Aborcja,a bycie dalej w związku z "ojcem" dziecka.

26.11.06, 21:37
Jestem jeszcze młoda...
W przedziale wiekowym: 18-25 lat.

Jestem od 2 lat w związku...
Z mężczyzną, którego już chyba (?) nie kocham.
Nie wiem sama.
Czuję, że to tylko przyzwyczajenie...
Może seks? Chociaż ostatnio to też nam w ogóle nie wychodzi...
Albo po prostu strach przed byciem samą...

Jestem kobietą po doświadczeniu aborcji...
To stało się 4.01.2006 roku...
I z tym mężczyzną, z którym teraz jestem...

To była wpadka... Byłam przerażona, kiedy się o tym dowiedziałam...
W pierwszych dniach już wiedziałam, że jestem w ciąży, kobiety to po prostu
czują...
Ale potem zaczęłam być szczęśliwa, że to się stało.
W końcu to było NASZE dziecko, a my tak bardzo się kochaliśmy...

Powiedziałam mu o tym dopiero, kiedy zrobiłam test i zobaczyłam dwie tłuste
krechy...
Zgadnijcie jakie były jego pierwsze słowa?
"Ja proponuję 5-10 minut i po sprawie..."
Wiecie co poczułam, jak to usłyszałam?
Nie możecie wiedzieć... Nawet ciężko mi to do czegokolwiek porównać...
Nigdy w życiu nie zostałam tak zdeptana, jak wtedy...

Wiedziałam oczywiście, że nie mógł inaczej zareagować.
Co z jego studiami?
Z moimi?
Jak zapracujemy na to dziecko?
Pomyślałam, że mu przejdzie...
Wysłuchałam najgorszych słów i oszczerstw pod moim kierunkiem, jakich dotąd
nigdy nie usłyszałam od nikogo, ani od kogoś do innej osoby...
To był horror.
Całe dnie płakałam, nie mogłam się pozbierać.

Jak mógł powiedzieć coś takiego mężczyzna, który mnie "kocha"?
Bo gdyby mnie naprawdę kochał, pozwoliłby mi urodzić...

Załatwił z jakąś kobietą z pobliskiej przychodni, że "bez bólu i szybko"
załatwi tę sprawę...
Przyjechał i postawił mnie w sytuacji dokonanej...
Nie mówcie, że mogłam coś zrobić, bo nie mogłam nic.
Przez tydzień non stop byłam zastraszana, poniżana i traktowana jak śmieć.
Nie miałam siły na walkę...

Kiedy to się stało, wyłączyłam się całkowicie z normalnego życia...
Trwałam w tym stanie kilka miesięcy (może 2-3).

Potem postanowiłam, że nie możemy być dalej razem i zaczęłam szukać kogoś, kto
da mi to szczęście...
Pozwoli mi być szczęśliwą, będzie mnie kochał, da mi dziecko, zabierze z tego
piekła...

Przewinął się taki, inny... Co z tego?
Nadal kochałam "ojca" mojego dziecka... Chociaż znienawidziłam go tak, że nie
mogłam na niego patrzeć, wciąż go kochałam...
Tak jest...

Wróciliśmy do siebie...
Było jak gdyby nigdy nic...
Jakoś dawałam sobie radę z faktem, że zabiłam swoje własne dziecko...
Udawałam, że jest OK. Próbowałam się uśmiechać.
Stwarzałam pozory.
Aż do nowego roku studenckiego...

Wszystko zaczęło mnie przybijać...
Nie radzę sobie z niczym...
Nie mam siły na naukę, na wiarę, na nic...
Jest coraz gorzej...
Wciąż od tamtej pory mówię i powtarzam, że chcę mieć dziecko, że już teraz nie
potrafię bez niego żyć, że chcę być szczęśliwa, żeby mi je dał...

Ale on nie chce.
On wciąż nie chce dać mi szczęścia...
Czuję się jak śmieć, nie wiem co ze sobą robić...
Gdyby tylko ktokolwiek dał mi to dziecko...
Ono jest marzeniem mojego życia...
Chcę to naprawić, być prawdziwą mamą, pokazać, że dam sobie radę...

Ale on nie chce...

On we mnie nie wierzy...
Za każdym razem, kiedy wspomnę o dziecku, marzę, żeby wreszcie powiedział, że
też o tym myśli, że wszystko będzie w porządku...

Ale on zawsze wylewa mi kubeł zimnej wody na głowę...

Wciąż myślę o rozstaniu...
Kilka razy dziennie, przy milionie sytuacji...
Mam go dość, chcę, żeby umarł, nienawidzę go...

Ale jestem ślepo zapatrzona w tego człowieka i wciąż się łudzę, że da mi to
dziecko...

A kiedy będę sama już na pewno z niczym sobie nie poradzę...

Pomóżcie, nie wiem co mam robić...
    • starucha_izergiel Re: Aborcja,a bycie dalej w związku z "ojcem" dzi 26.11.06, 22:00
      Zgłosić się do dobrego psychologa. Napisać z jakiego jestes miasta i poprosić
      nas o namiary.
      Dobrych życiowych rad tu raczej nie dostaniesz.
      • izabellaz1 Re: Aborcja,a bycie dalej w związku z "ojcem" dzi 26.11.06, 22:06
        Powinnaś zgłosić się do psychologa.
        Jeśli mieszkasz i uczysz się w tym samym mieście co Twoi rodzice to może wrócisz
        do nich?
        Albo wynajmiesz mieszkanie z jakimiś kumpelami z uczelni jeśli jest taka szansa.
        • aborcjimowimynie Re: Aborcja,a bycie dalej w związku z "ojcem" dzi 26.11.06, 22:59
          Mieszkam z rodzicami, ale co z tego?
          Psycholog? Za duże koszty jak na studentkę...

