Niekończący się remont...

29.12.06, 15:31
W lipcu mój tatuś obiecał, że weźmie się za remont pokoju, w którym mam
zamieszkać (mam swój, ale tamten będzie z łazienką, więc zdecydowałam, że się
zamienię).
We wrześniu nie zrobił nic.
W październiku zrobił elekrtykę.
W listopadzie nic.
W grudniu...
Ot co.
Od początku grudnia robi ten pokój i robi i skończyć nie może.
Zdenerwowałam się i sama wzięłam się za malowanie, więc on też wziął się do
roboty.
Wczoraj już miały być ściany maźnięte w kolorach i podłoga, ale do dziś nic z
tego nie wyszło.
Mama sobie jeździ na zakupy i nie wiadomo co robi, a tata zamiast remontować,
musi latać za klientami (to jest obowiązek mamy).
Przez co z 8 godzin pracy zostaje mu zaledwie 3.
Mam tego dość.
Pojechałam kupić farby i półki, potem znowu mnie wysłali po taśmy i wałki.
A teraz to wszystko leży o oni dyskutują o tym, czy jutro mają jechać w góry
czy nie! :/
Od 2 miesięcy jest rozmowa, że w góry jadą za rok, bo w tym nie mają nawet
dobrego sprzętu.
I nagle 20 minut temu słyszę, że jadą na zakupy, bo prawdopodobnie wyjeżdżają
i wrócą po Nowym Roku.

Wiem, że to może błahe, ale jest mi przykro.
Najpierw obiecali mi, że wprowadzę się tam na urodziny w listopadzie, potem,
że na Święta Bożego Narodzenia, a dziś mi mówią, że nawet po Nowym Roku nie
uda się go skończyć.

A ja już sobie snułam plany...
Pyszna kolacja we dwoje, wspólny prysznic, gorąca noc w Sylwestra...

Niestety nie potrafię kłaść paneli, ani podłączać oświetlenia, co z chęcią bym
zrobiła...
Bo tylko to zostało (nie licząc malowania ścian na kolor, co jutro zrobię
sama, bo na nich liczyć nie można).

Mam doła... :(
    • mozambique Re: Niekończący się remont... 29.12.06, 15:40
      a ten drugi od gorącej nocy to umie druciki podłączyć ??

      czy tylko w łóżeczku sie sprawdza ?
      • ssenga Re: Niekończący się remont... 29.12.06, 15:44
        On nie ma o domu (we wszystkich kontekstach) zielonego pojęcia.
        Studiuje lotnictwo i zna się tylko na tym...

        Bałabym się mu dać wałek i pędzel, bo pewnie skończyłoby się to tragedią.
        • sumire Re: Niekończący się remont... 29.12.06, 15:52
          eee, ale posługiwanie się wałkiem i pędzlem nie wymaga doktoratu i bardzo łatwo
          się nauczyć ;) swoją drogą, pewnie by się chłopu na przyszłość przydało, a
          takie wspólne remonty są bardzo fajne, wiem coś o tym.
          i nic się nie martw - remonty są wściekle czasochłonne. ja mam mieszkanie w
          remoncie od roku, w tym dziurę na wylot pomiędzy sypialnią a łazienką. życiu
          miłosnemu to nic a nic nie przeszkadza :)
          • ssenga Re: Niekończący się remont... 29.12.06, 15:58
            Oj...
            On po 1. nigdy nie malował ścian, a mi marzy się perfekcyjny, klasyczny pokój, a
            nie plamy :P
            A po 2. on zna się tylko na specjalistycznych programach do liczenia w
            komputerze i budowie silników.

            Jutro specjalnie brat mi będzie pomagał, ale nie wiem czy chłopak...
            Muszę to przemyśleć ;)
            • mozambique Re: Niekończący się remont... 29.12.06, 15:59
              zna się tylko na specjalistycznych programach do liczenia w
              > komputerze i budowie silników.
              >
              no patrz, a kiedys lotnik musial umiec sam se samolot złożyc

              zje nas kiedys ta technika, zje !
        • mozambique Re: Niekończący się remont... 29.12.06, 15:58
          lotnictwo to sama matematyka, fizyka i technika

          jak chce efem-szesnaście kiedys latac to wałek, szpachla i drucik MUSI znac

          daj mu szanse, niech sie chłopina uczy
    • eluch_a Re: Niekończący się remont... 29.12.06, 16:00
      Sama sobie pomalowałam pokoik, paneli co prawda nie ułożyłam, ale półki sama
      ulokowałam na scianach i meble poskręcałam równiez sama. To nie jest wielka
      filozofia.
      • sumire Re: Niekończący się remont... 29.12.06, 16:09
        o, witamy w klubie samodzielnie skręcających meble :) po pewnym czasie można
        nawet z tego czerpać swoistą przyjemność, a poczucie sukcesu jest bezcenne ;)
        ja to też wiertarką operuję całkiem sprawnie - jako jednoosobowe gospodarstwo
        domowe nie miałam wyjścia, musiałam się nauczyć.
        • eluch_a Re: Niekończący się remont... 29.12.06, 16:10
          No, nie? Takie skręcanie mebli może być miłe. W wakacje skręcałam sąsiadom za
          kasę, bo tam trzech facetów, a nie umieli instrukcji przeczytać ;)
          • ssenga Re: Niekończący się remont... 29.12.06, 16:28
            Akurat ja nie mam nic do skręcania.

            Mam tylko półki mocowane do ścian, ale najpierw trzeba wywiercić otwory i włożyć
            kołki.

            Ale bez podłogi nic nie zrobię.
            • qqruq9 Re: Niekończący się remont... 29.12.06, 16:55
              Panele składa się jak klocki Lego. Popytaj fachowca, wytłumaczy i razem z
              chłopakiem złożycie "odlotowo".
              • jdbad Re: Niekończący się remont... 29.12.06, 17:01
                No już zrobic otwory za pomocą wiertarki i włożyc kołki to nie filozofia.
                pamiętaj tylko o własciwym rozmiarze wierteł i kołków rozporowych. Ty kup, a
                chłopak niech wierci.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja