 13:44
        Zajebiste opowiadanko, moze to nie przyjemne co Cie spotkalo (a moze jednak
        tak) ale kiedyś sie bedziesz z tego śmiał :) wiecej takich historii, bo
        świetnie sie czyta !!!!!!!
      • Gość: pomerank Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: *.*.*.* 16.11.01, 15:13
        hahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahah
        Miluś, uśmiałam się do łez:))))))))))))))))))
      • Gość: Raoul Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: 194.23.88.* 16.11.01, 16:58
        Mnie też się podobało, dobre !!
      • Gość: jessie Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: *.corlis1.pa.home.com 16.11.01, 18:30
        hahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahaha
        hahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahaha
        mnie sie tez strasznie podobalo..dajcie wiecej takich historyjek...
        • Gość: Do Milus Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: *.etob1.on.wave.home.com 19.11.01, 21:51
          To bylo swietne ale nie wierze ze zgodzila sie na anal i oral....hahahahaha
          • Gość: Miluś Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: 192.168.48.* 20.11.01, 10:17
            > To bylo swietne ale nie wierze ze zgodzila sie na anal i oral....hahahahaha

            Nie pamiętam szczegółów, ale mniej wiecej było tak:
            - Skoro jesteś dziewicą to eee... muszę to uszanować
            (kładę się plecami do Dziewicy)
            Po 5 minutach milczenia
            - Marcin śpisz? (szept Dziewicy)
            - Eeeee.... a co?
            - A buziaczek na dobranoc?
            (cmok)
            - Ale ty w ogóle chcesz spać czy nie? (Ona)
            - Ale o co chodzi? (ja)
            - Bo jak ci sie bardzo nie chce spać to możemy się jeszcze całować,
            ja bardzo to lubię. (Ona)
            - No dobra ale tylko chwilę, bo jak dłużej to się mogę podniecić (ja)
            - Ja nie mam niczego przeciwko stosunkom ale dopiero po ślubie (Dziewica)
            - Rozumiem, więc ja jeszcze przez kilka minut na pewno nie zasnę, możesz
            sobie mnie całować gdzie chcesz (ja)
            (cmok, cmok, cmooook)
            - Ale masz gładka skórę... i te włosy na klatce... ale przyjemnie jest
            tak się przytulić (cmok, cmok) Oooo! Penis! Mogę cię tutaj pocałować?
            - Ehę... (ja)
            (niuch, niuch, cmok, cmok)
            - No nie! Podnieciłaś mnie! To może jednak zdecydujesz się na seks? (ja)
            - Bardzo chętnie - ale ty wiesz kiedy (Dziewica)
            - No nie wiem, za krótko się znamy... może potem pogadamy (ja)
            - Ale poważnie traktujesz nasz związek? (Dziewica)
            - Eeeeee.... oczywiście! (ja)
            - Bardzo przyjemny lizaczek (Dziewica)
            (szuru-buru, szuru-buru)
            - Hmmmmmmm... (ja)
            - Uaaa! Juz nie wytrzymam! Odwróc się szybko tyłem do mnie!!! (ja)
            - Aaaaa? Od tyłu? Tez tak można? Tylko uważaj i zjedź za nisko... (Dziewica)
            - Można, można. Tylko potem juz nie bierz do buzi... (ja)
            (****, ****)
            - Jak fajnie! Ale fajnie czuć się tak blisko mężczyzny (Dziewica)
            - AAAAAaaayyyyyyyy!!! (ja)

            Rano:
            - Powiedz mi jedno - mówiłas że seks to grzech, wczoraj zgrzeszyłaś i co? (ja)
            - Nie, to nie był seks tylko pieszczoty (Dziewica)
            - I nie pójdziesz do spowiedzi? (ja)
            - Nie, po co??? (ona)
            • Gość: livia Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: 212.160.156.* 20.11.01, 11:17
              Ja wiem, ze to wykracza poza ramy tego wątku, ale ...
              CZY BYL ciąg dalszy? Czy się z nią jeszcze spotkales? Czy też może dziewczę Cię
              prześladowało (bo tak czasami bywa)?
              Pozdrowienia od ubawionej Livii
              • Gość: Miluś Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: 192.168.48.* 20.11.01, 12:51
                Gość portalu: livia napisał(a):

                > Czy też może dziewczę Cię
                > prześladowało (bo tak czasami bywa)?

                Niestety zgadłaś.

                > Pozdrowienia od ubawionej Livii

                Pozdrawiam także
                • Gość: livia Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: 212.160.156.* 20.11.01, 13:00
                  A jak sie uwolniłeś? Pytam, bo mam w tym cel. Chciałabym uwolnic sie od
                  wyjątkowo natrętnego 'amanta', który w swej logice nieco mi przypomina Twoją
                  Żelazną Dziewicę.
                  Dziekuję i jeszcze raz pozdrawiam
                  Livia
                  • Gość: Miluś Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: 192.168.48.* 20.11.01, 13:14
                    Gość portalu: livia napisał(a):
                    > A jak sie uwolniłeś? Pytam, bo mam w tym cel. Chciałabym uwolnic sie od
                    > wyjątkowo natrętnego 'amanta', który w swej logice nieco mi przypomina Twoją
                    > Żelazną Dziewicę.

                    Wróciła z zagranicy moja babeczka i wyjaśniłem Żelaznej że już jestem
                    zajęty. Na to ona że do czasu aż się nie ożenię to ona uważa się za
                    moją dziewczynę (!!!) i nie traci nadziei.
                    Tak więc nie wiem czy Cię pocieszyłem...

                    > Dziekuję i jeszcze raz pozdrawiam
                    > Livia

                    Pozdrawiam i trzymam kciuki
            • Gość: liza Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 20.11.01, 15:39
              Wiesz co Milus, masz 'klase'! Wszystkich tu setnie ubawiles. Moze podasz wiecej
              szczegolow. A jaka swietna pamiec, cale kwestie pamietasz! Musialo ci to
              zdarzenie gleboko w pamiec zapasc. Dla mnie to dosc niesmaczne, mowiac
              oglednie. Dziewka prosta, a ty cham!
              • Gość: Raoul Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: 194.23.88.* 20.11.01, 16:01
                Gość portalu: liza napisał(a):

                Dziewka prosta, a ty cham!


                O, paniusia z Opola !! Nie Tobie ludzi oceniać, których nigdy nie spotkałaś !!!

                • Gość: liza Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 20.11.01, 20:12
                  Dziewczyny mi żal, a co o Milusiu myślę, to napisałam, że cham, bo najpierw
                  wyśmiewa się z przekonań dziewczyny, z jej, nazwijmy to, prostolinijności,
                  braku higieny, ale w sumie do łożka oną zaciąga, w każdym bądź razie z
                  nadarzającej się okazji skrupulatnie korzysta, a później dziewczynę wszem i
                  wobec znów wyśmiewa (jeszcze tylko brakuje personaliów). Może i jego randka
                  była denna, ale i sam randkowicz jest moim zdaniem, zdaniem paniusi z Opola
                  (jak to uroczo ująłeś) denny. Masz rację, ne znam tych dwojga i poznawac nie
                  zamierzam.
                  • Gość: Miluś Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 20.11.01, 21:40
                    Gość portalu: liza napisał(a):

                    > Dziewczyny mi żal, a co o Milusiu myślę, to napisałam, że cham, bo najpierw
                    > wyśmiewa się z przekonań dziewczyny, z jej, nazwijmy to, prostolinijności,
                    > braku higieny, ale w sumie do łożka oną zaciąga, w każdym bądź razie z
                    > nadarzającej się okazji skrupulatnie korzysta, a później dziewczynę wszem i
                    > wobec znów wyśmiewa (jeszcze tylko brakuje personaliów). Może i jego randka
                    > była denna, ale i sam randkowicz jest moim zdaniem, zdaniem paniusi z Opola
                    > (jak to uroczo ująłeś) denny. Masz rację, ne znam tych dwojga i poznawac nie
                    > zamierzam.

                    Boże! Gdzie sie takie rodzą???
                    Jakbyś potrafiła logicznie mysleć to byś doszła do odwrotnych wniosków!!!
                    Przeczytaj mój tekst jeszcze raz!!! Typowa feministyczna babura, bo:

                    1) jak mi sie ktos pakuje do łóżka - to moja wina
                    2) kiedy się irytuje - moja wina
                    3) jak uwypuklam brak konsekwencji w "przekonaniach" - to oczywiście "wysmiewam"
                    4) jak staram sie byc miły i grzeczny - źle

                    Żałuję, że w ogóle zabieram głos na tym forum, a Ty Opolska Dziewko zajmij
                    się teraz obroną "wyśmiewanych" facetów z innych opisów tego wątku, OK?
                    Zobaczymy jak Ci idzie...
              • Gość: Miluś Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 20.11.01, 21:25
                Gość portalu: liza napisał(a):

                > Wiesz co Milus, masz 'klase'! Wszystkich tu setnie ubawiles. Moze podasz wiecej
                > szczegolow. A jaka swietna pamiec, cale kwestie pamietasz! Musialo ci to
                > zdarzenie gleboko w pamiec zapasc.

                To nie tak. Na wstępie napisałem że pamietam "mniej więcej". Ale nie na tyle
                słabo aby nie móc przytoczyć całego wydarzenia.

                > Dla mnie to dosc niesmaczne, mowiac
                > oglednie. Dziewka prosta, a ty cham!