          Mieszkam 20 km od Wawy.
          • qw994 Re: Aborcja,a bycie dalej w związku z "ojcem" dzi 26.11.06, 23:06
            To przynajmniej skończ tę chorą relację z tym facetem.
            • ginestra Re: Aborcja,a bycie dalej w związku z "ojcem" dzi 27.11.06, 00:06
              Tak jak mowili poprzednicy - zglos sie koniecznie do psychologa, wierz mi,
              potrzebujesz pomocy i to bardzo i te pomoc jestes w stanie uzyskac. Jesli
              chodzi o koszty, to pomysl o tym tak jakby chodzilo o inny problem zdrowotny,
              dentystyczny, na przyklad, na pewno zdarza Ci sie wydac pieniądze na lekarza
              specjaliste gdy chodzi o problem ciala - a Twoj problem w tej chwili jest
              naprawde powazny. A jesli finanse sa naprawde duza przeszkoda, to skorzystaj z
              jakiejs poradni darmowej, poszukaj, spytaj o nia nawet w swojej rejonowej
              przychodni, na uczelni, takie tez istnieja! Strasznie ważne, byś mogła o tym
              wszystkim z kims porozmawiac, z kimś mądrym, życzliwym, ze specjalistą właśnie.
              Bardzo potrzebujesz wsparcia, wyjscia z depresji i z tego poczucia winy, w
              ktorym jestes oraz potrzebujesz pomocy w przyjrzeniu sie relacji z Twoim
              chlopakiem, ktora jest bardzo niepokojaca.
              Nie upadaj na duchu, jestes wciaz dobrą i wartościową dziewczyną, potrafiącą
              kochać, i Twoje dziecko też o tym wie, że je kochasz, i że tego co się stało
              nie chciałaś i uwierz, że jeszcze wszystkie Twoje sprawy się wyprostują. Myśl o
              sobie dobrze i poszukaj pomocy. Czasem tak bywa w zyciu, że są chwile gdy tego
              typu pomoc jest potrzebna i właśnie teraz jest taka chwila. Jestem z Tobą,
              trzymaj się, nie upadaj na duchu! Pamiętaj, że każdy popełnia błędy lub robi
              czasem różne rzeczy wbrew sobie, ważne jest by iść dalej, by sobie pomóc, by
              odzyskać swoją godność i szacunek do siebie. To bardzo ważne, bo Twój chłopak
              tego szacunku Ci nie okazuje - walcz o siebie, o tę godność osobistość, o ten
              szacunek, nie pozwól komukolwiek Ci go odbierać!
              Pozdrawiam serdecznie i trzymam mocno za Ciebie kciuki!
            • sabriel Re: Aborcja,a bycie dalej w związku z "ojcem" dzi 27.11.06, 00:13
              Zanim pójdziesz do psychologa zakończ ten związek.To nieodpowiedzialny gnojek, a
              nie facet, który nadaje sie na ojca.Chciałabyś dla swego dziecka kogoś takiego?
              To jest chore, że wciąż z kimś takim jesteś.
              Dla mnie mężczyzna, który by powiedział "10 minut i po sprawie" byłby skończony.
              Dlaczego kobiety tkwią w takim bagnie?
    • yagiennka Idź do psychologa .. 27.11.06, 01:35
      .. bo chyba nie sadzisz że na forum uzyskasz mądrą poradę.
    • aborcjimowimynie Re: Aborcja,a bycie dalej w związku z "ojcem" dzi 27.11.06, 07:08
      Próbowałam już milion razy się z nim rozstać, to nic nie dawało, zawsze tego
      żałowałam.
      Mój problem polega na tym, że chcę mieć dziecko, a ktoś, z kim się zwiążę potem,
      nie dam mi go po 3 miesiącach znajomości...
      Chociaż może prędzej, niż mój obecny facet...

      Tak, chyba jestem na rozdrożu...
      Muszę iść do psychologa...
      • modrooka Re: Aborcja,a bycie dalej w związku z "ojcem" dzi 27.11.06, 08:57
        Ale pomyśl, czy naprawdę chcesz żeby tak człowiek jak on był ojcem twojego
        dziecka? Pomyśl jaki będzie skutek tego gdy on rzeczywiście da Ci dziecko, czy
        bedzie dla Ciebie oparciem? Czy będzie dobrym ojcem? A może będzie tak że da Ci
        dziecko i się zmyje. Czy tego naprawdę chcesz?
      • sara.24 Re: Aborcja,a bycie dalej w związku z "ojcem" dzi 27.11.06, 10:02
        Chyba największym problemem jest to że chciałabyś mieć dziecko teraz, jak
        najszybciej. Tylko ani zachodzenie w ciążę w z aktualnym facetem który tego nie
        chce, ani z przygodnym nie jest dobrym rozwiązaniem. Powinnaś skoncentrować się
        na psychicznym dojściu do siebie. W takim stanie jak jesteś zachodzenie w ciążę
        nie jest najlepszym rozwiązaniem.
        Co do faceta, pomijając styl w jakim się zachował, to pomyśl czy chciałabyś
        mieć dziecko z kimś kto tego nie chce? Czy gdybyś kontynuowała ciążę
        stworzylibyście udany związek, skoro on nie chce dziecka i oskarzałby Ciebie
        ciągle o to że zdecydowałaś się urodzić?Czasu już nie odwrócisz, ale na plus w
        tej tragicznej sytaucji widzę to, że w takim układzie jak był nawet jakbyś
        urodziła i tak nie dałabyś rady stworzyć temu dziecku kochającej rodziny, bo to
        tego potrzeba dwojga pragnących go i kochających rodziców.
    • twitti Re: Aborcja,a bycie dalej w związku z "ojcem" dzi 27.11.06, 09:02
      A mi sie wydaje, ze ty tak mocno chcesz tego dziecka, dlatego ze masz wyrzuty
      sumienia i liczysz ze dziecko pomoze ci sie pozbierac, ze bedziesz je kochac za
      dwoje (czyli za to obecne i za tamto ktore sie nie narodzilo).. Ja mysle ze
      jesli teraz urodzisz to dziecko nie bedzie to dobry pomysl, bo twoja psychika
      potrzebuje lekarza, zebys potem mogla madre kochac swoje dziecko..
      Pomysl o psychologu powaznie, sa przeciez w szpitalach darmowi psycholodzy, sa
      poradnie publiczne. NIe musisz wydawac kasy zeby ktos ci pomogl. I nie szukaj
      wymowek ze nie masz pieniedzy itd.. bo pewnie nie chcesz wcale isc do lekarza!a
      powinnas bo widac ze potrzebna pomoc i wsparcie z zewnatrz!!!wszyscy ci to
      powiedzieli!jesli ci tak zalezy na dziecku to pomysl najpierw ze musisz byc
      dobra matka dla niego, a jak na razie niestety na to nie wyglada..
    • jendza1 Re: Aborcja,a bycie dalej w związku z "ojcem" dzi 27.11.06, 10:07
      Witaj serdecznie!
      Bardzo Ci wspol-czuje...
      Wiesz, mysle, ze wszystkie rady o rozmowie z kims madrym sa arcysluszne!
      Zeby CI sie tylko udalo spotkac taka osobe...

      Mysle tez, ze najwazniejsze teraz, zebys pozwolila sobie na pelna zalobe po
      tamtym dziecku. Trzeba ja odbyc i trzeba, zebys wybaczyla sobie to, na co
      jednak jakos tam pozwolilas.

      Na ten bol nieukojony nie jest przeciez metoda powolanie do zycia nastepnego
      malucha - jesli nie prze-cierpisz tamtego dramatu, zapetlisz sie na nim i Twoje
      dzieci beda mialy trudno...

      NO i sprawa kandydata na ojca.
      Hm - najgorsze, co sie moze zdarzyc, to powtorka tamtej sytuacji.
      A co bedzie, jesli on zareaguje tak samo, gdy znow zajdziesz w ciaze?
      Jaki moze miec stosunek do dziecka ktos z podejsciem 'piec minut i po sprawie'?
      Naprawde chcesz,zeby Twoje dzieci mialy za tatke kogos takiego?
      Nie pozwol, prosze, ponownie sobie zrobic krzywdy. Ani Twojemu dziecku.

      Wiem,trudno jest znalezc sile na radykalne kroki, radykalne rozwiazania... Ale
      trzeba, zebys pamietala: walczysz nie tylko o sibie, walczysz przede wszystkim
      o szczescie wlasnego dziecka, ktorego tak pragniesz...:))).
      Przygotuj mu godne warunki zycia, po prostu. Ono zasluguje na milosc. Obojga
      rodzicow.

      Warto czekac na wlasciwego mezczyzne i najlepszy moment. Choc latwo nie jest -
      a po latach moze sie okazac, ze pozostaje tylko... adopcja.
      I tak warto!

