kreciolk
10.12.06, 01:38
Dziś jak co 2-3 miesiące spotkałem Agatkę...Moja miłość z ogólniaka.
Kiedy mieliśmy po 17 lat byliśmy razem(duże słowo). Byliśmy razem w tym
wypadku znaczy spotykaliśmy się i było fajnie, raz nawet ją pocałowałem, a w
zasadzie to ona mnie, bo byłem wtedy taka dupa że aż strach...(to jej słowa)
Nic z tego nie wyszło. Potem przez cały ogólniak i studia zadręczałem się jak
mogłem to tak spieprzyć...Taka cudowna kobieta, idealizowałem ją sobie całymi
godzinkami, w pewnym momencie byłą dla mnie prawie jak Bogini, co pewnie miało
się nijak do rzeczywistości...Ale mniejsza z tym. Teraz już mam swoje lata,
idę pod 30tke mam partnerkę, z którą planuje swoją przyszłość. Ale Agatka jest
kolokwialnie mówiąc nie do pod..ia... Tylko ona rozumie moje beznadziejne
poczucie humoru, tylko z nią mogę nawalony jak "meserszmit" wracać o 4 nad
ranem i nie wysłuchiwać esejów na temat swojego zachowania...tylko ona potrafi
mnie rozbawić do łez zwykłym piciem piwa przez słomkę...ehhh szkoda że nie
wyszło, ale pocieszam się tym ze każdy ma taką swoja Agatkę, co nie??