                Niesmaczne na tym forum? Czy użyłem wulgaryzmów, niesmacznych szczegółów
                anatomicznych? Ale oczywiście Twoja opinia jest Twoja opinią i nie zamierzam
                w nią ingerować.

                ps. tytuując kobietę mojego wieczoru "dziewką" sama podpadasz pod termin "cham"
                • Gość: liza Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 20.11.01, 22:41
                  > ps. tytuując kobietę mojego wieczoru "dziewką" sama podpadasz pod termin "cham"

                  Napisałam 'dziewka', a nie 'dziwka', a to istotna różnica. Słowo ‘dziewka’
                  oznaczało kiedyś dziewczynę, po prostu. Ale... nagle ta wyśmiewana przez Ciebie
                  dziewczyna stała się 'kobietą Twojego wieczoru'. O ile pamiętam, zatruwała Ci
                  jeszcze potem trochę życie, próbując w nie wejść na dłużej (na zawsze?). Nie
                  rozumiem, jak z kimś, kto dość szybko ostudził Twój entuzjazm, bo fundusz
                  emerytalny wybierał według wskazówek księdza, a nie ekonomistów, ktoś, kto
                  posmarkał się, śmiejąc się z Twojego dowcipu, ktoś, od kogo w kinie czuło się
                  niemiłą woń potu (omal nie umarłeś ze wstydu, przypominam), jak ktoś taki mógł
                  nagle stać się na tyle ponętny, by wylądować z nim w jednym łóżku? Widzisz, w
                  jednym masz rację: dziewczyna była dość niekonsekwentna w swoich deklaracjach i
                  późniejszych poczynaniach, ale, jak mówię, trudno mi zrozumieć, że ktoś taki -
                  jak wynikało z Twego wywodu - niezbyt mądry, niezbyt obyty i niedomyty spodobał
                  Ci się nagle na tyle, by z nim spółkować. W Twoim opisie nie ma faktycznie słów
                  wulgarnych, ale sama sytuacja wydaje mi się jednak niesmaczna. Mamy po prostu
                  inne poczucie smaku. Nie lubię facetów, którzy idą z laską do łóżka, a potem
                  wypisują, jakie to paskudztwo im się trafiło. W końcu ‘widziały gały, co brały’...

                  PS. Piszemy 'tytułując', a nie tytuując'.
                  • Gość: Miluś Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 20.11.01, 23:54
                    Gość portalu: liza napisał(a):

                    > > ps. tytuując kobietę mojego wieczoru "dziewką" sama podpadasz pod termin "
                    > cham"

                    > Napisałam 'dziewka', a nie 'dziwka', a to istotna różnica. Słowo 'dziewka
                    > oznaczało kiedyś dziewczynę, po prostu. Ale... nagle ta wyśmiewana przez Ciebie

                    Było napisać "dziewczyna". Po co te makaronizmy??? Dla mnie "dziewka" kojarzy
                    sie ze służącą, niedojdą, itp

                    > dziewczyna stała się 'kobietą Twojego wieczoru'. O ile pamiętam, zatruwała Ci
                    > jeszcze potem trochę życie, próbując w nie wejść na dłużej (na zawsze?). Nie
                    > rozumiem, jak z kimś, kto dość szybko ostudził Twój entuzjazm, bo fundusz
                    > emerytalny wybierał według wskazówek księdza, a nie ekonomistów, ktoś, kto
                    > posmarkał się, śmiejąc się z Twojego dowcipu, ktoś, od kogo w kinie czuło się
                    > niemiłą woń potu (omal nie umarłeś ze wstydu, przypominam), jak ktoś taki mógł
                    > nagle stać się na tyle ponętny, by wylądować z nim w jednym łóżku? Widzisz, w
                    > jednym masz rację: dziewczyna była dość niekonsekwentna w swoich deklaracjach i
                    > późniejszych poczynaniach, ale, jak mówię, trudno mi zrozumieć, że ktoś taki -
                    > jak wynikało z Twego wywodu - niezbyt mądry, niezbyt obyty i niedomyty spodobał
                    > Ci się nagle na tyle, by z nim spółkować.

                    A do spółkowania to potrzeba Pani Profesor??? Dziecko, ile Ty masz lat???
                    Po za tym powtarzam: jeżeli ktoś w tej sytuacji jest poszkodowany to raczej ja.
                    Rozumiesz? Dlaczego żyjesz książkowo - filmowym stereotypem, że wszyscy
                    faceci to małpiszony które nie myslą o niczym innym jak tylko wsadzić
                    swojego małego do jednej małej? Cholernie seksualnie podchodzisz do tych spraw.
                    Wyluzuj trochę. Opisałem niefortunną dla mnie randkę i wszystko. Proszę
                    o wyrozumiałość: nie nastawałem na niczyją cnotę, pomimo pewnych wad (kto ich
                    nie ma?) starałem sie byc miły dla kobiety która zaprosiłem, bez mojej woli
                    wylądowaliśmy w łóżku, reszta jest milczeniem. Nie dorabiaj głupiej ideologii.

                    > inne poczucie smaku. Nie lubię facetów, którzy idą z laską do łóżka, a potem
                    > wypisują, jakie to paskudztwo im się trafiło. W końcu 'widziały gały, co
                    > brały'...

                    Na honor: jeżeli już poszedłem z nią do łózka to nie mogła być paskudztwem.
                    I nigdzie tego nie napisałem. Zwyczajnie kłamiesz.

                    > PS. Piszemy 'tytułując', a nie tytuując'.

                    Słuchaj Liza! Nie wiem kto Cię skrzywdził ale nie odbijaj sobie tego na mnie, OK?
                    • Gość: Iza Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 21.11.01, 00:15
                      Dość tych kłótni!!!!!!!!!!!! Miluś, uważam, że miałeś po prostu pecha. Ale
                      proszę mi nie obrażać moich ziomków z Opola!
                    • Gość: liza Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 21.11.01, 00:29
                      OK.
                    • Gość: liza Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 21.11.01, 00:30
                      OK
                    • Gość: liza Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 21.11.01, 10:50
                      Ok, ale... "Było napisać "dziewczyna". Po co te makaronizmy??? Dla mnie "dziewka"
                      kojarzy sie ze służącą, niedojdą, itp."
                      To nie makaronizmy, tylko archaizmy. Piszesz, że słowo 'dziewka' kojarzy Ci się z
                      niedojdą... Kiedy czytałem, jak musiałeś ją rozbierać, bo chyba sama nie umiała,
                      to też nabrałam podobnego przekonania, że niedojda jakaś, czy co? Idźmy dalej...
                      "jeżeli ktoś w tej sytuacji jest poszkodowany to raczej ja. Rozumiesz? Dlaczego
                      żyjesz książkowo-filmowym stereotypem, że wszyscy faceci to małpiszony które nie
                      myslą o niczym innym jak tylko wsadzić swojego małego do jednej małej? Cholernie
                      seksualnie podchodzisz do tych spraw."
                      Ja myślę według ksiażkowo-filmowych stereotypów? Wróciłam do Twojego pierwszego
                      postu i co tam mamy? A takie kwiatki. Po opisie niefortunnych przygód w pizzerii
                      oraz w kinie, czytamy: "Cały ten czas utwierdzał mnie, że tracę czas". Skoro
                      wiedziałeś, że tracisz czas, to po co ciągnąłęs ją do domu, czy nie po to, żeby
                      jednak "wsadzić swojego małego do jednej małej". Zresztą końcówka Twojego
                      pierwszego postu nie pozstawia w tym wzgledzie najmniejszych wątpliwości: "Skoro
                      już mam spędzić z nią noc to może w te klocki będzie lepiej". Ot taka
                      rekompensata za denną randkę, o której na samiutkim końcu mówisz przecież
                      tak: "Randka sie jednak UDAŁA (Twoje własne słowa!). Oral i anal został przez
                      moją Żelazną Dziewicę uznany za nie-seks". Randka się udała, bo dopiąłeś swego,
                      czyż nie tak? Takie się niestety odnosi wrażenie z lektury. I kto tu myśli albo
                      działa według ksiażkowo-filmowych sttereotypów? Ja czy Ty?
                      Na koniec sprostowanie. Uraziło Cię słowo 'cham'. Rozumiem. Twój pierwszy post
                      nawet mnie rozbawił, zniesmaczył mnie dopiero Twój drugi post. I nie chodzi o
                      jakieś szczególne słowa Waszego łóżkowego dialogu, ale o to, jak zaregowałeś na
                      poklask osób, które setnie sie ubawiły, czytając Twój pierwszy post. Miałam
                      wrażenie, że aby wciaż bawić swoją publikę dostarczych dalszych szczegółow tego
                      niefortunego zdarzenia. I proszę, nie pisz, że to Ty jesteś w sumie poszkodowany,
                      bo nie jesteś.
                      • Gość: livia Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: 212.160.156.* 21.11.01, 11:30
                        Hmmm. I ja widze, że dziewczyna do najroztropniejszych nie należała, ewidentnie
                        pchała się w Twoje ramiona, ale... w ostatnim poscie napisałes, że wróciła
                        Twoja babeczka z zagranicy. Czyli, wynika z tego, że cały czas kogos miałeś. To
                        po co szukałeś kogoś nowego? Odmiana, odskocznia? Gorączka sobotniej nocy?
                        Troche to nie fair w stosunku
                        a. do twojej babeczki
                        b. do tej naiwnej panny (chyba, że ją uprzedziłeś, że masz kogos na stałe, a
                        teraz jedynie 'szukasz miłego towarzystwa na weekend)
                        Livia
                        • Gość: Miluś Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: 192.168.48.* 21.11.01, 12:44
                          Gość portalu: livia napisał(a):

                          > Hmmm. I ja widze, że dziewczyna do najroztropniejszych nie należała, ewidentnie
                          > pchała się w Twoje ramiona, ale... w ostatnim poscie napisałes, że wróciła
                          > Twoja babeczka z zagranicy. Czyli, wynika z tego, że cały czas kogos miałeś. To
                          > po co szukałeś kogoś nowego? Odmiana, odskocznia? Gorączka sobotniej nocy?

                          "Moja" tylko w moich wyobrażeniach. Do tej pory do niej kolenduję i nic.
                          Cóż, takie jest życie. Czasem łowcą czasem zwierzyną. Tak czy siak byłem
                          wtedy tak jak i dziś formalnie i moralnie "czysty". Może być?