      Bardzo 3mam kciuki za Ciebie:))!
      j.
    • olusia19 Re: Aborcja,a bycie dalej w związku z "ojcem" dzi 27.11.06, 13:18
      Witam Cie serdecznie.
      Pamiętam siebie. W chwilach po poronieniach, po aborcji, po.. nie myśli się
      racjonalnie, bo kobiecie ból po stracie wszystko przesłania i powody straty nie
      są ważne. To jest dół i pustka. Psycholog może pomóc, ale musisz sama sobie
      pomóc, bo nikt inny lepiej tego nie zrobi.
      Przede wszystkim musisz sobie wybaczyć. Wybaczyć, nie znaczy zapomnieć, ale
      wybaczyć, nie obciążać się winą.
      Ponadto, choć to trudne - spróbuj na tę tragedię spojrzeć inaczej:
      Czy chciałabyś, żeby takie zero było ojcem Twojego dziecka? Wyobrażasz go sobie
      jak wstaje w nocy i z miłością głaszcze jakieś dziecko? Wyobrażasz sobie, jak
      wyręcza Ciebie w opiece, jak się troszczy, jak czule przemawia, jak się Tobą
      opiekuje?
      Ty go nie kochasz, tylko nie masz siły odejść, a to już powinnaś przepracować z
      psychologiem: szacunek dla samej siebie, miłość do samej siebie. Jesteś sobie
      najbliższą osobą, a traktujesz sama siebie bardzo źle. Nie powierzaj siebie
      zeru, żeby zero robiło z Tobą co chce. Żeby Cię poniewierało. Za czym tęsknisz?
      Za poniewieraniem? Dlaczego chciałabyś mieć dziecko z facetem, który da mu
      swoje geny - chciałabyś urodzić takiego samego samca, żeby obaj się znęcali nad
      Tobą.
      Nie bój się samotności, bez faceta, bo facet nie jest jedyną alternatywą dla
      życia. Zapewniam Cię, że można żyć bez niego.
    • aborcjimowimynie Re: Aborcja,a bycie dalej w związku z "ojcem" dzi 27.11.06, 16:44
      Ale ja nie potrafię żyć bez niego...
      Pomaga mi, jest moim przyjacielem, załatwia za mnie różne sprawy...
      To nie jest tak, że on jest ciągle okropny...

      Wtedy był...
      I dlatego nie wiem jak mu to powiedzieć...

      A dziecko chcę mieć, jak jedna z Was powiedziała, po to, by zapomnieć o tym co
      było i z chęci naprawienia tamtej sytuacji...
      Że będę je kochać, za dwójkę...
      Ale ja tak bardzo o nim marzę...

      Nie potrafię już samodzielnie myśleć...

      Gdzie w Warszawie, najlepiej na Bemowie, jest jakiś psycholog?
      Tam się uczę, dojazdy mnie wykańczają, więc wolałabym na miejscu kogoś...
      Może być prywatnie, chociaż raz pójdę i zobaczę jak to jest...

      A ile kosztuje taka wizyta?
      • sigrid.storrada Re: Aborcja,a bycie dalej w związku z "ojcem" dzi 27.11.06, 18:37
        Ale ja nie potrafię żyć bez niego...
        > Pomaga mi, jest moim przyjacielem, załatwia za mnie różne sprawy...
        > To nie jest tak, że on jest ciągle okropny...

        prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. A on w bardzo trudnej dla Ciebie
        sytuacji narzucił Ci swoją wolę i nawet nie zapytał o Twoje zdanie, pragnienia.
        Czy naprawdę z kimś takim chcesz dzielić życie? I mieć dzieci?
        • aborcjimowimynie Re: Aborcja,a bycie dalej w związku z "ojcem" dzi 27.11.06, 18:44
          Tłumaczę sobie, że to był raz... I że już nigdy tak nie zrobi...
      • olusia19 Re: Aborcja,a bycie dalej w związku z "ojcem" dzi 28.11.06, 09:39
        Witaj
        Możesz żyć beż niego, bez każdego można żyć. Dokładnie. Mam znajomą, która w
        ciągu 3 miesięcy straciła córkę i wnuczkę, obie tragicznie - z pogrzebu na
        pogrzeb poszła. I powinna się zabić? Nie ma żadnej rodziny. Naprawdę powinna
        się zabić????
        Oczywiście, że najłatwiej komuś tłumaczyć. Ale jedno Ci napiszę - czas jest
        najlepszym lekarzem na w s z y s t k o.
        Zapamiętaj - Kochasz swoje wyobrażenie o facecie, który Cię nie kocha i nie
        kochał. On po prostu używa baby i czasem coś tam dla niej zrobi błahego (może
        zakupy, albo na poczcie postoi), ale się nigdy NIE POŚWIĘCI. Miłość to
        poświęcenie, to codzienne, żmudne, nudne poświęcenie. Reszta to chwile. Póki to
        nie dotrze do Ciebie nic nie zdziałasz. Musisz pokochać samą siebie. Powtarzaj
        sobie w każdej wolnej chwili przed lustrem - kocham siebie, kocham siebie,
        akceptuję siebie. Najpierw będzie to trudne, a potem zauważysz, że jesteś
        ładna, studiujesz - więc mąda, także zgrabna, młoda, nie masz zmarszczek i
        siwych włosów, tak jak np. ja mam, więc już masz powody do radości. Nie jesteś
        chora, a moja znajoma umiera na raka i nic nie można zrobić. Są gorsze
        nieszczęćia, naprawdę, niż nieodpowiedzialny facet pod ręką.
        On da Ci ochłap, a Ty myślisz, że coś dostałaś. Faceci nie myślą jak kobiety.
        KOCHASZ WYOBRAŻENIE FACETA, to nie jest ten facet, którego kochasz. WYOBRAŻENIE
        NIC NIE MAJĄCE WSPÓLNEGO z rzeczywistością.
        Chcesz go widzieć, jako dobrego, a on nigdy taki nie był.
        To Ty byś chciała swego całopalenia dla niego. I on pali co się da.
        To jest fatalny egoista.
        Możesz się od niego uwolnić. Spróbuj na Litość Boską!
        Będziesz się włóczyć u stóp?
        Nie planuj życia dalszego, nie myśl co będzie później, niczego nie planuj,
        tylko uciekaj.
        Dziecko jest osobnym człowiekiem, nie można dzieckiem załatwiać swoich
        frustracji. Po latach zobaczysz wszystko w innym świetle.
        Zakładając, że urodzisz jego dziecko, po latach zostanie Ci "pamiątka" po
        zerze. Poznasz wspaniałego człowieka, który Cię pokocha i co z dzieckiem?
        Samotne macierzyństwo jest ciężarem, w który pakować się świadomie to bezsens.
        Bezsens także i dla dziecka. Ono potrzebuje obojga rodziców, nie dlatego, że
        się nie wychowa, ale zawsze nie jest normalną sytuacja, gdzie brak obojga
        rodziców. Z wielu względów - nie o tym temat. Dziecko nie chce i nie musi
        przyjmować do wiadomości, że jakieś głupki go zrobiły, a teraz ich nie ma, albo
        jest jedno, a drugie go nie chce. Krzywe dziecko rośnie. Za dwójkę źle się
        kocha, bo dziecko po takim zerze, będzie konfliktowe, egoistyczne i radości nie
        przyniesie, będzie Ci w końcu ciężarem, nie miłością.
        Pracowałam wiele lat w ośrodku wspierającym niechciane, zaniedbane dzieci,
        napatrzyłam się. Samotne macierzyństwo z wyboru jest niezwykle trudne,
        człowiekiem nie można załatwiać swoich spraw. Nie chciałabyś, zeby Ciebie
        ktoś "używał" do załatwienia swoich spraw, a dziecko chceż użyć?
        Pokochaj siebie. Wyjdź z domu.
        Psycholog - powiem Ci jak to jest. Jest to osoba, która siedzi i słucha
        kolejnego bredzenia frustrata. Miesza w szklance, gapi się obojętnie i wie jak
        frustrat zakończy opowieść, bo słyszał takich samych setki.
        Co zręczniejszy świetnie zagra, że go to bardzo interesuje, osoba sfrustrowana
        w ogóle nie zauważy, że jako psycholog wie, jak mówić i jak się uśmiechać.
        Wywali, wypłacze więc mu to co go boli i w rezultacie on jest jakby
        spowiednikiem. Więc może idź do spowiedzi i tam się wypłacz. W gruncie rzeczy
        chodzi o słuchacza, psycholog może jeszcze dac Ci trochę rad i psychotropy. Do
        rad się nie zastosujesz, bo nie będziesz przekonana, a psychotropy uniemożliwią
        Ci normalne życie.
        W gruncie rzeczy sama sobie możesz pomóc.
        Zainteresuj się książkami Luizy Hey.
        Na marginesie powiem Ci, że może los tak zdecydował, żebyś taką decyzję
        podjęła, żeby związku z tym zerem uniknąć na całe życie. Dziecko łączy na całe
        życie, nawet gdy każdy jest na innym kontynencie. A tylko nam się zdaje, że
        sami decyzje podejmujemy, kiedyś może to zrozumiesz. Umiesz stanąć na nogi i
        bądź szczęśliwa, że tak się stało. Jesteś wolna, możesz o sobie decydować.
        Jesteś wolna.
        Czas jest najlepszym lekarzem, jest w tym wiele racji, przekonasz się o tym,
        choć teraz w to nie wierzysz.

