Dodaj do ulubionych

Jesteście feministkami?

10.12.06, 19:48
czytając wątki na forum, zauważyłam, że wypowiadają się panie, które
nawiązują do feminizmu, polecając np. literaturę autorek- feministek czy też
wspominając o czasopismach feministycznych typu Zadra.
i tu jest moje pytanie: czy możecie nazwać siebie feministkami, czy
może "tylko" inspirujecie się pismami feministek, ale nimi nie jesteście, a
może nie macie z tym nurtem nic wspólnego? czy uważacie, że feminizm,
inspiracja nim pomaga w odnajdywaniu i pielęgnowaniu w sobie kobiecości? w
jaki sposób feminizm pojmuje "kobiecość"? jako kobiecość "miękką"
czy "twardą"? do pań-feministek- co wam daje "ideologia" feminizmu?

dużo tych pytań, niektóre może niezrozumiałe dla was, ale mimo wszystko
zapraszam do dyskusji feministki i nie- feministki :)
Obserwuj wątek
    • iokepine Re: Jesteście feministkami? 10.12.06, 20:01
      O rany, taki długi post.
      Myślę, ze dobrze byłoby, gdybyś sobie trochę lektur feministycznych poczytała i
      na tej podsatwie sobie wyrobiła własne zdanie, czym jest feminizm.


      Uważam, ze feminizm wspiera prawdziwą kobiecość, a nie te stereotypowe "barbie
      dziudziu", o czym niektórzy twierdzą, ze jest sednem kobiecości. Wspiera także
      męskość - normalność,a nie maczoizm, który też wielu panów z męskośćią myli.
      • dynamitee Re: Jesteście feministkami? 10.12.06, 20:40
        iokepine napisała:
        > Uważam, ze feminizm wspiera prawdziwą kobiecość, a nie te stereotypowe "barbie
        > dziudziu", o czym niektórzy twierdzą, ze jest sednem kobiecości.

        "prawdziwa kobiecość" czyli co według ciebie? jaka jest "prawdziwa kobieta"?

        co do feminizmu- chciałam poznać opinie forumowiczek
          • dynamitee Re: Jesteście feministkami? 11.12.06, 18:53
            jak "skonczę" p.Opiełkę na pewno wrócę do Biegnącej, bo zaczęłam ją już czytać.

            wątek założyłam, bo chcę poznawać opinie innych kobiet. moim zdaniem afirmować
            kobiecość trzeba przede wszystkim w dialogu, kontakcie z innymi kobietami, nie
            ograniczać się jedynie do czytania książek (chociaż oczywiście są w tym
            pomocne). takie rozmowy z innymi kobietami o kobiecości, życiu mogą być bardzo
            rozwojowe, dużo bardziej niż literatura.
        • iokepine Re: Jesteście feministkami? 12.12.06, 00:27
          Nie ewim, czy nie tak:P

          Wiem, że to jest na dłuzszą metę toksyczna jak jasna cholera.
          A swoją drogą, wiedziałyście, że lalka Barbie jest wzorowana na gumowych
          dollsach, hmm, do "dmuchania", jakie można było dostać w katach 50-tych w
          pornoshopach? Tyle, ze jest mniejsza, plastikowa, nie ma wiadomej dziurki i nie
          bawią się nią panowie o specyficznych upodobaniach, a małe dziewczynki:|
    • gayga1 Re: Jesteście feministkami? 11.12.06, 00:18
      Dobrze ,że ja przeczytałam :)ponad 2 lata temu - obecnie jest gdzieś w
      rodzinie na wygnaniu :czytaj - w czytaniu i nawet nie mogę zacytować moich
      ulubionych kawałków:( ale obiecuję ściągnąć ją jak najszybciej i oswieżyć moje
      przeżycia.
      Na temat feminizmu nie mogę się wypowiadać ale jako kobieta - owszem.
      Pozdrawiam:)

    • skrzydlate Re: Jesteście feministkami? 11.12.06, 18:08
      Generalnie powiem tak: "moja osobowość źle znosi przedsięwzięcia zbiorowe", mam
      tendencję do występowania zawsze w swoim wlasnym imieniu, i słabo identyfikuje
      się z jakimiś społecznościami. Jeżeli juz sie bardzo uprzeć, reprezentuje
      feminizm bardzo, ale to bardzo "soft". Nastawiona jestem na traktowanie ludzi
      jako ludzi, płeć jest jedną z cech tych ludzi, człowieczeństwo przede wszystkim.
        • iokepine Re: do poczytania - fajne 11.12.06, 19:19
          No właśnie. Etykietki są etykietkami.
          Na pewno mam poglądy bardziej feministyczne, niż nie, bardziel lewicowe, niz
          nie, bardziej ekologiczne, niż nie. Natomiast w praktyce każdy przypadek trzeba
          rospatrywać oddzielnie. Idee są póty użyteczne, póki służą jakiemuś dobremu celowi.
    • arcoiris1 Re: Jesteście feministkami? 11.12.06, 21:34
      jasne że jestem feministką. Gdyby nie one, nie skonczylabym Uniwersytetu,
      zmarałabym już z głodu bo nie miałabym za co sobie kupic bułki plus przy piatym
      połogu, nie nosiłabym dzinsów i nie miała prawa powiedzieć toskycznemu facetowi
      spadaj za drzwi, bo nie dośc że mnie wkurzasz to jeszcze bawisz sie moim
      emocjami że, zacytuję poranek kojota ;-)
      Gdyby nie feministki nie mogłabys głosować oraz stałabys w fartuchu za
      piecykiem od rana do wieczora a gdyby Cie lał to nie mogłabys sie rozwiesc-
      wiesz ze w Hiszpanii rozwód zalegalizowano dopiero w latach 80-tych?
      • dori7 Re: Jesteście feministkami? 13.12.06, 10:00
        arcoiris1 napisała:

        > jasne że jestem feministką. Gdyby nie one, nie skonczylabym Uniwersytetu,
        > zmarałabym już z głodu bo nie miałabym za co sobie kupic bułki plus przy
        > piatym połogu, nie nosiłabym dzinsów i nie miała prawa powiedzieć toskycznemu
        > facetowi
        > spadaj za drzwi, bo nie dośc że mnie wkurzasz to jeszcze bawisz sie moim
        > emocjami że, zacytuję poranek kojota ;-)
        > Gdyby nie feministki nie mogłabys głosować oraz stałabys w fartuchu za
        > piecykiem od rana do wieczora a gdyby Cie lał to nie mogłabys sie rozwiesc-
        > wiesz ze w Hiszpanii rozwód zalegalizowano dopiero w latach 80-tych?

        No wlasnie. Mamy podobne poglady na sprawe :))

        W Polsce widze dwa problemy, jesli chodzi o podejscie do feminizmu. Pierwszy to
        ten tak smieszny, ze az starszny stereotyp, ze feministka to brzydki, niewyzyty
        i agresywny babsztyl, ktory msci sie na facetach, bo zaden jej nie chce. Drugi
        to brak refleksji kobiet nad wlasnym losem i pozycja, brak porownania - i na
        plus (tyle juz zostalo zrobione), i na minus (tyle jest jeszcze do zrobienia).

        Malo ktora Polka wie o tych hiszpanskich rozwodach. Albo o tym, kiedy we Francji
        zniesiono kuratele finansowa meza nad zona i jak pozno Francuzki dostaly prawo,
        by bez pozwolenia pana meza otworzyc rachunek w banku. Jak czlowiek poczyta,
        albo jeszcze lepiej - poslucha, od kogos, kto to przezyl - o czyms takim, to
        naprawde inaczej patrzy na feminizm.

        Albo na przyklad swieta babcia polskiej literatury, czyli Eliza Orzeszkowa. Kto
        teraz wie, ile energii, czasu i pieniedzy wlozyla, by dostac rozwod z
        niekochanym mezem i odzyskac wolnosc? Jak byla za to potepiana i szykanowana, bo
        nie chciala spelnic obowiazku dobrej zony, czyli wyjechac z zeslanym mezem na
        Sybir, wolala zostac tutaj, zajac sie samoksztalceniem, wlasnym rozwojem i
        tworczoscia?

        Bogu dzieki za feminizm i feministki!
    • anahella Re: Jesteście feministkami? 11.12.06, 23:40
      A ja nie wiem czy jestem. Bo nie wiem czym jest feminizm i nie chce wiedziec, bo
      nagle sie okaze, ze moja filozofia zyciowa zostala przez kogos skatalogowana i
      naleze do jakiejs grupy. I jeszcze ktos bedzie chcial ode mnie wydebic skladke
      czlonkowska - to pikus. Ale nie daj boze zechce moja fotke do wydania
      legitymacji :P
      • skrzydlate Re: Jesteście feministkami? 19.12.06, 09:21
        nigdy sie nie uwazalam za feministke, ale na koniec stwierdzam, ze: czy sie
        uwazam, czy nie - jestem nią, z uwagi na to że zyje i pisze, mowie i dzialam tak
        jak feministka, zawsze starannie pokazujac meżczyznom ich seksistowskie gafy
        popelniane wobec mnie (ale widze, ze kobietom tez trzeba to i owo pokazywac...)


        a moze nie jestem feminsitka, jestem po prostu wrażliwym czlowiekiem?
        • dynamitee Re: Jesteście feministkami? 19.12.06, 12:26
          ja też nigdy nie uważałam się za feministkę, ale na pewno coś z feministek w
          sobie mam. musiałabym poczytać dokładnie pisma i publikacje feministek, żeby
          określić, na ile nią jestem, ale wydaje mi się, że raczej mniej niż więcej.
          a wrażliwym człowiekiem też jestem :)
    • muka77 Re: Jesteście feministkami? 12.12.06, 09:36
      Witam serdecznie
      Poczytuje sobie forum od czasu powstania. O feminizmie zdecydowanie mowi sie za
      malo i ulega stereotypom (feministka=brzydki babsztyl, lesbijka, fanatyczka...).
      Czytam czesto Forum Praca tam niejednokrotnie tocza sie rozmowy na temat
      dyskryminacji kobiet w procesie rekrutacji, dyskryminacji mlodych matek, kobiet
      w ciazy, lektura niektorych postow przeraza mnie i utwierdza w przekonaniu, ze
      wciaz za malo mowi sie o zaslugach ruchu feministycznego, wciaz wygrywaja
      idiotyczne stereotypy i zwykla niewiedza...
    • zocha.w Re: Jesteście feministkami? 19.12.06, 20:39
      Mam pewną propozycję - żeby na kobiety, które same wychowują dzieci, nie mówić
      samotne matki, lecz SAMODZIELNE MATKI. Tak samo na kobiety, dotychczas nazywane
      samotnymi, mówić SAMODZIELNE KOBIETY.
      Ja już to stosuję. Gdy o którejś tak mowię, spotykam się najpierw ze
      zdziwieniem, a zaraz potem z wielką aprobatą. Już kilka moich znajomych
      obiecało, że będą tak nazywać siebie.
      Samodzielna matka zocha.w
    • lubna jestem 29.12.06, 12:07
      tak wyszło :-) któregoś razu zetknęłam się z jednym z "odłamów feminizmu" (rany, ile tego jest! ;-) i okazało się, że pokrywa
      się on z moimi przekonanimi, że mam podobne przemyślenia,
      pragnienia, że podobnie wdzięczna jestem kobietom, które
      dla mnie wywalczyły możliwość noszenia spodni, uczenia się,
      świadomego decydowania się na dziecko itd.
      Obcy jest mi feminizm radykalny, w jakims sensie zieje według
      mnie nienawiścią, chce "zrewanżować się" mężczyznom za wieki
      kultury patriarchalnej, uznaje kobietę za lepszą. A ja chcę
      uznać za równą, choć różną, nie gorszą i nie lepszą. Chcę
      by mężczyźni szanowali kobiety za rozum, poważnie traktowali
      jej myśli, wkłąd w naukę, sztukę, liczyli się z je zdaniem.
      Chcę zarabiać tyle samo co mężczyzna, jednocześnie rozumiem,
      że zatrudnianie młodej dziewczyny dla pracodawcy jest bardziej
      kłopotliwe niż zatrudnianie młodego chłopaka, bowiem choć oboje
      mogą nagle stać się rodzicami, to kobieta będzie dziecko karmiła
      a wcześniej dość długo przecież nosiła w brzuchu ;-) A co za tym
      idzie będzie trzeba jej płacić, mimo, że nie będzie jakiś czas
      wcale pracowała. I tyle. Różnimy się, ale zależy mi na równości.
      Feminizm nie pomagał mi w żadnym rozumieniu czy odczuwaniu kobiecości,
      bo zanim go poznałam, sam ze mnie wypłynął, zatem nie ideologii
      zawdzięczam swój rozwój, a jedynie samej sobie. Pojęć "kobiecość
      twarda i miękka" nie rozumiem.
      P.S. A mój wkrótce mąż ostatnio zorientował się, że jest "feministą" ;-)
      • beata2802 nasi meżczyźni feminiści - niefeminiści 02.01.07, 14:35
        Jak kiedyś powiedziala Kazia: feminizm jest stanem świadomości.
        Jestem więc feministką.

        > A mój wkrótce mąż ostatnio zorientował się, że jest "feministą" ;-)

        Mój musi wysłuchiwac moich feministycznych gadek w domu, zwykle ma ich powyżej
        uszu i wynikają z tego dyskusje, przy czym on jest zawsze za tradycją a ja za
        100% równością wobec prawa itd itd.

        [wyobraźcie sobie, ze przyjęcie nazwiska męża przy ślubie nazywa On
        normalnością i sprawiedliwym ukladem, a moje rządania symetrii w tym względzie
        nazywa przeciąganiem na swoją stronę (rzekomego ostro feministycznego
        matriarchatu), uh, co ja się z nim mam! :) ].

        Ostatnio mile mnie zaskoczył: siedzimy na noworocznym obiedzie u mojej babci i
        gadamy o religiach i ich hisorii, duzo sie wypowiadal moj prawoslawny wujek.
        Narzeczony moj siedzial cicho, az do momentu, w ktorym wujek nie powiedzial cos
        o kaplanstwie kobiet. Odrzekł mu on: Uważam, że wszystkie argumenty koscioła
        przeciwko kalanstwu kobiet to filozofia dorobiona do faktu. Kosciol powstawal w
        czasach, w ktorych kobiety nie byly uznawane w pelni za obywatelki, ani w pełni
        za ludzi, więc oczywiste jest, ze nie siedzialy przy stole z apostolami. Ale
        świat sie zmienil, a kościół pozostal archaiczny, i probuje to na sile
        uzasadnić.
        Myślałam że wstanę i go przy tych wszystkich babciach, wujkach i ciociach
        ucałuję!

        Może jeszcze kiedyś mój tez przyzna się do feminizmu? Ach! To by było super.
        • lubna Re: beata 02.01.07, 15:22
          Ha! Mój też początkowo był bardzo za tradycją, cóż, jego dom jest wyjątkowo tradycyjny... (W zasadzie mój też, ale jemu jakoś trudno było żyć inaczej niż jego rodzice). Do dziś pamiętam, jak się wyprowadziłam i odwołałam wszelkie plany matrymonialne po tym, jak wygłosił mi z przekonaniem i oddaniem wersety biblijne o tym, że on jest moją głową i ja mam jego światłość odbijać i jestem warta ileś tam "złotników" mniej (?-nie pamiętam nazw tych biblijnych monet). Przepłakałam chyba z3 dni mieszkając u koleżanki. A potem mój narzeczony przeżył jakies oświecenie, chyba po tej niekończącej się wielotygodniowej rozmowie ;-) Że tak to brzydko ujmę, odbił mój blask i moją światłość ;-) i stał się najbardziej zapalonym zwolennikiem partii kobiet jakiego znam, nie pozwala mi sobie prasować, gotujemy na zmiane na jego wyraźne życzenie i już się zastanawia jak mnie odwieśc od zmiany nazwiska na ślubie :-) Dużo się od niego nauczyłam w wielu sferach, poznałam dzięki niemu wspaniałą literaturę i cudownych ludzi, uczyłam się kochania, cierpliwości i rozróżniania malarzy po epokach ;-) A on ode mnie uczył się czym jest kobiecość, o kobiecej historii, zaczął czytać moje feministyczne książki i wspierał mnie, gdy nie mogłam znaleźć promotora do mojej feministycznej pracy mgr - chciał mnie nawet do innego miasta wysyłać, bylebym nie poddała się i mówiła głośno o alternatywnym spojrzeniu na naszą kulturę.
          Być może ów przebłysk Twojego narzeczonego to pierwszy mały krok na drodze do pewnego, hm, stanu świadomości ;-) A być może nie... Ale kochając feministkę na pewno w pewnym sensie nasiąka się również miłością do jej myśli, zaangażowania i ideałów.

          Też mam na imię Beata ;-)
    • lakshmianahat Re: Jesteście feministkami? 04.02.07, 10:29
      Witam wszystkie panie, bo jest to moj pierwszy post na tym forum.
      Nie jestem juz feministka. Dla mnie feminizm to etap rozwoju, kiedy sie budzimy
      jako kobiety. Jest to czas, kiedy jestesmy pelne buntu, agresji, nawet
      nienawisci w stosunku do mezczyzn. I dobrze - po okresie patriarchalnej niewoli
      mamy do tego prawo, ale...z czasem trzeba sobie uswiadomic co dalej, i tak
      pojawia sie nowy etap: droga ku transkobiecosci, gdzie pracujemy z soba
      nawiazujac kontakt z meskim pierwiastkiem w sobie i dokonujemy integracji dwoch
      aspektow siebie: pierwiastka zenskiego i meskiego doprowadzajac do wewnetrznej
      harmoni i jednosci. Stan taki na zewnatrz charakteryzuje sie checia wspolpracy
      z mezczyznami a nie walka z nimi.
      Transkobieta to kobieta swiadoma swoich mozliwosci i potencjalu jaki posiada.
      Kobieta niezalezna, samodzielna i odwazna, a jednoczesnie pelna ciepla i
      wyrozumialosci. Rozwazna i madra a jednoczesnie spontaniczna. Surowa a
      delikatna.
      Jestem w drodze ku transkobiecosci...
      Pozdrawiam serdecznie
      • pani.jazz Re: Jesteście feministkami? 04.02.07, 11:39
        Pieknie napisane :). Podoba mi sie takie podejscie. Moze sprobuje. Tylko gdyby sie jeszcze etap feminizmu dalo ominac... ;) Na pewno sie da. Drog do celu jest wiele.

        Pozdrawiam serdecznie i witam na forum,
        pani.jazz
    • lakshmianahat Re: Jesteście feministkami? 04.02.07, 13:50
      Milo mi bardzo, ze zostalam tak serdecznie powitana.
      Jesli chodzi o pytanie czy etap feminizmu mozna pominac, to wydaje mi sie, ze
      nie - trzeba przez to przejsc kontaktujac sie ze swoimi emocjami, to jedna z
      klas, ktore trzeba zaliczyc. Oczywiscie mozna przyspieszyc proces, ale nie
      wydaje mi sie aby go sobie odpuscic. Zreszta ma on wiele pozytywow i nalezy go
      umiejetnie wykorzystac. Cala zlosc, ktora czujemy pobudza nas z letargu,
      niemoznosci i wlasnej niemocy. Jest to nam bardzo potrzebne aby isc dalej.
      Przeciez do tej pory nie pozwolono nam okazywac emocji, bylysmy stlamszone.
      Jest to rowniez etap wewnetrznego katharsis. Pozwolmy sobie na to!
      serdecznosci
      • iokepine Re: Jesteście feministkami? 04.02.07, 14:38
        Witaj na forum, miło, że się pojawiłaś:)

        A teraz odrabianie lekcji;)
        Poczytaj definicję feminizmu:
        pl.wikipedia.org/wiki/Feminizm
        Widzisz tutaj chociaż słowo o nienawiści?
        Szczególnie polecam Ci ten fragment:
        "Stąd pochodzi też myśl, że wyzwolenie kobiet jest i wyzwoleniem mężczyzn".


        Takie postawienie sprawy, jakie przedstawiłaś, sprawia, że określam się jako
        feministka. Lubię facetów. Lubienie albo nelubienie facetów nie ma tu nic do
        rzeczy. Serecznie namawiam do zastanaowienia się nad tym, skąd taki stereotyp,
        bardzo charakterystyczny dla Polski, wziął Ci się w głowie.

        Polecam także czytanie np. bloga socjopatycznamalkontentka.blox.pl/html
        pod kątem feminizmu właśnie. Czy babka tam piętnuje mężczyzn i ich szkaluje?
        Nie. Pisze o głupotach, które utrudniają życie, na dłuższą metę zwykle obu płciom.




        lakshmianahat napisała:

        > Milo mi bardzo, ze zostalam tak serdecznie powitana.
        > Jesli chodzi o pytanie czy etap feminizmu mozna pominac, to wydaje mi sie, ze
        > nie - trzeba przez to przejsc kontaktujac sie ze swoimi emocjami, to jedna z
        > klas, ktore trzeba zaliczyc. Oczywiscie mozna przyspieszyc proces, ale nie
        > wydaje mi sie aby go sobie odpuscic. Zreszta ma on wiele pozytywow i nalezy go
        > umiejetnie wykorzystac. Cala zlosc, ktora czujemy pobudza nas z letargu,
        > niemoznosci i wlasnej niemocy. Jest to nam bardzo potrzebne aby isc dalej.
        > Przeciez do tej pory nie pozwolono nam okazywac emocji, bylysmy stlamszone.
        > Jest to rowniez etap wewnetrznego katharsis. Pozwolmy sobie na to!
        > serdecznosci
      • iokepine Re: Jesteście feministkami? 04.02.07, 14:47
        Polacan tekże Twojej uwadze ten termin:
        pl.wikipedia.org/wiki/Mizoandria
        To, ze się było mizoandryczką, nie znaczy, że się było feministką.
        Miziandria prowadzi raczej do zachowań modliszkowatych, jak obserwuję, niż do
        feminizmu.
      • pani.jazz Re: nienawisc do mezczyzn 04.02.07, 17:58
        Emocje to chyba akurat domena kobiet w naszym spoleczenstwie - wiec trudno mowic, ze nie wolno nam ich okazywac. To facet nie moze plakac. My najwyzej nie mozemy sie wsciekac. Ale prawde mowiac: nie widze, zeby to bylo tak znowu bardzo respektowane, jak sie uwaza. Kobiety nie sa az tak "ucisnione" jak by czasem chcialy ;).

        Nauczyc sie wyladowywac gniew i agresje mozna w rozny sposob, niekoniecznie projektujac na odmienna plciowo polowe ludzkosci swoje problemy wewnetrzne. Jesli juz, sensowniej byloby projektowac je na inne kobiety, w koncu same nimi jestesmy ;).
        A serio, dochodzenie do wlasnej kobiecosci przez konfrontacje z druga kobieta - to ma sens. Dlatego uwazam, ze takie fora jak to sa potrzebne i pozyteczne. Rozmawiam z Wami, czytam co mowicie, z 3/4 rzeczy sie nie zgadzam, ale pozwala mi to spojrzec na sama siebie w innym swietle.

        Wracajac do watku anty-meskiego, naprawde nie wydaje mi sie, zeby nienawisc do mezczyzn byla uzasadniona w kontekscie feminizmu. Nie uwazam sie za feministke, wiec nie uderzylo mnie Twoje sformulowanie tak mocno jak Iokepine czy Kocia_noge, ale swoje wiem. Nienawisc wynika z nas samych, nie bierze sie skads tam, z zewnatrz. Opanowac ja mozna na wiele sposobow. Niekoniecznie przez feminizm czy mizoandrie. Do oswiecenia czy transczlowieczenstwa wiele drog wiedzie. Bardzo roznych. Oddzielnych i osobistych dla kazdego czlowieka.
        Co nie zmienia faktu, ze bardzo mi sie Twoje pojecie transkobiecosci podoba :).

        Pozdrawiam,
        p.j
        • iokepine Kobiecość:) 04.02.07, 18:50
          pani.jazz napisała:

          > Rozmawiam z Wami, czytam co mowicie, z 3/4 rzeczy sie nie zgadzam, ale pozwala
          >mi to spojrzec na sama siebie w innym swietle.

