karime
30.11.06, 00:50
Przez przypadek tutaj trafiłam i postanowiłam się podzielić z kimś moim
problemem. Jestem w czwartym miesiącu ciąży i jestem przeszczęśliwa. Bardzo
chciałam tego dziecka. Ale po kolei. Pięć lat temu byłam pełną życia
dwudziestolatką. Ufałam ludziom. Miałam chłopaka, którego bardzo wtedy
kochałam. Był moim pierwszym mężczyzną. Idealizowałam tę miłość. Chodziłam z
głową w obłokach. On też twierdził, że mnie kocha. Wciąż mi to powtarzał.
Kochałam go też za to, że poczekał, aż będę gotowa na rozpoczęcie wspóżycia.
Był wtedy całym moim światem. Kończył studia i wydawał mi się odpowiedzialny.
Może dlatego też, kiedy okazało się, że jestem w ciąży nie zmartwiłam się,
ale ucieszyłam. Byłam pewna, że dziecko jest owocem naszej miłości. Wiadomośc
o ciąży przyjął raczej spokojnie. Nie widziałam wtedy jego emocji. Myślałam,
że się cieszy. On tylko powiedział, iż teraz to wypadałoby się pobrać. Ja
byłam cała w skowronkach. Nasi rodzice mimo zaskoczenia cieszyli się z wnuka.
Wszystko wydawało się układać. Wybierałam suknię ślubną. Jakieś dwa tygodnie
przed ślubem chciał, abyśmy spotkali się na mieście w kawiarni. Byłam
zaskoczona, że był tak oficjalny i zimny. Ale niczego nie
przeczuwałam...Miałam wrażenie, że to nie mój kochany narzeczony, ale jakiś
obcy facet ze mna rozmawia. Powiedział tylko, że mu przykro. Bo nie dorósł do
roli ojca i męża. Że mnie kocha, ale nie chce być moim mężem. Byłam w szoku!!!
Nie wierzyłam w to, co mówi!Powiedział jeszcze tylko o tym, że jest młody i
chce się bawić i korzystac z życia, a ja i dziecko mu to zabierzemy.
Wybiegłam z płaczem. Dni, które potem nastały nie chcę pamiętać. On wyjechał.
A ja siedziałam w domu i płakałam. Z tego wszystkiego poroniłam. To mnie
dodatkowo dobiło. Leczyłam sie z depresji dosyć długo. Rodzina się go
wyrzekła. Ale to nie mialo znaczenia. On bardzo mnie skrzywdził. Po tamtych
przykrych wydarzeniach zamknęłam się w sobie. Wprawdzie stałam się
silniejsza, ale ta ufna dziewczyna zniknęła. Przefarbowałam włosy, zmieniłam
styl. Stałam się niedostępna dla facetów. Nienawidziłam ich. Miałam wprawdzie
jakichś adoratorów, ale nie bylam zainteresowana. Skonczylam studia,
awansowałam. Wciąz byłam sama. Rana w sercu jest do dziś. Kiedyś pojechałam z
koleżanką z pracy do klubu i innym mieście. W głowie szumiało mi od drinków.
Na parkiecie zaczął mnie podrywać...Byłam zaskoczona. To był ON!Przez chwilę
patrzyliśmy sobie w oczy. Nie chciałam z nim gadac. Poszedł za mną.
Powiedział, że żałuje i niedawno dopiero zrozumiał, ze wyrządził mi krzywdę.
Wiedział też, że poroniłam. Dostał w gębę. Jakiś czas potem wrócił do domu.
Rodzice mu wybaczyli. Zaczął mnie nachodzić. Chciał do mnie wrócić, ja byłam
nieugięta. Kiedyś na imprezie u kolegi był on. Oboje przesadziliśmy z
alkoholem. Bawilismy sie cały wieczór. Poszlismy na spacer. Wspomnienia
ożyły. Było cieple lato. Dałam się ponieść zmysłom i...kochaliśmy się. Zaraz
po wszystkim uciekłam. czułam sie podle. Póżniej nie dawał mi spokoju. Kiedys
wykrzyczałam mu, że go nienawidzę bo przez niego nie ma naszego
dziecka.Wyjechał za granicę do pracy, ale powiedział, że wróci i bedzie o
mnie walczył, ale musze sobie poukładać wszystko. Okazał się, że jestem w
ciąży. Ucieszyłam się. Postanowiłam jednak, że mu nie powiem o dziecku. Nie
zasługuje na nie. To będzie moja zemsta. Jednak mam wyrzuty sumienia...Juz
nie wiem...Nie ufam mu...