    • trusia29 Re: Aborcja,a bycie dalej w związku z "ojcem" dzi 27.11.06, 18:50
      Masz depresję, potrzebujesz lakarza... I uwolnij sie jak najszybciej od tego
      człowieka, on CIE NIE KOCHA
    • patrycja855 podobno nie ma syndromu poaborcyjnego 27.11.06, 19:52
      a zabicie dziecka przynosi tylko ulge.
      A twoj kochany chce wygodnie zyc wiec wolal zabic dziecko niz sie o niego
      troszczyc, ciekawe jak to tlumaczy
    • ggkk co wiedziałaś wcześniej? 28.11.06, 10:40
      Nie wiedziałaś,ze on nie chce dzieci?Nie wierzę.To też trzeba uszanować.A gdyby
      Ciebie ktoś zmuszał do rodzicielstwa? Choć zmuszanie kobeity to juz
      barbarzynstwo, faceci o tyle mniej się męczą ,ze nienoszą ciąży , nie rodzą,
      nie karmią.Mam znajomą, która ukradkiem szepcze, ze chciałaby wpaść.Bo jej
      facet nie chce mieć dziecka( na razie) , więc czy ona chce go wrobić? To
      podłe.Piszesz tak, jakby jego postawa byla dla ciebie niespodzianką.Bo kocha
      ciebie to ma w wieku 20paru lat godzic się na bycie ojcem? Gdybyś jako
      szalnczozakochana powiedzmy 17latka zaszła w ciąże, uważaszze to normalne?
      Porozmawiaj z nim najpierw, bo zdaje się jakby ten człowiek był za kurtyną,
      odbierasz go jedynie behawioralnie-a czy wiesz coś o jego uczuciach, planach ,
      marzeniach? Zobaczysz, po 30stce bedzie najwspanialszym ojcem.
      • aborcjimowimynie Re: co wiedziałaś wcześniej? 28.11.06, 11:58
        Przykro mi, że twierdzisz, że go wrobiłam.
        Wcale tak nie było, brałam tabletki, a kiedy odstawiłam, bo znacznie utyłam,
        używaliśmy prezerwatyw i środków plemnikobójczych.
        To była WPADKA.
        I nikogo nie wrabiałam w dziecko, bez przesady...
        Zaszłam w ciążę mając 19 lat, a nie 17. To dla mnie różnica.

        Tak, myślałam, że jeśli kocha, to w nas uwierzy, a nie stchórzy.
        Jego plany? "Nauka, uczelnia, praca, zarabianie mnóstwa kasy".
        Oczywiście rozmawialiśmy wcześniej o dzieciach i ślubie, wiem, że by chciał, ale
        nie miałam wpływu na to, że wpadliśmy i stało się to 5 lat wcześniej...
        • aniiatka Re: co wiedziałaś wcześniej? 28.11.06, 12:08
          Przeraża i dziwi nie to ze usunelas ciaze ale to ze z tym czlowiekiem dalej
          zyjesz. Po prostu nie do wiary.
          • aborcjimowimynie Re: co wiedziałaś wcześniej? 28.11.06, 12:29
            A czy ja jedna tylko po aborcji jestem z "ojcem" dziecka?
            Chyba nie...
            Wydaje mi się, że jest dużo kobiet uwikłanych w podobny problem...
            Choć mogę się mylić...
            • aniiatka Re: co wiedziałaś wcześniej? 28.11.06, 12:58
              aborcjimowimynie napisała:

              > A czy ja jedna tylko po aborcji jestem z "ojcem" dziecka?
              > Chyba nie...
              > Wydaje mi się, że jest dużo kobiet uwikłanych w podobny problem...
              > Choć mogę się mylić...

              Szukasz sobie usprawiedliwienia bo nie rozumiem?
              • sammanta Re: co wiedziałaś wcześniej? 28.11.06, 13:18
                Mnie to się wszystko wydaje totalnie niewiarygodne. Jak to się w ogóle mogło
                zdarzyć? Kobieta chce dziecka i usuwa ciążę? Jest dalej z mężczyzną, który ją
                zmusił do aborcji??? W ogóle jak można kogoś zmusić do aborcji??? Na całe
                gardło krzyczałabym NIE gdyby ktoś mnie zaciągnął do lekarza, a ja tego dziecka
                bym chciała. Jak można dać się tak zmanipulować. Może uwierze w takie historie
                z zabitej dechami prowincji, z jakiegoś dzikiego kraju gdzie kobieta jest
                własnością mężczyzny...ale żeby w Warszawie? Żeby studentka?! Toż to jakaś
                paranoja.
                Jeśli ten tekst nie jest prowokacją to autorka nie tylko powinna, ale MUSI
                pójść do psychologa.
                • aborcjimowimynie Re: co wiedziałaś wcześniej? 28.11.06, 15:30
                  sammanta,

                  Skoro napisałaś, że nie możesz w to uwierzyć, to znaczy, że w Twoim życiu nie
                  było nikogo, kto kiedykolwiek Cię zastraszył...
                  Ktoś mi powiedział, że to jak związek przemocowy...
                  Kobieta, nad którą znęca się mąż, też ciągle przy nim jest.
                  Dlaczego? Nie wiem.
                  Więc dlaczego ja z nim ciągle jestem? Nie wiem.

                  Więc nie mogę też wiedzieć, dlaczego nie miałam siły na ten krzyk o którym Ty
                  mówisz.
                  Nie każda kobieta jest tak silna, jak Ty, bo z tego co napisałaś wynika, że Ty
                  jesteś...

                  Nie wiem, dlaczego byłam tak zastraszona, że bałam się cokolwiek zrobić.
                  Nie wiem.

                  Więc proszę, nie mów, że to niewiarygodne.
                  Tak się stało i już nie da się tego odwrócić.

                  Po prostu nie potrafiłam się postawić, bo się BAŁAM.
              • aborcjimowimynie Re: co wiedziałaś wcześniej? 28.11.06, 15:27
                Nie, po prostu myślałam, że spotkam tu kogoś w podobnej sytuacji, kto już z tego
                "wybrnął"...
                I może ta osoba mnie oświeci, co dalej?

                I jak napisałam, że nie tylko ja jedna jestem z "ojcem" dziecka po aborcji,
                miałam raczej na myśli, że inni jakoś żyją tak, jak ja teraz i nie muszą się
                rozstawać...
                I czasem im się układa... ;(
          • gooru5 Re: co wiedziałaś wcześniej? 28.11.06, 12:46
            Musisz iść nie do psychologa, który może być jedynie wsparciem, musisz iść do
            psychiatry.Masz depresję i on Ci pomoży, a jak tylko wyprowadzi Ciebie z tej
            dziury emocjonalnej w której jesteś będziesz w stanie popatrzyć na całą tą
            sytuację z dystansu, który doprowadzi Ciebie do konkretnych rozwiązań.Teraz nie
            jesteś w satnie racjonalnie myśleć i ten stan , który właśnie teraz masz - jest
            odwracalny, bardzo łatwo szybko.Zniknie poczucie kamienia, winy i wszystkiego
            tego co odczuwasz, zniknie chciaż nie do końca, nie da się do końca, ale da ci
            szansę na racjonalne kroki.
            Jestem facetem i muszę ci powiedzieć, że nigdy nie namówiłbym kochaną kobietę
            na aborcję.Ale nie to jest dla Ciebie ważne na ten moment, ty musisz się
            ratować.Powodzenia.
        • bez.wyksztalcenia Re: co wiedziałaś wcześniej? 28.11.06, 14:12
          Nie potrafilabym bym byc z kims, kto mnie zmusil czy namowil do aborcji, jesli
          ja bym jej nie chciala.
          Z drugiej jednak strony - masz 19 lat. Rozpoczete studia, depresje, zadnych
          dochodow i ty chcesz TERAZ dziecko? Z tym, ktory dziecka miec nie chce
          (przypuszczam, ze jest w twoim wieku mniej wiecej, +- kilka lat - niewazne,
          malo ktory facet chce miec dziecko przed 30-stka!). Jak to sobie w ogole
          wyobrazasz??? Masz jeszcze conajmniej 10 lat, zeby spotkac tego, z ktorym
          zalozysz rodzine i bedziesz miec dzieci. Dziewczyno - biegiem do psychiatry,
          potem psycholog - na razie to nie jestes w stanie racjonalnie myslec, a co
          dopiero miec dziecko
          • aborcjimowimynie Re: co wiedziałaś wcześniej? 28.11.06, 15:26
            Zaszłam w ciążę w zeszłym roku.
            W zeszłym roku też miałam 19, teraz mam 20.
            To różnica. Za rok bedę miała lat 21 i to nie znaczy, że jestem gó..arą.
            Widziałaś film "Palindromy"?
            Przejdź się, a zobaczysz, że nie trzeba mieć 30 lat, żeby dojrzeć do dziecka...
            Mam dochody. Dostaję 200 zł stypednium, pracowałam jakiś czas (i jeśli będzie
            trzeba, pójdę znów), 300 zł dostawałam od rodziców i ogólnie z 1000 zł mi wpada
            (jeśli pracuję w weekedndy)...
      • niejatoja Re: co wiedziałaś wcześniej? 28.11.06, 13:20
        Uciekaj od tego człowieka. To cholerny egoista. Znam wielu ludzi którzy wpadli
        na studiach. I to nie zaburzyło im dązenia do szczęścia , wykształcenia czy
        pieniędzy. Tlumaczenie takie Twojego faceta jest bez sensu. Uciekaj od niego,
        bo wg. mnie jesteś tylko dodatkiem do jego życia. Dla niego ważne są
        pieniądze,prestiż.
        Zaliczyliście wpadę, ale zmuszanie Cię do aborcji to najbardziej okropna rzecz
        jaką mógł zrobić.
        Musisz stanąć na nogi , a on Ci w tym nie pomoże. Więc daj sobie z nim spokój.
        A na pewno za jakiś czas kiedy już dojdziesz do siebie zostaniesz wspaniałą
        mamą, ale najpierw sama musisz się otrzasnąć, niestety bez Twojego niby
        chłopaka.
        • pelikano73 Re: co wiedziałaś wcześniej? 28.11.06, 14:05
          Dodam coś od siebie. On zabił Twoje dziecko, zabił częśc Ciebie. Nawet, jeśli w
          pozostałych sprawach życia jest Ci pomocny i fajny, zostaw go. Soty, ale dla
          mnie to morderca. Bo mu dziecko by życie skompliwkoało? Poszedł na łatwiznę,
          tylko że Twoim kosztem i kosztem życia małego człowieka. Jak za 5 lat Ci powie,
          ze już może mieć dziecko, to co? A co z tamtym? Nie pasowało? Bardzo Ci
          współczuję, mogę zrozumieć, że Cię wmanewrował, że się stało, że dokonałaś
          aborcji, ale nie uszanował ani życia dziecka, ani Twojego zdrowia, planów,
          marzeń. To nie jest człowiek na życie! To egoista. A jeśli chodzi o Ciebie -
          wiem, że wydaje Ci się teraz, że ten facet to Twoje życie. Ale uwierz, są
          naprawdę porządni ludzie. Idź do lekarza, niech się Tobą zajmie, a za jakiś
          czas znajdziesz kogoś wartościowego, kto nawet jak zaliczycie wpadkę, nie
          zaprowadzi Cie do lekarza na aborcję. Pozdrawiam
    • sir.vimes Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 14:19
      o swoim życiu, to się zbiera szybko owoce takiej postawy.
      Nie pojmuję jak mozna zdecydować się na aborcję, jeżeli jest się pozytywnie
      nastawionym do ciązy. Gdyby babcia nie chciała prawnuczka też byś usunęła?
      Nie da się przejść przez życie opierając się na czyimś zdaniu.

      Myślę, że przydała by się konsultacja z psychologiem (o ile ten wątek nie jest
      prowokacją).
      A tekst, że on już załatwił w przychodni , więc nie mogłam nic zrobić jest
      żałosny. Dla mnie to zgroza!!!! Chcesz mieć dziecko ale idziesz na zabieg bo
      wizyta umówiona???? "I nie mówcie mi , że coś mogłam zrobić." No cóż, mogłaś.
      Przede wszystkim nie iść, i zastanowić się, kto ma decydować o twoim życiu.

      Poza tym, gdybyś naprawdę chciała mieć dziecko - urodziłabyś je i miała bez
      względu na chłopaka i jego zdanie. Nie jest to niemożliwe - tysiące samotnych
      matek kocha swoje dzieci i nie kisi ich w beczkach tylko dlatego, że tatuś "się
      rozwiódł". Więc nie wyłudzaj współczucia, ponieważ ci się nie należy.


      • ade1 Re: Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 15:19
        po pierwsze psycholog, po drugie ty nie mozesz miec teraz dziecka bo dziecko
        nie moze byc lekarstwem na twoje porazke zyciowa, poza tym dlaczego zmuszasz
        faceta po raz kolejny zeby chcial miec dziecko skoro on nie chce,masz duzo
        problemow emocjonalnych jak chocby ten zeby miec kolejne dziecko zeby cos komus
        udowodnic, naprawde nie teraz nie w tym stanie. nie stac cie na psychologa a na
        dziecko cie stac. dziewczyno opamietaj sie
        • aborcjimowimynie Re: Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 15:34
          Właśnie dlatego szkoda mi pieniędzy na psychologa, bo jak ktoś tu już napisał,
          ON MI NIC NIE POMOŻE!
          Dlaczego?
          Bo oni nie pomagają.
          Mogę iść do przyjaciółki i się wypłakać, jak psychiatrze, i co?
          Nic.