          Fajnie byłoby, gdybyś pisała więcej, z czym się nie zgadzasz. Też lubię
          spoglądać na siebie w innym świetle, to rozwija:)
    • lakshmianahat Re: Jesteście feministkami? 04.02.07, 19:59
      Musze przyznac, ze rozczarowalam sie. Przykro mi, ze nie zrozumiano moich
      intencji okreslajac moja postawe "podpuche jakiegos trolla". Rejestrujac sie na
      tym forum mialam nadzieje, ze bedzie ono w duchu Luise Hay i bedziemy mogly
      dyskutowac na plaszczyznie emocjonalno-mentalno-duchowej, biorac pod uwage
      wszystkie aspekty, ktore skladaja sie na to co nazywa sie istota zenska. Nie
      musze odrabiac akurat lekcji, ktore mi zaproponowano, poniewaz jestem w temacie
      od 20 lat przerabiajac sprawy zwiazane z feminizmem i szukajac archetypow
      psychologicznych kobiecego postepowania. Sama przeszlam rozne doswiadczenia i
      myslalam, ze bede mogla sie nimi podzielic z kobietami, ktore pragna sie stac
      pelna i spelniona kobieta.
      Transkobiecosc i transmeskosc, rozumiem jako formy istot doskonalych, ktore
      osiagnely wysoki poziom swiadomosci, sa zintegrowane wewnetrznie, a co za tym
      idzie maja wspierajace, partnerskie zwiazki pelne szacuku, wzajemnego zaufania
      i milosci, badz tez sa samotne ale spelnione. Forma trans- oznacza po prostu
      wewnetrzna integracje pierwiastka zenskiego i meskiego w istocie ludzkiej.
      Termin ten pozwala okreslic wyzsza forme swiadomosci ludzkiej w jej ewolucji.
      Nie ma nic wspolnego z okresleniem upodoban seksualnych.
      A jesli chodzi o poziom emocjonalny, to odgrywa on zasadnicza role w naszym
      rozwoju i jakakolwiek proba odrzucenia czesci siebie ma swoje konsekwencje.
      Dlatego taka wage przywiazuje do samoobserwacji siebie i badania swoich
      reakcji, ktore sa drogowskazem do osiagniecia pelni.
      pozdrawiam
      • iokepine Re: Jesteście feministkami? 04.02.07, 20:18
        lakshmianahat napisała:
        > tym forum mialam nadzieje, ze bedzie ono w duchu Luise Hay

        Forum to jest w duchu "Biegnącej z wilkami", jak sama nazwa wskazuje.
        Na razie nie przewiduję zmiany na "Możesz uzdrowić swoje życie".

        > dyskutowac na plaszczyznie emocjonalno-mentalno-duchowej, biorac pod uwage
        > wszystkie aspekty, ktore skladaja sie na to co nazywa sie istota zenska.

        Myślę, że to robimy:)

        >Nie musze odrabiac akurat lekcji, ktore mi zaproponowano, poniewaz jestem w temacie
        >
        > od 20 lat przerabiajac sprawy zwiazane z feminizmem i szukajac archetypow
        > psychologicznych kobiecego postepowania.

        Gdybyś nie pisała o nienawiści, nie zaproponowałabym Ci tego.
        Skoro napisałaś stereotypowo, odesłałam Cię do słownika.


        > Transkobiecosc i transmeskosc, rozumiem jako formy istot doskonalych, ktore
        > osiagnely wysoki poziom swiadomosci, sa zintegrowane wewnetrznie, a co za tym
        > idzie maja wspierajace, partnerskie zwiazki pelne szacuku, wzajemnego zaufania
        > i milosci, badz tez sa samotne ale spelnione. Forma trans- oznacza po prostu
        > wewnetrzna integracje pierwiastka zenskiego i meskiego w istocie ludzkiej.

        Na ten moment, zanim zacznę zajmować się pojęciami trans, wolę zwyczajnie
        zajmować się swoją kobiecością, z aprobatą obserwując męskie projekty w rodzaju
        warsztatów zbigniewa Miłuńskiego.

        Aby wyrosły kwiaty i owoce, w stylu trans i androgyne, są potrzebne najpierw
        silne i zdrowe korzenie, łodygi i liście.

        Na tym forum projekcja na feministki nienawiści do mężczyzn nie ma odpowiedniej
        gleby. Podobnie jak inne formy dyskryminacji. Proszę zejść z feministek jako
        tradycyjnych już w Polsce dziewczynek do bicia i w miarę chęci oraz możliwości
        zająć się afirmacją siebie i swojej kobiecości:)
        • lakshmianahat Re: Jesteście feministkami? 04.02.07, 21:08
          Gdy mowie o nienawisci do mezczyzn, to mowie o emocji, ktora jest nieodlaczna w
          przypadku ofiary, jaka byla kobieta przez kilka tysiecy lat. Jest ofiara - jest
          i agresja i nienawisc. Niewolnik nie zadowoli sie wolnoscia - niewolnik chce
          zostac panem swojego pana. Za trudno, abysmy my kobiety z tak obciazonym
          archetypem zrobily pstryk i juz nie ma nienawisci. Dlaczego tak ostro reagujesz
          na slowo nienawisc do mezczyzn? Aby doszlo do transformacji nienawisci w
          milosc, najpierw trzeba skontaktowac sie ze swoim cieniem, z tymi czesciami
          siebie , do ktorych nie chcemy sie przyznac. Widze, ze poruszylam czule punkty.
          Piszesz, ze projektuje na feministki nienawisc do mezczyzn - moze i projektuje,
          moze sa jeszcze nieuswiadomione czesci mnie, ktore wychodza na powierzchnie
          dajac o sobie znac, przyjrze sie temu, choc mysle, ze jest to juz za mna.
          Nie dyskryminuje feministek, nie dyskryminuje mezczyzn, bo w ten sposob
          dyskryminowalabym czesc siebie. Po prostu mowie o procesie i rozwoju, mowie o
          transformacji i poczuciu sie pelnowartosciowa istota zenska, ale aby sie nia
          stac - trzeba poszukac siebie tam, gdzie myslimy, ze nas nie ma.
          pozdrawiam
          • kocia_noga Re: Jesteście feministkami? 04.02.07, 21:24
            lakshmianahat napisała:

            Po prostu mowie o procesie i rozwoju, mowie o
            > transformacji i poczuciu sie pelnowartosciowa istota zenska, ale aby sie nia
            > stac - trzeba poszukac siebie tam, gdzie myslimy, ze nas nie ma.

