avital84
09.12.06, 13:00
Czy któraś z was też kiedyś miała lub ma podobny problem z własną matką?
Moja mama pokłada we mnie chyba wszystkie swoje nadzieje i często mówi,że
inwestuje we mnie wszystko, ale w zamian za to chce mi narzucić to jak mam
żyć. Wszystko co jest na przkór jej wizji mojego życia traktuje jak agresję w
jej kierunku i oskarża mnie o egoizm. Mogłam to zroumieć kiedy byłam
nastolatką, ale ona wciąż próbuje wywrzeć na mnie emocjonlną presję i kilka
razy w zyciu udało jej się w płynąć na moje plany. Dodam,że zazwyczaj były to
życiowe plany, takie które mają wpływ na całą moją przyszłość. Kiedyś miałam
zupełnie inne marzenia. Teraz nawet o nich nie pamiętam, ale zaczyman się
zastanawiać czyim życiem tak naprawde żyje. W końcu mamy okazję przeżyć swoje
życie tylko raz. I co kiedy keidyś obudzimy się i spostrzeżymy, że jest ono
całkowicie rozbieżne z tym czego tak naprawdę chcemy.
Moja mama potępia moje zainteresowania, które jej zdaniem do niczego nie
prowadzą, a jeśli to raczej znów wiązą sie z tym,że będę chciała wyjechać i
straci wszystko w co inwestowała. Wiele razy pisałam o tym jak długo byłam
samotna. To też zawsze ejdnak chyba było podyktowane wolą matki. Nie tak
dosłownie, ale miałam często w głowie myśl co o tym powiedziałaby moja matka.
Zawsze jej uczucia byly przed moimi. Raz zrezygnowalam z wielkiej milosci, bo
ona sie zalamala tym faktem, gdyż był to ktos nie z Polski. Teraz znów jest
podobnie i ona już o tym nie wie. Mimo wszystko nie chce slyszeć o niczym
związanym z kulturą jego kraju.
Dodam,ze ona powiedziała,że chciałaby mieć wnuki, którymi chciałaby się
zaopiekować, ale nie chce bym narazie miała męża ani faceta. Idac jej tokie
myślenia ja naprawdę jestem egoistką bo nie chcę mieć dzieci ( narazie ) a
chciałabym mieć faceta.
Może jestem dl aniej niesprawiedliwa. Nie wiem. Może ona ma rację, że
podejmując życiowe i codzienne decyzje powinnam się liczyć z całą rodziną.
Ale czy to złe, że chce być szczęśliwa nawet jeśli szczęście w moim
rozumieniu odbiega od szczęścia w jej mniemaniu??
Co wy o tym myślicie? Co powinnam zrobić żeby to zmienić. On nie slucha
zadnych argumentów. Rozmowy kończą się kłótnią i płaczem. Tym,że obie mamy
doła na dłuższy czas tak jak teraz.
Przyznaję, że wiele razy miała rację. Ale człowiek powinien się chyba uczyć
na własnych błędach. Poza tym nie znam innego scenariusza. Nie wiem czy
gdybym dokonała innych wyborów uczuciowcyh bądź zawodowych było by to błędem.
Boję się,że kiedyś skończy się to tym,że będę ją obwiniała za wszystko. Za
zmarnowanie pewnego talentu, który mam, za zmarnowanie szansy na szczęście w
związku z kimś kogo kochałam. Boję się też, że zawsze tak będzie i nie będę
potrafiła tego zmienić:/