                          > Troche to nie fair w stosunku
                          > a. do twojej babeczki

                          Nie umawialiśmy się na nic - żadnych zobowiązań, szczególnie przed jej
                          wyjazdem. W przeciwnym razie byłoby to nie tylko "trochę" ale nawet
                          bardzo nie fair.

                          > b. do tej naiwnej panny (chyba, że ją uprzedziłeś, że masz kogos na stałe, a
                          > teraz jedynie 'szukasz miłego towarzystwa na weekend)

                          A skąd wiesz czy nie szukałem w niej czegoś więcej??????????

                          > Livia

                          O Boże!!! Ale się mnie uczepiły!!! Marzę o świecie bez kobiet ;))))
                          • Gość: livia Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: 212.160.156.* 21.11.01, 14:19
                            Spokojnie!!!! Nie osądzam Cię, niczego Ci nie wytykam. Ba, nie krytykuję Cię.
                            Stwierdzam tylko fakt. I nie moralizuję, bo nie widze niczego złego w
                            krótkotrwałej znajomosci, jezeli dwie strony tak ja traktują. I tyle. Teraz jak
                            wyjaśniłes mi ta sytuację z babeczką za grancą - wszystko jasne. Niestety,
                            zdarza sę, że piszesz skrótami myslowymi (skąd niby miałam wiedzieć, że to było
                            dopiero w sferze życzeniowej???), a potem masz pretensje, że niewłasciwie
                            odczytujemy, "co autor miał na mysli". Więcej wyrozumałosci, a świat będzie
                            lepszy... dla wszystkich.
                            Livia
                          • paulka2 Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą- do Mil 21.11.01, 20:34
                            Z kobietami straszna bieda
                            Lecz bez kobiet - zyc sie nie da !(stara przyspiewka ludowa)
                            • Gość: Miluś Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą- do Mil IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 21.11.01, 21:07
                              paulka2 napisał(a):

                              > Z kobietami straszna bieda
                              > Lecz bez kobiet - zyc sie nie da !(stara przyspiewka ludowa)

                              Chociaż gryzie, chociaż kopie,
                              nie ma jednak jak przy chłopie! (stara przyspiewka ludowa too)
                              • paulka2 Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą- do Mil 21.11.01, 21:41
                                Widzisz, jaki konsensus ? ja tez tak czasem mam, zebym tych wszystkich chlopow,
                                aaaahh! az na Ksiezyc poslala ( lub do diabla, jak kto woli), ale wiem, ze bez
                                nich ujj! Cieniutko by bylo, oj cieniutko.Przeto dobrze, ze sa.I kobitki tez.
                      • Gość: Miluś Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: 192.168.48.* 21.11.01, 12:30
                        Gość portalu: liza napisał(a):

                        > To nie makaronizmy, tylko archaizmy. Piszesz, że słowo 'dziewka' kojarzy Ci się

                        Mea culpa, dzieki za korektę.

                        > niedojdą... Kiedy czytałem, jak musiałeś ją rozbierać, bo chyba sama nie umiała
                        > to też nabrałam podobnego przekonania, że niedojda jakaś, czy co? Idźmy dalej..

                        Czy byłaś juz kiedyś z chłopakiem? No wiesz... Czasem tak się dzieje.

                        > Ja myślę według ksiażkowo-filmowych stereotypów? Wróciłam do Twojego pierwszego
                        > postu i co tam mamy? A takie kwiatki. Po opisie niefortunnych przygód w pizzeri
                        > oraz w kinie, czytamy: "Cały ten czas utwierdzał mnie, że tracę czas". Skoro
                        > wiedziałeś, że tracisz czas, to po co ciągnąłęs ją do domu, czy nie po to, żeby
                        > jednak "wsadzić swojego małego do jednej małej". Zresztą końcówka Twojego

                        Nie ja ją ciagnąłem - przeczytaj jeszcze raz i pomyśl.

                        > pierwszego postu nie pozstawia w tym wzgledzie najmniejszych wątpliwości: "Skor
                        > już mam spędzić z nią noc to może w te klocki będzie lepiej". Ot taka
                        > rekompensata za denną randkę, o której na samiutkim końcu mówisz przecież
                        > tak: "Randka sie jednak UDAŁA (Twoje własne słowa!). Oral i anal został przez
                        > moją Żelazną Dziewicę uznany za nie-seks". Randka się udała, bo dopiąłeś swego,

                        Rekompensata? Nie, tak bym tego nie ujął. Wiesz to jest tak jak z pójściem
                        na mecz. Twoja drużyna wprawdzie dostała baty ale wypad na stadion się
                        UDAŁ bo spotkałaś np. starych kumpli (co nie było w planie). Czujesz analogię?
                        Jeszcze raz uroczyście oświadczam: czy był seks czy nie, randka ta do udanych
                        nie należała. To co zdarzyło sie potem nie wynikało z mojej inspiracji. Czy to
                        Cię boli? Rozumiem kobiecą solidarność, popieram, itd. Ale zejdź już ze mnie.

                        > czyż nie tak? Takie się niestety odnosi wrażenie z lektury. I kto tu myśli albo
                        > działa według ksiażkowo-filmowych sttereotypów? Ja czy Ty?

                        Oczywiście że Ty. Cały czas dorabiasz mi gębę jakiegoś maniaka seksualnego,
                        który wabi niewinne istoty po czym w makabrycznych okolicznościach gwałci
                        i porzuca na pastwę losu. Hmmm... Czy Ty przypadkiem nie bawisz się moim
                        kosztem?

                        > Na koniec sprostowanie. Uraziło Cię słowo 'cham'. Rozumiem. Twój pierwszy post
                        > nawet mnie rozbawił, zniesmaczył mnie dopiero Twój drugi post. I nie chodzi o
                        > jakieś szczególne słowa Waszego łóżkowego dialogu, ale o to, jak zaregowałeś na
                        > poklask osób, które setnie sie ubawiły, czytając Twój pierwszy post. Miałam
                        > wrażenie, że aby wciaż bawić swoją publikę dostarczych dalszych szczegółow tego

                        Znowu nie rozumiesz (albo nie chcesz zrozumieć). Ktoś nie dowierzał, że
                        możliwy jest oral i anal na pierwszej randce z dziewicą, więc napisałem
                        dialog, bo opis, chyba sama rozumiesz, byłby raczej niesmaczny. Że wyszło
                        zabawnie czy żenująco, nie wiem. Kogos może bulwersować że w ogóle umawiam
                        się z kimś bez wcześniejszego rozeznania, a kogos nie. Ludzie są różni.
                        Ciebie to irytuje, w porządku, rozumiem.

                        > niefortunego zdarzenia. I proszę, nie pisz, że to Ty jesteś w sumie poszkodowan
                        > bo nie jesteś.

                        A skąd wiesz czy np. nie czuje sie trochę wykorzystany? Nie wiesz bo nie starałaś
                        się nawet przeczytać dokładnie tego co napisałem. Coś Ci strzeliło do pustej
                        główki i uparłaś sie dogryźć kolejnej męskiej świni. Gotowy wyrok juz miałaś.
                        Koniec dyskusji. Tybie to tylko łopatą można wykładać ale do tego poziomu to już
                        się nie zniżę.
                        • Gość: liza Re: Najdenniejsza randka w zyciu z kobietą IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 21.11.01, 13:19
                          > Coś Ci strzeliło do pustej
                          > główki i uparłaś sie dogryźć kolejnej męskiej świni. Gotowy wyrok juz miałaś.
                          > Koniec dyskusji. Tybie to tylko łopatą można wykładać ale do tego poziomu to ju
                          > ż
                          > się nie zniżę.

                          Uważasz, że reprezentuję aż tak niski poziom... Nie wierzę i wiesz dobrze, że tak
                          nie jest. Ale stwierdzenie, że nasz adwersarz nie dorasta do naszego poziomu to
                          najłatwiejszy sposób zakończenia dyskusji. Inaczej patrzymy na różne kwestie.
                          Nazwałam Cię 'chamem'. Może i nie powinnam była... To zabawne. Nie znam Cię, a
                          mam w Tobie wroga. Zarzucasz mi tendencyjność, wąsko pojętą babską solidarność,
                          itd. Ja staram się pisać swoje posty bez emocji, Ty im ulegasz. Nie przekonam
                          Cię, Ty nawet nie chcesz spojrzeć na siebie w sposób, w jaki ja Ciebie zobaczyłam
                          po lekturze Twoich postów. Nie znałam Cię, nie miałam więc uprzedzeń wobec Twojej
                          osoby, nie żywię do mężczyzn uczuć nienawiści (znam kilku mężczyzn, którzy mnie
                          lubią i cenią), ale czytając pierwszą z Twoich wypowiedzi, a potem kolejne,
                          wyrobiłam sobie na Twój temat pewien pogląd. Moja wina polega na tym, że:
                          - nie zaśmiewam się z Twojej historyjki (choć, jak wspomniałam, do pewnego
                          momentu jest zabawna, wyobraź zobie, że mam także poczucie humoru, ale na pewno
                          nieco odmienne od Twojego),
                          - zarzucam Ci brak logiki i sensowności w działaniu,
                          - poprawiam czasami.
                          Zarzucasz mi, że muszę być feministką, a w naszym kraju bycie feministką oznacza
                          bycie potworem, pod względem wizualnym i moralnym. Myśl co chcesz, Twoje prawo.
                          Czy jestem feministką, czy głupią blondynką, czy baburem, nieważne. Jak widzisz,
                          zadałam sobie trud przeczytania Twoich postów raz jeszcze i pomijając szczegóły
                          powiem jedno: nie zostałeś wykorzystany. Dziewczyna też zresztą nie. Nie użalaj
                          się więc nad sobą, bo krzywda żadna Ci się nie stała. Oboje zrobiliście to, na
                          co - jak widać - mieliście ochotę. Ja tylko jednego nie mogę zrozumieć, że można
                          się pakować do łóżka z kimś, kto nam nie odpowiada. Trochę inaczej patrzę na te
                          sprawy. Nie chodzę do łóżka z kimś, kto "cały ten czas utwierdzał mnie, że tracę
                          czas". Szkoda, że nawet nie chcesz zrozumieć, co w Tobie skrytykowałam. Pienisz
                          się. Poza słowem 'cham' staram się być poprawna i grzeczna. Pusto w głowie nie
                          mam, wbrew temu, co tu przed chwilą napisałeś i dobrze o tym wiesz. Zarzucisz mi
                          pewnie zarozumialstwo. Niech i tak będzie, ale mam na swój temat określone zdanie
                          i Ty go nie zmienisz.
                          • Gość: Zuza Re: do czepiajacych sie Milusia IP: *.*.*.* 21.11.01, 13:35
                            Dziewczyny coscie sie go tak uczepily, facet opisal swoja denna randke i juz,
                            bez szczegolow i wcale zabawnie. Nikt nikogo do lozka nie ciagnal, nikt nikogo
                            nie skrzywdzil. Dziewczyna chciala, facet wzial- historia stara jak swiat. O co
                            wam chodzi ? Czego nie czepicie sie tych co opisuja smiesznych facecikow, to
                            tez w zasadzie nie jest ladne. A najlepiej wcale sie nie czepiac, poczytac albo
                            posmiac sie i juz, bo po to zdaje sie powstal ten watek.
                            Pozdrawiam
                            • Gość: Miluś Re: do czepiajacych sie Milusia IP: 192.168.48.* 21.11.01, 13:43
                              Gość portalu: Zuza napisał(a):
                              [...]
                              > A najlepiej wcale sie nie czepiac, poczytac albo
                              > posmiac sie i juz, bo po to zdaje sie powstal ten watek.
                              > Pozdrawiam

                              Dzięki Zuza :)
                              • Gość: Zuza Re: do czepiajacych sie Milusia IP: *.*.*.* 21.11.01, 13:46
                                Drobiazg Milus.
                                Mnie ten watek rozbawil i szkoda, ze tak go zepsuli bo obawiam sie, ze to
                                niestety jego koniec, a moze nie ? :)
                                Pozdr. Zuza
                                • Gość: Miluś Re: do czepiajacych sie Milusia IP: 192.168.48.* 21.11.01, 14:39
                                  Gość portalu: Zuza napisał(a):
                                  > niestety jego koniec, a moze nie ? :)
                                  > Pozdr. Zuza

                                  Ja już napisałem. Teraz Twoja kolej Zuziu.
                                  • Gość: Zuza Re: do czepiajacych sie Milusia IP: *.*.*.* 21.11.01, 14:42
                                    Mnie niestety/ stety nic takiego sie nie przydarzylo. Dwie randki internetowe
                                    bardzo udane. Jeden jest moim przyjacielem do dzis, drugi wkrotce zostanie moim
                                    mezem. Ale to zdaje sie nie ten watek :)) Pozdrawiam cieplo
                                  • blue_s Re: do czepiajacych sie Milusia 21.11.01, 14:45
                                    Miluś, mam pytanie?
                                    Czy już wtedy, jak kapało jej z nosa, i jak "pięknie" było czuć od niej w
                                    kinie, gdzie czwrwieniłeś sie ze wstydu rzekomo, wiedziałeś, że wylądujesz z
                                    nią łóżku?
                                    • Gość: Miluś Re: do czepiajacych sie Milusia IP: 192.168.48.* 21.11.01, 14:53
                                      blue_s napisał(a):

                                      > Miluś, mam pytanie?
                                      > Czy już wtedy, jak kapało jej z nosa, i jak "pięknie" było czuć od niej w
                                      > kinie, gdzie czwrwieniłeś sie ze wstydu rzekomo, wiedziałeś, że wylądujesz z
                                      > nią łóżku?

                                      Hmmm... Z tekstu to raczej jasno wynika (że nie).
                                      • Gość: blue_s Re: do czepiajacych sie Milusia IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 21.11.01, 19:59
                                        Więc uprawiając z nią nie-seks nie miałeś jej już za złe, że wcześniejsze jej
                                        zachowania były poniżej pewnego, uznawanego przez Ciebie poziomu?
                                        • Gość: Miluś Re: do czepiajacych sie Milusia IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 21.11.01, 20:39
                                          Gość portalu: blue_s napisał(a):

                                          > Więc uprawiając z nią nie-seks nie miałeś jej już za złe, że wcześniejsze jej
                                          > zachowania były poniżej pewnego, uznawanego przez Ciebie poziomu?

                                          Oczywiście że nie składała się wyłacznie z wad. Była miła, czysta (bez ubrania),
                                          plotła w kółko o dupie-Marynie, na swój specyficzny sposób sympatyczna, poza
                                          tym nikt nas nie widział, ładna-zgrabna, itp. A ja jestem dobry i tolerancyjny
                                          więc... Jak już diabeł zesłał mi ją, to miałem niby co zrobić? Przegonić się
                                          nie dała, a ja nikomu wierności nie ślubowałem.
                                          Jeszcze jakieś pytania? Kto w końcu zacznie bronić dyskryminowanych panów
                                          w tym wątku???
                          • Gość: Raoul Re: do lizy IP: 194.23.88.* 21.11.01, 14:07
                            Liza, jesteś osobą kompletnie bez fantazji, bez wyobraźni i co najgorsza
                            absolutnie bez cienia poczucia humoru. I możesz sobie taka być, OK.
                            Ale "chlapnęłaś" dosyć głupio w pierwszym (bodajże) swoim poscie i nie masz
                            odwagi się do tego przyznać, a już tym bardziej powiedzieć "przepraszam", a za
                            to próbując "ratować twarz" rozpoczęłaś bezsensowną "sekcję zwłok" i zupełnie
                            odeszłaś od tematu.
                            Nie podoba Ci się ten temat, to sobie stąd idź, nam się podoba i dobrze się
                            przy nim bawimy, nie marnując sobie życia roździelaniem włosa na czworo...
                            • Gość: liza Re: do lizy IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 21.11.01, 15:06
                              Ponieważ mam fantazję i wyobraźnię nie pakuję się w takie 'denne' randki. Można
                              pójść z kims na kawę, pogadać, ale jak widzę, że przebywanie z kimś to strata
                              czasu, to wolę zająć się czymś innym, a nie brnąć dalej. Poczucie humoru też
                              mam, ale to nie znaczy, że musi mnie bawić historia Milusia, zresztą do pewnego
                              momentu dość zabawna, ale - moim zdaniem - tylko do pewnego momentu. Ponieważ,
                              jak słusznie zauważyłeś wątkiem głownym są denne randki, a nie rozważania nad
                              konduitą Milusia, więc to by było na tyle. A swoją drogą, szkoda, że nie można
                              mieć odmiennego zdania...
                              • Gość: Raoul Re: do lizy IP: 194.23.88.* 21.11.01, 15:48
                                Można, Lizo, mieć odmienne zdanie, ale trzeba umieć je przedstawić bez
                                dołowania innych.
                                Więcej nie zamierzam z Tobą polemizować tylko z tego powodu, że co drugie
                                wypowiedziane przeze mnie słowo stałoby się przedmiotem drobiazgowej analizy z
                                Twojej strony tylko i wyłącznie w celu obronienia słuszności Twojego stanowiska.
                                A jeszcze nawiasem: mam wrażenie, że jesteś całkiem "łebska" dziewczyna i
                                prawdobodobnie potrafisz być naprawde sypatyczna (miałaś takie przebłyski w
                                Twoich wypowiedziach), tylko zbyt intensywnie bronisz swojego rewiru i chyba
                                brakuje odrobiny samokrytycyzmu, czyli: wyluzuj się trochę.
                                Jeśli zbytnio się spoufaliłem to przepraszam.
                                • Gość: liza Re: do lizy IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 21.11.01, 15:58
                                  Raoul, czyżby cień sympatii dla mnie? Miłe. Lubię analizować. 'Urzepiłam' się
                                  Milusia, bo..., ale dość o tym!
                                  • Gość: Raoul Re: znowu do lizy IP: 194.23.88.* 22.11.01, 09:07
                                    Sympatii ? Tego jeszcze nie wiem... chyba nie lubię długo się "boczyć" na kogoś
                                    do kogo czuję.....sympatię *roześmiałem się*
                                    • Gość: liza Re: tym razem liza do lizy IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 22.11.01, 12:00
                                      Gość portalu: Raoul napisał(a):

                                      > Sympatii ? Tego jeszcze nie wiem... chyba nie lubię długo się "boczyć" na
                                      kogoś
                                      >
                                      > do kogo czuję.....sympatię *roześmiałem się*

                                      Przeczytałam i również się uśmiechnęłam. Bo ja się czasem uśmiecham :-) I bywam
                                      miła i życzliwa ;-) Jak to mówią? Że na łyżkę miodu więcej much się zleci, niż
                                      na beczkę octu czy dziegciu... Nie pamiętam dokładnie tego powiedzenia. Kilka
                                      miłych słów i... Czy mam się tłumaczyć? Nie chcę już tykać Milusia (choć
                                      twierdzę, że to ja mam rację, przynajmniej w niektórych kwestiach - czy można
                                      tę wypowiedź uznać za złagodzenie mojego stanowiska?), on i tak mnie ignoruje,
                                      że niby nie dorastam do jego poziomu (może Raoul podjąłby się prób mediacji?).
                                      Czy bywam zawzięta? Cokolwiek powiem, nie będzie to wypowiedź bezstronna, siłą
                                      rzeczy jestem stronnicza: trzymam oczywiscie z samą sobą. Może tu, na forum,
                                      jestem trochę bardziej zawzięta, ale w zwyczajnym świecie nie jestem jakąś
                                      sekutnicą. Przyznaję się, mam jednego wroga, o którym wiem, że to mój wróg
                                      (żywię zresztą wobec tej osoby równie negatywne uczucia i nie mówię bynajmniej
                                      o Milusiu), ale na tym chyba mogę zakończyć wyliczanie. Bywam nawet lubiana. A
                                      za moją 'pamiętliwość' odpowiedzialane są gwiazdy.