            No własnie.
            Poza tym przypisujesz nam jakies emocje, jakąś niedojrzałośc, którą TY masz już
            za sobą; niewiele o nas wiesz,więc skąd te twoje przypuszczenia?
            • lakshmianahat Re: Jesteście feministkami? 04.02.07, 22:21
              Ja nikomu nic nie przypisuje, to mnie sie przypisuje projekcje, na ktora
              zreszta odpowiadzialam, ze jest to mozliwe. A wiec nie wywyzszam sie.
              A to, ze podzielilam sie swoimi odczuciami, to mysle, ze mam takie prawo.
              No ale coz, to byly moje wyobrazenia o grupie wspierajacych sie kobiet, a jak
              widze kazde nowe i inne spojrzenie na sprawe jest bojkotowane. Naprawde, szkoda
              dziewczyny, ze my kobiety nie mozemy sie zrozumiec.
              pozdrawiam
              • iokepine Re: Jesteście feministkami? 05.02.07, 00:04
                Miło mi się sprzątało przez ostatnie 2 godzimy, wchodzę i co widzę.
                Klasyczą wymianę zdań.
                Widziałam ją już wiele razy.

                Ktoś, np. nowa forumowiczka(NF w skrócie) mówi:
                - Feministki nienawidzą mężczyzn. Ja już przez to przeszłam i nie jestem feministką.
                Na to przykładowa feministka (PF):
                - Dlaczego uważasz, ze feministki nienawidzą mężczyzn? Zobacz, tu są definicje
                feminizmu. Co to ma wspólnego z feminizmem? Ja lubię mężczyzn np.
                NF:
                - Znam te definicje, już 20 lat pracuję ze sobą. Feministki widzą mężczyzn jako
                katów,a więc musza ich nienawidzieć. Ja jestem już ponad to. Zobacz to, czego
                nie widzisz (że neinawidzisz mężczyzn), to twój cień.
                PF:
                -Ale to Ty mówiłaś o nienawidzeniu mężczyzn, co to ma wspólnego z feminizmem.
                NF:
                - Ja nikomu nic nie przypisuję, mi się przypisuje projekcje. Każde nowe inne
                spojrzenie jest bojkotowane.


                Niestety, ja ten rodzaj spojrzenia, jaki jak dotąd prezentujesz Lakshmianahat,
                dobrze znam. Próbuję się dowiedzieć, dlaczego myślisz, że feministki nienawidzą
                mężczyzn. Jak na razie usłyszałam, że wg Ciebie feministki uważają się za
                ofiary, a mężczyzn za katów. To nie takie proste. Są mężczyćni, którzy
                samoistnie rezygnują z chwilowych przywilejów patriarchalych zachowań, i są
                kobiety, które podtrzymują patriarchat, zwłaszcza gdy trafią na pozycję matki
                rodu, w starszym wieku. Nie przypadkiem wielu macho twierdzi np. że wszystkie
                kobiety to qurwy,poza ich matką.

                Podałam ci linka do bloga socjopatycznej_malkontentki, mam nadzieję, że go sobie
                poczytasz. Babka jest świetna i genialnie pokazuje na przykładach z życia, jak
                patriarchat uderza we wszystkich - także w jego krótkotrwałych beneficjentów.
                W końcu ile czasu mozna być samcem alfa? Niewiele.
                W tym układzie na dłuższą metę cierpią wszyscy, także mężczyźni.

                I to jest sednem feminizmu - nie zamiana ról, a wypracowanie zrównoważonych,
                elastycznych relacji, wygodnych dla wszystkich.
                • lakshmianahat Re: Jesteście feministkami? 05.02.07, 10:20
                  Dla mnie zycie zycie jest ruchem, ciagla przemiana, wchodzeniem swiadomosci na
                  wyzsze poziomy. Oto ewolucja swiadomosci kobiety:
                  kobieta ofiara - kobieta feministka - transkobieta
                  Kobieta ofiara - etap kiedy jestesmy bezsilne, poddane i uzaleznione, gromadzi
                  sie zal, gniew, zlosc, nienawisc, agresja, ale emocje te sa tlumione, nie
                  przyznajemy sie do poczucia niesprawiedliwosci.
                  Kobieta feministka - wszystkie gromadzone tlumione emocje wychodza na
                  powierzchnie, czujemy, ze cos zostalo nam zabrane przez tyle wiekow, krzyczymy,
                  budzimy sie i rozpoczynamy walke - syndrom niewolnika/poczatkowy etap
                  feminizmu/. W okresie tym kontaktujemy sie wlasnie z nienawiscia w sobie do
                  mezczyzn, do patriarchatu. Nie jest to ani dobre ani zle - po prostu jest to
                  taki etap rozwoju naszej swiadomosci.
                  Jestesmy jak niewolnik, ktory ma mozliwosc zostania panem swego pana. Stad
                  bardzo latwo do wypaczen i mozna zostac kobieta, ktora bierze odwet na
                  mezczyznach za tyle lat niewoli, pokazujac swoja dominacje. Mozna poobserwowac
                  wokolo i zobaczyc duzo kobiet, ktore przyjely taka postawe.
                  Samo slowo feminizm akcentuje kobiecosc, granica jest bardzo sliska, aby z
                  walki o rownouprawnienie nie przejsc na strone kobiety dominujacej nad
                  mezczyznami. Za taka postawa, jakby na to nie patrzec kryje sie nieuswiadomiony
                  gniew, strach i nienawisc. W tym momencie mozemy jednak zrobic ruch ku
                  przyszlosci i powoli wchodzic na wyzszy poziom swiadomosci. Zaczynamy prace z
                  soba, kontaktujemy sie z meskim pierwiastkiem w sobie, kontaktujemy sie z
                  nieuswiadomionymi emocjami/nawet sprzed wielu, wielu wcielen/. To dluga droga,
                  ale wiemy, ze sama afirmacja nie zalatwimy sprawy. Nie musimy afirmowac swej
                  kobiecosci, poniewaz ta swiadomosc kobiety jest przebudzona. Nie znaczy to, ze
                  nie uzywamy wogole afirmacji - sa one pomocne ale stosujemy tez inne techniki,
                  ktore prowadza do wewnetrznej integracji. Akceptacja, transormacja , integracja.
                  Jest to droga ku transkobiecosci - ostatniego etapu swiadomosci.