          Mi nie pomaga wyżalenie się komuś.
          To nigdy mi nie pomoże.
          • sir.vimes Wyżalasz się za darmochę na forum 28.11.06, 15:37
            więc nie pisz, że to ci nie pomaga.

            A psychiatra nie jest od wyżalania mu się tylko od leczenia np. takich
            przypadków jak twój.
            • aborcjimowimynie Trochę szacunku :/ 28.11.06, 15:42
              Nie przyszłam tu, żeby wyżalić się za darmochę, tylko po to, żeby usłyszeć, co
              mam robić, po radę.
              Nie obrażaj mnie.

              Nie pójdę specjalnie do pracy, żeby zarobić na psychologa.
              Wolę iść i pracować dla dziecka.
              • sir.vimes Re: Trochę szacunku :/ 28.11.06, 16:13
                Trochę szacunku dla psychiatrów. A poza tym, po co kłamiesz, ze się nie wyżalasz
                i nie masz zamiaru, jeżeli to właśnie robisz?
                • aborcjimowimynie Re: Trochę szacunku :/ 28.11.06, 16:19
                  NIE PRZYSZŁAM TU, ŻEBY SIĘ WYŻALIĆ

                  "ZA DARMOCHĘ"

                  Jak to beznadziejnie określiłaś.

                  Przyszłam po radę.
                  • sir.vimes Re: Trochę szacunku :/ 28.11.06, 16:21
                    A co , może komuś płacisz za czytanie o swoim życiu?
                    • aborcjimowimynie Re: Trochę szacunku :/ 28.11.06, 16:27
                      Czepiaj się innych, którzy tu piszą, czamu musiałaś uwziąć się mnie, przecież
                      sama zakładasz posty.
                      • sir.vimes Re: Trochę szacunku :/ 28.11.06, 16:33
                        Nie zakładam posty tylko wątki. Posty się pisze a wątki zakłada, proste?

                        A poza tym mogę pisać w każdym wątku w którym chcę.

                        Mam wrażenie, że przyszłaś tu po "pocieszenie" i boli cię, że nawet obcy ludzie
                        ośmielają się od ciebie wymagać odrobiny rozsądku. Ja cię pocieszać nie zamierzam.

                        Dziewczyno, otwórz szeroko oczęta - zmarnowałaś ciąże (mimo, że chciałaś
                        dziecka) i marnujesz czas z facetem, którego uważasz za złego egoistę??? Jakim
                        cudem to może kogoś zachwycać?
                        Jedyna rada , której może udzielić obca osoba to - IDŻ DO SPECJALISTY!!!! Jeżeli
                        naprawdę chcesz coś w swoim życiu poprawić i jakoś sobie pomóc.
      • aborcjimowimynie Re: Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 15:37
        CZY NIE ROZUMIECIE, ŻE TO PO PROSTU BYŁ STRACH?

        Nigdy nie byłyście chyba w stuacji, bycia zastarszoną, poniżoną i wielokronie
        obrażoną przez człowieka którego kochacie.

        Nie mogłyście być, bo w końcu mówicie, że mogłam coś zrobić.

        Ciekawe czy Wy byście mogły, skoro ciągle żyłybyście w strachu, poniżeniu,
        depresji i płaczu.

        Łatwo jest powiedzieć i skrytykować.

        Gorzej być empatycznym, wczuć się w sytuację innej osoby...

        NIE PRZYSZŁAM WYŁUDZAĆ WSPÓŁCZUCIA, TYLKO PO RADĘ.
        • sir.vimes Nie pisz, że on cię zmusił 28.11.06, 15:44
          Sama piszesz, ze mieszkasz z rodzicami- wnioskuję, że koleś ani cię nie
          utrzymywał ani nie trzymał w izolacji. Możliwe, że twój absztyfikant jest
          nieodpowiedzialnym egoistą ale ty też , niestety. Powiedział ci co sądzi o
          twojej ciąży i MOGŁAŚ z nim zerwać a dziecko urodzić , gdybyś je chciała mieć.
          Jasne, że istnieje przemoc psychiczna itd itp ale raczej nie w twojej sytuacji -
          dziewczyny mieszkającej z rodzicami a nie żony alkoholika z syndromem
          sztokholmskim, odciętej od rodziny i przyjaciół.

          Moim zdaniem ten wątek to podpucha i tyle.
          • aborcjimowimynie Re: Nie pisz, że on cię zmusił 28.11.06, 15:52
            Nie musicie mi wierzyć.

            Tylko jakbym to sobie wymyśliła, to musiałabym mieć jakąś wybujałą wyobraźnię.
            Przykro mi, że mi nie wierzycie.

            Ale to świadczy też o Waszym egoizmie.
            Dlaczego?
            Bo wierzycie, że tylko Wasze problemy są prawdziwe, a problemy innych to już ściemy.
            Nie ważne.

            Nie wypowiadaj się i tym bardziej mnie nie pouczaj, skoro uważasz, że to prowokacja.
            Miłego dnia.
            • sir.vimes Re: Nie pisz, że on cię zmusił 28.11.06, 16:00
              No cóż, rzeczywiście nie mam takich problemów - urodziłam CHCIANE dziecko mimo
              ówcześnie kiepskiej kondycji finansowej (i też w czasie studiów). osobę I ,
              jako matka, jeżeli ta sytuacja jest prawdą to rzeczywiście współczuję ale,
              kobieto, jeżeli pozwoliłaś by KTO INNY zadecydował o twojej ciąży to naprawde
              nie dorosłaś do macierzyństwa.
              Najbardziej niewiarygodne wydaje mi się to, że myślisz o dziecku z tym samym
              kolesiem- ten pomysł jest chory!
              Wyobraż sobie ciążę w takiej sytuacji- masz zamiar przez 9 miesięcy
              rozpamiętywać tamtą sytuację??? Nie uciekniesz od tego a od faceta w każdej
              chwili mogłaś i możesz.
              • aborcjimowimynie Re: Nie pisz, że on cię zmusił 28.11.06, 16:08
                Czy dorosłam czy nie, nie zmierzysz tą sytuacją.
                Bo to nie jest miara mojej dojrzałości...
                Ja pragnęłam tego dziecka, marzyłam by je urodzić, ale jak mogłam to zrobić,
                skoro on ciągle się nade mną znęcał?
                Nie miałam siły na ucieczkę.
                • sir.vimes Re: Nie pisz, że on cię zmusił 28.11.06, 16:12
                  Jakbyś była wystarczająco dorosła to znalazłabyś siły.
                  • aborcjimowimynie Re: Nie pisz, że on cię zmusił 28.11.06, 16:17
                    Dojrzali ludzie, czy dorośli, też na wiele rzeczy nie mają siły i tracą wiarę.
                    To stereotyp o tym, o czym mówisz.
                    • sir.vimes Re: Nie pisz, że on cię zmusił 28.11.06, 16:20
                      Dziecko nie jest "rzeczą" na którą można stracić siły i wiarę. To jest
                      zobowiązanie na całe życie.
                      A gdybyś je urodziła i "straciła siły" to co - oddałabyś do sierocińca?
                      • aborcjimowimynie Re: Nie pisz, że on cię zmusił 28.11.06, 16:27
                        Ale NIE urodziłam

                        To nie jest temat, "co by było gdyby", tylko, co mam zrobić.
                        • sir.vimes Re: Nie pisz, że on cię zmusił 28.11.06, 16:28
                          Wiesz co powinnaś zrobić a jak nie wiesz to idż do psychologa.
                          • aborcjimowimynie Re: Nie pisz, że on cię zmusił 28.11.06, 16:30
                            Gdybym wiedziała, nie dyskutowałabym z Wami.
                      • sweet_pink Re: Nie pisz, że on cię zmusił 28.11.06, 16:28
                        rany! sir.vimes już nie moge czytać twojego pie..nia za przeproszeniem.
                        jak ktoś weźmie kij do bejsbola i cię skatuje, pogruchocze kości to co będziesz
                        w stanie biec?? powiesz, że jak cel bedzie ważny to pobiegniesz na połamanych
                        nogach?? no kuwra nie da się na połamanych nogach biegać ani nawet iść!!
                        przemoc psychiczna działa analogicznie. psychicznie skatowana osoba, nie jest w
                        stanie myśleć, mówić a co dopiero się bronić....działa jak bezwolna kukiełka,
                        marionetka.
                        widać że nigdy nie doświdczyłaś prawdziwej przemocy psychicznej, przestań więc
                        dokopywać autorce, jej problemy z poczuciem winy i tak sa dostecznie duże i nie
                        musisz ich pogłebiać.
                        • sir.vimes Re: Nie pisz, że on cię zmusił 28.11.06, 16:35
                          Nie mam zamiaru pogłębiać jej poczucia winy, bo nie uważam , że jest czemuś
                          winna. Po prostu niszczy sobie życie ale to jej życie więc o jakiej winie mowa????

                          • sweet_pink Re: Nie pisz, że on cię zmusił 28.11.06, 16:42
                            przeczytaj sobie jeszcze raz swoje posty (wszystkie) i zobacz ile w nich mniej
                            lub bardziej bezpośrednich oskarżeń, potępień, oburzenia i oceny osoby autorki.

                            a że życie sobie niszczy to się zgadzam
                            • sir.vimes Re: Nie pisz, że on cię zmusił 28.11.06, 16:46
                              Nie, osoby nie oceniam , zwracam tylko uwagę na niespójności jej wypowiedzi. I
                              jeszcze raz dodam, ze powinna iść do specjalisty. Może jeżeli odbiera moją ocenę
                              sytuacji jako niemiłą to uda mi się ją wykurzyć z forum do jakiegoś przyzwoitego
                              lekarza, bo szkoda dziewczyny, niezależnie jaka jest.
                              • sweet_pink Re: Nie pisz, że on cię zmusił 28.11.06, 16:49
                                mylisz się...może nie masz takich intencji, ale robisz to co właśnie napisałam
                                (moze wróć do swoich postów za jakiś czas to moze to zobaczysz)

                                pisać do Ciebie to jak mówić ze ślepym o kolorach :(
                                • sir.vimes Re: Nie pisz, że on cię zmusił 28.11.06, 16:57
                                  No cóż, może gdybym używała takiego słownictwa jak ty w swoim pierwszym
                                  skierowanym do mnie poście, to byśmy się dogadały. Ale nie zamierzam, więc żegnam.
                                  • aborcjimowimynie Re: Nie pisz, że on cię zmusił 28.11.06, 17:02
                                    Użyła takiego słownictwa, jakiego powinna.

                                    Wg mnie jej słowa dokładnie odpowiadają na Twoje pytania skierowane do mnie,
                                    typu: "Dlaczego nie uciekłaś?", "Mogłaś coś zrobić!".

                                    Nie mogłam.
        • limka18 Re: Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 15:50
          Ok, spytaj go czy mozesz z nim zerwac. Wkoncu to on decyduje.
          • aborcjimowimynie Re: Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 15:54
            Uważam, że to nie jest temat do żartów...
            Po prostu lepiej nie pisz, jeśli masz się ze mnie nabijać.
            Mnie to nie bawi.
            • limka18 Re: Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 15:55
              Ja sie nie nabijam. jestem przerazona Twoja głupota
              • aborcjimowimynie Re: Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 15:57
                Być może jestem głupia, co z tego?
                Nie odkręcę już tego, co się stało!
                • sir.vimes Re: Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 16:01
                  MOŻESZ z nim zerwać, prawda? A nie udawać, ze musisz opierać się we wszystkim na
                  jego decyzjach.
                  • aborcjimowimynie Re: Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 16:05
                    Mogę...
                    I co zrobię jak z nim zerwę?

                    Jeszcze gorzej się poczuję.
                    Wiem to, bo jednak coś mnie przy nim trzyma.

                    Co mam mu powiedzieć?
                    Odchodzę, bo jesteś dupkiem?
                    • limka18 Re: Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 16:08
                      przeciez to prawda. Jak z nim zostaniesz bedzie Ci sie zawsze kojarzył z tym
                      dzieckiem... I nie pozwoli Ci to choc na chwile zapomniec. Ułoz sobie zycie od
                      nowa bez niego
                    • sir.vimes Re: Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 16:12
                      Nie, powiedz mu, ze jest za dobry dla ciebie i że na niego nie zasłużyłas.
                      Buhaha... Czy ty nie widzisz jak żałosne są twoje dylematy???
                      • aborcjimowimynie Re: Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 16:15
                        ŻAŁOŚNI SĄ LUDZIE, KTÓRZY ŚMIEJĄ SIĘ Z PROBLEMÓW INNYCH!
                        Tak, jak Ty :/
                        • sir.vimes Re: Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 16:18
                          Ja się nie śmieją z problemu tylko z durnego dylematu (czy powiedzieć dupkowi,
                          że jst dupkiem). A ty nie obrażaj się na ludzi, że widzą twoją głupotę. Nikt ci
                          nie kazał opisywać tej sytuacji na forum. Chyba nie sądziłaś, że ktoś cię pochwali?
                          • aborcjimowimynie Re: Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 16:23
                            Nie obrażam się na nikogo.
                            Chociaż powinnam, bo się ze mnie naśmiewasz.
                            To nie jest w porządku.

                            Ja nie śmieję się z problemów innych.

                            Nikt Ci nie kazał czytać tego, prawda?
                            Ani mnie chwalić?
                            • sir.vimes Re: Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 16:27
                              No cóż, zakładając ten wątek wystawiłaś się na widok publiczny w pewnym sensie-
                              i musisz pogodzić się z tym, że ludzie to czytają. I komentują. Nigdzie nie jest
                              napisane, że posty na forum muszą być "głaskami" dla autora wątku.
                              Może jednak lepiej było pójść do psychologa? Bo nawet, jeżeli na forum jest
                              jakiś to ci porady za darmo i w ciemno nie udzieli.
                              • aborcjimowimynie Re: Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 16:31
                                Masz jakiś kompleks z tymi pieniędzmi?
                                • sir.vimes Re: Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 16:36
                                  To ty masz kompleks bo bez przerwy piszesz, że cię na lekarza nie stać.

                                  A psychologa można też znależć w przychodniach NFZ.
                                  • aborcjimowimynie Re: Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 16:42
                                    Nie napisałam, że mnie nie stać, tylko, że szkoda mi kasy.
                                    Poczytaj uważniej.

                                    I napisałam to raz, a Ty się powtarzasz co 2 zdanie.
                                    • sir.vimes Re: Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 16:47
                                      Widzę, że depresja już przeszła (jak szybciutko!!!) a zostało czepianie się -
                                      typowe dla trolli.
                                      • aborcjimowimynie Re: Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 16:58
                                        To, że mam depresję, a to, że bronię swoich racji, nie ma nic do rzeczy.
                • limka18 Re: Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 16:06
                  Ja przede wszytskim darowałabym sobie takiego faceta
                  • aborcjimowimynie Re: Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 16:11
                    Dziś to zrobię...
                    Pójdę i powiem, że nie chcę z nim dłużej być...

