micho_ba
29.12.06, 13:08
Poznałem jakieś pół roku temu dziewczyne. Ładna, śliczna, mądra - ideał.
Problem w tym, że ona ma całą masę problemów. Od samego początku nie
ukrywała, że nie wyleczyła się jeszcze z poprzedniego związku i kocha tamtego
faceta, z tego powodu niczego mi nie obiecuje. I ja to zaakceptowałem.
Problem 2: ona ma cała masę kompleksów. Z tego, co się zoriętowałem, wpędza
je w nie jej matka. Dziewczynie wydaje się, że ma za gruby brzuch, za toporne
nogi itd. ostatnio jest załąmana, bo przytyła. Rzeczywiście nie należy do
chudych czy superekstra szczuplutkich, ale bez przesady - nie jest też gruba.
Jest w sam raz.
Problem trzeci jest taki, że ona mi nie ufa. Raz przejechała się na facecie i
teraz nie ufa mi, bo to sprawa w miarę świeza.
Zastanawiam się, czy poprostu nie przystopować, nie dać jej czasu, zeby
doszła do ładu z samą sobą. Kumpel mowi, ze jeżeli ona sama sobie nie poradzi
ze swoimi problemami, to nikt jej nie pomoże. A poza tym tak naprawdę, nie
wiem, kim dla niej jestem. Facetem? Przyjacielem? - chyba ani jedno ani
drugie, bo ona zwiazku nie deklaruje, a ufać mi nie ufa. Co z nią zrobic? I
nie pytam, co ona ma robic, tylko co ja?