                  Encykolopedia do jednego worka wrzuca kobiety, ktore sa na roznych poziomach
                  swiadomosci. Nie mowi o nienawisci, no pewnie, ze nie bo nie zajmuje sie
                  aspektem psychologiczo-swiadomosciowym.
                  Odnosnie kobiet, ktore nazywaja sie feministkami broniac przynaleznosci do tego
                  etapu, podalam alternatywe. Transkobiecosc rodzi sie u bram feminizmu. Wyrasta
                  z niego. Moze wiekszosc kobiet jest juz na drodze ku transkobiecosci a upiera
                  sie, ze sa jeszcze feministkami.
                  Popieram feminizm i wspieram go, poniewaz daje poczatek do naszego kobiecego
                  przebudzenia, z tym, ze w pewnym momencie drogi trzeba sobie to odpuscic isc
                  dalej. Zreszta na tym polega zycie, ze dzis jestesmy tym, jutro to sobie
                  odpuszczamy. Taka jest droga swiadomosci ku oswieceniu.
                  A oswiecenie to zintegrowanie dwoch przeciwstawnych biegunow. Jezeli jest
                  feminizm to co jest biegunem przeciwnym.? Ale jezeli jest transkobiecosc - jest
                  transmeskosc. Jedna forma uzupelniajaca druga. Jest calosc!
                  pozdrawiam



                  • akacjax Re: Jesteście feministkami? 05.02.07, 11:35
                    Jest jakaś racjonalność w Twojej wypowiedzi, ale nie wszystko jest az takie proste i takie jednopłaszczyznowe.
                    Ja rozumiem to raczej jak zachodzące na siebie różne obszary.
                    W jednych sprawch jestem na pierwszym etapie, w innych na drugim a są i takie, w których jestem na trzecim etapie.
                    Urodziłam się (i Wy też...:) bo należę do tych wcześniej urodzonych na tym forum)gdy kobiety mogły pracować, miały różne prawa-to sa sprawy dla mnie naturalne, oczywiste, nie ma potrzeby o nie walczyć-czyli niejako w pewnych aspektach życia od razu znalazłam się na najwyższym poziomie.
                    Są sprawy o które się ciągle walczy-równe płace, równe traktowanie w pracy itp.
                    I są sprawy, z którymi jesteśmy w lesie, może nawet nie wiemy, że można to zmienić, może jeszcze czas nie nadszedł.
                    A niektóre właśnie Biegnąca nam uświadomiła, stajemy na poczatku drogi.

                    Nie powiedziałabym o sobie feministką, niektóre poglądy tego ruchu rozjeżdżają się z moją filozofią, z moimi (być może wdrukowanymi mi, utrwalonymi)poglądami.
                    Być może byłabym kimś innym, gdyby przekazy były inne-ale czy to znaczy, ze teraz jestem gorsza? Póki walczę o swój rozwój, o siebie...uważam, że tak ma być.
                  • iokepine Re: Jesteście feministkami? 05.02.07, 15:15
                    Jeśli sama definiujesz słowa wedle własnego uznania, ni dziw się, że reakcje
                    otoczenia są takie, jakie są.

                    Póki będziesz używać słowa feminizm w kontekście nienawiści, będę zwracać Ci
                    uwagę na co najmniej niestosowność.

                    Uważam, że póki kobiety zarabiaja w każdym kraju na świecie na tych samych
                    stanowiskach 20% mniej, póki wiele z nich zasuwa na 2 etatach - w domu i pracy -
                    feminizm ma sens.

                    Uważam też, że twoje definicje są niesprawiedliwe wobec kobiecości, ponieważ z
                    tego, co rozumiem, wg Ciebie kobiecość=bycie ofiarą i dopiero trans-kobiecość (a
                    więc przekroczenie kobiecości) czyni kobietę istotą wartościową.

                    Nie zgadzam się z tak przedawioną ewolucją, tym bardziej, że pachnie mi to
                    kobiecym eunuchem.





                  • kocia_noga Re: Jesteście feministkami? 05.02.07, 22:12
                    lakshmianahat napisała:

                    > Dla mnie zycie zycie jest ruchem, ciagla przemiana, wchodzeniem swiadomosci
                    na
                    > wyzsze poziomy. Oto ewolucja swiadomosci kobiety:
                    > kobieta ofiara - kobieta feministka - transkobieta


                    To twoja autorska wizja ewolucji kobiety, czy tez ktoś jeszcze ją podziela? Ja
                    nie.
                    Ale niech ci będzie,że może to być jedna z dróg.
                    Czytam dalej:

                    > Kobieta ofiara - etap kiedy jestesmy bezsilne, poddane i uzaleznione,
                    gromadzi
                    > sie zal, gniew, zlosc, nienawisc, agresja, ale emocje te sa tlumione, nie
                    > przyznajemy sie do poczucia niesprawiedliwosci.

                    O kim piszesz "my"? Z całą pewnością nie o mnie,więc pewnie o sobie.OK.

                    > Kobieta feministka - wszystkie gromadzone tlumione emocje wychodza na
                    > powierzchnie, czujemy, ze cos zostalo nam zabrane przez tyle wiekow,
                    krzyczymy,
                    >
                    > budzimy sie i rozpoczynamy walke - syndrom niewolnika/poczatkowy etap
                    > feminizmu/. W okresie tym kontaktujemy sie wlasnie z nienawiscia w sobie do
                    > mezczyzn, do patriarchatu. Nie jest to ani dobre ani zle - po prostu jest to
                    > taki etap rozwoju naszej swiadomosci.
                    > Jestesmy jak niewolnik, ktory ma mozliwosc zostania panem swego pana. Stad
                    > bardzo latwo do wypaczen i mozna zostac kobieta, ktora bierze odwet na
                    > mezczyznach za tyle lat niewoli, pokazujac swoja dominacje. Mozna
                    poobserwowac
                    > wokolo i zobaczyc duzo kobiet, ktore przyjely taka postawe.
                    ĘĘĘĘĘĘĘĘ??? To już zupełnie nie zgadza się z moimi doświadczeniami.Ja widze,że
                    kobiety akceptujące patriarchat zachowują się w ten opisany przez ciebie
                    sposób,tzn pragną dominacji i nielubią mężczyzn.