                    I co potem?
                    • limka18 Re: Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 16:16
                      Skup sie na czyms innym. Znajdz sobie jakies zajecie, tak zebys sie nie nudziła.
                      Mozesz sie zapisac na jakis kurs, cokolwiek. Pozbadz sie rzeczy ktore kojarza Ci
                      sie z nim. Jesli masz znajomych spedzaj z nimi wiecej czasu, potrafia byc bardzo
                      pomocni. A jesli nie masz to znajdz wiecej czasu na zycie towarzyskie. Na
                      poczatku nie bedzie łatwo ale z czasem wyjdziesz z tego
                  • sweet_pink Re: Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 16:19
                    no ja bym dokładnie tak bym takiem dupkowi powiedziała :D

                    a teraz szczerze...cały czas się bronisz przed pujściem do psychologa...moim
                    zdaniem niesłusznie...są lepsi, gorsi, prywatni i państwowi...najlepsi moim
                    zdaniem są przy ośrodkach pomocy dla kobiet w kryzysie.
                    nie broń się tak przed psychologiem, dobry naprawdę moze pomóc...ja sama jestem
                    rozwódką, wyszłam ze związku w którym były łagodne przejawy przemocy psychicznej
                    i ekonomicznej i wiem ze psycholog bardzo pomaga...on nie tylko słucha, ale
                    pomaga spojrzeć na sytuacje albo mniej emocjonalnie, albo poprostu od innej
                    strony...moze też wskazać proste pomysły/kierunki myślenia które sprawiają, ze
                    nasza psychika jest silniejsza.
                    nie bede Cię namawiać na zerwanie z chłopakiem, choć moim zdaniem kategorycznie
                    nie powinnaś z nim być...widać, że jesteś z nim mimo wszystko bardzo związana
                    emocjonalnie i uważam za niewykonalne wyjście z takiego związku z dnia na
                    dzień...dojrzejesz do tej decyzji...wcześniej czy poźniej...ale tak właśnie
                    będzie...krok po kroku...potrawa to rok..może połtora (z terapią szybciej)...i
                    wierz mi bedziesz szczęśliwa wtedy że to się właśnie kończy.
                    no i mój ostatni argument: sama przyznałaś ze użyto wobec ciebie przemocy
                    psychicznej...jesli chcesz mieć dziecko to zapewnij mu najpierw zdrową
                    pychicznie mamę...musisz zaleczyć rany zadane ci tą przemoca (moim zdaniem sa
                    one bardzo głębokie), a tu moze pomóc tylko terapia.
                    • aborcjimowimynie Re: Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 16:23
                      Bronię czy nie, i tak nie pójdę.
                      Jest mi wstyd.
                      Już od tamtego dnia mówię, że pójdę.

                      I nic...
                      • sweet_pink Re: Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 16:36
                        zmarnujesz sobie życie...zburzysz swoją psyche do końca jeśli się nie
                        przełamiesz zrobić ten krok...wstyd to jest niszczyć to co Pan dał ci
                        najcenniejszego - swoje życie, a nie przyznać się do tego ze ktoś cię
                        skrzywdził/czy do tego ze popełniłaś mnie czy bardziej poważny błąd.

                        nie ma już dla Ciebie więcej argumentów...wiedz tylko, że nie istnieje żadna
                        inna dobra dla Ciebie rada

                        zostaw wpis, że jeśli zajrzy tu osoba z podbnym problemem to żeby się odezwała
                        na maila i daruj sobie juz ten topik...rady lepszej jak terapia nie dostaniesz,
                        a tylko cię ktoś niemiły może zdołować i osłabić.
                        • aborcjimowimynie Re: Jak się pozwala innym decydować 28.11.06, 16:43
                          Ok, dzięki...
    • limka18 Re: Aborcja,a bycie dalej w związku z "ojcem" dzi 28.11.06, 15:36
      jakby moj chłopak mi pwoiedział cos takiego ze pare minut i bedzie po sprawie to
      trzasnełabym go po mordzie i odeszła. Nie wiem czemu pozwoliłas sobie usunac to
      dziecko. Ja bym sie najpierw zastanowiła nad soba a ten zwiazek juz dawno spiała
      na straty... I nie mow ze nie mogłas nic zrobic, bo to Twoje zycie, i to było
      Twoje dziecko! Kto ma decydowac jesli nie Ty?
    • jendza1 Przeczytalam wszystkie posty... 28.11.06, 20:53
      Wniosek?
      Ano nie moge sie oprzec mysli, ze Autorka... NIE CHCE rady o koniecznosci
      pojscia do psychiatry/psychologa, NIE CHCE najpierw przecierpiec, przemyslec,
      poukladac w sobie sprawy w pierwsza aborcja, slowem - NIE CHCE zadnej z rad,
      jakie uzyskala na forum.

      Czego chce?


      Tekstu w stylu:
      Twoj chlopak cie kocha, zobaczysz, przemyslal juz na pewno, zrozumial, zrobicie
      sobie drugie,a o pierwszym zgodnie zapomnicie... Ludzie dojrzewaja... I temu
      podobnych bredni, ze usuniecie to nic, wszystkie to robia itd...

      Gorzej, ze nikt na forum jej tego nie powiedzial...
      I nie sadze, by przytomnie mogl kiedykolwiek powiedziec...

      NIe wyobrazam sobie, by majac NAPRAWDE syndrom poaborcyjny nadac sobie taki
      nick, jaki nadala sobie Autorka watku.
      Raczej sadze, ze calą tą sprawa z aborcja ona chce... pomanipulowac teraz swoim
      chlopakiem. Bo najlepiej manipuluje sie poczuciem winy...
      Zrobic drugie dziecko, zeby sie zemscic. Nawet nie za to pierwsze...
      W koncu... nie bylo wazne...
      Wazne, zeby miec wladze nad tym konkretnym facetem. Teraz to ona chce 'rozdawac
      karty'.. A dziecko.. hm, to tylko argument przetargowy... Czy to zabite, czy to
      potencjalne....

      Przykro mi. Tak to widze.

      j.
    • sara.24 Re: Aborcja,a bycie dalej w związku z "ojcem" dzi 29.11.06, 12:11
      Jedno mnie w tej całej sytuacji zastanawia. Dziewczyna twierdzi, ze została
      zmuszona, że nie miała innego wyjścia. Można sobie to wyobrazić w przypadku
      kiedy kobieta jest zależna od mężczyzny, żyją razem, on ją utrzymuje, w całej
      rozpaczy wydaje jej się że gdyby się postawiła to straciłaby wszystko co ma,
      jest w jakiś sposob szantażowana przez faceta.
      Ale sytuacja autorki wygladała tak, że ani z tym facetem nie mieszkała, ani nie
      była na jego utrzymaniu, nie miał przez to faktycznej kontroli czy władzy nad
      nią, nad tym co robi. A ona twierdzi, że została przez niego zmuszona, jakby
      prawie ją siłą tam zaciągnął, jakby miał rzeczywistą możliwość wpływania na nią
      w kwestiach finansowych, mieszkaniowych czy innych.

      Prosi o pomoc, nie wie co robić, a najlepsze rady, dotyczące pójścia do
      psychologa są przez nia odrzucane. To uważam za duży błąd.
      A wielkim błędem jest chęć posiadania dziecka w zamian za tamto, żeby o tamtym
      zapomnieć. No i takiej sytuacji jak jest, będąc na studiach, bez własnych
      dochodów (to w przypadku pozytywnie nastawionego faceta nie musiałby byc akurat
      problem ) i będąc z facetem który tego dziecka nie chce mieć. Dziecko jest sens
      świadomie powoływać na świat jak jest dwoje rodziców którzy tego dziecka pragną
      i będą je kcohać.
Pełna wersja