                                      PS. Czy próbuję się podlizać?
                                      • Gość: liza Re: tym razem liza do raoula (tak mialo byc!) IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 22.11.01, 12:02
                                        Gość portalu: liza napisał(a):

                                        > Gość portalu: Raoul napisał(a):
                                        >
                                        > > Sympatii ? Tego jeszcze nie wiem... chyba nie lubię długo się "boczyć" na
                                        > kogoś
                                        > >
                                        > > do kogo czuję.....sympatię *roześmiałem się*
                                        >
                                        > Przeczytałam i również się uśmiechnęłam. Bo ja się czasem uśmiecham :-) I bywam
                                        >
                                        > miła i życzliwa ;-) Jak to mówią? Że na łyżkę miodu więcej much się zleci, niż
                                        > na beczkę octu czy dziegciu... Nie pamiętam dokładnie tego powiedzenia. Kilka
                                        > miłych słów i... Czy mam się tłumaczyć? Nie chcę już tykać Milusia (choć
                                        > twierdzę, że to ja mam rację, przynajmniej w niektórych kwestiach - czy można
                                        > tę wypowiedź uznać za złagodzenie mojego stanowiska?), on i tak mnie ignoruje,
                                        > że niby nie dorastam do jego poziomu (może Raoul podjąłby się prób mediacji?).
                                        > Czy bywam zawzięta? Cokolwiek powiem, nie będzie to wypowiedź bezstronna, siłą
                                        > rzeczy jestem stronnicza: trzymam oczywiscie z samą sobą. Może tu, na forum,
                                        > jestem trochę bardziej zawzięta, ale w zwyczajnym świecie nie jestem jakąś
                                        > sekutnicą. Przyznaję się, mam jednego wroga, o którym wiem, że to mój wróg
                                        > (żywię zresztą wobec tej osoby równie negatywne uczucia i nie mówię bynajmniej
                                        > o Milusiu), ale na tym chyba mogę zakończyć wyliczanie. Bywam nawet lubiana. A
                                        > za moją 'pamiętliwość' odpowiedzialane są gwiazdy.
                                        >
                                        > PS. Czy próbuję się podlizać?

                                        • Gość: Raoul Re: no, to jeszcze raz do lizy IP: 194.23.88.* 22.11.01, 13:19
                                          Nie, nie podlizujesz się. Ani nie musisz się tłumaczyć.
                                          Za to ja doceniam i szanuję, że potrafisz zrozumieć wartość i
                                          skuteczność "łyżki miodu". A i fakt, że ma sie odwagę mieć jakieś zdanie i
                                          stanowisko i jest się gotów tego bronić. Byleby się to odbywało bez
                                          drobiazgowości i małostkowości...
                                          I cieszę się, że nie trzeba Cię było wprowadzać na Światową Listę Sekutnic (po
                                          Twoim zapewnieniu). Szkoda, że masz jakiegoś tam wroga (ja już się
                                          zdecydowałem: mi się nie chce Twoim wrogiem być), ale chyba wygląda na to, że
                                          potrafisz sobie z tym faktem poradzić.
                                          A jeśliby...eee....no Ci się nudziło, albo....nooo....to możesz zawsze do mnie
                                          skrobnąć na: ray_wiz@hotmail.com
                                          • Gość: liza Re: w drugą stronę IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 22.11.01, 14:42
                                            Ale się porobiło. Przedwczoraj staliśmy po przeciwnych stronach barykady, dziś
                                            już niemal ze sobą sympatyzujemy. Adres sobie zanotowałam, bo jakby w Forum
                                            grom jakiś uderzył... Przy okazji pozdrawiam Milusia. Wciąż mnie ignoruje, ale
                                            przypuszczam, że tu czasem zagląda, bo widziałam, że innym odpowiedzi udzielał.
                                            Wiesz co Raoul... Zarzuciłeś mi wczoraj, że brak mi wyobraźni (przywołuję to
                                            gwoli przypomnienia, a nie jako zarzut pod Twoim adresem). Jak już wczoraj
                                            wspomniałam, wyobraźnię mam, czasem pokrętną, niektórzy życzliwi mi ludzie
                                            mówią nawet, że chorą (z sympatią to mówią /czy ja się aby nie zwierzam?!/),
                                            czasem aż zanadto pracowitą. Więc ta moja pracowita wyobraźnia dorobiła (już,
                                            ha!!!) sobie taki oto ciąg dalszy naszej znajomości: piszemy do siebie; żeby
                                            nadać znajomości wymiar rzeczywisty, umawiamy się na spotkanie i... okazuje się
                                            ono najdenniejszą... Nie chciałam być złośliwa, ale taka właśnie myśl mi się
                                            uroiła. Pozdrawiam serdecznie.
                                            PS. Jak mówilam sekutnicą nie jestem, ale przesłanki ku temu są:
                                            mam 'sekutnicze' imię i takiż znak zodiaku (drugi, równie 'sekutniczy' znak
                                            zodiaku to ten, spod którego jest mój wróg, o którym już było). A tak na
                                            marginesie, to jaki jest motyw przewodni tego wątku?
                                            • Gość: Raoul Re: w kolejna stronę IP: 194.23.88.* 22.11.01, 15:29
                                              Lizo, uśmiałem się serdecznie ze scenariusza utworzonego przez Twoja
                                              wyobraźnię !!! Rzeczywiście, biorąc pod uwagę okoliczności w jakich powstał
                                              kontakt (a powstał ?) tak "powinna" wyglądać "nasza" przyszłość !!
                                              Na zodiakach za bardzo się nie znam, ale czyżby baran lub skorpion ??
                                              Albo wiesz co, ponieważ zaczyna robić się coraz sympatyczniej, to może ja
                                              jednak poczekam na maila od Ciebie ? Jak myślisz, jakie są szanse, że się
                                              doczekam ?
                                              • Gość: liza Re: w kolejna stronę IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 22.11.01, 15:44
                                                Nie mówię 'nie'.
                                                PS. Skorpion.
                                                • Gość: Raoul Re: w kolejna stronę IP: 194.23.88.* 22.11.01, 16:26
                                                  Tylko z tym sekutniczym imieniem nie mogę sobie poradzić....Helga ? Genowefa ?
                                                  Gudrun ? Sara ? Katarzyna ? Chyba nie dam rady.....
                                            • Gość: Miluś Re: w drugą stronę IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 22.11.01, 17:00
                                              Gość portalu: liza napisał(a):

                                              > Przy okazji pozdrawiam Milusia. Wciąż mnie ignoruje, ale

                                              Pozdrowienia dla "chama"?
                                              Jakoś nie zauważyłem, aby nastapił istotny szczegół w twoim stanowisku.
                                              Więc jak to jest z Tobą. W dni parzyste obrażasz ludzi a w nieparzyste jesteś
                                              brat-łata? Pokrzyczałaś sobie, pomachałaś virtualna ścierką, bo ktoś tam kiedyś
                                              dał Ci w kość - wybacz, ale nie odpowiada mi rola pluszowego misia na którym
                                              panienka wyładowywuje swoje frustracje.
                                              • Gość: liza Re: w drugą stronę IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 22.11.01, 17:36
                                                Do jednej rzeczy muszę się przyznać z tym 'chamem' przesadziłam. Czasem jestem
                                                w gorącej wodzie kąpana, 'chlapnę', potem bywa, żałuję. Mówiąc 'cham'
                                                niepotrzebnie usztywniłam naszą polemikę. Przepraszam za 'chama'. Natomiast w
                                                pewnych punktach nadal bym z Tobą polemizowała, ale zostawmy już tę kwestię.
                                                Pozdrawiam
                                                liza (Katarzyna)
                                                • Gość: Miluś Re: Miluś Victor! IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 22.11.01, 19:45
                                                  Gość portalu: liza napisał(a):

                                                  > Do jednej rzeczy muszę się przyznać z tym 'chamem' przesadziłam. Czasem jestem
                                                  > w gorącej wodzie kąpana, 'chlapnę', potem bywa, żałuję. Mówiąc 'cham'
                                                  > niepotrzebnie usztywniłam naszą polemikę. Przepraszam za 'chama'. Natomiast w
                                                  > pewnych punktach nadal bym z Tobą polemizowała, ale zostawmy już tę kwestię.
                                                  > Pozdrawiam
                                                  > liza (Katarzyna)

                                                  No, no. Nie znałem swojego męstwa! Poskromiłem złośnicę!
                                                  Haha :)))) Dzięki, Kasiu. Wprawiłaś mnie w dobry nastrój.
                                                  To może zaczniesz trzymając się wątku opisywać swoje denne randki?
                                                • Gość: Raoul Re: w drugą stronę IP: 194.23.88.* 23.11.01, 11:03
                                                  Ha !! Kasia....wiedziałem !!! *nie bez cienia satysfakcji*
    • Gość: Queen POMERANKA CZYTAJ TO! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 20.11.01, 00:38
      POMERANKA,dlaczego sie rozstalas z tym idealem..?
      no rozumiem,ze sie rozstalas,tak??

      zdaje sie ze mam podobny problem..
      rozstalam sie z chlopakiem
      przystojnym,wysokim,wysportowanym,inteligentnym,szarmanckim..
      kino,spacery,kolacje,delikatnosc,zero nacisku na cokolwiek.. itd itd!!

      a jednak- nastapil koniec.

      jaki byl Twoj powod?moze taki sam jak moj..?
      jestem ciekawa.
      jelsi moglabys odpisac...
      • Gość: pomerank Czytam, czytam... IP: *.*.*.* 20.11.01, 10:09
        Hmm... u mnie sprawa sie pokomlikowała nieco inaczej. Przypadek dość nietypowy.
        Wolę nie pisać, bo On pewnie by sobie tego nie życzył.
        Co do Twojej sytuacji... może więcej szczególów?
        Może było za dobrze, a Ty potrzebujesz więcej adrenaliny? Nie wiem, Królowo.
        Jak masz ochotę to pisz!

        Pozdrawiam.
        • Gość: Michael Re: Czytam, czytam... IP: 157.25.121.* 20.11.01, 12:27
          Trochę mnie dziwi, że tyle ludzi, szczególnie kobiet umawia się przez Internet.
          Trochę to jednak dziwne. Pogadać fajnie, ale spotykać się w ciemno?
          • pomeranka Re: Czytam, czytam... 20.11.01, 13:35
            Bez przesady. dlaczego szczególnie kobiet? Zauważ, że spotykają sie nie z
            kobietami, wręcz przeciwnie. Proporcje sa jednakowe. Na tym wątku pisza o tym w
            wiekszości kobiety, bo, jak zauważ, jest to forum dla kobiet właśnie.
            A co do randek w ciemno - przecież nikt nikogo nie gryzie! Najwyżej może
            niewypalić. Poza tym opisywane powyżej przypadki dotyczą randek nie tylko z
            netu.

            Pozdrawiam
          • _kami Re: Czytam, czytam... 20.11.01, 15:35
            Gość portalu: Michael napisał(a):

            > Trochę mnie dziwi, że tyle ludzi, szczególnie kobiet umawia się przez Internet.
            > Trochę to jednak dziwne. Pogadać fajnie, ale spotykać się w ciemno?

            Eeee... wiesz, ja niezbyt długo w sieci jestem, bo raptem od jakichś dwóch lat,
            ale jakoś _znacznie_ częściej słyszałam o facetach chcących się umówić, i z
            kobietami, którzy byli w mniej bądź bardziej miły sposób nagabywani, niż z
            kobietami w analogicznych sytuacjach. W tej chwili obracam się w określonym
            wirtualnym towarzystwie, ale w dalszym ciagu _bardzo_ często zdarza się, że
            odzywają się do mnie mężczyźni (często chłopcy!), proponujący spotkanie, i wcale
            nie ukrywający, że szukają przez sieć panienki (jakoś nie precyzują, czy na
            jaedną czy na wiecej nocy :-P). Ja spotkałam się w taki sposób tylko z jednym
            facetem - i jesteśmy przyjaciółmi, bezpodtekstowymi w dodatku. Nie wiem, czemu
            się wtedy zgodziłam, nigdy tego nie robię, tak samo jak nigdy nie wysyłam moich
            zdjęć nieznajomym. Więc to raczej faceci polują na kobiety i przyznają się do
            tego...

            K.
            • Gość: Ptasia Re: Czytam, czytam... IP: 212.76.35.* 21.11.01, 21:46
              Zgadzam się. Wpadam do sieci zależnie od dostępu (he, he), ale swój pierwszy
              czat wspominam jako a)mętne rozważania o literaturze iberoam - błe, i dyskusje
              z kolesiem, dla kogo Maga była kiedys ideałem kobiecości b) odpędzanie się od
              kolesia, który bardzo chciał mnie poznać. No thanx!
    • Gość: Pola Re: Najdenniejsza randka w zyciu IP: *.extern.kun.nl 20.11.01, 18:08
      Dobry watek, podziele sie swoja historia, pewnie was
      nie przebije z tymi fioletowymi plaszczykami i innymi
      rozowymi czapkami z kutasikami, but still ...:)

      Byl to Holender...
      Zadzwonil i zaprosil mnie do kina...
      Za bilety zaplacil i owszem, po filmie poszlismy do
      klubu, gdzie zajal jedyne miejsce siedzace, zapytal czy
      w Polsce facet za wszystko placi i zarzadal, zebym to
      ja teraz zaplacila za jego piwo (wiecie, Holandia,
      liberalne prawo, rownouprawnienie, emancypancja, ja -
      bidna Au-Pairka, on - informatyk przy kasie...minor..)
      Nie przepuscil mnie ani razu w drzwiach, tylko wpychal
      sie pierwszy (ale jestem staroswiecka, prawda?), przez
      polowe wieczoru gadal o swojej bylej (Wloszce
      btw.)...dostalam od Niego swietny komplement - ze mam
      ladne ubrania i czy kupuje je w Holandii (bo w Polsce
      przeciez taka bida, ze gdziez mowa o ladnych
      ciuchach...)...
      Coz mi pozostalo...mialam juz tak w czubie, ze
      wypatrzylam przystojniaka w tlumie, podeszlam,
      zagadalam "niesmialo" ;))) i reszte wieczoru spedzilam
      z Nim, bylo sympatycznie.
      A moj "date" zadzwonil i powiedzial, ze nic z tego nie
      wyjdzie (niby z czego? :)), bo ...there is so many
      reasons ;))))))))
      No,to byla moja najdenniejsza randka i jednoczesnie
      jeden z szokow kulturowych, ktore tu przezylam...
      Chociaz jak czasem opowiadam o tym znajomym, to mowia,
      ze ten przypadek byl ekstremalny...

    • Gość: Pola Re: Najdenniejsza randka w zyciu IP: *.extern.kun.nl 20.11.01, 18:09
      Dobry watek, podziele sie swoja historia, pewnie was
      nie przebije z tymi fioletowymi plaszczykami i innymi
      rozowymi czapkami z kutasikami, but still ...:)

      Byl to Holender...
      Zadzwonil i zaprosil mnie do kina...
      Za bilety zaplacil i owszem, po filmie poszlismy do
      klubu, gdzie zajal jedyne miejsce siedzace, zapytal czy
      w Polsce facet za wszystko placi i zarzadal, zebym to
      ja teraz zaplacila za jego piwo (wiecie, Holandia,
      liberalne prawo, rownouprawnienie, emancypancja, ja -
      bidna Au-Pairka, on - informatyk przy kasie...minor..)
      Nie przepuscil mnie ani razu w drzwiach, tylko wpychal
      sie pierwszy (ale jestem staroswiecka, prawda?), przez
      polowe wieczoru gadal o swojej bylej (Wloszce
      btw.)...dostalam od Niego swietny komplement - ze mam
      ladne ubrania i czy kupuje je w Holandii (bo w Polsce
      przeciez taka bida, ze gdziez mowa o ladnych
      ciuchach...)...
      Coz mi pozostalo...mialam juz tak w czubie, ze
      wypatrzylam przystojniaka w tlumie, podeszlam,
      zagadalam "niesmialo" ;))) i reszte wieczoru spedzilam
      z Nim, bylo sympatycznie.
      A moj "date" zadzwonil i powiedzial, ze nic z tego nie
      wyjdzie (niby z czego? :)), bo ...there is so many
      reasons ;))))))))
      No,to byla moja najdenniejsza randka i jednoczesnie
      jeden z szokow kulturowych, ktore tu przezylam...
      Chociaz jak czasem opowiadam o tym znajomym, to mowia,
      ze ten przypadek byl ekstremalny...

    • Gość: Pola Re: Najdenniejsza randka w zyciu IP: *.extern.kun.nl 20.11.01, 18:10
      Dobry watek, podziele sie swoja historia, pewnie was
      nie przebije z tymi fioletowymi plaszczykami i innymi
      rozowymi czapkami z kutasikami, but still ...:)

      Byl to Holender...
      Zadzwonil i zaprosil mnie do kina...
      Za bilety zaplacil i owszem, po filmie poszlismy do
      klubu, gdzie zajal jedyne miejsce siedzace, zapytal czy
      w Polsce facet za wszystko placi i zarzadal, zebym to
      ja teraz zaplacila za jego piwo (wiecie, Holandia,
      liberalne prawo, rownouprawnienie, emancypancja, ja -
      bidna Au-Pairka, on - informatyk przy kasie...minor..)
      Nie przepuscil mnie ani razu w drzwiach, tylko wpychal
      sie pierwszy (ale jestem staroswiecka, prawda?), przez
      polowe wieczoru gadal o swojej bylej (Wloszce
      btw.)...dostalam od Niego swietny komplement - ze mam
      ladne ubrania i czy kupuje je w Holandii (bo w Polsce
      przeciez taka bida, ze gdziez mowa o ladnych
      ciuchach...)...
      Coz mi pozostalo...mialam juz tak w czubie, ze
      wypatrzylam przystojniaka w tlumie, podeszlam,
      zagadalam "niesmialo" ;))) i reszte wieczoru spedzilam
      z Nim, bylo sympatycznie.
      A moj "date" zadzwonil i powiedzial, ze nic z tego nie
      wyjdzie (niby z czego? :)), bo ...there is so many
      reasons ;))))))))
      No,to byla moja najdenniejsza randka i jednoczesnie
      jeden z szokow kulturowych, ktore tu przezylam...
      Chociaz jak czasem opowiadam o tym znajomym, to mowia,
      ze ten przypadek byl ekstremalny...

      • luiza-w-ogrodzie Re: Najdenniejsza randka w zyciu 21.11.01, 11:48
        Czytanie (i pisanie) o najdenniejszych randkach jest zdecydowanie smieszniejsze,
        niz opisy najwspanialszych spotkan... Rechocze myslac o tym, co mnie sie zdarzylo:

        Zostalam zaproszona do kina. On - wysmukly intelektualista, grajacy na
        skrzypcach, uduchowione zielone oczy, ubieral sie niedbale na artystyczny
        sposob... Podjechal po mnie ale zaparkowal dosc daleko od mojego domu. Gdy
        wyszlam okazalo sie CZYM podjechal - jego samochod byl tak zrujnowany, ze nigdy
        go nawet nie zamykal, bo ktozby go ukradl. Wytlumaczyl mi, ze zaparkowal wlasnie
        w tym miejscu, bo bylo z gorki, a inaczej auto nie zapali i czy moglabym pomoc mu
        je popchac. Popatrzalam na jego delikatne rece, na swoje plywackie barki i
        stwierdzilam, ze OK. Popchalismy, pudlo zapalilo, jedziemy. Dojechalismy do kina,
        okazalo sie ze na festiwal filmow zydowskich, tego wieczoru wyswietlano film
        fabularny i dwa dokumentalne. Fabularny byl koszmarnie nudny, jakas francuska
        kotlowanina bez sensu, ale gwozdziem do trumny tej randki byly filmy
        dokumentalne. Obydwa o zagladzie zydowskich miasteczek, sceny rozdzierajace serce
        i odbierajace chec zycia. Inne checi tez. I do tego moj randka jako obcokrajowiec
        byl nieprzyzwyczajony do filmow o II wojnie swiatowej etc wiec po pierwsze,
        siedzial zielony na twarzy a po drugie nie za bardzo rozumial, o co chodzilo. Po
        filmie rozmowa sie nie kleila, odwiozl mnie do domu i szybko uciekl, domyslam
        sie, ze przezywac koszmar tamtych filmow. Chyba, ze odstraszyla go moja
        niewyrozumialosc i delikatne komentarze na temat wybrania niewlasciwych filmow?

        No ale czego mozna sie spodziewac sie po skrzypkach-intelektualistach? Od tego
        czasu gustuje w bardziej sportowych typach...

        Luiza-w-Ogrodzie

        • malwinamalwina Re: Najdenniejsza randka w zyciu 21.11.01, 15:56
          a ja chce wiedziec co to za kotlowanina francuska byla ! koniecznie !
          • luiza-w-ogrodzie Re: Najdenniejsza randka w zyciu 22.11.01, 00:01
            malwinamalwina napisał(a):

            > a ja chce wiedziec co to za kotlowanina francuska byla ! koniecznie !

            Malwina, musze Ciebie rozczarowac - zwyczajnie nie pamietam :-( ale swietnie
            rozumiem, co sobie wyobrazasz ;-)

            Film byl produkcji francuskiej, o grupce przyjaciol ktorzy mieli problemy typu
            one go kocha, a on kocha inna, ktora jego z kolei nie kocha, wszystko bardzo
            metne, stracilam watek po pol godzinie, tym bardziej, ze kombinowalam, jak sie
            dobrac do mojego skrzypka. Niestety w takich warunkach nic sie nie dalo zrobic...

            Luiza-w-Ogrodzie
            • Gość: KAJA Re: Najdenniejsza randka w zyciu IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 22.11.01, 11:51
              luiza-w-ogrodzie napisał(a):

              > malwinamalwina napisał(a):
              >
              > > a ja chce wiedziec co to za kotlowanina francuska byla ! koniecznie !
              >
              > Malwina, musze Ciebie rozczarowac - zwyczajnie nie pamietam :-( ale swietnie
              > rozumiem, co sobie wyobrazasz ;-)
              >
              > Film byl produkcji francuskiej, o grupce przyjaciol ktorzy mieli problemy typu
              > one go kocha, a on kocha inna, ktora jego z kolei nie kocha, wszystko bardzo
              > metne

              Sadząc z opisu to mógł być dosyć stary film "Przyjaciel mojej przyjaciółki" czy
              jakoś tak. Faktycznie dosyć zamotany:)

              • luiza-w-ogrodzie Re: Najdenniejsza randka w zyciu 23.11.01, 01:18
                Gość portalu: KAJA napisał(a):

                > Sadząc z opisu to mógł być dosyć stary film "Przyjaciel mojej przyjaciółki" czy
                >
                > jakoś tak. Faktycznie dosyć zamotany:)
                >


                To nie byl ten film. Ten, ktory widzialam byl sprzed mniej wiecej trzech lat.
                Rezyserowany przez Zyda i rozgrywal sie w srodowisku francuskich Zydow. O ile
                pamietam, nie bylo go w normalnych sieciach kinowych a tylko w kinach studyjnych.

                Wracajac do tematu, jeszcze w trakcie tego filmu mialam jakies nadzieje co do
                randki ze skrzypkiem, ale wszelka ochota wypelzla w trakcie filmow
                dokumentalnych. Z perspektywy lat widze, ze trzeba bylo wziac niedoszlego
                kochasia za reke w trakcie fabularnego i wyprowadzic z kina.

                Luiza
    • Gość: Queen DO POMERANKI IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 20.11.01, 21:03
      witaj..

      z Ta adrenalina to moze masz racje..
      zastanawiam sie dlaczego ejdnak ten Twoj ideal jednak u Cibeie przegral..?
      ale sluchaj-przeciez tu jest pelna anonimowosc,ja tylko pytam,moze dzieki temu
      przemysle cos sobie,dostrzege -czego tak naprawwde szukam.
      sluchaj,napsiz najbardizej ogolnie jak mozesz.
      czy cos zrobil?moze zdrada?nie chce mi sie wierzyc,ze tak banalnie..?
      kiepski w lozku?
      sorki,ze tak ostentacyjnie pytam...
      ale po prostu jestem ciekawa,jakie rysy mial ten ideal..?
      • pomeranka Re: DO POMERANKI 21.11.01, 15:17
        No cóż, nalegasz chociaż o ogólny zarys. Tyle moge zrobić. Człowiek ów takim
        znowu ideałem nie był - oprócz pięknej postaci i wyjątkowego umysłu miał
        paskudny charakterek. Nie było takich przyczyn, o których wspomniałaś. A jako
        że ja narowista istota, to była bitwa za bitwą. Tym bardziej, że oboje byliśmy
        dość młodzi i nie wiedzieliśmy, na czym tak naprawde polega życie z drugim
        człowiekiem. Oboje byliśmy wykończeni. A potem On wyjechał w swoja stronę, ja w
        swoją i sprawa rozeszła się po kościach. Dziś jesteśmy w dobrej komitywie i
        przyznaję, nadal jest boski. :)

        To naprawdę baaardzo duży skrót, mam nadzieję, że wystarczy taki opis.

        Pozdrawiam!
        • Gość: Queen DZIEKI POMERANKA IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 21.11.01, 22:38
          dzieki za wyjasnienia!
          no tak,zarys jest bardoz ogolny...
          mnie w moim ideale brakowalo wielu ,wielu rzeczy...
          poczucia humoru,blyskotliwego myslenia,romantycznosci,wrazliwosci na piekno...
          w sumie to mialam idealow 2 w swoim zyciu- gdyby ich polaczyc w calosc-byloby
          genialnie ;-)
          ale moze to nie czas i miejsce pisac o tym wszystkim,bylo minelo ;-)))

          • luiza-w-ogrodzie Re: DZIEKI POMERANKA i o brutalnych randkach 23.11.01, 01:28
            Gość portalu: Queen napisał(a):

            > dzieki za wyjasnienia!
            > no tak,zarys jest bardoz ogolny...
            > mnie w moim ideale brakowalo wielu ,wielu rzeczy...
            > poczucia humoru,blyskotliwego myslenia,romantycznosci,wrazliwosci na piekno...
            > w sumie to mialam idealow 2 w swoim zyciu- gdyby ich polaczyc w calosc-byloby
            > genialnie ;-)
            > ale moze to nie czas i miejsce pisac o tym wszystkim,bylo minelo ;-)))
            >

            Najdenniejsze randki czesto zdarzaja sie, gdy poszukujemy idealu. Najlepsze
            podejscie do randek jest na luzie, bez wielkich oczekiwan, wtedy nawet mozna sie
            posmiac. Co wlasnie robimy.

            Chyba naprawde najdenniejsze randki to takie, gdy rzecz skonczyla sie przemoca.
            Ale opowiesci o nich nie brzmia juz tak wesolo.

            Luiza
    • madzia___ Re: Najdenniejsza randka w zyciu 23.11.01, 13:48
      2.00 w nocy, siedze na chacie i odzywa sie facet:) Pyta, czy lubie "ryzyko", itd.
      Okazuje sie, ze bedzie wracal za chwilke z biura, akurat bedzie przejezdzal
      niedaleko mojego miejsca zamieszkania. Podalam mu nr tel., zadzwonil i nie wiem
      dlaczego dalam sie skusic na to spotkanie..chyba bylam ciekawa czy rzeczywiscie
      jest taki przystojny, bo podkreslal to na kazdym kroku. Zreszta zajelo mu godzine
      przekonywanie mnie na "randke" o 3.00 w nocy...ale
      nic..jade..Przyjezdzam..faktycznie b.przystojny, elegancki...wsiadamy na chwilke
      do jego auta..porozmawiac, po 5 min. facet zaczyna sie onanizowac..Widzac moje
      zdziwienie, raczej przerazenie..stwierdza: "Jezeli to tobie tak przeszkadza, to
      moge przestac."(!) Łatwo sie domyslec, ze ucieklam tak szybko jak sie tam
      zjawilam. I to byla najkrotsza "randka" w moim zyciu...
      Pozdrawiam.
      • Gość: Miluś Re: Najdenniejsza randka w zyciu IP: 192.168.48.* 23.11.01, 14:39
        madzia___ napisał(a):

        > Przyjezdzam..faktycznie b.przystojny, elegancki...wsiadamy na chwilk
        > do jego auta..porozmawiac, po 5 min. facet zaczyna sie onanizowac..Widzac moje
        > zdziwienie, raczej przerazenie..stwierdza: "Jezeli to tobie tak przeszkadza, to

        A skąd on miał Twój telefon? Bo sądząc po zachowaniu to z ogłoszenia
        w magazynie "Wamp" czy takie cuś. Ty też chyba nie zachowałaś się najrozsądniej
        idąc na spotkanie z nieznajomym o 3.00 w nocy w samochodzie (bez urazy).
        • Gość: liza Re: Najdenniejsza randka w zyciu IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 23.11.01, 15:00
          Cześć Miluś,
          Czy to nie ja jestem tu od połajanek i dawania 'dobrych rad'? Ale, jak to
          mówią, 'kto z kim przestaje, takim się...' Czyżbyś uległ memu zgubnemu
          wpływowi? ;-) Żartuję sobie, oczywiscie. Pozdrawiam
          • Gość: Miluś Re: Najdenniejsza randka w zyciu IP: 192.168.48.* 26.11.01, 08:52
            Gość portalu: liza napisał(a):

            > Cześć Miluś,
            > Czy to nie ja jestem tu od połajanek i dawania 'dobrych rad'? Ale, jak to
            > mówią, 'kto z kim przestaje, takim się...' Czyżbyś uległ memu zgubnemu
            > wpływowi? ;-) Żartuję sobie, oczywiscie. Pozdrawiam

            Doczekam się na Twój opis najdenniejszej randki?
            Łatwo innych recenzjonować samemu pozostając "czystym".
            Pozdrawiam także
        • madzia___ Re: Najdenniejsza randka w zyciu 23.11.01, 15:41
          Do Milusia...

          Sama podalam mu nr, bo chcialam porozmawiac przed tym spotkaniem...mielismy sie
          wstepnie umowic na kawe, tzn. zobaczyc i przez chwile porozmawiac..a ze o 3.00 w
          nocy, to co z tego? Specjalnie wybralam takie miejsce gdzie byli ludzie, zreszta
          bylo zimno wiec na chwile wsiadlam do samochodu...po tym "zdarzeniu" po prostu
          wyszlam i pojechalam do domu ...
          Pozdrawiam.
          • kyra Re: Najdenniejsza randka w zyciu 23.11.01, 16:51
            wiesz Madzia, zdumiewasz mnie. pal licho 3 w nocy, ale facet zanim zaczal sie
            onanizowac, musial najpierw troche chyba podzialac przy rozporku, ja juz wtedy
            dalabym noge, a ty na co czekalas? i tak mialas duzo szczescia, ze udalo ci sie
            wysiasc z tego samochodu, nie wiadomo jak by sie ta sprawa skonczyla, gdyby
            facet zablokowal drzwi, reszte dopowiedz sobie sama. pozdrawiam i zycze wiecej
            rozsadku na przyszlosc:))
            • noida Re: Najdenniejsza randka w zyciu 23.11.01, 21:02
              Wprawdzie nie moja, tylko kolegi. Spodobala mu sie dziewczyna w bibliotece.
              Przez kilka godzin, podczas nauki, zerkali na siebie. W koncu dziewczyna
              zaczela sie zbierac do wyjscia, ale zanim odeszla na dobre, podeszla do niego i
              powiedziala "Przyszlam sie pozegnac, bede tutaj w czwartek, a Ty?" on szybko
              odpoweidzial, ze tez i panna odeszla w sina dal. W czwartek spotkali sie
              ponowie i ustalili, ze ida na kawe. W pewnym momencie koles zerknal na plecy
              dziewczyny i... o cholera. Dziewczyna byla garbata. Sytuacja fatalna, co teraz
              robic? Poszli na te kawe, a on naopowiadal jej takich glupot o sobie, o orgiach
              w jakich bral udzial, o pociagu do alkoholu i innych takich rzeczach, ze
              dziewczyna po prostu go olala i wiecej nie zwrocila na niego uwagi...
    • pomeranka Re: Najdenniejsza randka w zyciu 23.11.01, 23:43
      A niech tam. I ja się dorzucę.

      Człowieka znałam od niedawna, szczerze powiedziawszy, nie przykuł mojej uwagi,
      za to on na mnie oko zawiesił. Jako że pewnej soboty nudziłam sie okrutnie,
      postanowiłam sie z nim spotkać.
      Facet niczego sobie, kawaler, dosyć dobrze sytuowany - własny dom, firma dobrze
      prosperująca itd. No więc podjeżdża po po mnie wypasione BMW i jedziemy do
      kręgielni za miasto.
      Nie wiem dlaczego myslał, że akurat to mi może zaimponować, a przynajmniej
      zainteresować, ale jak tylko ruszyliśmy rozpoczął rozmowę o tym, ze jest w III
      progu skali podatkowej i zaczął opowiadać o swoich licznych procesach sądowych.
      Dowiedziałam się, że procesuje sie ze Spółdzielnią o 250zł za jakieś opłaty,
      których on nie regulował od dwóch lat. Bo on własnie wyliczył, że na koszenie
      trawnika przed swoim domem o pow. ok. 20m kw. - własność Sp-ni, zużył tyle a
      tyle energii i tyle a tyle zużyła się kosiarka. Ale to nic, myślę, może taki
      skrupulatny jest... ale do diaska... nie rozumiałam jednego... facet jeździ
      takim wypasem a procesuje sie o 250 zł?!?!
      Jedziemy dalej. Usłyszałam jeszcze kilka opowiadań o pieniaczej pasji mojego
      towarzysza wieczoru.
      Na koniec dodał, że chyba jeszcze jedną sprawę założy, bo jak jeździ samochodem
      dostawczym, to dach samochodu już od dwóch miesięcy haczy o gałęzie z jednej
      posesji i porysowało mu lakier. Tak więc będzie się domagał zwrotu za
      lakierowanie. Na moje niesmiałe pytanie, czy zwrócił wcześniej uwagę
      właścicielowi na te gałęzie, skwitował: a po co? sam powinien sie domyślić. A
      tak przynajmniej samochód trochę odświeżę. Nie... mysle sobie, zwykła gnida!!!
      W miedzyczasie, kiedy opowiadał swe pasjonujące historie, na drogę wskoczył
      mały kotek... i ten kretyn go rozjechał i nawet nie zwolnił!!!!! A widział
      go!!!! Skomentował tylko: no cóż, nieprzyjemne uczucie... i dalej gadał swoje.
      Mnie tak przytkało, że nie wiedziałam co robić :( Kocham zwierzaki, sama mam
      kocurka no i oczywiście juz wiedziałam, że kręgielnię mam z glowy.
      Dojeżdżamy do kręgielni. Nie myślcie sobie, że zagrałam w kręgle? Nie nie, za
      drogo było. Skończyło się na małym piwie i na drętwej gadce - gość mi wyliczał
      ile przy moim zawodzie moge zarobić za dwa, trzy lata. Za to na koniec dodał:
      ciesze się, że mogłem Ci kręgielnie pokazać (wcześniej nie byłam w tym
      miejscu). Przyjemniaczek, nieprawdaż? :)

      Jak tak truł o forsie, oczami duszy wyobraziłam sobie... jak oto jesteśmy
      małżeństwem, które właśnie sie rozpadło, a on mi zakłada sprawę o podział
      majątku i dzieli sztućce i talerze... Zniszczony sen idioty!! :)))

      Odwiózł mnie do domu i tyle go widziałam. Najwyraźniej nie przypadłam mu do
      gustu. I to była jedyna optymistyczna konstatacja owego wieczoru.

      Pozdrawiam
      • Gość: Pola pomeranka... IP: *.extern.kun.nl 24.11.01, 00:50
        ...a moze by temu skurczybykowi proces o tego kotka
        biedaczka wytoczyc?!!! nieprzyjemne uczucie, a to
        sk...l!!!!
    • miliarder PRZYZNAJMY NAGRODĘ milusiowi! 24.11.01, 12:11
      jako samozwańcze jury
      postanawiam przyznac nagrode
      Milusiowi za jego opowiadanie.

      nie to ze jestem facetem :-)
      ale wyciągnęło mnie z doła!
    • niegrzeczna Re: Najdenniejsza randka w zyciu 24.11.01, 14:49
      ..Spotkalam go na dyskotece. Byl bardzo meski i reprezentacyjny. Zaprosil mni
      do bardzo ekskluzywnej restauracji, a potem do drogiego lokalu. Byl strip-
      tease. Okazalo sie ze byl wlascicielem tego klubu i zaproponowal mi prace jako
      erotyczna tancerka...Wiecej juz go nie zobaczylam,ale napastywal przez telefon.
    • Gość: Queen do Luizy IP: 150.254.204.* 27.11.01, 12:36
      zgadzam sie z tym,zeby zachowywac ciagle na roznych spotkaniach z facetami
      poczucie humoru.bez tego-ani rusz!!!
      no tak.wlasnie ostatnio bylam na takiej randce,do ktorej podeszlam bardoz na
      luzie.
      efekt byl taki,ze chodzily mi po globie caly czas takie txt,skojarzenia i
      komentarze-ze naprawde-ledwo się powstrzymywalam od wuchania smiechem co czas
      jakis ;_)))
      spedzialm z nim w przemilej kawiarni prawie 4(!!!) godzinki,na rozmowie itd..
      sprytnie wyciagnelam z niego wszystkei potrzebne informacje dotyczace
      charakteru.
      i co sie okazalo,ze na starosc bedzie zrzędliwym staruszkiem, synkiem
      mamusi,dla ktorego zawsze musi byc gotowy obiadek (roznica wieku miedzy nami
      jest spora,jakies 6 lat)
      czlowiek ma podejscie typu "ze mna mozna o wielu rzeczach porozmawiac, o
      psorcie, muzyce,komputerach,zyciu.."-same rozumiecie.
      zero polotu.blyskotliwosci.
      no ale bylo milo.badz co badz nie trafilam na erotomana czy zboczenca ;-)
      po prostu mozna powiedziec ze po tych kilku godzinkach moglam z cala pewnoscia
      odmalowac jego portret psychologiczny,ktory
      akurat mnie nie zachwycał.
      po prostu-facet nastawiony na znalezienie mamusi swoich dzieci.
      a ja mam sporo czasu ;-)
      i wole juz szukac kogos interesujacego off-line.
      wlasnie to robie i z niezlym skutkiem.
      generalnie-porzadny facet (czytaj-łączący urodę i inteligencję)
      w internecie-to prawdziwa perełka.

      tak wiec tyle w temacie dennych randek.
      po prostu w moim zyciu ich nie bylo.
      byly same po ktorych mozna miec mile wspomnienia.
      i zdrowo sie posmiac ;-))
Inne wątki na temat:
Pełna wersja