                    > Samo slowo feminizm akcentuje kobiecosc, granica jest bardzo sliska, aby z
                    > walki o rownouprawnienie nie przejsc na strone kobiety dominujacej nad
                    > mezczyznami.

                    Tak myslisz? Bardzo się tego chyba boisz.Może boisz się własnego cienia,w
                    każdym razie własnych dziwnych proroctw.No co to będzie, jak już nastanie
                    równouprawnienie (do którego nam bardzo bardzo daleko) to potem może być coś
                    tak straszliwego jak dominacja kobiet nad mężczyznami.Dziwne te twoje
                    lęki,charakterystyczne raczej dla słabego mężczyzny odgrywającego macho,niż dla
                    feministki

                    Za taka postawa, jakby na to nie patrzec kryje sie nieuswiadomiony
                    >
                    > gniew, strach i nienawisc.


                    No proszę, nie dość,że pzrepowiadasz co się mogłoby stać w jakiejś
                    nieokreślonej przyszłości, to jeszcze wieszczysz brzydkie powody.

                    W tym momencie mozemy jednak zrobic ruch ku
                    > przyszlosci i powoli wchodzic na wyzszy poziom swiadomosci.


                    W którym momencie? Kiedy za 200-300 lat będziemy dominowac? ( O ile
                    będziemy,oczywiście,ale ty nie masz wątpliwości - dominowanie jest konieczne,
                    bez niego ani rusz)

                    Zaczynamy prace z
                    > soba, kontaktujemy sie z meskim pierwiastkiem w sobie, kontaktujemy sie z
                    > nieuswiadomionymi emocjami/nawet sprzed wielu, wielu wcielen/. To dluga
                    droga,
                    > ale wiemy, ze sama afirmacja nie zalatwimy sprawy.

                    Ach, rozumiem.Feminizm dla ciebie to historia jednostki - na niej się zaczyna i
                    na niej kończy.


                    Nie musimy afirmowac swej
                    > kobiecosci, poniewaz ta swiadomosc kobiety jest przebudzona. Nie znaczy to,
                    ze
                    > nie uzywamy wogole afirmacji - sa one pomocne ale stosujemy tez inne
                    techniki,
                    > ktore prowadza do wewnetrznej integracji. Akceptacja, transormacja ,
                    integracja
                    > .
                    > Jest to droga ku transkobiecosci - ostatniego etapu swiadomosci.

                    Matko Boska!

                    >
                    > Encykolopedia do jednego worka wrzuca kobiety, ktore sa na roznych poziomach
                    > swiadomosci. Nie mowi o nienawisci, no pewnie, ze nie bo nie zajmuje sie
                    > aspektem psychologiczo-swiadomosciowym.

                    A co mówi encyklopedia o abolicjonistach,albo o zwolennikach zniesienia
                    appartheidu?Jacy sa, jaka jest ich psychika,jakie etapy mają przed i za sobą i
                    jaki jest ostatni etap ich świadomości?Tez się tym nie zajmuje, paskudna.


                    > Odnosnie kobiet, ktore nazywaja sie feministkami broniac przynaleznosci do
                    tego
                    >
                    > etapu,


                    Zaraz.Jakies kobiety, na ten przykład ja,nazywaja sie feministkami.Co to
                    znaczy,że bronię swojej przynależności? Przed kim ? Przynalezności do czego?Do
                    wymyslonego przez ciebie etapu?Jesli piszesz,że bronią, to znaczy,że są
                    atakowane,albo zagrożone.Owszem, jesteśmy atakowane,przez zwolenników i
                    zwolenniczki patriarchatu oraz ludzi nierozumiejących feminizmu,ale mających
                    złe nastawienie.Zdaje się, jestes jednym z nich.


                    podalam alternatywe. Transkobiecosc rodzi sie u bram feminizmu. Wyrasta
                    > z niego. Moze wiekszosc kobiet jest juz na drodze ku transkobiecosci a upiera
                    > sie, ze sa jeszcze feministkami.


                    No prosze,te kobiety, co się upierają że są feministkami, to ja i jeszcze setki
                    innych osób.No, ty jestes na wyższym etapie rozwoju,tak sam/a o sobie piszesz i
                    raczyłeś/łaś nas tu pouczać, a my się upieramy.Ty lepiej wiesz, czy ktos jest
                    feministka, czy się tylko upiera i w dodatku lepiej wiesz, co to jest feminizm-
                    jest to niższy szczebel rozwoju.Ty stoisz na wyższym.
                    Większego buca nie spotkałam chyba jeszcze.

                    > Popieram feminizm i wspieram go, poniewaz daje poczatek do naszego kobiecego
                    > przebudzenia, z tym, ze w pewnym momencie drogi trzeba sobie to odpuscic isc
                    > dalej. Zreszta na tym polega zycie, ze dzis jestesmy tym, jutro to sobie
                    > odpuszczamy. Taka jest droga swiadomosci ku oswieceniu.
                    > A oswiecenie to zintegrowanie dwoch przeciwstawnych biegunow. Jezeli jest
                    > feminizm to co jest biegunem przeciwnym.?

                    Jakim pzreciwnym biegunem? Jasniej prosze.

                    Ale jezeli jest transkobiecosc - jest
                    >
                    > transmeskosc. Jedna forma uzupelniajaca druga. Jest calosc!

                    Nie wiem, czy smiać się, czy płakac.

                    > pozdrawiam
                    Obejdzie się.Rozwijaj się;na pewnym etapie człowiek robi z siebie błazna w
                    dobrej wierze,głównie przez pychę.
                    A tak swoją drogą, to jak manifestuje się transkobiecość w realnym zyciu? Po
                    czym mozna poznać transkobietę-niefeministkę?
    • lubna czy tu się powoli 05.02.07, 22:24
      new age rozwija? :-/

      wracajmy do Wilków dziewczyny ;-)

      a na feminizm, jak na każdą ideologię, ktoś musi głośno
      krzyczeć, a krzyczą nie tylko panowie Wierzejski,
      Kaczyński czy Wielki Romek. nie rozumiem niechęci do feminizmu,
      nie rozumiem ślpeoty odtyczącej tego, co nam dał.
      możemy pisać. czytać. przed komputerem siedzieć.
      a to wszystko, to nie od zawsze "dany nam przywilej"...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka